'Barka'- forum o tematyce powołaniowej

  • Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

UWAGA! BARKA jest to forum o tematyce powołaniowej. Moderacja nie bierze odpowiedzialności za opinie użytkowników oraz nie weryfikuje osób podających się za osoby duchowne lub konsekrowane.
PRZYPOMINAMY, ŻE NA NASZYM FORUM OBOWIĄZUJE REGULAMIN!
Znaleźć go możesz w ZASADY

UWAGA!!! ZAPRASZAMY DO TWORZENIA INTERNETOWEJ RÓŻY BARKI !!! Chętnych prosimy o zapisy :)

Barka na Facebooku

#1 2008-04-27 12:15:40

Jantoska
Gość

Mało znani święci i błogosławieni :)

Pomyślałam, że fajnie założyć taki wątek, gdzie moglibyśmy dzielić się sylwetkami mniej popularnych świętych i błogosławionych, na których natrafiliśmy i którzy jakoś nas poruszyli. Czasami ograniczamy się tylko do gigantów, jak św. Dominik, św. Faustyna itd., ale przyjemnie też poczytać o tych mniej znanych img/smilies/smile
Ja mam kilku za pazuchą img/smilies/wink Zacznę od błogosławionej, która najprawdopodobniej (choć nie ma pewności) była tercjarką z III Zakonu św. Dominika - bł. Narcyza od Jezusa:

Urodziła się w Nobol (Guayas, Ekwador), 29 października 1832 roku. Rodzice jej Pedro Martillo Mosquera i Josefina Morán byli wieśniakami. Matka zmarła gdy Narcyza była jeszcze dzieckiem i na nią spadł obowiązek zaopiekowania się dziewięcioma braćmi. Prawdopodobnie z powodu braku pieniędzy była zmuszona jako 15 letnia dziewczyna rozpocząć pracę jako służąca u wiejskich gospodarzy. Mając 19 lat została osierocona i przez ojca i pojechała do miasta Guayaquil, by podjąć tam pracę. Pozostała tam do roku 1868, kiedy przeniosła się do Limy do klasztoru dominikanek, gdzie pracowała jako służebna do wszelkich posług. Zachorowała ciężko we wrześniu tegoż roku, chorowała samotnie i opuszczona, nawet nikt specjalnie nie dawał wiary jej chorobie. Zmarła w klasztorze in odore sanctitatis 8 grudnia 1869 roku. W przypadku Narcyzy wyrażenie "in odore sanctitatis" jest użyte nie tylko symbolicznie, a i dosłownie. Wielkie bowiem było zaskoczenie przełożonej klasztoru, gdy po śmierci Narcyzy jej ciało wydawało przepiękny zapach. Bóg wszechmogący w ten sposób zwrócił uwagę na skromną swoją służkę.

Wspomnienie bł. Narcyzy wypada 30 sierpnia, a w Nobol 25 października obchodzi się również uroczyście rocznicę beatyfikacji.

Beatyfikował ją Jan Paweł II 25.10.1992 roku, wraz z 51 męczennikami Ameryki Łacińskiej. W mowie beatyfikacyjnej wspomniał o Narcyzie, dając ją za przykład wszystkim, którzy zmuszeni poszukiwaniem pracy poza wsią, trafiają w trudne warunki miasta.

 

#2 2008-04-27 18:50:34

Brunon
Gość

Re: Mało znani święci i błogosławieni :)

Nie wiem, czy znacie czy nie,ale dla mnie wielkim świętym a chyba rzeczywiście mało znanym jest bł. Ojciec Gwidon z Montpellier - Założyciel Zakonu Ducha Świętego.

Gwidon urodził się w XII w. we Francji w bogatej rodzinie książęcej. Odznaczał się wielką pobożnością i wrażliwością. Gdy otrzymał od rodziców majątek, sprzedał wszystko i na przedmieściach Montpellier (ok. 1175 r.) wybudował szpital. Gromadził w nim opuszczone dzieci, ubogich, chorych i sam osobiście im posługiwał. Przykład Gwidona pociągał innych i tak powstał Zakon oddane służbie potrzebującym i ubogim. Założyciel pragnął, aby to Duch Święty był Pocieszycielem wszystkich ubogich i Jemu też powierzył swe dzieło. W 1198 r. papież Innocenty III zatwierdził Zakon Ducha Świętego. W 1220 r. powstał pierwszy duchacki szpital w Krakowie. Ojciec Gwidon zmarł w 1208 r. W Zakonie Ducha Świętego czczony jest jako błogosławiony i nazwany Apostołem Miłosierdzia.

W chwili obecnej istnieje tylko żeńska gałąź Zakonu - Zgromadzenie Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego (w Polsce, na Ukrainie, we Włoszech i na misjach w Burundi).
W Gdańsku-Matemblewie przy Sanktuarium Matki Bożej Brzemiennej rodzi się wspólnota kapłanów - Towarzystwo Ducha Świętego, która nawiązuje do charyzmatu O. Gwidona i jest próbą odnowy męskiej gałęzi Zakonu Ducha Świętego.

Wspomnienie bł. O. Gwidona przypada 6 lutego.

Ostatnio edytowany przez Brunon (2008-04-27 18:51:20)

 

#3 2008-05-02 21:02:15

gemmagalgani1@wp.pl
Gość

Re: Mało znani święci i błogosławieni :)

Ten wątek mi się bardzo podoba moją kochaną świętą jest Gemma Galgani zmarła 11 kwietnia , dzień moich urodzin i choć nie jest Ona znana moim siostrom to często o Niej mówię. Ta wielka stygmatyczka XXwieku jest moim Przyjacielem.ŚWIĘTA GEMMA GALGANI – CZYLI SZALEŃSTWO KRZYŻA
DZIECIŃSTWO ŚWIĘTEJ GEMMY
Urodziła się 12 marca 1878 w okolicach Lukki, w Borgonuovo, jako piąte z ośmiorga dzieci, w rodzinie Henryka i Aurelii Galganich. Nazajutrz została ochrzczona. Imię Gemma oznacza po włosku klejnot. Matka martwiła się, iż imienia tego nie nosiła żadna ze świętych, ale zaprzyjaźniony z nią ksiądz pocieszał ją, iż może to oznaczać, że dziecko stanie się pewnego dnia rajskim klejnotem.
Zaledwie w miesiąc po jej narodzinach cała rodzina przeniosła się do miasta, na ulicę Borghi. Pod czułą opieką matki i Carlotty Landucci, która uczyła ją pisać i czytać, w wieku pięciu lat odmawiała już oficjum ku czci Najświętszej Maryi Panny, a także za zmarłych, z łatwością dorosłej osoby. Matka przed swą przedwczesną śmiercią zaszczepiła w niej pragnienie nieba i nauczyła wiele o Bogu.
Pewnego dnia zastano Gemmę w pokoju, klęczącą przed obrazem Najświętszego Serca Maryi. Modliła się w skupieniu, ze złożonymi rękoma. Wujek, który ujrzał tę scenę był nią uderzony i zapytał ją cicho: „Co ty tu robisz?” Dziewczynka odpowiedziała: „Odmawiam Zdrowaś Maryjo. Pozwól mi się modlić.”
Był jakiś dziwny wdzięk w tej dziewczynce już oddanej oczyszczającemu i oświecającemu działaniu Ducha Świętego. Zachowała ten wdzięk, który przemieniał jej oblicze aż do śmierci, 11 kwietnia 1903 r. Miała zaledwie 25 lat: życie krótkie, lecz wypełnione zjawiskami mistycznymi o wielkiej różnorodności.
PIERWSZE DOŚWIADCZENIA BOGA
Pierwsze nadprzyrodzone doznanie miało miejsce najprawdopodobniej około 26 maja 1885 r. Gemma tak to opisała: „Uczestniczyłam najlepiej jak potrafiłam we Mszy św. i modliłam się za mamę, kiedy nagle jakiś głos powiedział mi w sercu: „Czy zechcesz mi dać twoją mamę?” „Tak, odpowiedziałam, pod warunkiem, że mnie też weźmiesz, razem z nią” „Nie – mówił dalej głos – ty na razie musisz zostać z tatą. Ja ją zaprowadzę do Nieba. Oddaj mi chętnie twoją mamę.” Musiałam przytaknąć... Kiedy po mszy św. wróciła do domu rozpłakała się na widok mamy.
Mama odeszła z tego świata w wieku 39 lat, dotknięta gruźlicą bardzo rozpowszechnioną w tamtej epoce, we wszystkich regionach. Po śmierci matki Gemma została powierzona na jakiś czas cioci, Helenie Landi. Był to okres duchowego osamotnienia młodej sieroty, pomimo uprzejmości tej oddanej osoby, która podziwiała głęboko siostrzenicę.
Gemma kontynuowała naukę. Od początku 1887 roku rozpoczęła ją w pensjonacie Instytutu Oblatek Ducha Świętego, nazywanym zwyczajowo w Lukka Instytutem św. Zyty.
Gemma korzystała tu z atmosfery głęboko religijnej i zrównoważonej. Jej dusza znalazła klimat sprzyjający, który pozwolił łasce przynieść owoce.
PIERWSZA KOMUNIA ŚWIĘTA
19 czerwca 1887 r. Gemma przystąpiła po raz pierwszy do Komunii św. W przeddzień wieczorem napisała do swego ojca: „Mój drogi ojcze, jesteśmy w przededniu mojej pierwszej Komunii Świętej, dla mnie dnia nieskończonego szczęścia. Proszę cię o przebaczenie za troski, jakich ci przysporzyłam i proszę cię dziś wieczór, abyś o wszystkim zechciał zapomnieć...”
Dla Gemmy to spotkanie z Jezusem Eucharystycznym było jednym z najważniejszych wydarzeń jej krótkiego życia. W swoim dzienniku napisała: „Postaram się każdą spowiedź odprawiać i Komunię św. przyjmować tak, jakby to był ostatni dzień w moim życiu. Będę często nawiedzać Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, zwłaszcza gdy będę strapiona...”
Po latach zaś napisała: „Nie sposób opisać tego, co w owym momencie zaszło pomiędzy mną a Jezusem. Sprawił, że bardzo silnie odczułam Go w mej duszy. Uświadomiłam sobie wtedy, że rozkosze niebieskie różnią się od ziemskich, i ogarnęło mnie pragnienie utrwalenia tego mojego związku z Bogiem wiecznym”.
SZKOŁA
Po tym wielkim wydarzeniu Gemma odnalazła na nowo rytm życia Instytutu świętej Zyty.
„Wyróżniała się od innych inteligencją – oświadczyła siostra Julia Sestini. Szczególnie łatwo uczyła się francuskiego i miała zdolności matematyczne.” Gemma zaś w tym okresie zanotowała: „Czuję, jak rodzi się w mojej duszy wielkie pragnienie poznania w szczegółach całego życia i Męki Jezusa.”
To pragnienie poznania Męki Jezusa rozwinęło się najpierw na terenie szkoły. W wieku 13 lat Gemma była już duszą spragnioną Boga. Także rekolekcje, w jakich uczestniczyła w 1891 r., były dla niej okazją do autentycznego wzrostu duchowego.
„Pojęłam, że Jezus zsyłał mi okazję do dobrego poznania samej siebie i do większego oczyszczenia mnie, abym Mu się bardziej podobała.”
Gemma poszukiwała samotności, skupienia, gdyż potrafiła w nim znaleźć „samego Jezusa”. Obecność Boga tak ją pochłaniała, że coraz bardziej wspólnotowe życie stawało się dla niej przykre. Siostra Julia troskliwie czuwała, aby młoda uczennica zachowała doskonałą równowagę.
Gemma była bardzo lubiana, tak przez nauczycieli, jak i przez koleżanki. Mimo iż cicha i pełna rezerwy, zawsze gotowa była obdarzyć każdego przyjaznym uśmiechem. Będąc z natury dzieckiem bystrym i żywym, już jako uczennica, przejawiała ogromną samodyscyplinę, panując nad swymi emocjami. Przełożona sióstr poprosiła kiedyś nauczycielkę Gemmy i całą klasę o modlitwę za konającego, który odmawiał przyjęcia Sakramentów. Kiedy modlitwa dobiegła końca, Gemma wstała, podeszła do nauczycielki i szepnęła jej na ucho: „Zostałyśmy wysłuchane”. Tego samego dnia, wieczorem, dotarła do nich wiadomość, że człowiek rzeczywiście nawrócił się i przed śmiercią odnalazł pociechę w wierze.
Mimo iż uczyła się dobrze, chroniczna choroba zmusiła ją do przedwczesnego opuszczenia szkoły. Do końca swych dni miała kłopoty ze zdrowiem.
WRAŻLIWOŚĆ NA NĘDZĘ
Gemma była wrażliwa na ludzką nędzę. Opowiada: „Za każdym razem, kiedy wychodziłam z domu prosiłam mojego ojca o pieniądze, a gdy odmawiał prosiłam, aby mi pozwolił zabrać chleb, mąkę albo inne rzeczy. Zawsze na swojej drodze spotykałam biedaków. Tym, którzy przychodzili do domu dawałam ubrania i wszystko, co miałam pod ręką, lecz szybko mój spowiednik mi tego zakazał... Kiedy wychodziłam z domu spotykałam samych biedaków i oni wszyscy biegli za mną. Nie miałam im co dać. Płakałam z tego powodu stale ze smutku.”
UMIŁOWANIE KRZYŻA
Od najmłodszych lat matka często pokazywała jej krzyż. W ten sposób Gemma żyła w bliskości Męki Jezusa. Z roku na rok pragnienie tej bliskości w niej rosło.
Całe życie Gemmy pełne było doświadczeń mistycznych i specjalnych dowodów łaski. Częstokroć spotykały się one z niezrozumieniem, a nawet z drwinami. Znosiła to jako jedną z form pokuty, pamiętając, że Pana naszego również nie wszyscy rozumieli, a niejeden z Niego drwił.
POCZĄTEK TRUDNOŚCI
Rok 1897 był dla niej i dla całej rodziny „bolesny”. Henryk Galgani – dobrze prosperujący farmaceuta – ciężko zachorował. Wcześniej każdy korzystał z jego wspaniałomyślności: jedni pożyczali od niego pieniądze, nie troszcząc się o zwrot, inni nie płacili za dzierżawę fermy. Powoli rodzina została całkowicie zrujnowana i wpadła w największą nędzę.
Gemma zaczęła poznawać mękę Jezusa, nie tylko z opowiadań, nad którymi lubiła rozmyślać, lecz przede wszystkim poprzez wydarzenia, jakie wnikały w nią jak płomienie.
DZIAŁANIE ANIOŁA
Gemma często widywała swego Anioła Stróża, utrzymywała z nim bardzo bliski kontakt. Czasem Anioł chronił ją i pocieszał, niekiedy udzielał rad, a nawet ganił surowo za jej wady, mówiąc: „Wstyd mi za ciebie”. Czasem słyszano, jak się z Nim spierała, tak że nawet jej duchowy opiekun, o. Germano, przypominał jej, iż rozmawia z błogosławionym duchem, któremu winna jest szacunek.
Pierwsze widzialne działanie Anioła Stróża zanotowano we wrześniu 1895 r. Gemma otrzymała złoty zegarek i cieszyła się, że wyjdzie przyozdobiona tą „biżuterią”. Po jej powrocie do domu ukazał się jej Anioł, mówiąc: „Pamiętaj, że kosztownymi przedmiotami, które służą do przyozdobienia się oblubienicy dla ukrzyżowanego Króla, mogą być wyłącznie ciernie i krzyż.”
Ogarnięte bojaźnią serce Gemmy przeczuło teraz, czym się miała stać: oblubienicą ukrzyżowanego Króla. Napisała: „Chcę iść za Tobą, Jezu, za cenę wszelkiego bólu, chcę iść za Tobą z gorliwością.”
Wzmianki o Aniele Stróżu znajdują się na niemal każdej stronie dziennika Gemmy. Opisała kiedyś, że diabeł bił ją w ramię przez prawie pół godziny. „Potem przyszedł mój Anioł Stróż i zapytał, co się dzieje; błagałam go, by spędził ze mną tę noc, on jednak odpowiedział: Muszę iść spać. „Nie – powiedziałam. – Aniołowie Jezusa nie sypiają!” „A jednak – stwierdził uśmiechając się – powinienem odpocząć. Gdzie mnie położysz?” Prosiłam, by pozostał blisko mnie. Poszłam do łóżka; potem miałam wrażenie, że rozpostarł skrzydła i uniósł się nad moją głową. Rano jeszcze był”.
Jedną z najbardziej zadziwiających rzeczy jest fakt, iż Gemma często wysyłała swego Anioła Stróża, zazwyczaj do Rzymu. Prosiła go, by doręczył ojcu Germano list lub jakieś ustne przesłanie. Odpowiedzi nierzadko doręczał Anioł Stróż owego kapłana. Uświadamiając sobie, jakie to niezwykłe, ojciec Germano prosił Niebo o znak, iż jest to zgodne z wolą Bożą.
Po śmierci Gemmy napisał: „Iluż próbom nie poddawałem tego fenomenu, by się upewnić, że mam do czynienia z nadnaturalną interwencją! A jednak żadna z moich prób nie dała wyniku negatywnego; coraz bardziej nabierałem przekonania, że to, jak i wiele innych nadzwyczajnych zjawisk związanych z jej życiem, dowodziło, iż niebu sprawia radość zabawa z tą niewinną i wspaniałą panną”.
ŚMIERĆ PANA GALGANI
Dla Gemmy i jej rodziny sytuacja stała się niepokojąca nazajutrz po śmierci pana Galgani. Napisała ona wtedy: „Po śmierci mojego ojca zostaliśmy bez niczego. Nie mieliśmy już za co żyć.”
Od początku r. 1898 rodzina Galgani zamieszkała pod numerem 13 na ulicy Viscione w dzielnicy ludowej. A dziewiętnastoletnia Gemma zastąpiła siedmiu siostrom i braciom matkę. Kiedy starsi dorośli na tyle, by dzielić z nią obowiązki, ona przez krótki czas mieszkała z ciotką. Chociaż płaciła dobrem za każdy przejaw miłości ze strony ciotki i wujka, nie najlepiej znosiła ich bogate życie towarzyskie. Często bywali w mieście, zachęcając Gemmę, by wraz z nimi korzystała z życia, na które mogli sobie pozwolić.
Oświadczyło się jej też dwóch młodzieńców. Ale Gemma pragnęła ciszy i spokoju, ponad wszystko przedkładając modlitwę i rozmowę z Bogiem. Po powrocie do domu Gemma niemal od razu zachorowała na zapalenie opon mózgowych. Traciła stopniowo słuch i włosy. Ręce i nogi miała całkowicie sparaliżowane. Żaden z dostępnych wówczas leków nie był w stanie jej pomóc, pozostawała więc przykuta do łóżka przez prawie rok. Ale martwiło ją jedynie to, że sprawia kłopot opiekującym się nią krewnym.
Wieści o heroicznej cierpliwości dziewczyny rozniosły się po mieście i wielu ludzi przychodziło ją pocieszyć. Dla każdego potrafiła znaleźć uśmiech i serdeczne słowo, jednak choroba postępowała...
„Pewnego wieczoru – opowiada – bardziej zaniepokojona niż zwykle skarżyłam się Jezusowi, że skończę nie mogąc się wcale modlić, jeśli mnie nie uzdrowi. Pytałam, dlaczego pozostawiał mnie tak chorą. Wtedy Anioł mi odpowiedział: ‘Jeśli Jezus umartwia twoje ciało, to czyni tak, aby lepiej oczyścić twoją duszę.’
Rano 3 marca 1899 r. Gemmę odwiedził jej spowiednik, prałat Volpi. Napisała: „Wyspowiadałam się i rano, wciąż przykuta do łóżka przyjęłam Komunię świętą. O, słodkie chwile, jakie spędziłam z Jezusem… odnowiłam moje przyrzeczenia Jezusowi, który mnie zapytał: ‘Gemmo, czy chcesz wyzdrowieć?’ Łaska została mi udzielona. Wyzdrowiałam.”
PO UZDROWIENIU GEMMY
Teraz życie powróciło do normalnego biegu. Gemma zbyt osłabiona z powodu choroby musiała na siebie uważać, lecz jej nadprzyrodzona gorliwość niosła ją pod tabernakulum. Każdego ranka śpieszyła przyjąć Jezusa, który napełniał ją tyloma łaskami.
Pisała: „W drugi piątek marca 1899 r. wyszłam po raz pierwszy przyjąć Komunię św. I od tej chwili nigdy jej nie opuściłam…”
Jezus obecny w Eucharystii stawał się dla Gemmy biegunem całego życia duchowego.
Znajdując się przed wizerunkiem Serca Jezusa Gemma powiedziała Mu kiedyś: „O, mój Jezu, chciałabym tak bardzo Cię kochać, nie wiem jednak, jak to uczynić!” Usłyszałam głos – zapisała – który mi mówił: „Czy chcesz zawsze kochać Jezusa? Zatem nie przestawaj ani na chwilę cierpieć dla Niego. Krzyż jest tronem prawdziwie kochających Jezusa. Krzyż jest dziedzictwem wybranych w tym życiu.”
GODZINA STYGMATÓW
Życie wypełnione modlitwą i poszukiwaniem swego powołania, oczyszczeniem przez chorobę i codziennymi umartwieniami zostało ukoronowane największą łaską, która zaważyła na całym jej dalszym życiu.
W oktawie Bożego Ciała, wieczorem 8 czerwca 1899, po powrocie do biednego domu przy ulicy Biscione, Gemma przyjęła łaskę najsłodszą i najstraszliwszą: ujrzała jak na jej ciele odciskają się święte znaki Męki, żywe odbicia ran Chrystusa. Była to również wigilia Uroczystości Najświętszego Serca Jezusa.
„Poczułam wewnętrzny ból z powodu moich grzechów. Nigdy nie odczuwałam tego tak silnie jak wtedy. Ten ból niemal mnie przygniatał, jakbym miała umrzeć. Czułam jakby w tym uczestniczyły wszystkie władze duszy: rozum nie wiedział, że moje grzechy obrażały Boga; pamięć wszystkie je przede mną stawiała i sprawiała, że widziałam wszystkie udręki, jakie Jezus przeszedł, aby mnie zbawić; wola nakłaniała mnie, aby je wszystkie znienawidzić i obiecać, że wycierpię wszystko, żeby je wynagrodzić. Mnóstwo myśli przelatywało mi przez głowę. To były myśli bolesne, kochające, bojaźliwe, pełne nadziei i ufności. Kiedy się uspokoiłam, weszłam w stan ekstazy i ujrzałam Niebieską Mamę, która miała po swej prawicy mojego Anioła Stróża, który nakazał mi odmówienie aktu żalu. Kiedy to uczyniłam, Mama Niebieska skierowała do mnie te słowa: „Córko, w imię Jezusa, są ci odpuszczone wszystkie grzechy.” Potem dodała: „Jezus, mój Syn tak bardzo cię kocha, że chce cię obdarzyć łaską. Czy potrafisz być jej godna?”
W mojej nędzy nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Ona zaś dodała: „Ja będę ci Matką, a czy ty będziesz umiała być mi prawdziwą córką?” Ujęła swój płaszcz i okryła mnie nim. W tej samej chwili ukazał się Jezus, który miał otwarte wszystkie rany. Z jego ran jednak nie płynęła już krew, lecz strumienie ognia, które dotknęły moich dłoni, stóp i serca. Odczułam, że umieram. Upadłam na ziemię, lecz Mama mnie podniosła i znowu okryła mnie swoim płaszczem. Na kilka godzin pozostałam w takiej pozycji. Potem Mama pocałowała mi czoło i wszystko znikło. Odczuwałam jednak nadal silny ból w stopach, dłoniach i sercu. Wstałam, aby się położyć i zauważyłam, że z miejsc, które mnie tak bolały płynie krew. Owinęłam te miejsca i potem, wspomagana przez Anioła Stróża położyłam się. Ból i udręki, jakie mi wcześniej dokuczały, zastąpił doskonały pokój. Rankiem ledwo trzymałam się na nogach, aby iść przyjąć Komunię św. Włożyłam rękawiczki, aby zakryć dłonie. Ledwie powłóczyłam nogami. Sądziłam, że lada chwila umrę. Jakiż ból towarzyszył mi w ten piątek, w Uroczystość Najśw. Serca Jezusa.”
Potem pokazała stygmaty jednej z ciotek, mówiąc: „Popatrz tylko, co zrobił mi Jezus!”
W każdy czwartkowy wieczór Gemma wchodziła w stan ekstazy i wtedy znów pojawiały się te ślady. Stygmaty utrzymywały się do piątkowego wieczoru lub sobotniego ranka. Potem krwawienie ustawało, rany zasklepiały się, a miejsce głębokich ran zajmowały białe blizny. W późniejszym okresie jeden z opiekunów duchowych Gemmy zwrócił się do przedstawicieli nauki, prosząc o zbadanie jej stygmatów. Zgodnie z przewidywaniami Gemmy, lekarz uznał je za swoisty objaw choroby: urojenie zbyt pobożnej duszy.
Stygmaty Gemmy przestały się pojawiać po roku. Opiekun duchowy zabronił jej przyjmowania tej łaski, wymodliła więc to, że znamiona Męki Jezusa ustąpiły, chociaż białe ślady widoczne były aż do dnia jej zgonu.
Dzięki pomocy spowiednika Gemma zamieszkała z rodziną o nazwisku Giannini w Lukka, gdzie mogła więcej czasu poświęcać życiu duchowemu.
Prałat Volpi polecił Cecylii Giannini, aby jak najbliżej siebie trzymała Gemmę – gdyż było dla niej konieczne, żeby była otoczona troską, a równocześnie ukryta przed światem. Rodzina, która liczyła wtedy jedenaścioro dzieci, przyjęła Gemmę jako dwunaste dziecko.
W ich domu w Lukka do dziś czuje się niewidzialną obecność Gemmy. Ona sama odczuwała wielką wdzięczność wobec tej przybranej rodziny i niejeden raz słyszano, jak trwając w ekstazie, modliła się za jej członków. Radośnie wypełniała obowiązki domowe i pomagała w nauce dzieciom swych gospodarzy. To, co Gemma mówiła w ekstazie, jest dość dobrze udokumentowane. W tym stanie uniesienia dusza tak bardzo zespala się z Bogiem, że normalna aktywność zmysłów ulega zawieszeniu. Spowiednik oraz krewna przybranej rodziny, Cecylia, często słuchali słów Gemmy i zapisywali jej rozmowy z Niebem.
Ojciec Germano słyszał kiedyś, jak się spierała z Najwyższym Sędzią o kwestię zbawienia pewnej duszy. Mówiła: „Szukam nie Twej sprawiedliwości, ale Twej łaski. Wiem, że przez niego roniłeś łzy, ale....nie możesz myśleć o jego grzechach. Musisz myśleć o Krwi, którą przelałeś. Odpowiedz mi teraz, Jezu; powiedz, że zbawiłeś mojego grzesznika”.
Gemma podała nazwisko człowieka, o którego się modliła. Tuż potem zawołała radośnie: „Został zbawiony! Zwyciężyłeś; Jezu zawsze tak triumfuj”.
Potem stan uniesienia ustąpił. Ledwie o. Germano opuścił pokój, usłyszał pukanie. Jakiś obcy chciał z nim rozmawiać. Kiedy człowiek znalazł się przed kapłanem, upadł na kolana zalewając się łzami: „Ojcze, chcę się wyspowiadać”. Kapłan ze zdumieniem stwierdził, że ma do czynienia z „grzesznikiem Gemmy”.
Podczas badania jej apostolstwa wszyscy świadkowie zeznawali, iż w sposobie jej bycia nie było sztuczności. Kiedy kończył się stan ekstazy, powracała do normalnego życia, cicho i radośnie, zajmując się sprawami domu. Większość tych, którzy ją znali, nie miała pojęcia o wielu surowych pokutach, jakie sobie zadawała, i ofiarach, jakie podejmowała. Nieliczni mieli ten przywilej, iż uświadamiali sobie, jak bardzo została wyróżniona. Pomimo wszystkiego, co się jej przytrafiło, Gemma umiała znaleźć w tej trudnej drodze życia prawdziwą radość. Powiedziała kiedyś: „Kiedy jesteśmy ściśle związani z Jezusem, nie ma ani krzyża, ani smutku”.
«Nikt nie umierał
tak jak Gemma...»
W styczniu 1903 r. wykryto u niej gruźlicę. Ażeby uchronić jej przybraną rodzinę, Gemmę odizolowano w niewielkim mieszkaniu niedaleko domu Gianninich. Przez cztery miesiące bez słowa skargi znosiła chorobę. Zmarła cicho, w obecności księdza z miejscowej parafii, 11 kwietnia. Ksiądz ten powiedział podczas przesłuchania: „Wielokrotnie stawałem przy łożu śmierci, nigdy jednak nie widziałem nikogo, kto by umierał tak jak Gemma; nie zapowiadając tego żadnym gestem, żadną łzą ani nawet urywanym oddechem. Umarła z uśmiechem, który pozostał na jej wargach; nie mogłem uwierzyć, że naprawdę nie żyje”.
Za życia łączyły ją ścisłe powiązania z zakonem Męki Pańskiej, nie tylko z racji jej duchowości pasyjnej, ale i dlatego, że za życia pozostawała pod duchowym kierownictwem świątobliwego pasjonisty o. Germana Ruoppoli. Po śmierci jej ciało spoczęło w kościele Sióstr Pasjonistek w Lukka i to pasjoniści prowadzili jej proces kanonizacyjny, gdy władze Kościoła zaczęły badać życie Gemmy od r. 1917. Beatyfikował ją Pius XI w 1933 r. Dekret zatwierdzający wymagane do kanonizacji cuda został odczytany 26 marca 1939 r.– w Niedzielę Wielkanocną. Gemmę Galgani kanonizował Pius XII 2 maja 1940 roku, w trzydzieści siedem lat po jej śmierci.
W marcu 1901 r. Gemma napisała do prałata Volpi o tym, co Jezus powiedział jej tego samego dnia: „Bądź pewna, że to ja, Jezus, mówię do ciebie, a za kilka lat, przez moje działanie, będziesz świętą, dokonasz cudów i dostąpisz chwały ołtarzy.” Wspomnienie tej młodej świętej Kościół obchodzi 16 maja.

 

#4 2008-05-04 14:02:53

issa
Gość

Re: Mało znani święci i błogosławieni :)

Nie wiem, czy mało znana czy nie, ale bardzo mi bliska - bł. Aniela Salawa.
Pisałam już o niej albo w wątku o świętych albo o patronach z bierzmowania.
A poczytać o niej można tu: http://www.cudaboze.pl/2007/numer.php?numer=3 ,
http://www.nasza-arka.pl/2004/numer.php?numer=11
I można obejrzeć filmik: http://www.youtube.com/watch?v=pVCtDhvAMQY
(hmmm... skoro kręcą o niej filmy, to może nie jest wcale nieznana? img/smilies/smile )

Ostatnio edytowany przez issa (2008-05-04 15:51:15)

 

#5 2008-05-07 13:13:28

alciak89
Gość

Re: Mało znani święci i błogosławieni :)

A ja bardzo polecam do zapoznania się ze św. Teresą od Jezusa z Los Andes - duchowa córka Wielkiej św. Teresy od Jezusa, karmelitanka! Niedawno przeczytałam o niej i stała się moją kolejną duchową patronką i przyjaciółką img/smilies/smile

Juana Fernández Solar urodziła się w Santiago w Chile 13 lipca 1900 roku. Od dzieciństwa była zafascynowana osobą Chrystusa i głęboko przeżywała duchową łączność z Nim. Odznaczała się wielkim nabożeństwem do Najświętszej Maryi Panny, a także prostotą, miłością bliźniego i radością życia. W 1919 roku wstąpiła do klasztoru karmelitanek bosych w Los Andes i przyjęła imię Teresy od Jezusa. Zmarła na tyfus 12 kwietnia następnego roku, po złożeniu ślubów zakonnych. W 1987 roku papież Jan Paweł II ogłosił ją błogosławioną i przedstawił jako wzór dla młodzieży. Ten sam papież kanonizował ją w roku 1993. Jest ona pierwszym kwiatem świętości narodu chilijskiego i Zakonu Karmelitańskiego w Ameryce Łacińskiej.
I jeszcze dla zainteresowanych link:
http://www.karmel.pl/hagiografia/fernandez/index.php

***

Także "zareklamuję" moją patronkę, bł. s. Alicję Kotowską zaliczoną do grona 108 Męczenników, beatyfikowaną przez Jana Pawła II w 1999 roku.
Tu można sobie o niej poczytać:
http://www.wejherowo.pl/new/index.php?c … ka&p=0

Ostatnio edytowany przez alciak89 (2008-05-07 13:14:12)

 

#6 2008-05-07 19:03:26

karmelcia
Gość

Re: Mało znani święci i błogosławieni :)

A ja bardzo polecam do zapoznania się ze św. Teresą od Jezusa z Los Andes - duchowa córka Wielkiej św. Teresy od Jezusa, karmelitanka! Niedawno przeczytałam o niej i stała się moją kolejną duchową patronką i przyjaciółką img/smilies/smile

Na jutubie wpiszcie jej imię i nazwisko i można pooglądać odcinki filmu o tej świętej, trochę w stylu telenoweli, ale piękny, niestety nie po polsku, ale są angielskie napisy, że jeśli ktoś się uczy angielskiego to coś tam zrozumie.

 

#7 2008-05-07 22:12:01

Jana Mlada OSB
Gość

Re: Mało znani święci i błogosławieni :)

swieta Mlada - moja patronka byla corka krola Boleslawa (to wlasnie on zabil swojego brata sw. Waclawa i jej babcia kazala zabic prababcie sw. Ludmile - fajna historia rodzinna nie?). Mlada zyla w 10 wieku. Pojechala do Rzymu i prosila papieza o biskupstwo i biskupa dla Pragi - i tak o uniezaleznienie kosciola czeskiego od biskupa w Regensburg. Z Rzyma wrocila nie tylko z pozwoleniem na biskupstwo, ale wrocila jako ksieni wraz z siostrami i za pomoca swojego brata ufundowala na zamku praskim pierwszy klasztor na ziemiach czeskich - klasztor sw. Jerzy - r. 967 lub 973. Dopiero dwadziescia lat pozniej sw. Wojciech wraz z bratem Mlady ufundowali klasztor benedyktynow w Brzewnowie. Mlada zmarla w opinii swietosci 994 - obrazek mozecie znalezc tutaj: http://www.benediktinky.cz/ibenedikt.htm - zupelnie nadole.
Siostra Mlady Doubravka - w Polsce znana jako Dombrowka - wyszla za maz za polskiego ksiecia Mieszka. Brat jej Strachkvas zostal benedyktynem.
img/smilies/wink

Ostatnio edytowany przez Jana Mlada OSB (2008-05-07 22:35:45)

 

#8 2008-05-08 11:32:18

annuarita_1
Użytkownik
Imieniny: 27 sierpień
Urodziny: 19.01
Skąd: Pruszków

Re: Mało znani święci i błogosławieni :)

Błogosławiona Annuarita Nengapeta Urodziła się 29 grudnia 1939 roku w Mikoko w Górnym Zairze. Rodzice byli poganami. Przyjęła chrzest jako dwuletnie dziecko. Ojciec porzucił rodzinę. Pięcioro dzieci wychowywała matka. Annuarita w 1955 roku wstąpiła do zakonnego Zgromadzenia Świętej Rodziny. Miała 16 lat. W zgromadzeniu sióstr uzyskała dyplom nauczycielki. W swoim dzienniczku napisała: "Zostałam konsekrowana tylko Jezusowi". 29 listopada 1964 roku rebelianci zaatakowali klasztor. Pułkownik Olomba wybrał siostrę Annuaritę by ją zgwałcić. Gdy się nie poddała, kazał ją zasztyletować. Zmarła 1 grudnia 1964 roku. 15 sierpnia 1985 roku Ojciec Święty Jan Paweł II beatyfikował Annuaritę Nengapete.

Offline

 

#9 2008-05-08 12:11:44

natalina
Gość

Re: Mało znani święci i błogosławieni :)

Św. Wiktoria

Wszystkie życiorysy ŚWIĘTEJ WIKTORII są skąpe w szczegóły z jej życia, czasem sprzeczne w danych historycznych.
Zacny prebendarz łowicki, ksiądz Dominik Czerwiński, dla pobożnych Łowiczaków, którzy w sercach swoich żywili szczególną pobożność ku Świętej Wiktorii, napisał książeczkę "O życiu i śmierci Świętej Wiktorii szczególnej Patronki Łowicza" - z modlitwami, godzinkami, litanią i pieśniami do Świętej.
Czytamy w niej:
Wiktoria urodziła się w Italii, w mieście Tivoli, niedaleko Rzymu, w 234 r. - za panowania cesarza Decjusza, prześladowcy chrześcijan. Imion rodziców Wiktorii nie znamy. Byli na pewno ludźmi zamożnymi i chrześcijanami. Wiktoria miała starszą siostrę Anatolię. Obie dziewczyny niezwykłej urody. I jak to było zwyczajem rodzice wybrali narzeczonych dla swoich cór. Dla Anatolii - Tytusa Aureliusza, a dla Wiktorii - Eugeniusza. Byli to chłopcy z rodów patrycjuszowskich. Jeden tylko był szkopuł w tym narzeczeństwie. Eugeniusz i Tytus Aureliusz byli poganami. Nie wiedzieli o tym, że ich dziewczyny są chrześcijankami.
Wiktoria miała żal do rodziców: - Dlaczego wybraliście nam na mężów chłopców, którzy nie wierzą w Chrystusa? - To są dobrzy chłopcy, a wy możecie sprawić, Że oni, patrząc na wasze życie i przez miłość do was, też staną się gorliwymi chrześcijanami.
Dziewczyny jednak były przekorne i jak widać, z charakterem. Porozmawiały sobie i w tajemnicy postanowiły: - Nie! Źle jest sprzeciwiać się rodzicom, ale nie będę kochała nikogo oprócz Chrystusa. - Co do mnie - mówiła Wiktoria, nie mam wątpliwości. Nikt nie będzie moim oblubieńcem oprócz Pana Jezusa. Zresztą po śnie, jaki miałam, złożyłam Mu ślub, Że będę dla Niego dziewicą. Postanowiłam sprzedać posag, który przeznaczyli mi rodzice. Pieniądze rozdam biednym. Koniec z życiem towarzyskim, koniec z narzeczeństwem. Poznaję teraz dobrze, że nadzieja nawrócenia Eugeniusza to była tylko złudną pokusą... Dzięki miłościwemu Bogu, że mnie wywiódł z tej pokusy...Anatolio, módlmy się za siebie wzajemnie, abyśmy nie sprzeniewierzyły się naszym ślubom i Boskiemu Oblubieńcowi naszemu choćby nam przyszło za to życie oddać.
Ależ to charakterki!
Po tej decyzji dziewczyn najbliższa rozmowa z chłopcami była bardzo stanowcza. - Jesteśmy chrześcijankami, nie wyjdziemy za mąż za tych, którzy nie wierzą w Chrystusa, tylko składają ofiary jakimś bożkom.
Chłopcy jednak uważali to za dziewczęce grymasy i nie przejęli się nimi. Przecież jest sposób.
Też powzięli decyzję. - Słuchaj, ty bierz swoją, a ja swoją. Trzeba je porwać z domu. Wtedy zaczną myśleć i mówić inaczej.
I tak się stało.Tytus wywiózł Anatolię do swojej wiejskiej posiadłości w Marchii Ankońskiej, a Eugeniusz Wiktorię do swego zamku w Rzymie.Eugeniusz pozwolił Wiktorii na dużą swobodę.
Domownicy polubili dziewczynę. Była piękna, grzeczna, nie bała się pracy ale wszystkim mówiła o Chrystusie i o tym, że Go kocha ponad życie. Eugeniusz zauważył, że jego dworzanie modlą się po chrześcijańsku. Sześćdziesiąt dziewczyn z dworu powiedziało,
że też chcą, tak jak ich pani, kochać tylko Chrystusa. To zdenerwowało bardzo Eugeniusza i postawił dziewczynę przed wyborem: - Albo za mnie wyjdziesz i będziesz posłuszną żoną bez chrześcijańskich dziwactw, albo marnie zginiesz.
- Eugeniuszu - spokojnie tłumaczyła Wiktoria. To dobrze, że tak postawiłeś sprawę. Nie miej złudzeń Nie będę twoją żoną. Wybieram to drugie. - Wybierasz śmierć? - Tak, wybieram śmierć dla Chrystusa. Eugeniusz oskarżył więc Wiktorię przed sędzią - Wiktoria jest chrześcijanką  To wystarczyło, aby sędzia bez procesu wydał wyrok śmierci. Ponieważ była Rzymianką, miała zginąć przebita mieczem. Sędzia z katem Talijarchem osobiście pofatygował się do zamku Eugeniusza, aby jeszcze raz w sposób urzędowy zapytać: - Zostajesz chrześcijanką czy złożysz ofiarę bogom?- Zostaję chrześcijanką i wybieram śmierć dla Chrystusa, którego kocham ponad życie. Sędzia dał znak palcem w dół, co znaczyło - wykonać wyrok. Kat przebił jej serce mieczem.
Stało się to dwudziestego trzeciego grudnia 253 r. Pochowano ją na mentarzu przy Via Salaria.
Podobną śmierć poniosła Anatolia. Z rozkazu wielkorządcy Faustyna dziewiątego lipca tegoż roku 253 została przebita mieczem.

 

#10 2008-05-08 22:28:40

Jantoska
Gość

Re: Mało znani święci i błogosławieni :)

Pięknie się czyta te biografie. Tylu ludzi oddanych Jezusowi, z każdej epoki, przeróżnych narodowości stanów. Wspaniałe.

Ja chciałam powiedzieć o bł. Natalii Tułasiewicz. Podobnie jak bł. s. Alicja Kotowska, jest ona jedną ze 108 polskich męczenników z czasów wojny beatyfikowanych przez Jana Pawła II. Natalia była nauczycielką i wychowawczynią.  "Jako aktywna nauczycielka, pragnęła pomóc swoim uczennicom, aby wojna nie wyjałowiła ich dusz z poczucia piękna i dobra. Kreśliła ambitne plany na przyszłość, przekonana, że rzeźbienie człowieka jest rzeczą cudowną."
Natalia uosobiła ideał świeckiej świętości. Zginęła z rąk hitlerowców w obozie koncentracyjnym.

Tu zamieszczam link do artykułu o bł. Natalii. Bardzo ciekawy, naprawdę polecam!!! Przeczytajcie w wolnej chwili, bo warto. Bł. Natalia była niezwykle inspirującą osobą! http://www.przk.pl/przewodnik.php?id_art=9012

A tu niektóre słowa bł. Natalii:
"Nie oddzielam życia szarego od ideałów, ku którym podążam... Wszystko wciągam w swój program doskonalenia się[...] Trawi mnie w życiu głód podwójny. Głód świętości i piękna."

Podjęła decyzję życia w samotności. Była przekonana, że "walor samotności stwarza niesłychane horyzonty działania" i dodawała: "moim przeznaczeniem jest tkwić w życiu, w jego konfliktach, w jego rozmaitości".

 

#11 2008-06-18 13:23:44

Zakochana w Jezusie
Gość

Re: Mało znani święci i błogosławieni :)

Święty Charbel Makhlouf
urodził się 8.05.1828 r. jako piąte dziecko ubogich rolników Antuna i Brygidy Makhloufów, zamieszkałych w małej, górskiej miejscowości Beąaakafra, 140 km na północ od Bejrutu. Na chrzcie otrzymał imię Józef. Rodzice jego byli katolikami obrządku maronickiego. Dzieci Makhloufów wzrastały w radosnej atmosferze wzajemnej miłości, która wynikała z codziennej modlitwy oraz ciężkiej pracy na roli. W tych czasach Liban był pod panowaniem otomańskim.

     Kiedy Józef miał 3 lata, umarł mu ojciec. Aby zapewnić dzieciom utrzymanie i wykształcenie, matka decyduje się powtórnie wyjść za mąż - za uczciwego i pobożnego Ibrahima, który był stałym diakonem. W wieku 14 lat Józef po raz pierwszy odczuł powołanie do życia zakonnego. Dopiero jednak w 1851 r. decyduje się na wstąpienie do klasztoru w Maifug. Odbywa tam postulat i pierwszy rok nowicjatu. Na początku drugiego roku nowicjatu przenosi się do klasztoru w miejscowości Annaya, gdzie 1 listopada 1853 r. składa pierwsze śluby zakonne. Przybiera imię zakonne Charbel - jest to imię antiocheńskiego męczennika z 107 roku. Kończy studia teologiczne i 23 lipca 1859 r. otrzymuje święcenia kapłańskie.

     Jako młody ksiądz w 1860 r. jest świadkiem strasznej masakry przeszło 20 000 chrześcijan, dokonanej przez muzułmanów i druzów. Bojówki muzułmańskie bez żadnej litości mordowały całe rodziny chrześcijan, plądrowały, grabiły i paliły kościoły, konwenty, gospodarstwa i domy. Setki uciekinierów - głodnych, poranionych, przerażonych tym, co się stało i co mogło ich jeszcze spotkać - szukało schronienia w klasztorze w Annai. Ojciec Charbel całym sercem pomagał uciekinierom oraz modlił się, pościł i stosował surowe praktyki pokutne, ofiarując siebie Bogu w duchu ekspiacji za popełnione zbrodnie i błagając o Boże miłosierdzie dla prześladowców i prześladowanych.

     Kiedy człowiek całkowicie oddany Chrystusowi się modli, uobecnia w świecie wszechmocną miłość Boga. Wtedy sam Chrystus działa przez niego, zwyciężając zło dobrem, kłamstwo prawdą, nienawiść miłością. Jest to jedyny w pełni skuteczny sposób walki ze złem obecnym w świecie. W taki właśnie sposób przeciwstawiał się złu o. Charbel. Wiedział on, że najskuteczniejszym sposobem zmiany świata na lepsze jest najpierw zmiana samego siebie, czyli własne uświęcenie poprzez zjednoczenie się z Bogiem. To był główny cel jego zakonnego życia. Tylko ludzie, którzy szczerze dążą do świętości, czynią świat lepszym.

     15 lutego 1875 r., po 17 latach pobytu we wspólnocie zakonnej w Annai, o. Charbel otrzymuje pozwolenie na przeniesienie się do eremu św. św. Piotra i Pawła, aby tam - w całkowitym milczeniu, przez modlitwę, pracę i jeszcze surowsze umartwienia - całkowicie zjednoczyć się z Chrystusem. Erem ten był pustelnią położoną na wysokości 1350 m n.p.m. i mieszkało w nim trzech zakonników.

     Cela o. Charbela miała tylko 6 metrów kwadratowych; pod habitem libański eremita nosił zawsze włosiennicę, spał tylko kilka godzin na dobę, jadł bardzo skromne potrawy bez mięsa, i to tylko jeden raz na dzień. Centrum jego życia była Eucharystia. Codziennie odprawiał Mszę św. w kaplicy eremu; długo się do niej przygotowywał, a po jej skończeniu przez 2 godziny trwał w dziękczynieniu. Najbardziej ulubioną jego modlitwą była adoracja Najświętszego Sakramentu; medytował także teksty Pisma św., nieustannie modlił się i pracował. W ten sposób o. Charbel całkowicie oddawał się do dyspozycji Boga, aby Stwórca oczyszczał jego serce, by uwalniał go od wszelkich złych skłonności i egoizmu - czyli czynił go świętym, to znaczy takim, jakim Jezus pragnął, aby się stał. Jego zakonni współbracia już za życia uważali go za świętego, gdyż widzieli, że w heroiczny sposób naśladował Chrystusa. Tylko niektórych ludzi Chrystus powołuje na taką drogę życia, jaką przeszedł św. Charbel, ale wszystkich powołuje do świętości. Po to żyjemy na ziemi, aby dojrzewać do miłości, do nieba - czyli uczyć się kochać tak, jak kocha nas Chrystus, i wcielać w swoim codziennym życiu Jego największe przykazanie: "abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie" (J 13, 34).

     Ojciec Charbel był tak ściśle zjednoczony z Chrystusem, że w spotkaniu z każdym człowiekiem promieniował radością czystej miłości, a Jezus przez jego pośrednictwo mógł dokonywać różnych znaków i cudów. Spośród wielu cudów libańskiego zakonnika warto przypomnieć zdarzenie, kiedy to w 1885 r. na polach rolników mieszkających w wioskach w pobliżu klasztoru w Annai osiadła potężna chmura szarańczy, która niszczyła uprawy rolne. Dla miejscowych ludzi była to straszna plaga, prowadząca do wielkiego głodu. Przełożony polecił o. Charbelowi, aby natychmiast udał się na pola zajęte przez szarańczę i by się tam modlił, błogosławił i kropił wodą święconą. Ze wszystkich pól, które udało się zakonnikowi pobłogosławić, szarańcza zniknęła, a zbiory zostały uratowane.

     W 1873 r. o. Charbel z polecenia swojego przełożonego został zawieziony do pałacu księcia Rachida Beika Al-Khoury, aby się pomodlić nad jego synem Nagibem, który umierał zarażony tyfusem. Lekarze nie dawali mu żadnych szans na przeżycie. Ojciec Charbel udzielił choremu sakramentu chorych, a następnie pokropił go święconą wodą -wtedy w jednym momencie, ku wielkiej radości wszystkich obecnych, Nagib całkowicie odzyskał zdrowie. Po skończeniu studiów medycznych rozpoczął praktykę lekarską i stał się jednym z najsławniejszych lekarzy w Libanie. W małym miasteczku Ehmej żył człowiek psychicznie chory, bardzo niebezpieczny dla siebie i innych. Kilku mężczyzn z wielkim trudem przywiozło go do klasztoru w Annai, lecz nie było w stanie wprowadzić go do kościoła, ponieważ opierał im się z nadludzką siłą. Wtedy zbliżył się •do niego o. Charbel i rozkazał mu pójść za sobą oraz klęknąć przed tabernakulum. Człowiek ów uspokoił się i pokornie wykonał polecenie mnicha. Po modlitwie, zgodnie ze wschodnim zwyczajem, o. Charbel odczytał nad głową chorego fragment Ewangelii. Wtedy stał się cud: psychicznie chory mężczyzna odzyskał zdrowie. Później ożenił się, a kiedy miał już liczną rodzinę, przeniósł się do USA. (Jest jeszcze wiele innych relacji o cudownych zdarzeniach w życiu św. Charbela, ale najwięcej dokonało się już po jego śmierci).

     Ojciec Charbel zmarł w Wigilię Bożego Narodzenia 1898 r., podczas nocnej adoracji Najświętszego Sakramentu. Współbracia zakonni znaleźli go rano leżącego na posadzce kaplicy; widzieli, jak z tabernakulum promieniowało przedziwne światło, które otaczało ciało zmarłego. Był to dla nich oczywisty znak z nieba. Na dworze padał wówczas obfity śnieg i wiał mroźny wiatr. Wszystkie drogi do eremu zostały całkowicie zasypane, zatem nikt z klasztoru nie mógł zawiadomić mieszkańców okolicznych wiosek o śmierci świętego pustelnika. Stała się jednak rzecz niezwykła: otóż wszyscy okoliczni mieszkańcy otrzymali tego dnia wewnętrzne przekonanie o narodzeniu się o. Charbela dla nieba. Młodzi mężczyźni wyruszyli z łopatami, aby odgarnąć śnieg, by można było dotrzeć do eremu i przenieść ciało do klasztoru w Annai. "Straciliśmy błyszczącą gwiazdę, która swoją świętością ochraniała Zakon, Kościół i cały Liban" - napisał o. przeor. "Módlmy się, aby Bóg uczynił go naszym patronem, który będzie nas strzegł i prowadził przez ciemności ziemskiego życia".

     25 grudnia, w dzień Bożego Narodzenia, o. Charbel został pochowany we wspólnym zakonnym grobie. W pierwszą noc po pogrzebie zauważono nad miejscem pochówku zakonnika oślepiające, tajemnicze światło, widoczne w całej dolinie, które świeciło nieustannie przez 45 nocy od dnia pogrzebu. Fakt ten wywołał wielkie poruszenie w całej okolicy. Tysiące chrześcijan i muzułmanów przybywało do grobu, aby zobaczyć to osobliwe zjawisko. Niektórym z przybyłych udało się otworzyć grób i zabrać ze sobą jako relikwię kawałek ubrania czy kilka włosów z brody eremity. Patriarcha maronitów, poinformowany o tym, co się działo przy grobie pustelnika, ze względów bezpieczeństwa nakazał przeniesienie ciała do klasztoru. Grób o. Charbela został otwarty w obecności lekarza i innych urzędowych świadków. Była w nim woda z mułem, ale zwłoki świętego pustelnika pozostały nienaruszone. Po wyjęciu z grobu ciało poddano badaniom; stwierdzono, że nie miało ono najmniejszych śladów pośmiertnego rozkładu i wydzielało wspaniały zapach oraz płyn nieznanego pochodzenia (pewien rodzaj surowicy z krwią). Do dnia dzisiejszego płyn ten wypływa z ciała Świętego i jest znakiem Chrystusowej mocy uzdrawiania. Ciało o. Charbela zostało obmyte, ubrane w nowe szaty i włożone do otwartej trumny, która została złożona w klasztornym schowku, niedostępnym dla wiernych. Co dwa tygodnie zakonnicy musieli zmieniać szaty na ciele o. Charbela z powodu nieustannie wydzielającego się płynu.

     Dopiero 24 lipca 1927 r. ciało eremity zostało włożone do metalowej trumny i przeniesione do marmurowego grobowca w kościele klasztornym. Ponieważ w 1950 r. z tego grobowca zaczął obficie wyciekać tajemniczy płyn, patriarcha Kościoła maronickiego wydał polecenie otwarcia grobu i ekshumacji zwłok. Dokonano tego w obecności komisji lekarskiej, przedstawicieli Kościoła oraz władz cywilnych. Oczom zebranych ukazał się niesamowity widok: ciało świętego pustelnika wyglądało tak, jak w chwili śmierci - było zachowane w idealnym stanie. Tajemniczy płyn nieustannie wydzielający się z ciała całkowicie skorodował metalową trumnę i przedziurawił marmur grobowca. Po obmyciu i ubraniu w nowe szaty zwłoki św. Charbela zostały przez kilka dni wystawione na widok publiczny, a później w nowej trumnie złożone do grobowca i zacementowane. Tego roku zanotowano w Annai rekordową liczbę cudownych uzdrowień i nawróceń. Klasztor w Annai stał się celem pielgrzymek nie tylko dla chrześcijan, ale także dla muzułmanów oraz przedstawicieli innych wyznań.

     7 sierpnia 1952 r. nastąpiła ponowna ekshumacja zwłok o. Charbela w obecności patriarchy syryjskokatolickiego, biskupów, pięciu profesorów medycyny, ministra zdrowia i innych obserwatorów. Ciało świętego eremity było nienaruszone, ale zanurzone w tajemniczym płynie, który się nieustannie z niego wydobywał. Ponownie wystawiono je na widok publiczny od 7 do 25 sierpnia tego roku. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie się płynu ze zwłok, między, innymi usunięto z nich żołądek i jelita, ale wszystkie te zabiegi okazały się nieskuteczne. Ludzkie działania nie były w stanie powstrzymać Bożej mocy działającej w ciele świętego eremity.

     Znany libański prof. medycyny Georgio Sciukrallah w ciągu 17 lat 34 razy szczegółowo badał ciało św. Charbela. Naukowiec tak podsumował swoje kilkunastoletnie analizy: "Ile razy badałem ciało Świętego, zawsze ze zdumieniem stwierdzałem, że było ono nienaruszone, giętkie, jakby było zaraz po śmierci. To, co szczególnie mnie zastanawiało, to płyn nieustannie wydzielający się z ciała. Podczas moich wielu wyjazdów konsultowałem się z profesorami medycyny w Bejrucie i w różnych miastach Europy, ale nikt z nich nie potrafił mi tego wyjaśnić. Jest to rzeczywiście zjawisko jedyne w całej historii. Gdyby ciało wydzielało tylko 3 gramy płynu dziennie - a w rzeczywistości wydzielało kilka razy więcej - to wtedy w ciągu 66 lat łączna jego waga wynosiłaby 72 kilo, czyli o wiele więcej aniżeli waga całego ciała. Z naukowego punktu widzenia jest to zjawisko niewytłumaczalne, gdyż w ciele człowieka znajduje się około 5 litrów krwi i innych płynów. Opierając się na dotychczasowych badaniach, doszedłem do przekonania, że ciało św. Charbela zachowuje się w stanie nienaruszonym, wydzielając tajemniczy płyn, dzięki interwencji samego Boga".

W 1965 r. o. Charbel został beatyfikowany, a 9 października 1977 r. kanonizowany na placu św. Piotra w Rzymie przez Ojca św. Pawła VI. Nikt nie sfotografował św. Charbela ani nikt nie namalował za życia jego portretu. 8 maja 1950 r. wydarzyła się rzecz niezwykła: otóż kilku misjonarzy maronitów zrobiło sobie grupowe zdjęcie przed grobem świętego pustelnika. Po wywołaniu fotografii okazało się, że znalazła się na niej dodatkowa, tajemnicza postać mnicha. Dopiero starsi zakonnicy rozpoznali w niej o. Charbela. Od tej pory na podstawie tego właśnie zdjęcia maluje się portrety świętego pustelnika.

 

#12 2012-01-23 20:02:41

Kaati
Użytkownik

Re: Mało znani święci i błogosławieni :)

Ponieważ mamy 23 stycznia, to liturgicznie wspominamy męczenników z Pratulina: bł. Wincentego Lewoniuka i 12 towarzyszy. Okoliczności ich śmierci były takie, że nie zgodzili się przekazać swoją cerkiew unicką pod władzę duchownemu prawosławnemu, tym samym odmówili przejścia na prawosławie. Mam na myśli jednak nie tylko ich, oficjalnie beatyfikowanych, ale i męczenników z Drelowa i innych miejscowości. Historycznie zdarzenie to określa się jako męczeństwo unitów podlaskich. Miało miejsce, ponieważ car chciał ich powrotu do prawosławia, a napotykając na zdecydowany opór, posuwał się przymusu. Odmowa przyjęcia wiary prawosławnej wiązała się z prześladowaniami:  zsyłką na Syberię, grzywnami lub konfiskatą majątków, wymuszaniem za pomocą tortur ze śmiercią włącznie i skazywaniem na uciążliwe roboty przymusowe /a w tym Moskale byli sadystycznie pomysłowi/.
Nie wiem, ilu mogło być tych męczenników, ale Drelów i Pratulin jest tylko symbolem tego, co działo się na Podlasiu. Podręczniki ledwo raczą wspomnieć o tym. Literatura jest uboga, tylko Żeromski i Reymont o tym pisali. A szkoda, bo zwykli, prości, ubodzy ludzie swoją miłość do Pana Boga potwierdzili własną krwią. Jako córka Podlasia jestem głęboko zawstydzona sytuacją dzisiejszą, gdy krzyż Pana, naszą wiarę, znieważa się na wszystkie możliwe sposoby. Nie wolno nam zmarnować tego bogatego, duchowego posagu, w jaki Oni nas wyposażyli.
Dzięki niezłomnej postawie unitów duża część Podlasia pozostała nadal katolicka. Pewne jest to, że po nich car miał wielką ochotę rozprawić się ostatecznie i z katolikami.

Offline

 

#13 2013-08-07 18:40:53

hannaturno
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: Instytut Świecki Chrystusa Króla

Re: Mało znani święci i błogosławieni :)

Błogosławiona, której dotąd nie znałam. Nie słyszałam nawet nazwiska, zdaje się. Kolejne wakacyjne odkrycie img/smilies/smile

Wzór żony i matki, trwającej w rodzinie i małżeństwie mimo niewierności męża. Może ważna na trudne czasy...

Elżbieta Canori Mora,
właśc. wł. Elisabetta Canori Mora (ur. 21 listopada 1774 w Rzymie, zm. 5 lutego 1825 tamże) – włoska tercjarka trynitariańska (OSsT)[a], błogosławiona Kościoła rzymskokatolickiego.

   Elżbieta Canori urodziła się w arystokratycznej i chrześcijańskiej rodzinie, jako córka Tomasza Canori i Teresy z rodu Primoli. Otrzymała staranne wykształcenie w Kolegium Sióstr św. Augustyna w Cascii.
    10 stycznia 1796 roku wyszła za mąż za Krzysztofa Morę, z którym miała dwie córki: Mariannę i Lucynę.
     Nie mając łatwego małżeństwa, doświadczyła bowiem  m. in. zdrady małżeńskiej i przemocy, kłopotów ekonomicznych itp., Elżbieta Mora złożyła przyrzeczenia w Świeckim (Trzecim) Zakonie Trynitarzy. W 1807 jej przewodnikiem duchowym był Ojciec Fernando. Przyjął ją w szeregi członków III Zakonu Trynitarzy przy kościele San Carlo alle Quattro Fontane w Rzymie.
    Zmarła na skutek ciężkiej choroby w opinii świętości w wieku 51 lat. Dopiero po jej śmierci mąż nawrócił się i jako franciszkanin pokutował za swoją niewierność małżeńską. Zmarł i on w opinii świętości.
    Elżbieta została pochowana w kościele San Carlo alle Quattro Fontane, zwanym San Carlino. Jej portret, który znajdziecie w Wikipedii, wisi w kaplicy tego kościoła.
    Jej beatyfikacji dokonał Jan Paweł II dnia 24 kwietnia 1994 roku, czyli w Roku Rodziny.

[źródła, oprócz ulotek, m. in.:
http://pl.wikipedia.org/wiki/El%C5%BCbieta_Canori_Mora
http://mtrojnar.rzeszow.opoka.org.pl/el … nori_mora/
http://www.santiebeati.it/dettaglio/90597
http://www.sancarlino-borromini.it/beata/index.asp ]

Ostatnio edytowany przez hannaturno (2013-08-07 18:43:09)


O Jezu, Królu mój, do Ciebie chcę należeć w życiu, w śmierci i w wieczności, amen

http://www.instchrkr.katowice.opoka.org.pl/
[moje pw nie działa, proszę korzystać z maila]

Offline

 

#14 2014-01-17 18:27:23

michaleus
Użytkownik
Imieniny: 29.09
Urodziny: 21.01
Skąd: Lublin

Re: Mało znani święci i błogosławieni :)

Święty Robert z Molesme - założyciel Zakonu Cysterskiego ( jeden z trzech, ale on "dał początek". Robert w wieku 15 lat został benedyktyńskim nowicjuszem. W 1069 roku został opatem, ale pragnął wiernie zachować Regułę św. Benedykta - dlatego odszedł z grupą wiernych sobie uczniów ( około 20 zakonników ) na "nowe miejsce" - właśnie Molesme ( 1075 ) rok. Później dołączyli św. Alberyk i św. Stefan Harding. Kolebką cystersów stało się Citeaux. W 1099 mnisi poprosili, żeby Robert wrócił do Molesme. Zmarł w 1111 roku, wspomnienie liturgiczne 26 stycznia.


Im więcej daje się Bogu, tym więcej się od Niego otrzymuje.

Offline

 

#15 2014-04-10 09:41:44

anni
Użytkownik
Imieniny: 26 lipiec
Urodziny: 3 luty
Skąd: Chojnice

Re: Mało znani święci i błogosławieni :)

"Ból jest jak tkanina. Im jest mocniejszy, tym więcej jest wart", mawiała swojemu ojcu ledwo 6-letnia Antonietta Meo, cierpiąca na agresywną odmianę raka kości. Ta mała dziewczynka w czasie swojego krótkiego życia napisała wiele niezwykłych listów do Chrystusa, w których - między innymi - przesyłała mu "mnóstwo całusów". Niebawem może być najmłodszą błogosławioną w historii Kościoła katolickiego.

tutaj podam linka do artykułu. Nie będę przeklejać, bo jest dość długi: http://wiadomosci.onet.pl/religia/listy-do-jezusa/prvfr



Życie jest zbyt krótkie,
a świat o wiele za mały
aby z nich uczynić pole walki!

Offline

 

#16 2014-04-10 21:25:52

Karmelka
Użytkownik

Re: Mało znani święci i błogosławieni :)

anni napisał(a):

"Ból jest jak tkanina. Im jest mocniejszy, tym więcej jest wart", mawiała swojemu ojcu ledwo 6-letnia Antonietta Meo, cierpiąca na agresywną odmianę raka kości. Ta mała dziewczynka w czasie swojego krótkiego życia napisała wiele niezwykłych listów do Chrystusa, w których - między innymi - przesyłała mu "mnóstwo całusów". Niebawem może być najmłodszą błogosławioną w historii Kościoła katolickiego.

tutaj podam linka do artykułu. Nie będę przeklejać, bo jest dość długi: http://wiadomosci.onet.pl/religia/listy-do-jezusa/prvfr

Jeszcze ciekawy artykuł o niej znajduje się tutaj http://www.sadeczanin.info/kosciol-i-re … 0bvlmdDHIU

Offline

 

#17 2014-04-15 19:12:56

zielona_mniszka
Użytkownik
Imieniny: 17 czerwca
Urodziny: 5 marca
Skąd:

Re: Mało znani święci i błogosławieni :)

Czytam watek i widze, ze jest tutaj moj tegoroczny patron - Sw. Charbel, wiec pragne Wam przedstawic moja zyciowa patronke - bl. Laura Vicuna img/smilies/smile
Ogolnie bardzo rzadko sie o niej wspomina, niewiele mowi, a to tak ciekawa postac... img/smilies/smile

http://adonai.pl/swieci/?id=17
http://pl.wikipedia.org/wiki/Laura_Vicu%C3%B1a

Pozdrawiam cieplo img/smilies/smile


"Dlatego chcę ją przynęcić, na pustynię ją wyprowadzić i mówić jej do serca..." img/smilies/142

Offline

 

#18 2014-06-10 19:44:38

Bartek
Gość

Re: Mało znani święci i błogosławieni :)

http://www.naszdziennik.pl/mysl/78914,w … tanem.html

Ostatnio edytowany przez Bartek (2014-06-10 19:45:40)

 

#19 2014-06-10 20:55:55

Beata93
Gość

Re: Mało znani święci i błogosławieni :)

Święta prawosławna Eufrozyna http://martyrologium.blogspot.com/2010/ … a.html?m=1
Niewiele, ale bardzo ja polubilam img/smilies/wink

 

#20 2014-06-21 20:02:01

Bartek
Gość

Re: Mało znani święci i błogosławieni :)

 

#21 2014-06-29 22:32:30

Anna
Gość

Re: Mało znani święci i błogosławieni :)

Bł. Katarzyna Celestyna Faron NMP NP - ur. 24 kwietnia 1913 w Zabrzeży, zm. 9 kwietnia 1944 w Auschwitz-Birkenau. Polska siostra zakonna ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek NMP Niepokalanie Poczętej, męczennica Chrześcijańska, błogosławiona Kościoła Katolickiego. http://www.sluzebniczkinmp.pl/index.php … mitstart=1

 

#22 2014-08-21 11:00:54

dorota0103
Użytkownik
Imieniny: 25.06
Urodziny: 1.03.1989 r.
Skąd: Kędzierzyn-Koźle

Re: Mało znani święci i błogosławieni :)

Św. Teresa Benedykta od Krzyża (Edyta Stein). Do mnie wraca chęć jej poznawania: jej drogi do Boga, cech charakteru, które mogą mnie zainspirować. Jestem na początku tej drogi poznawania, dlatego od siebie narazie nic nie napiszę o tej  świętej. Aktualnie czytam po stronie co jakiś czas to co jest tutaj za nagłówkiem Życie i dzieło: http://www.karmel.pl/hagiografia/stein/ .

Poszukuję też cytaty z myślami tej świętej, artykuły itp.


Zapraszam na moją stronę img/smilies/smilehttp://www.zyciowawedrowka.blogspot.com

Offline

 

#23 2014-08-25 15:19:53

Honorat
Użytkownik
Imieniny: 24.12
Urodziny: 4.09
Skąd: Duchowa Stolica Polski

Re: Mało znani święci i błogosławieni :)

Dzisiaj św. Józefa Kalasancjusza, założyciela Zakonu Kleryków Regularnych Ubogich Matki Bożej Szkół Pobożnych (pijarów).
Ważniejsze fakty z życia świętego


1. Urodził się w Peralta de la Sal, w Aragonii, w Hiszpanii, w 1557 roku.

2. Uczył się w Peralcie, w Estadilla, a później studiował: w Leridzie ( 1571-77 ), w Walencji ( 1577-78 ), w Alcala ( 1578-79 ), w Leridzie ( 1581-83 ).

3. Przyjął święcenia: niższe (Huesca 17.12.1582), subdiakonatu ( Huesca 18.12.1582 ), diakonatu ( Fraga 9.04.1583 ), prezbiteratu ( Sanahuja 17.12.1583 ).

4. Jako kapłan pracował: w Barbastro ( 1584-85 ), w Monzon ( 1585 ), w Montserrat ( 1585-86 ), w Urgel ( 1587-89 ), w Tremp ( 1589-91 ).

5. W 1592 roku wyjechał do Rzymu.

6. Był teologiem kard. M. A. Colonny i kierownikiem duchowym jego domowników , członkiem bractw i stowarzyszeń. Uczył i wychowywał.

7. W 1597 roku, w Rzymie, na Zatybrzu, przy parafii św. Doroty otworzył bezpłatną, powszechną szkołę podstawową.

8. Na mocy breve " Ad ea per quae " powołującym do życia Kongregację Paulińską Ubogich Matki Bożej Szkół Pobożnych, Kalasancjusz został zamianowany Prefektem Generalnym tej kongregacji.

9. W Uroczystość Zwiastowania Pańskiego 1617 roku przywdział habit zakonny, i obłóczył pierwszych czternastu współbraci.

10. W Święto św. Józefa 1618 roku złożył śluby zakonne.

11. Przebywając w kolegium w Narni od października 1620 do lutego 1621 roku zredagował Konstytucje zakonu.

12. W 1622 roku papież Grzegorz XV ustanowił Kalasancjusza Przełożonym Generalnym na najbliższe dziesięć lat, a papież Urban VIII w 1632 roku powierzył mu tę funkcję do końca życia.

13. W 1642 roku Kalasancjusz przebywał w areszcie inkwizycyjnym.

14. Zmarł 25 sierpnia 1648 roku w Domu św. Pantaleona w Rzymie.

15. Papież Klemens XIII 16 lipca 1767 roku ogłosił go świętym.

16. Papież Pius XII 13 sierpnia 1948 roku ogłosił Kalasancjusza Patronem Szkół podstawowych chrześcijańskich na całym świecie.

http://www.pijarzy.pl


"Jeden jest tylko niezmienny przyjaciel -Bóg" (Aniela R. Godecka)
"Moim powołaniem jest MIŁOŚĆ" (św. Terenia)

Offline

 

#24 2014-08-30 23:20:49

justyna00
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny: 09.02
Skąd:

Re: Mało znani święci i błogosławieni :)

To ja wspomnę może o błogosławionym pochodzącym z mojej parafii img/smilies/smile
Bł. O.Stanisław Papczyński od Jezusa i Maryi - Ur.18.05.1631 r. w Podegrodziu w chłopskiej rodzinie, otrzymując na chrzcie imię Jan. Jak każde wiejskie dziecko podgórskich terenów, zaczął swoje dorastanie w jak najbardziej zwykły sposób - pasąc owce na łąkach. Opanowując żywy temperament i pokonując trudności związane z pochodzeniem społecznym zdobywał tajniki wiedzy kolejno w: Podegrodziu, kolegium jezuitów w Jarosławiu, kolegium pijarskim w Podolińcu i kolegiach jezuickich we Lwowie i w Rawie Mazowieckiej. Mając niezłe wykształcenie posiadał otwartą drogę do kariery społecznej. Podjął jednak decyzję służenia Bogu w zakonie pijarów. 2 lipca 1654 r. rozpoczął nowicjat, przyjmując imię Stanisław od Jezusa i Maryi. Pijarzy byli wówczas młodym, świeżo przybyłym do Polski zakonem. O wstąpieniu do nich zadecydował maryjny charakter zakonu.

W 1656 r. o. Papczyński złożył śluby zakonne, a w pięć lat później przyjął święcenia kapłańskie. Oddał się z zapałem pracy duszpasterskiej i wychowawczo-naukowej. Stał się też cenionym kaznodzieją oraz spowiednikiem. Z jego mądrości korzystała elita umysłowa Warszawy. Był m.in. spowiednikiem nuncjusza Antoniego Pignatellego, późniejszego papieża Innocentego XII.

Pomimo dużych sukcesów jego życie w zakonie stało się napięte przez fakt, że nie zgadzał się z tendencją łagodzenia reguły przez część zakonników. Wzrastała w nim też myśl założenia nowego zakonu, który by odpowiadał potrzebom polskiego społeczeństwa. Na własną prośbę został więc zwolniony w 1670 r. ze ślubów i niedługo potem przystąpił do nowego dzieła. W roku 1671 przywdział biały habit na cześć Niepokalanego Poczęcia Maryi i opracował "Regułę życia" dla przyszłego zakonu.

Pierwszy dom swojego instytutu zorganizował w 1673 r. w Puszczy Korabiewskiej k. Skierniewic. Przybyły na wizytację bp Jacek Święcicki zaaprobował wspólnotę żyjącą pod przewodnictwem o. Papczyńskiego. Datę tego wydarzenia (24 X 1673) uważa się za początek zakonu marianów.

Praca apostolska (jak ją nazwał założyciel marianów – pomoc proboszczom), stała się jednym z trzech celów nowego zakonu. Dwa pierwsze to: szerzenie czci Matki Bożej Niepokalanej i modlitwa za dusze czyśćcowe. Z tą drugą wiązała się pewna łaska – o. Stanisław miewał, bowiem wizje czyśćca, w których zmarli prosili go o modlitwę . Sam uczestniczył też jako kapelan w wyprawie przeciw Turkom na Ukrainie i widział, jak żołnierze giną bez przygotowania. Sprawa modlitwy za zmarłych leżała mu mocno na sercu.

Sława jego świętości rozchodziła się szybko w okolicy, tak że wielkim szacunkiem darzył go nawet sam król Jan III Sobieski , który przyjął marianów pod swoją protekcję.

Zmarł 17 września 1701 r.  i został pochowany w kościele Wieczerzy Pańskiej w Górze Kalwarii. Do jego grobu pielgrzymują dziś liczni wierni, prosząc za jego wstawiennictwem o łaski.

O. Papczyński był Bożym szaleńcem, bo do osiągnięcia świętości trzeba szaleństwa, szaleństwa obumierania sobie dla miłości Boga i bliźniego, umierania dla Bożej woli, która daje szczęście wieczne. Takie właśnie szaleństwo było udziałem błogosławionego Stanisława, który służbę Bogu i ludziom łączył z gorącym nabożeństwem do Niepokalanej. Mówił o niej na kazaniach, pisał w swoich licznych dziełach. Na podobieństwo dawnych rycerzy, którzy deklarowali pragnienie obrony imienia ukochanej kobiety za cenę życia, uczynił "ślub krwi" oznaczający gotowość bronienia Jej czci nawet za cenę własnego życia. Nie tylko sławił Ją swoim życiem, ale powołał do istnienia zakon, który w sposób zespołowy i zorganizowany podjął to dzieło w Kościele.

http://stanislawpapczynski.org/pl/ <- a tutaj nawet poświęcona mu strona internetowa img/smilies/smile


Czasami trzeba zrezygnować z czegoś dobrego na rzecz czegoś lepszego

Offline

 

#25 2018-06-16 20:23:02

Przemieniony
Użytkownik

Re: Mało znani święci i błogosławieni :)


"Boże, Twoja Opatrzność nigdy się nie myli w swoich zrządzeniach..." | Kolekta

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
Host by: Hosting
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson



Założ : stronę za darmo