'Barka'- forum o tematyce powołaniowej

  • Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

UWAGA! BARKA jest to forum o tematyce powołaniowej. Moderacja nie bierze odpowiedzialności za opinie użytkowników oraz nie weryfikuje osób podających się za osoby duchowne lub konsekrowane.
PRZYPOMINAMY, ŻE NA NASZYM FORUM OBOWIĄZUJE REGULAMIN!
Znaleźć go możesz w ZASADY

UWAGA!!! ZAPRASZAMY DO TWORZENIA INTERNETOWEJ RÓŻY BARKI !!! Chętnych prosimy o zapisy :)

Barka na Facebooku

#1 2009-04-02 12:25:03

Magi
Gość

Wiele dziewcząt po próbie podjęcia życia zakonnego wraca do domu

W nawiązaniu do zamknietego wątku , gdzie pojawiła się sugestia:

Elżbieta :
,,Wiele dziewcząt po probie podjęcia życia zakonnego wraca do domu. Może by tak uświadamiać czym jest życie zakonne zanim je rozpoczną i pisać, ze jest to życie pełne trudów, bo jest to w istocie droga Chrystusa.Bóg daje łaski, żeby trwać, ale wiele osób wraca. Krzyczenie, ze zawsze się udaje, Maggi,spycha te osoby na poziom w jakiś sposób pokaranych przez Boga, bo im się nie udało, czyli łask nie dostały.A TO NIE TAK!Więcej dalekowzroczności, więcej delikatności, więcej chęci pomocy, nawet za cenę zranienia kogoś, bo lepiej teraz pomyśleć, co ze sobą zrobić, niż potem przeżyć odrzucenie i wrócić do domu."


Musze to napisać: to nie jest dobra droga,zeby straszyc dziewczyny tym,ze po próbie zycia zakonnego wrocą do domu i bedą miały przerąbane zycie. ITD i sugerowac,ze lepiej ostrzec,zeby wogóle nie próbowały.

To jest rozumowanie błędne i podstępne, w mojej ocenie.
Przeciez postulat i nowicjat sa po , aby rozeznać.Sama chęc wstąpienia to jeszcze nie jest powołanie. Musi ono zostac potwierdzone przez Kosciół. Po pierwsze osoba musi miec predyspozycje m.in równowaga psychiczna, charakter umozliwiający zycie we wspolnocie, posłuszeństwo i po to jest czas próby,zeby to sprawdzic w praktyce. Musi byc zgoda przełozonych na przyjecie osoby do wspolnoty. Samo siedzenie w domu i ,,myslenie o powołaniu" to za mało ,zeby rozeznac.
Jezeli przełożeni uznają,ze osoba nie ma powołania , przynajmniej do ich wspolnoty to jest Wola Boza, a nie kara Boża.I pozostaje przyjac to z pokorą, a nie nastawiac sie na jakieś traumy . Widocznie trzeba szukac dalej Woli Bozej odnosnie swego zycia, moze w innej wspolnocie, moze w małzeństwie, moze w dziewicwie konsekrowanym moze w tysiącu innych miejsc i sposobów zycia. Te osoby nie sa pokarane przez Boga, bo On nie jest jakims złosliwym starcem , który chce komus zaszkodzić tylko jest Miłoscią, która chce dla człowieka dobra, choc do końca nie musimy na ziemi rozumiec Jego planów wobec nas .

Jezeli ktos czuje,ze moze miec powołanie to własnie  powinien spóbowac zycia zakonnego, bo to jedyna droga ,zeby powołanie potwierdzić lub zaprzeczyc . Ja naprawde nie  rozumiem jak mozna starszyć traumą po postulacie czy nowicjacie ? toz to normalny czas rozeznania.Znam wypadek dwóch chłopaków, którzy wstapili i.... teraz obaj mają żony. Jeden sam rozeznał brak powołania zakonnego, drugiemu powiedzieli to przełozeni. Natomiast czas w zakonie dał im duzo pod wzlędem zbliżenia do Boga.

Natomiast straszenie zakonem, straszenie postulatem itd.  moze przyniesc takie skutki,ze ktos kto w planach Bożych miał zyc w zakonie ze strachu nie wstapi i  co te osoby co nastraszyły powiedza potem Bogu?

 

#2 2009-04-02 13:23:16

matka
Gość

Re: Wiele dziewcząt po próbie podjęcia życia zakonnego wraca do domu

Ja troszke z innej beczki, nie wiem czy to samo zauwazyłyscie, ale jak watek wymyka sie z pod kontroli administratora jest natychmiast zamykany .... tak jak sie to stało w ostatnim czasie, nie powiem, ze to było złe posuniecie, ale jak dla mnie było to zbyt późne. Administrator powinienien czuwac non stop ...
Co do wypowiedzi Elżbiety, to powiem wprost i bez ogródek nie rozumiem tej dziewczyny, nie wiem jaki miała cel pisac tak a nie inaczej. Może sie kiedys o tym dowiemy ... a pisała w sposób odstraszający, bawiąc sie w psychologa, może chciała pomóc, ale jak widac nie odniosło to pozytywnego oddźwięku.

Nikt z nas nie jest wróżką, nie wie jak będzie w przyszłości .... idąc do zakonu, za głosem serca decyduje sie na formację i dalsze rozeznawanie. Nikt nie osiada na laurach, to ciężki chleb i krzyż jak wspomniała Elżbieta. To nasze codzienne FIAT. Czy dlatego mam  rezygnować by być bliżej Pana, czy życie z nim jest łatwe? Czy nie mówił, ze będą wam pluć w twarz?
Gdyby tak jak podpowiada Elżbieta podchodzić z rozsądkiem do pewnych rzeczy to obawiam sie, ze powołań byłoby jeszcze mniej .... powołani to szaleńcy Boży img/smilies/smile
  Oczywiście nie popadajmy ze skrajnosci w skrajność ... ale coś w tym jest img/smilies/smile To tak jak z zakochaniem img/smilies/smile serce nie sługa ... i nie ma tu mowy o rozsądku, bynajmniej na poczatku. 
Kochani, jesli chcecie pomóc to nie z odwrotnym skutkiem, nie straszcie bo  w niczym to nie pomaga ... Będzie lepiej jak sie wspólnie pomodlimy.
Pan powołał i On pomoże w rozeznawaniu .... przez przełożonych, kierowników duchowych, spowiedź, adoracje etc.
I więcej wiary w siebie i innych ...
matka

 

#3 2009-04-02 13:29:11

Śliwka
Użytkownik

Re: Wiele dziewcząt po próbie podjęcia życia zakonnego wraca do domu

ja chciałam tylko powiedzieć, że trochę inaczej odczytałam słowa Elżbiety, niz Ty... zrozumiałam, że ma ona na myśli nie straszenie tym co sie bedzie działo z takimi dziwczynami po powrocie ewentualnym tylko coś wręcz przeciwnego. Sama ona zaznacza, że pisanie tylko pięknych zdań stawia osoby odchodzące z zakonów ( jeszcze w czasie formacji, bo mówimy tylko o takim odejściu) właśnie w sytuacji przegranej... bo jak przecież mogły nie odnaleźć się w "takim pięknym" świecie... jasne mówienie zarówno o pięknie ale i o trudzie życia zakonnego sprawia, że taki sposób życia nie jawi się już jakieś marzenie, ułuda tylko jako realna droga, taka sama w swojej wartości jak każda inna i obciążona równie wielką odpowiedzialnością ujawiniającą się tylko w innych aspektach... w każdym razie ja tak odczytałam słowa Elzbiety. i w tym wymiarze uważam, że są one bardzo właśnie afirmujące dla osób ewntualnie opuszczających zgromadzenie- ich odejście w takim spojrzeniu nie jest czyms gorszących czy powodem do złamania, jest zwyklą konsekwencją szukania drogi - a przecież nikt nie obiecał, że od razu się znajdzie swoje miejsce.
nie zgodzę się za to z takim zdaniem Elzbiety o wcześniejszym uświadomieniu sobie czym to życie zakonne jest. PO pierwsze dlatego, że dla osób, które jeszcze nie wspapiły nie jest możliwe poznanie tego, a po drugie dlatego, e każdy przypaderk jest inny... Bóg wie najlepiej, że każdy z nas ma swoją absolutnie nie powtarzalną drogę do Niego stąd wg mnie próba uogolnień jest bezsensowna. Poza tym poznanie życia zakonnego przez poznanie jego trudów myślę, że też jest złudne... Prosta sprawa dla jedych trudem będzie to, dla innych inna rzecz... być może łaska boża dla jednych się bedzie objawiała tak, że dane "powszechnie znane" trudy przez tą osobę nie będą w ogóle odbierane jako obciążenia, z kolei bedzie dla niej walką to co dla innych jest łatwe. Wreszcie jakoś być może tutaj mój idealizm, ale jakoś tez tak mi się wydaję, że właśnie być może to że ktoś umie jakoś przetrwać takie trudnosci jest swego rodzaju próbą powołania. W sensie, że z miłości zaciska sie zęby i zwyczajnie po chrześcijańsku człowiek zapiera się sam siebie... ( taka jest moja intuicja) więc Elzbieto wracając do twojej własnej wypowiedzi takie ewantuale odejscia nie powinny chyba być odczytywane jako wynik "niedoinformowania" co do istoty życia zakonnego ( czyli tego poznania wcześniej realnego obrazu, a nie tylko pięknych i kolorowych scenariuszy) tylko być może właśnie wynikiem ODWAŻNEGO szukania Boga. Nie wrzucajmy też wszytskich osób odchodzących do jednego worka ( czego jak sądzę też sama chciałaś uniknąć tą wypowiedzią o swgo rodzaju wyrzutach w stosunku do osób odchodzących) być może faktycznie część osób odchodzi ze względu na zbyt kolorowy obraz i zwykle rozczarowanie, ale nie zabierajmy też ludziom wolności przez sprowadzanie wszytskiego do niedoinformowania...przeciez odejscia mogą ( i chyba właśnie chciałoby się, żeby było jak najwięcej "takich" właśnie odejść- niż spowodowanych rozczarowaniem)  zwyczajnie w wolności i dojrzałosci , poprzez rozeznanie , że to faktycznie nie moja droga- nie musi to być związane z zrozczarowaniem tylko szczerym otwrciem na wolę bożą, które owocuje nie tylko podjęciem decyzji o wstapeniu do zgormadzenia, ale i podjęciem ( wg mnie dużo trudniejszej decyzji- właśnie ze względu na opinię innych i ich ocenę, oraz pewnie dużą pokusę aby uważać tą decyzję za złą , a siebie samą odchodzącą, za przegrywającą życie) decyzji i ewantualnym odejściu.

aha... więc ja jeszcze streszczjąc , żeby było jasne zdadzam się z Elzbietą w połowie. czyli nie idealizować- aby potem ewanualne odejścia nie byly postrzegane jako "złe" ale nie zgadzam się co do mozliwości całkowitego pozania życia zakonnego przed wstapnieniem, oraz nie zgadzam się, że odejśćia mogą być wynikiem tylko niedoinformowania...
co do wątków myślę, że zostal on zamknięty bo byl nie na temat... teraz jak widać powstal temat, w którym możemy dyskutować dalej.

Ostatnio edytowany przez Śliwka (2009-04-02 13:32:08)


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#4 2009-04-02 14:35:43

Magi
Gość

Re: Wiele dziewcząt po próbie podjęcia życia zakonnego wraca do domu

Śliwka napisał(a):

. Sama ona zaznacza, że pisanie tylko pięknych zdań stawia osoby odchodzące z zakonów ( jeszcze w czasie formacji, bo mówimy tylko o takim odejściu) właśnie w sytuacji przegranej... bo jak przecież mogły nie odnaleźć się w "takim pięknym" świecie... .

Na pewno trzeba podkreslać,że te osoby nie sa przegrane, bo niby czemu mają być?
Nawet sa ,,wygrane", bo podjęły uczciwy trud rozeznania. Dlaczego rozeznanie innego powołania ( małzeństwa, samotnosci, jakiegos instytutu, swieckiego misjonarza itd) ma być przegraną? A jak ktos sie nie widzi w pięknym świecie sakramentu małżeństwa  to przeciez tez nie jest gorszy, czy przegrany.

Wszystkie te nieporozumienia powstają chyba z tego,ze niektórzy uważają zakon za droge  lepszą, a tymczasem nie  jest to droga ani lepsza ani gorsza tylko inne powołanie.

Pisanie o pięknie małżeństwa nie czyni przegranymi tych co nie poszli ta droga , a pisanie o pięnie zycia zakonnego nie przekresla tych co się w tym nie odnaleźli.

Natomiast o krzyżu w zyciu kazdego człowieka, w kazdym powołaniu tez trzeba mówić, ale nie w kontekście ,,czy wiesz na co sie porywasz  ? " tylko dodawac nadziei: ,,Przyjdźcie  do Mnie wszyscy, którzy obciążeni i utrudeni jesteście a Ja was pokrzepię". Przeciez Bog kazdemu daje łaski potrzebne do wypełnienia  powołania.

 

#5 2009-04-02 15:30:48

elzbieta
Gość

Re: Wiele dziewcząt po próbie podjęcia życia zakonnego wraca do domu

Nie rozumiem, dlaczego piszecie o zabawie w psychologa. A może jestem psychologiem? Nie pomyślałyście o tym?
Nie rozumiem- czy uważacie, ze to forum powinno spełniać rolę naganiacza do klasztorów?
  A  czy pisanie, ze zakon to pójście , codzienne pójście, za Chrystusem cierpiącym i ukrzyżowanym, to straszenie zakonem?To jest totalnie niezrozumienie sensu życia zakonnego, bo ono jest właśnie tym i NICZYM innym.I żadna z Was dopóki tego nie zrozumie, nie nie ma po co marzyc o takiej drodze, bo nawet jak złożycie śluby, wrócicie do domu -prędzej czy później.
  Życie zakonne jest  trudne, bardzo trudne, ale tylko trudne sprawy są warte, żeby oddać im życie.
Jeżeli życie zakonne to dla Was tylko piękny habit,uznanie w środowisku, zachwycone spojrzenia otoczenia, podziw- a tak często odbieram Wasze wypowiedzi, to zostańcie lepiej w domu. Tu Wam będzie lepiej!
  Życie zakonne jest trudne również dlatego, ze zakonnice to tylko lub aż ludzie, a życie we wspólnocie nie jest niebem, bo nikt nam nieba na ziemi nie obiecywał. Czasami wraca się do domu nie z własnej winy i o to właśnie proszę- o szacunek dla powracających, bo powrót nie dla każdej dziewczyny jest łatwy, a do zakonu zasadniczo idzie się po to, żeby w nim zostać, a nie po to, żeby z niego wrócić. I powrót zawsze jest dramatem.
A jakże trudno wracać po 10 czy 15 latach... Nie piszcie więc, ze próba jest tylko próbą, bo powrót bywa dramatem na lata. Oglądam to na własne oczy...
Brakuje Wam wyobraźni i doświadczenia- to wiele tłumaczy.

Powtarzam- życie zakonne to trud pójścia za Chrystusem Ukrzyżowanym, a krzyż jest wpisany w życie człowieka, chcecie czy nie.To nie jest łatwe życie, chyba ze się wie, po co się do klasztoru idzie..
A Wy wiecie ?Wątpię........
PRAWDA BOLI- wiem.

   Powinnyście postulować o usunięcie mnie z forum:) Czytając Was, jedynie czytając, i tak będę się dobrze bawiła............, ale ta zabawa będzie z nutką współczucia dla Was, bo biedne jesteście, bardzo biedne....img/smilies/sadimg/smilies/smileimg/smilies/big_smile

Jeszcze o jednym pamiętajcie. Spotykacie siostry zakonne bardzo szczęśliwe, ale są to siostry specjalnie oddelegowane do pracy z młodzieżą, chociaż nie twierdze, że inne nie są szczęśliwe, bo są. Dla każdej zakonnicy, która spotykacie na rek. powołaniowych, sprawa jest jasna- każda z Was jest potencjalną kandydatką. Jeżeli się po wstąpieniu nie sprawdzi, wróci do domu.... Jak i z czym- to już będzie WASZA sprawa...........
Czytajcie wypowiedzi tych, które wróciły- są na forum!I chyba nie powiecie, że są gorsze od Was lub ,że zasłużyły na mniej laski od Boga, żeby wytrwać niż Wy?

A na zupełny juz koniec- nie zwykłam dyskutować z ignorancja, więc wybaczcie, ze nie podejmę dalszej dyskusji z Wami:)/ przepraszam Śliwkę- ta ma odwagę mieć własne zdanie, więc umie posługiwać się własnym rozumem /.

Ostatnio edytowany przez elzbieta (2009-04-02 15:45:59)

 

#6 2009-04-02 15:50:46

matka
Gość

Re: Wiele dziewcząt po próbie podjęcia życia zakonnego wraca do domu

elzbieta napisał(a):

Nie rozumiem, dlaczego piszecie o zabawie w psychologa. A może jestem psychologiem? Nie pomyślałyście o tym?
Nie rozumiem- czy uważacie, ze to forum powinno spełniać rolę naganiacza do klasztorów?
  A  czy pisanie, ze zakon to pójście , codzienne pójście, za Chrystusem cierpiącym i ukrzyżowanym, to straszenie zakonem?To jest totalnie niezrozumienie sensu życia zakonnego, bo ono jest właśnie tym i NICZYM innym.I żadna z Was dopóki tego nie zrozumie, nie nie ma po co marzyc o takiej drodze, bo nawet jak złożycie śluby, wrócicie do domu -prędzej czy później.
  Życie zakonne jest  trudne, bardzo trudne, ale tylko trudne sprawy są warte, żeby oddać im życie.
Jeżeli życie zakonne to dla Was tylko piękny habit,uznanie w środowisku, zachwycone spojrzenia otoczenia, podziw- a tak często odbieram Wasze wypowiedzi, to zostańcie lepiej w domu. Tu Wam będzie lepiej!
  Życie zakonne jest trudne również dlatego, ze zakonnice to tylko lub aż ludzie, a życie we wspólnocie nie jest niebem, bo nikt nam nieba na ziemi nie obiecywał. Czasami wraca się do domu nie z własnej winy i o to właśnie proszę- o szacunek dla powracających, bo powrót nie dla każdej dziewczyny jest łatwy, a do zakonu zasadniczo idzie się po to, żeby w nim zostać, a nie po to, żeby z niego wrócić. I powrót zawsze jest dramatem.
A jakże trudno wracać po 10 czy 15 latach... Nie piszcie więc, ze próba jest tylko próbą, bo powrót bywa dramatem na lata. Oglądam to na własne oczy...
Brakuje Wam wyobraźni i doświadczenia- to wiele tłumaczy.

Powtarzam- życie zakonne to trud pójścia za Chrystusem Ukrzyżowanym, a krzyż jest wpisany w życie człowieka, chcecie czy nie.To nie jest łatwe życie, chyba ze się wie, po co się do klasztoru idzie..
A Wy wiecie ?Wątpię........
PRAWDA BOLI- wiem.

   Powinnyście postulować o usunięcie mnie z forum:) Czytając Was, jedynie czytając, i tak będę się dobrze bawiła............, ale ta zabawa będzie z nutką współczucia dla Was, bo biedne jesteście, bardzo biedne....img/smilies/sadimg/smilies/smileimg/smilies/big_smile

Jeszcze o jednym pamiętajcie. Spotykacie siostry zakonne bardzo szczęśliwe, ale są to siostry specjalnie oddelegowane do pracy z młodzieżą, chociaż nie twierdze, że inne nie są szczęśliwe, bo są. Dla każdej zakonnicy, która spotykacie na rek. powołaniowych, sprawa jest jasna- każda z Was jest potencjalną kandydatką. Jeżeli się po wstąpieniu nie sprawdzi, wróci do domu.... Jak i z czym- to już będzie Wasza sprawa.

Jesli rzeczywiście jesteś psychologiem- choć watpie to raczej marny z Ciebie profesjonalista ...  musisz być bardzo poraniona skoro tak gwałtownie reagujesz na posty tutaj zamieszczane, ale przez to tez zdradzasz się kim jesteś .... jestes po prostu niegrzeczna, powiem wiecej bardzo zgorzkniała i poraniona .... udało ci sie. Zamieszałas dobrze na forum, cel osiągniety. Możesz być z siebie dumna, co nie zmienia faktu, ze jak dla mnie nic soba nie reprezentujesz. I zrób cos z tymi zranieniami dla swojego zdrowia psychicznego, powaznie mówie ...
Pomodle sie za Ciebie Elżbieto, mimo wszystko img/smilies/smile
matka
P.S.
Jak dla mnie mozesz zostac na forum, nie bede apelowac o usuniecie ... bo przestałam sie przejmowac twoimi postami.

 

#7 2009-04-02 16:02:18

Magi
Gość

Re: Wiele dziewcząt po próbie podjęcia życia zakonnego wraca do domu

Całe życie człowieka - chrześcijanina jest pójściem za Chrystusem Ukrzyzowanym : Jeśli kto chce iść za mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje (Łk 9, 23).
Przeciez nikt tego nie neguje. I w kazdym powołaniu jest krzyż, nie ma człowieka, ktory na ziemi nie cierpi.

Natomiast co jest wazne: Bog daje siłę, łaske i pomoc w niesieniu tego krzyża.Człowiek nie jest zostawiony sam sobie! 

A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata..." (Mat. 28, 19, 20);

"Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze - Ducha Prawdy" (Jan 14, 16, 17),

"A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem" (J 14,26).

Chrystus kazdemu pomagaw dźwiganiu jego krzyża i o tym trzeba pisać, nie mozna sie bać. To szatan zasiewa lęk, strach, nieufność, niepokój.Pan daje pokój serca, nawet w cierpieniu .


elzbieta napisał(a):

. Czasami wraca się do domu nie z własnej winy i o to właśnie proszę- o szacunek dla powracających, bo powrót nie dla każdej dziewczyny jest łatwy, a do zakonu zasadniczo idzie się po to, żeby w nim zostać, a nie po to, żeby z niego wrócić. I powrót zawsze jest dramatem.
A jakże trudno wracać po 10 czy 15 latach... Nie piszcie więc, ze próba jest tylko próbą, bo powrót bywa dramatem na lata. Oglądam to na własne oczy...
Brakuje Wam wyobraźni i doświadczenia- to wiele tłumaczy.


Jeszcze o jednym pamiętajcie. Spotykacie siostry zakonne bardzo szczęśliwe, ale są to siostry specjalnie oddelegowane do pracy z młodzieżą, chociaż nie twierdze, że inne nie są szczęśliwe, bo są. Dla każdej zakonnicy, która spotykacie na rek. powołaniowych, sprawa jest jasna- każda z Was jest potencjalną kandydatką. Jeżeli się po wstąpieniu nie sprawdzi, wróci do domu.... Jak i z czym- to już będzie WASZA sprawa...........
Czytajcie wypowiedzi tych, które wróciły- są na forum!I chyba nie powiecie, że są gorsze od Was lub ,że zasłużyły na mniej laski od Boga, żeby wytrwać niż Wy?
.

1. Nikt nie odmawia szacunku tym, którzy rozeznali inne powołanie.
2. nie mieszajmy jednak dwóch spraw: rozeznania innego powołania i niewytrwania w wybranym powołaniu. Tu nikt nikogo nie osądza, bo nie ma prawa, ale fakty sa faktami: jak ktos wybrał i podjął decyzję : zawarł sakrament małżeństwa, przyjał swięcenia lub złozył sluby wieczyste  i po ilus latach drogi odchodzi to nie jest wierny wybranemu powołaniu. To sprawa między nim a Bogiem.

Ostatnio edytowany przez Magi (2009-04-02 17:08:57)

 

#8 2009-04-02 16:27:03

natalina
Gość

Re: Wiele dziewcząt po próbie podjęcia życia zakonnego wraca do domu

Ja myśle że taka kobieta która z różnych powodów wróciła do domu potrzebuje przede wszystkim opieki bliskich, rodziny i przyjaciół, kiedy poczuje że nie jest sama stanie powoli na równe nogi, to moje zdanie na ten temat.

 

#9 2009-04-02 18:21:01

olcia19241
Gość

Re: Wiele dziewcząt po próbie podjęcia życia zakonnego wraca do domu

Smutno mi czytac takie rzeczy:( Jesli ktos ma się "zawieść" na zyciu w zakonie to chyba lepiej żeby poczuł to na własnej skórze niz potem żalował. Przynajmniej będzie wiedział na 100% że się "nie nadaje" niz dlatego, że ktos mu wczesniej tak powiedział img/smilies/sad ale na tym własnie polega forum żeby kazdy wyraził swoja opinię...

 

#10 2009-04-02 21:08:49

Kotek_Kłopotek
Gość

Re: Wiele dziewcząt po próbie podjęcia życia zakonnego wraca do domu

elzbieta napisał(a):

A  czy pisanie, ze zakon to pójście , codzienne pójście, za Chrystusem cierpiącym i ukrzyżowanym,

Ja bym dodała: i Zmartwychwstałym. Chrześcijaństwo BEZ nadziei jest religią BEZNADZIEI. Rzecz jasna, radość i życie w obfitości to dopiero po drugiej stronie img/smilies/smile

Ja w żadnym momencie dyskusji, w których brała udział Elżbieta, nie czułam się zastraszana. Przyjmuję jej opinie, rozważam i swoje zdanie też mam. Gdybym go nie miała, ba, to wtedy może i by mnie Elżbieta nastraszyła img/smilies/wink

elzbieta napisał(a):

to straszenie zakonem?To jest totalnie niezrozumienie sensu życia zakonnego, bo ono jest właśnie tym i NICZYM innym.I żadna z Was dopóki tego nie zrozumie, nie nie ma po co marzyc o takiej drodze, bo nawet jak złożycie śluby, wrócicie do domu -prędzej czy później.

Cierpienie samo w sobie sensu nie ma; samo w swojej istocie, nagie cierpienie jest złe. Połączone z ofiarą Chrystusa i Jemu ofiarowane - sens ma, i to bardzo głęboki. Ale żeby dojść do bezinteresownego ofiarowania cierpienia to najpierw trzeba dojść do radości z cierpienia - a więc i pójściem za Jezusem WSZĘDZIE. A to już wielka łaska...Gloryfikacja cierpienia samego w sobie bez odniesienia do radości z naśladowania Chrystusa to niezdrowa asceza.

elzbieta napisał(a):

Powtarzam- życie zakonne to trud pójścia za Chrystusem Ukrzyżowanym, a krzyż jest wpisany w życie człowieka, chcecie czy nie.To nie jest łatwe życie, chyba ze się wie, po co się do klasztoru idzie..

Myślę, że jak się wie, po co idzie się do klasztoru to życie zakonne z punktu widzenia ludzkiego jest trudniejsze - Bóg dopuszcza więcej, bo bardziej świadomi jesteśmy w stanie więcej udźwignąć, z punktu widzenia duszy - łatwiejsze, bo Bóg hojniej łaskami ( a więc cierpienie też...) obdarza...To nie jest łatwe życie ani w przypadku wiedzy, ani w przypadku niewiedzy.

Co do osób powracających: chylę czoła, że miały tyle odwagi, by podjąć tak trudną i dojrzałą decyzję. I zgadzam się ze Śliwką, że niedoinformowanie 'przed' to mały % przyczyn odejść.
Niestety, rzadko się zdarza absolutna pewność: zakon to moje powołanie, ale się zdarza (choćby św. Teresa z Lisieux...). Dlatego wydaje mi się, że lepiej pójść, spróbować, wrócić, niż potem całe życie żałować 'a co by było gdyby'...
Jak Samuel: 'Jestem Panie, przecież mnie wołałeś...'
A jak się okaże, że to nie ta droga, nie to wołanie, zostaje przynajmniej świadomość, że nie rozminęło się z wolą Bożą, tylko starało się ją pełnić. Nie próbując - wyrzucałabym sobie tchórzostwo.

Mama znajomego zakonnika była jakiś czas w zakonie klauzurowym, odeszła na prośbę przełożonych ze względów zdrowotnych. Potem wyszła za mąż. Jej dwóch synów wstąpiło do zakonu czynnego: do ślubów wytrwał jeden. Po jego ślubach ta pani przyszła w odwiedziny do 'swoich' sióstr. I stwierdziła, że dalej jej miejsce jest w tych właśnie murach...A siostry na to: 'czemu siostra jeszcze raz nie próbowała...'

 

#11 2009-04-03 11:27:52

Magi
Gość

Re: Wiele dziewcząt po próbie podjęcia życia zakonnego wraca do domu

Oddam głos świetemu Josemaríi Escrivie  , bo najlepiej ujął to co chce powiedzieć:

1. ,,Chrześcijanin winien być autentyczny, prawdziwy, szczery we wszystkich swoich czynach. Jego postępowanie winno odzwierciedlać ducha Chrystusowego. Jeżeli w ogóle ktoś na tym świecie winien okazać się konsekwentny, to właśnie chrześcijanin, ponieważ to on otrzymał w depozyt dar, który winien przynosić owoce, prawdę, która wyzwala i zbawia. Może zapytacie mnie: Ojcze, a jak osiągnąć tę szczerość życia? Jezus Chrystus powierzył swemu Kościołowi wszystkie niezbędne po temu środki. Nauczył nas modlić się, obcować ze swym Ojcem Niebieskim; zesłał nam swego Ducha, tego Wielkiego Nieznanego, który działa w duszach naszych; i pozostawił nam te widzialne znaki łaski, którymi są Sakramenty. Korzystaj z nich. Pogłębiaj swoją pobożność. Odmawiaj modlitwy każdego dnia. I nigdy nie zrzucaj ze swoich barków słodkiego brzemienia Krzyża Chrystusowego.

To Jezus zaprosił cię, abyś szedł Jego śladem jako dobry uczeń, abyś mógł przejść przez to ziemskie życie siejąc pokój i radość, których świat dać nie może. Dlatego — podkreślam — winniśmy kroczyć naprzód bez lęku przed życiem i bez obawy przed śmiercią, bez ucieczki za wszelką cenę przed cierpieniem, które dla chrześcijanina jest środkiem oczyszczenia i okazją do prawdziwego miłowania swoich braci w tysiącach okazji codziennego życia.

Minął nasz czas. Muszę kończyć to rozważanie, którym chciałem poruszyć twoją duszę, abyś w odpowiedzi powziął kilka postanowień. Niech będzie ich niewiele, ale niech będą konkretne. Pamiętaj, że Bóg chce, abyś był radosny, i jeżeli ze swej strony uczynisz wszystko, co możesz, będziesz szczęśliwy, bardzo szczęśliwy, najszczęśliwszy,chociaż ani na chwilę nie zabraknie ci Krzyża. Lecz ten Krzyż nie jest już szubienicą, ale jest tronem, na którym króluje Chrystus. A u Jego boku stoi Jego Matka, która jest również naszą Matką. Niech Najświętsza Maryja Panna wyjedna dla ciebie tę moc, której potrzebujesz, by zdecydowanie kroczyć śladami Jej Syna."



2.,,Droga Boża jest drogą wyrzeczenia, umartwienia, oddania, lecz nie jest drogą smutku czy przygnębienia."



3. ,,Zwykłem powtarzać, że są trzy rzeczy, które przynoszą nam radość na ziemi i prowadzą ku szczęśliwości wiecznej w niebie: mocna, szlachetna, radosna, niewzruszona wierność wierze, wierność otrzymanemu powołaniu i wierność czystości. Jeżeli ktoś utkwił w ciernistych krzakach przydrożnych, w zmysłowości, w pysze... — pozostaje w nich jedynie z własnej woli i o ile się nie nawróci, będzie nieszczęśnikiem, bowiem odwrócił się plecami do Miłości Chrystusowej."


św. Josemaría Escriva, założyciel Opus Dei.z ksiazki,,Przyjaciele Boga"

http://www.pismaescrivy.org/book/przyja … zial-8.htm

Ostatnio edytowany przez Magi (2009-04-03 16:01:23)

 

#12 2009-04-03 21:40:09

piccolina
Gość

Re: Wiele dziewcząt po próbie podjęcia życia zakonnego wraca do domu

Kurde, ale sie porobilo,  elzbieta wyluzuj troche. Sama jestem w postulacie i nikt mnie tu nie kroi i soli......a i nie ma tu nic do rzeczy, ze robie formacje za granica. Nie ma podzialu na trudniejsza bo w Polsce i latwiejsza bo zagranica..... Choc czasmi sluchajac osob opowiadajacych o swojej formacji w Posce mam wrazenie (tylko wrazenie) ze formacja za granica jest momentami trudniesza. Trudniejsza w przyjeciu odpowiedzialnosci za zaufanie jakie ma wspolnota od osob w formacji. Przynajmniej w mojej wspolnocie.........Od samego poczatku jest sie znurzonym w rzeczywisty tryb zycia wspolnoty,(nie ma podzialu na dom nowicaju, postulatu,zyjemy i pracujemy wszystkie razem) od pierwszych dni postulatu bierze sie odpowiedzialnosc za apostolat... zetkniecie sa z samym soba w formacji psychologiczno-duchowo-intelektualnej....Poprostu droga uczenie sie w pokorze ofiarowywania zycia jako daru.
Gdzie jest cierpienie? Moim cierpieniem jest swiadomosc, ze moja milosc jest niedoskonala i nigdy tu na ziemie doskonala nie bedzie. Cierpienie to powolne umieranie, to ciagle poszerzanie serca by moglo sie w nim rodzic nowe zycie....Umieranie zawsze boli, ale jest Ten Ktory zawsze mnie umacnia i w Nim wystarcza mi zawsze sily by stac przed Bogiem w prawdzie o sobie. Jedno z najwiekszych cierpien jakie ciagle wymaga odemnie mnie moj Mistrz jest akceptacja prawdy o sobie, tej trudnej prawdy o swojej marnosci, nijakosci, bylejakosci..........ale obok tej akceptaji jest ON, DROGA,PRAWDA, ZYCIE.  Bo nie jestem tylko prochem, zerm... jestem Jego obrazem, Jego obliczem. Nie ma wiekrzej trudnosci,ciezaru, cierpienia niz  zycie miedzy wielkoscia i niskoscia, miedzy tym co ludzie i tym co Boskie. To ta ciagla rosterka, ktora rozumie, ogarnia tylko On. 
Nie wiem czy o takie cierpienie wam chodzilo. Bo jak mowie nikt mnie tu nie kroi, nie soli, nie poniza, nie rozkazuje tlumaczac sie wola Boza........nie naklada kar za stluczone szklanki, zle umyta podloge.....Jestem kochana, szanowana i  kocham i szanuje moja wsponote........Bo to On ja dla mnie wybral, On dal mi ja w darze odpowiedzi na Jego wezwanie by isc i glosic Jego ewangelie, w takiej a nie w innej wspolnocie mnie zapragna....w takiej a nie innej wspolnocie objawia mi swoja szalencza milosc kazdego czlowieka.......

Ostatnio edytowany przez piccolina (2009-04-03 21:50:27)

 

#13 2009-04-04 00:11:34

Śliwka
Użytkownik

Re: Wiele dziewcząt po próbie podjęcia życia zakonnego wraca do domu

Piccolina- ogromnie Ci dziekuję za tego posta. Chciałam początkowo zaznaczyć kilka cytatów z Twojej wypowiedzi ale potem stwierdziałam, że całość mnie ujęła- ale dobra dość słodzenia img/smilies/wink po prostu ta wypowiedz jest tak przesiąknięta nadziają, radością, ale jednocześnie dojrzałością (oczywiście może mnie smarkatej nie wypada tak pisać  img/smilies/wink ) a że znamy Twoje posty to wiemy chyba wszyscy, że nie jesteś osobą bujającą w obłokach ( oczywiście na ile to wiemy na ile nam się taka dałaś poznać img/smilies/wink ) no i to chyba jakoś dodaje otuchy... tak...
no bo przecież powołanie zakonne to droga, w której tak samo jak w każdej innej będą się ujawniać trudy, ale chyba świadomość, że jest się na "swoim miejscu" czyli dokładnie tam gdzie Bóg widział moje SZCZĘŚCIE, to chyba "rekonpensuje" ( to naparwde słowo nie na miejscu ale w tym momencie nie mogę innego znaleźć) trud... albo raczej nadaje trudowi, wysiłkowi i wreszcie cierpieniu SENS...


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#14 2009-04-04 05:31:35

elzbieta
Gość

Re: Wiele dziewcząt po próbie podjęcia życia zakonnego wraca do domu

Dziwne piccolino, ze dobrałaś moje słowa do pójścia z Chrystusem Ukrzyżowanym jako krojenie solenie i znieważanie...., aczkolwiek cierpienie wszelkiego rodzaju jest przypisane do naszego życia i w każdym znajdujemy Chrystusa, czego Ci z całego serca życzę, bo trudne dni przyjdą prędzej czy później.



Postulat  za granicą zasadniczo rożni się od postulatu w Polsce...

Ostatnio edytowany przez elzbieta (2009-04-04 06:08:52)

 

#15 2009-04-04 10:04:23

piccolina
Gość

Re: Wiele dziewcząt po próbie podjęcia życia zakonnego wraca do domu

Sliwka dziekuje Ci za mile slowa. Dziekuje Ci za nie jeszcze bardziej, poniewaz dodaja mi otuchy, wyrazaja sens tego co robie i dla kogo zyje. Ot, taka malenka kropelka sensu mojego zycia, w codziennosci, ktora nie zawsze jest latwa......przedemna bardzo wazna decyzja do podjecia, a Twoje slowa lagodza trud podjecia odpowiedzialnosci za to co sie wydarzy dalej w moim zyciu. Elzbieta pisze mi ze trudne chwile wczesniej czy pozniej nadejda, to prawda, jestem wlasnie w takiej chwili. Chwili, w ktorej wydaje sie, ze nie ma tej obiecajej laski, ze jestes sama.....ale to tylko wrazenie, bo On jest....chocby w Twoich slowach sliwko....
No ale tu watek o osobach, ktore odeszy z "zakonow" a mi zaczyna swiadectwo wychodzic img/smilies/smile

Oki, tak dla mojej ciekawosc zapytam, co masz na mysli elzbieto piszac, ze postulat za granica zasadniczo rozni sie od postulatu w Polsce? Bo chyba nie o to, ze jest latwiej, lepiej i przyjemniej......a nie chce "znow" zle zrozumiec Twych slow...........

Ostatnio edytowany przez piccolina (2009-04-04 10:04:52)

 

#16 2009-04-04 12:42:10

luckoradversity
Gość

Re: Wiele dziewcząt po próbie podjęcia życia zakonnego wraca do domu

Słuchajcie jak tak czasami czytam tu o życiu zakonnym to odechciewa mi się wszystkiego , poważnie to mówię ...co chwila tylko czytam "życie zakonne to krzyż , krzyż , krzyż..." No ok zycie zakonne nie jest życiem naturalnym , napewno jest ciężkie zresztą jak każde powołanie i jak każde życie , ale również jest pełne radości...więc bez przesady to normalne życie !przestańcie tak przesadzać .Mnie osobiście to odstrasza od zakonu ,a  chyba nie taki jest cel tego forum.Oczywiście , że trzeba byc przygotowanym na cierpienia w zakonie , ale powiedzcie mi gdzie go nie ma?Jest wszędzie w życiu świeckim jak i konsekrowanym .

 

#17 2009-04-04 12:56:55

piccolina
Gość

Re: Wiele dziewcząt po próbie podjęcia życia zakonnego wraca do domu

Luc, male sprostowanie: Zycie zakonne jest jak najbardziej naturalne. Nawed wiecej, jest proba obrazu zycia w raju. To tak z punktu wiedzenia teolgii eskatologicznej. W lasnie w tym wymiarze, wymiarze eskatologicznym, ma swoje wyjasnienie sensu zycia w calkowitej czystosci, nie tylko cielesnej ( nie beda sie zenic czy za maz wychodzic) ale czystosci spojrzenia, serca, uczynkow, zamiaru ( blogoslawieni czystego serca)....ot, poprostu zycie konsekrowane jest proba kontemplacji juz na ziemie, tego czego oczekujemy po smierci.......tak ze nie zrarzaj sie do tego typu zyciem, ono nie ma nic wspolnego tak naprawde z krzyzem, o ktorym sie tu mowi na lewo i na prawo. Przynajmniej ja to tak odbieram, poniewaz krzyz o ktorym ciagle mowa na formum to takie umartwianie sie dla samego umartwiania, a tak nie jest.........Na krzyzu umral Jezus by nas od krzyza wybawic. Dzisjejsza ewangelia: "lepiej by umarl jeden czlowiek, niz caly narod" Jezus umarl raz na zawsze........po smierci  Jezusa na krzyzu historia sie nie konczy, ale zaczyna w Radosci poranku Zmartwychwstani. Za tydzen Najwiekrze swieto chrzescijanstwa. Nie na krzyzu konczy sie zycie, ale na radosci Zmartwychwstania, na "nie bujcie sie Ja Jestem z wami". Krzyz, trudnosc, cierpienie to tylko znak, ze jest Zmartwychwstanie, Radosc poranka Wielkiej Nocy..........Ale zeby smakowa radosc Zmartwychwstania trzeba przejsc przez smutek, zal, rozgoryczenie, zmierzyc sie ze swoimi slabosciami, zdac sobie sprawe z tego kim sie jest, a kim sie powinno byc. Przypatrzcie sie bohaterom ewangeli kim sa, jak rosna, jakie "krzyze" nosza, z jakimi "krzyzami" mierza sie w swoim zyciu.... Chocy pomedytujcie troche historie Piotra.....Jak musialo go bolec przejscie "nie wiem co mowisz kobieto, nie znam tego czlowieka" do "Panie Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, ze Cie kocham"...........
No ale to juz naprawde odchodze calkowicie od watku.........Moze dlatego odchodze od watku, poniewaz odejscia osob, ze wspolnot to bardzo delikatna sprawa i nie mi sadzic.... Czlowiek patrzy na to co zewnatrzne, Bog patrzy na to co wewnetrzne...........

Ostatnio edytowany przez piccolina (2009-04-04 13:18:56)

 

#18 2009-04-04 14:49:07

luckoradversity
Gość

Re: Wiele dziewcząt po próbie podjęcia życia zakonnego wraca do domu

piccolina napisał(a):

Luc, male sprostowanie: Zycie zakonne jest jak najbardziej naturalne.

Napisałam , że jest nienaturalne ponieważ tak powiedział mi pewien zakonnik. To na tyle.

 

#19 2009-04-04 14:54:37

elzbieta
Gość

Re: Wiele dziewcząt po próbie podjęcia życia zakonnego wraca do domu

piccolina napisał(a):

Luc, male sprostowanie: Zycie zakonne jest jak najbardziej naturalne. Nawed wiecej, jest proba obrazu zycia w raju. To tak z punktu wiedzenia teolgii eskatologicznej. W lasnie w tym wymiarze, wymiarze eskatologicznym, ma swoje wyjasnienie sensu zycia w calkowitej czystosci, nie tylko cielesnej ( nie beda sie zenic czy za maz wychodzic) ale czystosci spojrzenia, serca, uczynkow, zamiaru ( blogoslawieni czystego serca)....ot, poprostu zycie konsekrowane jest proba kontemplacji juz na ziemie, tego czego oczekujemy po smierci.......tak ze nie zrarzaj sie do tego typu zyciem, ono nie ma nic wspolnego tak naprawde z krzyzem, o ktorym sie tu mowi na lewo i na prawo.

To jest teoria, piccolino. Jesli zaś chodzi o krzyż, o którym ja pisze, to jest to ten krzyż, który jest częścią życia każdego człowieka i nie jest to umartwienie dla umartwienia.
Tak może pisać tylko osoba baaardzo młoda oraz osoba, dla której klasztor nie jest pójściem za Chrystusem Ukrzyżowanym, Nagim i Cierpiącym.Jeżeli teraz przezywasz jakieś trudności przed podjęciem decyzji, pomyśl nad tym, bo być może jeszcze do niej nie dojrzałaś.img/smilies/smile
Pamiętaj, ze radość zmartwychwstania przyszła przez krzyż!

A jesli chodzi o życie zakonne to nie jest do końca naturalne, bo naturalne jest życie w rodzinie. W czasach Jezusa zakonów nie było, a każdy Żyd musiał mieć żonę i dzieci i to było naturalne.Zakony/ zgromadzenia w naszym pojęciu/ powstały w łonie Kościoła dla doskonalszego życia duchowego, chyba gdzieś około V dopiero wieku, i na początku były to tylko zakony kontemplacyjne i było to długo po Ukrzyżowaniu i Zmartwychwstaniu Chrystusa.Można nazwać życie zakonne życiem normalnym, ale naturalnym raczej nie, więc zgadzam się z Luco i ojcem, na którego się powołuje.

Ostatnio edytowany przez elzbieta (2009-04-04 15:04:23)

 

#20 2009-04-04 17:37:19

piccolina
Gość

Re: Wiele dziewcząt po próbie podjęcia życia zakonnego wraca do domu

elzbieto czyli dla Ciebie ewangelia to teoria a Jezus, sw. Jan, sw. Pawel (choc on mogl byc zonaty) sa nienaturalni ?

Ostatnio edytowany przez piccolina (2009-04-04 17:38:58)

 

#21 2009-04-04 19:43:12

elzbieta
Gość

Re: Wiele dziewcząt po próbie podjęcia życia zakonnego wraca do domu

piccolina napisał(a):

elzbieto czyli dla Ciebie ewangelia to teoria a Jezus, sw. Jan, sw. Pawel (choc on mogl byc zonaty) sa nienaturalni ?

Piccolino, Jezus jest Żydem i nie mozna go traktowac odrebnie od tej tradycji. Dla Żydów dzieci były błogosławieństwem, a pojęcie dziewictwa  w ogóle nie istnialo.Każdy Żyd do 18 roku życia musial się ożenić.Jeżeli Jezus tego nie zrobil, to dlatego że był Jezusem.
Do dzisiaj wielu ludzi pozostaje samotnymi i nie znaczy to, ze są zakonnikami. Paweł i św.Jan równiez nie byli.Nie zaprzeczysz, ze tradycja zakonna nie wynika z Biblii.Św. Paweł polecal dziewictwo, ale równiez nie w zakonie.
Zakon jest elementem tradycji Kościola i elementem chwalebnym, ale jego źródeł nie nalezy szukać wśrod apostołow.Zakonu jako instytucji, bo nie twierdzę, ze juz za czasów Apostołów nie zacyznała istniec tradycja dziewictwa czy wdowieństwa dla Chrystusa, na pewno wtedy nie było.Do czasow Apostolskich nawiązują prędzej wspólnoty życia gromadzące pod jednym dachem małżeństwa, zkonników czy zakonnice , ale na pewno nie zakony.

Ostatnio edytowany przez elzbieta (2009-04-04 19:54:02)

 

#22 2009-04-04 20:12:19

piccolina
Gość

Re: Wiele dziewcząt po próbie podjęcia życia zakonnego wraca do domu

Elzbieto czy ty wiesz co wypisujesz?
Kiedys byla dyskusja na temat herezji na tym forum.Ostatni post elzbiety jest dobrym przykladem. Ja nie czuje sie na silach wyjasniac zrodel zycia konsekrowanego w Biblii, dlatego prosze moderatorow tego forum o pomoc w znalezieniu osoby kompetentnej w wyjasnieniu kwestii. Ze swojej strony dodam tylko, ze zycie konsekrowane ma swoje glebokie zrodla nie tylko w NT ale i ST chocby tylko gora karmel i Eliasz............no ale tak jak mowie, moje kompetencje nie daja mi praw wyjasniac bledow teologicznych zawartych w poscie elzbiety, dlatego zglaszm tylko moderatorom, ze slowa elzbiety nie sa zgodne z nauczaniem Kosciola katolickiego......

 

#23 2009-04-04 20:36:59

iskierka
Gość

Re: Wiele dziewcząt po próbie podjęcia życia zakonnego wraca do domu

A ja z nieco innej beczki - kilka dni temu miałam okazję rozmawiać z ojcem pewnej siostry zakonnej, która w tej chwili przebywa w klasztorze w jednym z państw Europy zachodniej (nie podaję szczegółów, bo wydaje mi się, że to nieistotne dla tego, co chcę przekazać). To co mi opowiedział wstrząsnęło mną dość głęboko i dlatego piszę o tym tutaj, zresztą w moim przekonaniu ma sporo wspólnego z wątkiem pt. Wiele dziewcząt po próbie....
Ten starszy człowiek opowiedział mi, że co miesiąc musi wysyłać swojej córce z emerytury pieniądze, a także przedmioty codziennego czy osobistego użytku, jak dezodorant. Zadziwiło mnie to i zasmuciło, bo cieżko pracuje w tej wspólnocie, a wspólnota nie zapewnia podstawowych rzeczy. Zdziwilo mnie, ze dopuszcza się takie sytuacje (starsi rodzice emeryci muszą łożyc na utrzymanie córki zakonnicy). Moze i nie muszą, ale co mają robić w sytuacji kiedy najwyrazniej jest taka potrzeba, wyraznie przez nią sygnalizowana??? Czy wobec takie rzeczywistości, w tak konkretnych sprawach, zadziwiać mogą powroty? Ktoś powie, ze mieszam pojęcia albo upraszczam, bądź sprowadzam wszystko do spraw przyziemnych - może tak, ale z oczywistych względów operuję skrótami. Poza tym rozmawiałam z tym panem i wierzcie, nie była to pozytywna rozmowa

 

#24 2009-04-04 22:01:35

matka
Gość

Re: Wiele dziewcząt po próbie podjęcia życia zakonnego wraca do domu

w drodze do... napisał(a):

piccolina napisał(a):

Ja nie czuje sie na silach wyjasniac zrodel zycia konsekrowanego w Biblii, dlatego prosze moderatorow tego forum o pomoc w znalezieniu osoby kompetentnej w wyjasnieniu kwestii. Ze swojej strony dodam tylko, ze zycie konsekrowane ma swoje glebokie zrodla nie tylko w NT ale i ST chocby tylko gora karmel i Eliasz............no ale tak jak mowie, moje kompetencje nie daja mi praw wyjasniac bledow teologicznych zawartych w poscie elzbiety, dlatego zglaszam tylko moderatorom, ze slowa elzbiety nie sa zgodne z nauczaniem Kosciola katolickiego......\

Zgłoszenie przyjęto img/smilies/smile
Z tego co się orientuję, chyba nie ma tu osoby po teologii, która mogłaby się fachowo wypowiedzieć na ten temat... ale gdyby ktoś taki jednak był, to może napisze, jak to z tym jest?
Tu nawet jest odpowiedni wątek na ten temat: http://powolaniowapomoc.p2a.pl/viewtopic.php?id=1598 <--- czy zakony były w czasach Starego Testamentu?

Może to coś pomoże ...



   
TEOLOGIA ŻYCIA KONSEKROWANEGO

DAR ŻYCIA KONSEKROWANEGO
(Na podstawie adhortacji Vita consecrata)

Życie konsekrowane znajduje się w samym sercu Kościoła, ponieważ wyraża najgłębszą istotę powołania chrześcijańskiego oraz dążenie całego Kościoła - Oblubienicy do zjednoczenia z jedynym Oblubieńcem.
Ewangelicznych podstaw życia konsekrowanego należy szukać w szczególnej relacji, jaką sam Jezus nawiązał w czasie swego ziemskiego życia z niektórymi spośród uczniów, wzywając ich, by nie tylko przyjęli Królestwo Boże we własnym życiu, ale także by oddali swoje istnienie w służbę tej sprawy, porzucając wszystko i naśladując wiernie Jego sposób życia.
W tajemnicy Przemienienia Chrystusa modlącego się na górze słyszymy głos Ojca: "To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!" (Mt 17,5) Idąc za tym wezwaniem, któremu towarzyszy wewnętrzny zachwyt kontemplacji Oblicza Chrystusa, osoba powołana zawierza się miłości Boga, wzywającego ją do swojej wyłącznej służby, i poświęca się całkowicie Jemu oraz Jego zamysłowi zbawienia. Oto sens powołania do życia konsekrowanego: jest ono wyłączną inicjatywą Boga, który oczekuje od tych, których wybrał, odpowiedzi w postaci całkowitego i wyłącznego oddania się Jemu. Doświadczenie tej bezinteresownej miłości Boga jest tak głębokie i silne, że człowiek czuje się zobowiązany odpowiedzieć na nie bezwarunkowym poświęceniem Mu własnego życia, złożeniem w ofierze wszystkiego - teraźniejszości i przyszłości - w Jego ręce.
Syn - droga wiodąca do Ojca - oczekuje od osób konsekrowanych, by wyrzekły się wszystkiego, aby pozostawać z Nim w zażyłości i iść za Nim, dokądkolwiek pójdzie. Rady ewangeliczne, poprzez które Chrystus wzywa niektórych, aby dzielili Jego doświadczenie dziewictwa, ubóstwa i posłuszeństwa, wymagają od tego, kto je przyjmuje, zdecydowanej woli całkowitego upodobnienia się do Niego. Praktyka rad ewangelicznych jest formą udziału w misji Chrystusa, na wzór Maryi z Nazaretu, Jego pierwszej uczennicy, która oddała się na służbę Bożego zamysłu, czyniąc dar z siebie samej. Początkiem każdej misji jest taka właśnie postawa, wyrażona przez Maryję w chwili zwiastowania: "Oto Ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa." (Łk 1,38)
Powołanie do życia konsekrowanego jest także głęboko związane z działaniem Ducha Świętego. To On sprawia, że na przestrzeni tysiącleci coraz to nowi ludzie odkrywają zachwycające piękno tej trudnej drogi. Za Jego sprawą przeżywają oni niejako doświadczenie proroka Jeremiasza: "Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść." (20,7)
Tak więc rady ewangeliczne to przede wszystkim dar Trójcy Przenajświętszej. Życie konsekrowane jest głoszeniem tego, czego dokonuje Ojciec przez Syna w Duchu Świętym swoją miłością, swoją dobrocią, swoim pięknem; przez to staje się widzialnym śladem, który Trójca Święta pozostawia w historii, aby wzbudzić w ludziach zachwyt pięknem Boga i tęsknotę za Nim.
Czystość celibatariuszy i dziewic, jako wyraz oddania się Bogu niepodzielnym sercem, jest odblaskiem nieskończonej miłości łączącej trzy Boskie Osoby w tajemniczej głębi życia trynitarnego; miłości, której Słowo Wcielone dało świadectwo aż po ofiarę z własnego życia; miłości, która "rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego" (Rz 5,5), przynaglającej nas, byśmy odpowiedzieli na nią całkowitą miłością do Boga i do braci.
Ubóstwo głosi, że Bóg jest jedynym prawdziwym bogactwem człowieka. Przeżywane na wzór Chrystusa, który "będąc bogaty (...) stał się ubogim" (2Kor 8,9), wyraża całkowity dar z siebie, jaki składają sobie nawzajem trzy Osoby Boskie. Ten dar przelewa się w stworzenie i objawia się w pełni we Wcieleniu Słowa i w Jego odkupieńczej śmierci.
Posłuszeństwo praktykowane na wzór Chrystusa, którego pokarmem było wypełnianie woli Ojca, objawia wyzwalające piękno uległości synowskiej, wzbogaconej poczuciem odpowiedzialności i przenikniętej wzajemnym zaufaniem: to zaufanie jest doczesnym odblaskiem harmonii miłości, właściwej trzem Boskim Osobom.
Życie konsekrowane jest zatem powołane, aby nieustannie wzbogacać dar rad ewangelicznych miłością coraz prawdziwszą i mocniejszą, przeżywaną w wymiarze trynitarnym: miłością do Chrystusa, która wzywa do zażyłej przyjaźni z Nim; miłością Ducha Świętego, która usposabia duszę na przyjęcie Jego natchnień; miłością Ojca - najgłębszego źródła i najwyższego celu życia konsekrowanego. W ten sposób staje się ono wyznaniem i znakiem Trójcy Świętej, której tajemnica zostaje ukazana Kościołowi jako wzór i źródło wszelkich form chrześcijańskiego życia.
W tradycji Kościoła ślubowanie rad ewangelicznych uznaje się za szczególne i owocne pogłębienie konsekracji chrzcielnej, a zatem i pogłębienie udziału w powszechnym Kapłaństwie wiernych; wewnętrzna jedność z Chrystusem, ustanowiona już przez chrzest, przeradza się wtedy w dar upodobnienia do Niego. Za sprawą Ducha Świętego życie konsekrowane naśladuje wierniej i uobecnia tę formę życia, jaką Jezus - najdoskonalszy konsekrowany i misjonarz Ojca w Jego królestwie - obrał dla siebie i wskazał uczniom, którzy szli za Nim. Na Krzyżu Jego dziewicza miłość do Ojca i do wszystkich ludzi wyrazi się w sposób najdoskonalszy, Jego ubóstwo stanie się całkowitym ogołoceniem, a Jego posłuszeństwo darem z własnego życia. Kontemplacja ukrzyżowanego Chrystusa jest źródłem natchnienia dla wszystkich powołań; z niej bierze początek dar życia konsekrowanego. Po Maryi, Matce Jezusa, otrzymał ten dar Jan, umiłowany uczeń Jezusa, świadek stojący wraz z Maryją u stóp Krzyża. Jego wybór całkowitej konsekracji jest owocem Bożej miłości, która go ogarnia, podtrzymuje go i wypełnia mu serce. Jan - obok Maryi - jest jednym z pierwszych pośród licznych mężczyzn i kobiet, którzy od samych początków historii Kościoła aż do końca, pobudzeni przez Bożą miłość, czują się powołani, by iść za Barankiem złożonym w ofierze i żyjącym, dokądkolwiek pójdzie. Osoba konsekrowana doświadcza prawdy Boga - Miłości i to doświadczenie jest tym bardziej bezpośrednie i głębokie, im bardziej pragnie ona trwać pod Krzyżem Chrystusa.
Życie konsekrowane jest też pamiątką i oczekiwaniem: pamiątką wielkich dzieł dokonanych przez Boga, oczekiwaniem na ostateczne spełnienie się nadziei. Osoby, które poświęciły się Bogu, muszą żyć pragnieniem spotkania Go, aby ostatecznie i na zawsze z Nim przebywać. Prymat Boga nadaje ludzkiemu istnieniu pełnię sensu i radości, ponieważ człowiek został stworzony dla Boga i jest niespokojny, dopóki w Nim nie spocznie.
Wzniosłym przykładem doskonałej konsekracji, wyrażającej się pełną przynależnością do Boga i całkowitym oddaniem się Jemu jest Maryja. Wybrana przez Pana, który postanowił dokonać w Niej tajemnicy Wcielenia, przypomina osobom konsekrowanym o pierwszeństwie Bożej inicjatywy. Zarazem Maryja, która wyraziła przyzwolenie na Boże Słowo Wcielone w Jej łonie, jawi się jako wzór przyjęcia łaski przez człowieka. Życie konsekrowane w Niej znajduje wspaniały wzór konsekracji Ojcu, jedności z Synem i uległości Duchowi Świętemu; dlatego przylgnięcie do Chrystusa, do Jego życia w ubóstwie i dziewictwie oznacza także naśladowanie życia Maryi. Dla osoby konsekrowanej Maryja jest także w sposób szczególny Matką. "Oto Matka twoja" (J 19,27): słowa Jezusa skierowane do ucznia, którego miłował, zyskują wyjątkową głębię w życiu osoby konsekrowanej



i swiadectwo takiej osoby img/smilies/smile
Powołanie do życia konsekrowanego świeckich

Chciałbym podkreślić kilka różnic pomiędzy powołaniem zakonnym a powołaniem świeckiego konsekrowanego.

Konsekrowana osoba świecka nie jest zakonnikiem a wspólnota, do której należy, zwana Zakonem Świeckim, nie jest zgromadzeniem zakonnym, lecz świeckim. Ten rodzaj powołania nie jest szczególnie znany i tym mniej brany pod uwagę w powołaniowych programach wychowawczych, które się proponuje. Często jest także mało znany samym kapłanom, którzy przecież jako pierwsi powinni je znać i proponować.

Świecki konsekrowany to kobieta bądź mężczyzna, który żyje w świecie, w normalnych warunkach, jak wszyscy ludzie świeccy, na przykład małżonkowie, i pracuje lub uczy się, tak jak ktokolwiek inny. Nie wyróżnia się wyglądem, jak to dzieje się w przypadku sióstr czy braci zakonnych, dlatego że nie uczestniczy w życiu wspólnotowym klasztoru czy zgromadzenia, nie nosi specjalnego stroju i nie da się go rozpoznać po znakach zewnętrznych, lecz żyje w normalnych warunkach domowych, pracy czy nauki.

Jednakże, właśnie poprzez fakt życia w świecie chce dawać świadectwo chrześcijaństwa szczególnie zaangażowanego, głęboko przeżywanego i to wewnętrznie przekształca całe jego życie, pełnie jego egzystencji.

Kiedy myślę o takim powołaniu, przychodzi mi do głowy wspólnota pierwszych chrześcijan opisana w Dziejach Apostolskich: ludzie, którzy żyli pracując, być może mieli nawet poważne problemy ze współżyciem w ramach jak i na zewnątrz wspólnoty, a przecież utrzymywali z Panem niezwykle bliski związek, który ich przekształcał i pozwalał kochać Jego i siebie nawzajem.

Świecki konsekrowany jest zatem powołany do przeżywania własnej religijności ze skrajnie bezkompromisowym zaangażowaniem.

W historii jego powołania to zaangażowanie przyjmuje realne kształty w konsekracji, która zobowiązuje go do życia zgodnie z trzema ślubami: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa nie w szczególnych warunkach klasztoru albo parafii, lecz w sytuacji zwykłego i powszedniego życia. Czy to możliwe?

Odpowiedź pochodzi od samego Chrystusa, który żyjąc w warunkach ludzi swojej epoki, jest doskonale ubogi, czysty i posłuszny Ojcu. Także i Jego uczniowie zostali ubogaceni przez Jego miłość, która w pełni ich uświęciła i przekształciła wewnętrznie, a przecież nie zmieniły się ich warunki życiowe.

Konsekracja świeckiego nakłada się głównie na podstawową konsekrację, jaka łączy wszystkich chrześcijan i jakiej udziela się w czasie chrztu. My, wszyscy chrześcijanie, jesteśmy przez chrzest konsekrowani, czyli wybrani przez Niego. Konsekrowani, dlatego że w tym sakramencie postanowiliśmy wyrzec się wszystkich pokus świata, wszelkiej światowości, aby w pełni pojąć prawdę Jego miłości.

Świecki konsekrowany czyni z konsekracji chrzcielnej zasadę swojej drogi powołaniowej i podejmuje życie w czystości, ubóstwie i posłuszeństwie.

Decyduje się na stały celibat i prowadzi życie czyste w stosunkach z ludźmi, którzy go otaczają, panuje nad własnym życiem uczuciowym. Żyje ubogo, z tą różnicą w stosunku do ślubu ubóstwa zakonników, że nie odbiera mu się własności prywatnej, lecz zasadniczo działa tak, jakby niczego nie posiadał, zarządzając wszystkim, co ma, tak jak darem od Boga. Żyje posłusznie w obrębie Kościoła i samego Zakonu Świeckiego, który jest tak zorganizowany, że każdy ma swojego przewodnika duchowego, własnego kierownika, do którego musi zwracać się w przypadku niektórych decyzji, także powszednich, w kwestiach dysponowania czasem i dobrami materialnymi.

Szczególnie zależy mi na tym, by dodać na koniec, że osoba świecka konsekrowana jest postacią modlącą się w świecie i że żyje intensywnym, surowym życiem modlitwy, wyrażającej się w modlitewnych zobowiązaniach rocznych, miesięcznych, tygodniowych, a przede wszystkim, w obowiązku codziennej modlitwy. Sądzę, że codzienna modlitwa jest tym, co podtrzymuje wszystko inne: ubóstwo, czystość, posłuszeństwo. Powołanie opiera się na podstawowym elemencie życia chrześcijanina, czyli na modlitwie.

Świecki konsekrowany to człowiek, który szuka doskonałości w miłości bliźniego idąc drogą Chrystusa ubogiego, czystego i posłusznego, będąc jednocześnie w pełni zaangażowany w powszednią rzeczywistość życia w świecie, w pracy, w nauce i w wolnym czasie.

Jest to jeden z wielu sposobów, w jaki można naśladować Jezusa: to powołanie, dobrowolny wybór, sposób, w jaki mężczyzna lub kobieta mogą zdecydować, że będą żyć prawdziwą miłością, która zwiąże ich na całe życie z Panem, źródłem wszelkiej miłości.

Wędrówka z Nim prowadzi na Krzyż, lecz dzięki wierze w zmartwychwstanie jest to droga, którą przebywa się z radością bycia z Nim i z czysto ludzkim poczuciem satysfakcji, że się w Nim spełniamy.
Fabio, świecki konsekrowany


Gdyby ktoś chciał przeczytać w całości adhortacje to zapraszam tutaj img/smilies/smile
http://www.vatican.net/holy_father/john … ta_pl.html
miłej lektury img/smilies/smile

Ostatnio edytowany przez matka (2009-04-04 22:16:59)

 

#25 2009-04-04 22:02:39

minto
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny: '86
Skąd:

Re: Wiele dziewcząt po próbie podjęcia życia zakonnego wraca do domu

Magi napisał(a):

,,Wiele dziewcząt po probie podjęcia życia zakonnego wraca do domu.

Wiele osób zaczyna studia pielęgniarskie a nigdy ich nie ukończy albo nie będzie pracowało w zawodzie... i co w tym złego.
Par też się wiele rozchodzi, a jednak miłość choć rani serca wciąż jest w cenie. Bóg ma rękę na pulsie cały czas,  no i ma głowę na karku -wie co robi, On sam jest Drogą. Nawet jeśli ktoś mając lat 13naście widzi życie zakonne różowo to i tak jest za młody żeby wstąpić, także naturalna bariera w przyrodzie jest img/smilies/wink
I "traumę" trzeba  zaliczyć w życiu i przeorane serce ( różnych na prawdę różnych powodów nie tylko jakieś  odejścia ze wspólnot), z tego rodzi się rozwaga. Elżbieta najwyraźniej usiłuje tego etapu nam oszczędzić, bardzo troskliwie- zakładam dobrą wolę, tylko że  każdy musi coś takiego przerobić sam w swojej historii,  a takiego "krakania"  i tak się nie słucha przeważnie- powiedzmy sobie wprost przyciężkawe to wszystko i odpychające-  i przeważnie zniechęca głównie do moralizatora. A tak w ogóle to jeśli już to dusze ratuje się na kolanach, jeśli ci młodzi ( i pełnoletni)  ludzie będą prawdziwie rozmodleni, to nie wierzę, żeby nie usłyszeli głosu Bożego i nie odczuli przy tym pewności, że dokądkolwiek ich ten Głos prowadzi jest dobrze, bo to Boża Droga, czasami dziwnie się wije ta droga ze świata-do zakonu- i znowu do świata... ale Bóg już taki jest. Módlmy się lepiej o mądrość dla powołanych bo krakanie to nic nie da.
pozdrawiam


Trzepoce we mnie serce i z sił opadłem,
i nawet gaśnie światło moich oczu...

www.zmb.warszawa.opoka.org.pl

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
Host by: Hosting
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson



Założ : stronę za darmo