'Barka'- forum o tematyce powołaniowej

  • Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

UWAGA! BARKA jest to forum o tematyce powołaniowej. Moderacja nie bierze odpowiedzialności za opinie użytkowników oraz nie weryfikuje osób podających się za osoby duchowne lub konsekrowane.
PRZYPOMINAMY, ŻE NA NASZYM FORUM OBOWIĄZUJE REGULAMIN!
Znaleźć go możesz w ZASADY

UWAGA!!! ZAPRASZAMY DO TWORZENIA INTERNETOWEJ RÓŻY BARKI !!! Chętnych prosimy o zapisy :)

Barka na Facebooku

#1 2010-06-12 16:25:29

anulek
Gość

Rozwijanie własnych zainteresowań w klasztorze

Witajcie! img/smilies/smile
Ostatnio przeczytałam ciekawą rzecz na stronie Sióstr Michalitek:

"Wszystkie siostry mają możliwość rozwijania własnych talentów poetyckich, plastycznych, muzycznych. Wiele sióstr zdobywa formację intelektualną i zawodową na wyższych studiach, a wszystko po to, by z wewnętrznej dynamiki życia wypływało apostolskie zaangażowanie w Kościele."

Czy znacie inne zgromadzenia, które też pozwalają na rozwijanie własnych zainteresowań czy talentów?  img/smilies/smile

 

#2 2010-06-12 16:33:59

Kasia K
Użytkownik
Imieniny: 25.11
Urodziny: 28.05.
Skąd: okolice Gorzowa Wlkp.

Re: Rozwijanie własnych zainteresowań w klasztorze

Myślę,że każde zgromadzenie pozwala na rozwijanie talentów czy zainteresowań, po to jest formacja,by talenty wyszły i każda Siostra się odnalazła img/smilies/wink


Wpatrywać się Panie, w Twe święte Ciało, pragnę do końca moich dni,
bo me serce Ciebie pokochało, ukrytego w białej Hostii.
img/smilies/142
Bądź uwielbiony za dzieła Twoje, modlitwą uczyń życie moje!     img/smilies/142   (30.05.2010)
mój blog- zapraszam: http://wszystkozaczynasieodmodlitwy.blogspot.com/

Offline

 

#3 2010-06-12 16:34:47

Śliwka
Użytkownik

Re: Rozwijanie własnych zainteresowań w klasztorze

Oj, nie wiem czy nie przesadzę, mówiąc, że każde- w każdym razie bardzo bym CHCIAŁA żeby tak było img/smilies/smile
Myślę, że nasze zainteresowania, to jacy jesteśmy , to co nas fascynuję to tak niesamowicie ważne- bo to jesteśmy MY!! po prostu... to też jest coś, co jest nam dane od Pana!! ufam, że na tym, aby to poznawać polega też jakaś dojrzałość... i UFAM, że życie zakonne przecież nie może być "czymś" co mnie ogałace ze mnie samej, w takim "złym" sensie...


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#4 2010-06-12 19:20:59

fabienne
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: Puck

Re: Rozwijanie własnych zainteresowań w klasztorze

myslę,ze nie każde zainteresowanie ma szansę rozwoju,bo np,gdy siostra mialaby hobby-akwarystyka? Albo hodowla pajeczaków?

Offline

 

#5 2010-06-12 20:33:02

jutrzenka
Użytkownik
Imieniny: 25.06.
Urodziny: 01.05.
Skąd: Wlkp

Re: Rozwijanie własnych zainteresowań w klasztorze

ja mam doświadczenie i tak to widzę, że w wielu rodzimych wspólnotach zakonnych (im starszych tym gorzej) takiej mozlwości nie ma a jezeli jest to dla "wybranych". Najlepiej chyba mają siostry od powołaniówek, rekolekcji img/smilies/wink.
Pewnie wiele z Was sie nie zgodzi,ale takie jest moje zdanie. Wszystko jednak zmienia się ku lepszemu bo i zmieniają się przełożeni img/smilies/wink


"Mówisz, że ogarnia cię lęk i pewna nieufność co do przyszłych losów. Czy nie wiesz tego, że Pan jest zawsze z tobą i że nasz nieprzyjaciel nic zdziałać nie może przeciwko temu, kto postanowił zdecydowanie we wszystkim należeć do Jezusa?"o.Pio

Offline

 

#6 2010-06-12 20:34:10

adamsvd
Użytkownik
Imieniny: 24.12
Urodziny: 1988
Skąd: Gdzieś w Afryce

Re: Rozwijanie własnych zainteresowań w klasztorze

znam siostrę co hoduje patyczaki - odnośnie tych pajęczaków mi się skojarzyło img/smilies/tongue
myślę, ze zgromadzenia dbają o rozwój ludzi, często zgodnie z ich zainteresowaniem, ale nie zawsze jest taka możliwości trzeba zdać się czasami na przełożonych bo inaczej zakon stałby się złotą rybką spełniającą życzenia
pozdrawiam img/smilies/smile


Duchu Święty Boże
Wszystko z Miłości ku Tobie!

http://www.werbisci.pl/

Offline

 

#7 2010-06-12 21:38:52

Śliwka
Użytkownik

Re: Rozwijanie własnych zainteresowań w klasztorze

jutrzenka napisał(a):

ja mam doświadczenie i tak to widzę, że w wielu rodzimych wspólnotach zakonnych (im starszych tym gorzej) takiej mozlwości nie ma a jezeli jest to dla "wybranych". Najlepiej chyba mają siostry od powołaniówek, rekolekcji img/smilies/wink.
Pewnie wiele z Was sie nie zgodzi,ale takie jest moje zdanie. Wszystko jednak zmienia się ku lepszemu bo i zmieniają się przełożeni img/smilies/wink

ja zaprzeczać nie będę - z tej racji, że nigdy (jeszcze img/smilies/tongue) nie byłam " w zakonie", że się tak wyrażę img/smilies/wink nie wiem jutrzenko jakie masz dokładnie doświadczenie- czy tylko obserwacji, czy z autopsji to wiesz, czy od znajomych...
myślę, że może być w tym dużo prawdy... pewnie w dużej mierze zależy do od konkretnych osób, pewnie zajmujących się formacją...
co do nietypowych pasji... no ja myślę, że często w takim świeckim życiu nie ma się na nie czasu, okazji czy siły... no bo umówmy się, za każdym razem miłość, jakkowiek by się ona nie objawiała ( czy to miłość w małżeństwie i rodzicelstwo, czy życie zakonne) wiąże się jednak z rezygacją z siebie... pasje nie są najważniejsze...


i po dłuzszym przemyśleniu lekko "zmieniam" moje " odruchowe" zdanie- pasja to nie wszytsko img/smilies/smile brzmi banalnie... nie no, ale tak się próbuję bardziej zastnaowić na tym, gdzie w nas jakby przebiega taka "granica", do ktorej w rezygnacji z siebie można dojść- tzn. gdzie moje rezygnowanie z siebie jest już wyrazem braku miłości własnej... bo przeciez Bóg nas nie stworzył " nijakimi"- mamy swoje charaktery itd... i ja bym bardziej poszła w kierunku " rozwijania siebie" jako osoby, swojej tożsamości, swojej dojrzałości... ale myślę, że chyba nie mam o tym bladego pojęcia img/smilies/big_smile nie no tak serio to się znów troche obawiam takiej wyidealizowanej dyskusji...

nie wiem jak jest i po dłuższym zastanowianie nie umiem sobie nawet odpowiedzieć na pytanie o to jak bym chciała, żeby było- w takiej warstwie codziennej, w takiej praktyce, a nie w ślicznych zdaniach...


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#8 2010-06-12 22:23:12

kawa
Użytkownik

Re: Rozwijanie własnych zainteresowań w klasztorze

podpisuję się pod tym, o czym pisze śliwka. Nie tylko miłość czy założenie rodziny powoduje, że czasu na pasje jest znacznie mniej. Wystarczy pójść do pracy... Często patrzymy na zakonny tryb życia przez pryzmat naszej codzienności z okresu studiów, czy liceum, a to trochę nie tak. Lepiej zobaczyć, co robią nasi przyjaciele po studiach. Moi w większości siedzą w pracy i marzą o luźniejszym weekendzie, żeby się wyrwać za miasto. W tym kontekście fakt, że w zakonie nie mogłabym co weekend iść do kina/jechać na narty czy imprezować, nie wydaje się aż tak dramatyczny img/smilies/wink Życie... dorosłość... nie da się zatrzymać beztroski img/smilies/wink


sicut ablactatus...

Offline

 

#9 2010-06-13 10:34:57

sanderka1000
Użytkownik
Imieniny: 14.08
Urodziny: 11.08
Skąd: Lębork

Re: Rozwijanie własnych zainteresowań w klasztorze

Nie wyobrażam też sobie, żeby któraś z sióstr grała na perkusji img/smilies/big_smile Z resztą w 'sukience' to raczej trudne ^^ Więc chyba jednak nie wszystkie pasje da się rozwijać img/smilies/wink Ale żeby coś zyskać, trzeba czasem coś stracić img/smilies/wink


On jest mój, a ja Jego wyłącznie, jedynie...

Kliknij tu i przekaż swój 1%!

Offline

 

#10 2010-06-13 11:21:42

anulek
Gość

Re: Rozwijanie własnych zainteresowań w klasztorze

Mnie się też wydaje, że zakon to nie miejsce gdzie każda siostra robi to co ją najbardziej interesuje, albo co jej się akurat podoba. A niektóre pasje sa czasami bardzo drogie, np. fotografia, perkusja img/smilies/smile Z drugiej strony "krew mnie czasem zalewa" tak troszeczkę jak widzę księdza takiego zwykłego diecezjalnego. Wakacje ma, jedzie gdzie mu się podoba, realizuje swoje pasje np. wspinaczka górska, w mojej parafi jest ksiądz, który ma psa i to dużego. Po przyjściu ze szkoły czy innych po innych obowiązkach może się zdrzemnąć, odpocząć. Wiem także, że taki ksiądz też nie ma łatwego życia......

 

#11 2010-06-13 11:51:48

Enieledam
Gość

Re: Rozwijanie własnych zainteresowań w klasztorze

anulek napisał(a):

Witajcie! img/smilies/smile
Wszystkie siostry mają możliwość rozwijania własnych talentów poetyckich, plastycznych, muzycznych.

Zainteresowanie to nie to samo, co talenty. A do rozwijania talentów wezwany jest każdy - o tym mówi nawet przypowieśc w Piśmie Św. Kto zaniedbuje rozwijanie darów danych przez Pana, ten grzeszy. Nie wydaje mi się, by miało to wiele wspólnego tym, co nazywacie pasjami - np. patyczaki czy perkusja. Ale siostra ze zdolnościami muzycznymi może je wykorzytywać jako organistka, pisząc piosenki, grając na gitarze, organizując rekolekcje, a nawet nagrywając płyty (patrz s.Anna Bałchan czy Honoratki img/smilies/smile ). Podobnie Siostra o talentach kulinarnych, dobrym podejściu do roślin, czy zwierząt, a także taka z dobrymi umiejętnościami interpersonalnymi, zacięciem historycznym, dobra mówczyni itp. ma szansę odnaleźć swój sposób na relazację charyzmatu.
Ale jedyną miłością siostry zakonnej powinien być Jezus, a talent tylko środkiem, a nie celem. Stąd czasem także w klasztorze ukraca się pewne zapędy, nawet do tworzenia nowych dzieł - bo nie z miłości może to wynikać, a z pychy na przykład.
Czasem też po prostu w danej chwili nie ma możliwości akurat tej siostrze pozwolić rozwijać telentu, bo np. już jest mistrzyni kuchni img/smilies/smile albo ogród sie dopiero zakłada, a czasem jest to sygnał, że nie to miejsce siostra obrała, bo mając podejście do dzieci wstąpiła do zakonu opiekującego się starszymi etc. Ale osobiście znam też przypadki, że "blokowanie" rozwijania zdolności, czy kiepskie zarządzanie (np. psycholog z powołania trafia do administracji) wynika z braków innych kompetentnych sióstr w zgromadzeniu a czasem z zazdrości (świadomej bądź nie) przełożonych. Dużo zależy od ludzi, którzy wspólnotę tworzą i od siostry, która chce się rozwijać - jeśli umie nie wywyższając się i nie stawiając żądań prosić o taką możliwość, to prędzej ją otrzyma, niż taka, co wszędzie się ze swymi talentami obnosi. W klasztorach też są ludzie - też robi sie im przykro, gdy czegoś nie umieją, też chcą podziwu, chca być potrzebni, ale tez rzeba sprzatać, robić zakupy, organizować różne rzeczy i prowadzić księgowość - jak nie ma chętnych, to i tak trzeba pewne stanowiska "obsadzić", więc jest jak jest.

 

#12 2010-06-13 15:52:17

kawa
Użytkownik

Re: Rozwijanie własnych zainteresowań w klasztorze

Z drugiej strony "krew mnie czasem zalewa" tak troszeczkę jak widzę księdza takiego zwykłego diecezjalnego. Wakacje ma, jedzie gdzie mu się podoba, realizuje swoje pasje np. wspinaczka górska, w mojej parafi jest ksiądz, który ma psa i to dużego. Po przyjściu ze szkoły czy innych po innych obowiązkach może się zdrzemnąć, odpocząć. Wiem także, że taki ksiądz też nie ma łatwego życia......

księża diecezjalni nie składają ślubów. nie obowiązuje ich ubóstwo. Zarabia, to stać go na wycieczkę czy inne przyjemności. Akurat w tym nic zdrożnego nie ma.

Ostatnio edytowany przez kawa (2010-06-13 15:53:55)


sicut ablactatus...

Offline

 

#13 2010-06-13 15:59:59

Śliwka
Użytkownik

Re: Rozwijanie własnych zainteresowań w klasztorze

Ok, ok img/smilies/smile
to jak jakoś w miarę jednomyślnie zgodziliśmy się co do tego, że pasje to nie wszystko i że są sprawy ważniejsze i że niezależnie od tego jaką drogę życiową wybierzemy, to jednak jakoś trzeba będzie się po prostu pewnych rzeczy wyrzec, to ja bym chciała żebyśmy się może zastanowili wobec tego, gdzie leży tak w gruncie rzeczy nasza indywidualność? Czym ona jest? W czym się objawia i co chyba ważnijesze w czym się objawiać może i powinna- oczywiście jeśli chodzi już o wybór drogi życiowej, tzn właśnie schodząc z tej studenckiej, luźniej prespektywy ( o której napisała kawa img/smilies/smile )
Słowem, gdzie są takie w nas "rewiry", które w " ramach" miłości własnej takiej dobrze rozumianej- tzn. takiej, jak docenienie i wdzięczność za te dary, które w nas Pan złożył, takie rewiry, których już nie możemy "odstępować" bo przestaniemy być " sobą" ??
I chodzi mi o takije powazne, zdrowe podejście, może jakieś znalezienie złetego środka między takim oddawaniem wszytskiego i staniem się taka ( także duchową) " memłą", a takim współczesnym popularnym spojrzeniem, że przecież NAJWAŻNIEJSZEA to " BYĆ SOBĄ"??

co o tym sądzicie?


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#14 2010-06-13 17:42:42

Enieledam
Gość

Re: Rozwijanie własnych zainteresowań w klasztorze

Myślę, Śliwko, że tak postawione pytanie świadczy o przesiąknięciu współczesnym myśleniem świata.
Każda poważniejsza lektura przedstawiająca chrześcijański punkt widzenia pokazuje, że być sobą to właśnie oddawanie siebie, a nie zatrzymywanie dla siebie. Czy to w małżeństwie, czy w zakonie czy w pracy zawodowej. Nie istnieje więc ryzyko, że przestaniemy być sobą rezygnując z czegoś - chyba, że ta rezygnacja wynika z niewłaściwych pobudek (chęci pokazania siebie, poklasku, czy niewłaściwego obrazu Boga - strachu przed Nim bądź sądzenia, ze na miłośc i odkupienie trzeba zasłużyć). Wtedy takie z wyglądu poświecanie się jest albo pychą albo grzechem przeciw miłości własnej.
Indywidualność dzisiaj to taka furtka, której sie używa dla legalizacji różnych zaniedbań i grzeszków. Zwracanie na nią uwagi po okresie dojrzewania, dla mnie osobiście jest wskazówką, że należałoby się zastanowić, czy wszystko w moim życiu jest na swoim miejscu (Bóg, watrości etc.), bo lęk o zatracenie indywidualności pojawia się w kryzysie (przy wyborach, chęci zmiany czegoś) i wskazuje, że stawia się na pierwszym miejscu siebie... a to do dobra nie prowadzi na dłuższą metę.
Może na przykładzie będzie łatwiej mi wyjaśnić - np. osoba w depresyjna patrzy na świat w szarych okularach. Kiedy proponuje się jej zmianę, obawia się, że przestanie być sobą - potrzebuje wtedy przyjżeć się sobie, zaopiekować się sobą. Jednak, jeśli będzie przez dłuższy czas zajmowała się tylko sobą, a nie wyjdzie do ludzi (nie tylko fizycznie),nie zacznie się nimi interesować, być dla nich, stanie się narcyzem. Podobnie osoba zajmująca się pomaganiem (nauczyciel, pedagog, psycholog, a także kapłan czy siostra) ma takie momenty, że musi się zająć sobą - jakby zaczerpnąć ze Źródła, otrzymać pomoc, empatię i wsparcie - gdyż nie można dawać tego, czego się nie posiada. Ale to mają być chwile, bo człowiek do miłości został stworzony, a miłość to radosne dawanie siebie.

 

#15 2010-06-13 19:26:01

Śliwka
Użytkownik

Re: Rozwijanie własnych zainteresowań w klasztorze

Hm... Enieledam, być może nie do końca mnie zrozumiałaś... nie jestem pewna... chodzi mi najbardziej o to, że jako człowiek zostałem przez Boga obdarowana takimi a nie innymi cechami. To jest jakiś mój "duchowy kapitał"- talent. Idąc tym tokiem rozumienie, jest to coś co powinnam poznać, albo raczej rozpoznać jako dar i jakoś rozwinąć- posługiwać się tym.. . gdy ktoś ma jakiś charyzmat to niejako jego " obowiązkiem" jest używanie go, korzystanie z niego.  Ale znów tutaj musi dojść do jakiegoś rozeznania. Teraz tak- owszem moje dary, mój charakter, NIE są MNĄ, ale są ważnym elementem mnie.
Tutaj od razu mi przychodzi na myśl relacja człowiek- Bóg, albo lepiej: KONKRETNY człowiek- Bóg, czyli ja- Bóg. Zastanawiam się nad tym, czy mogę rzeczywiście szczerze żyć w relacji z Bogiem będąc "nijaką"- tzn będąc osobą, która sama siebie w imię miłości bliźniego, pozbawiała wszystkiego... swojej tożasamości. Ok, ale zadaję sobie pytanie o moją tożsamość- jeśli jestem Chrześcijanką to moją tożsamością ma być naśladowanie Chrystusa... tylko tutaj może bardziej mi chodzi o to "jaka mogę" być w tym naśladowaniu? Jak to jest, że z jednej strony jestem sobą- śliwką, bo o takiej śliwce pomyślał sobie Bóg, że strasznie fajnie, żebym na tym świecie była, czyli chce On być właśnie ze mną- tutaj bardziej kwestia zadania na całe życie- poznania swojej tożsamości. Bo przecież jest w tym wszytskim tak, że moja drgoa do Niego, to jest TYLKO MOJA droga do Niego... nikt nie ma takiej jak ja i ja nie mam takiej jak nikt inny. Przecież nie może być tak, że Bóg chce żeby w relacji z Nim żyli jacyś kloni, no nie? Gdy dostaniemy kamień z naszym imieniem to, to będzie tylko nasze imię, które zna tylko Bóg...

Właśnie bardzo by mi zależało na wyjściu z tego "światowego" rozumienie indywidaulizmu, stąd zaznaczyłam wyraźnie na końcu, że zależy ma na zalezniu takiego "rozwiązania" które nie jest tym " byciem sobą" światowym, ale też nie jest takim streotypowym "memłostwem"... zależy mi na tym, żeby jakoś może zejść z takim pięknych i bardzo prawdziwych ( bo zgadzam się z tym!! ) zdań, o tym, że tylko dając siebie jesteśmy sobą i tp... w sensie... co to znaczy tak w 'PRAKTYCE"? Jak to wpływa na relację z Bogiem? " jaka" mogę być w tej relacji- na ile mam być taka jaka jestem teraz, a na ile mam pamiętać, że ciągle jestem w drodze? itp...

Nie wiem czy rozjaśniłam to co miałam zamiar poruszyć... nie jestem pewna... być może wbrew moim zamierzeniom sama poruszam bardzo taki "teoretyczny" problem... nie wiem...


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#16 2010-06-13 19:48:37

Śliwka
Użytkownik

Re: Rozwijanie własnych zainteresowań w klasztorze

Enieledam napisał(a):

Indywidualność dzisiaj to taka furtka, której sie używa dla legalizacji różnych zaniedbań i grzeszków. Zwracanie na nią uwagi po okresie dojrzewania, dla mnie osobiście jest wskazówką, że należałoby się zastanowić, czy wszystko w moim życiu jest na swoim miejscu (Bóg, watrości etc.), bo lęk o zatracenie indywidualności pojawia się w kryzysie (przy wyborach, chęci zmiany czegoś) i wskazuje, że stawia się na pierwszym miejscu siebie... a to do dobra nie prowadzi na dłuższą metę.

Wiesz, to czy ja tak to sobie rzeczywiście postrzegam to owszem rozpatrzę- warto pytać sumienia o takie rzeczy.
ale żeby było jasna akurat tutaj zadając tego typu pytanie miałam niejako na celu właśnie jakoś odejście od tak postrzeganego "indywidalizmu"- celowo nawet użyłam słowa "indywidualność" a nie " indywidualizm"- bo to zdaję się dwie zupełnie inne sprawy... Bardziej właśnie zalezy mi też na czymś takim, żeby może odnaleźć się w tych współczesnych kategoriach, a nie udawać, że ich nie ma... bo ja np nie umiem chyba wytłuaczyć komuś , kto jakoś mocno chce sie chwywać współczesnego pojęcia " indywidualizmu", jak wg. mnie to "powinno byc" - tzn właśnie umiem raczejw  takich " nieżyciowych" katerogiach,w  takich ładnych, okrągłych zdaniach- chodzi też może o "oswajanie" tego typu pojęć- tzn nie, że udajemy, że one nas nie dotyczą, tylko jak w takim ujęciu ja siebie widzę, za czym ja się opowiadam i czemu...
i dla mnie to wcale takie oczywiste nie jest...
nie zależy mi też na "legalizacji zaniedbań i grzeszków" jak napisałaś... i gdy o tym tutaj pisałam to nawet mi nie przyszło do głowy takie coś- ale oczywiście rzeczywiście tak to może być, tak samo jak w "tolerancji" można utopić " róbta, co chceta" i pewnie, że tak można... ale może warto tym bardziej się przyglądnąć takim " niebezpiecznym " pojęciom i umieć ja odczytać właściwie... bo owszem zawsze mogą się zdarzyć wypaczenia... ale właśnie, zamiast tylko je nazywać warto może spóbować znaleźć takie " nasze- chrześcijańskie" spojrzenie na to...


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#17 2010-06-13 19:51:07

Enieledam
Gość

Re: Rozwijanie własnych zainteresowań w klasztorze

Co to znaczy w praktyce? Na forum sie chyba tego nie wyjaśni, bo ta praktyka to też otwartość na łaskę chwili. Bóg pomyślał o Śliwce i chce, byc dla Niej ważny - ale dał wolną wolę i nie jestem pewna, czy zaplanował każdą chwilę - czy nie chodzi mu raczej o codzienne odczytywanie Jego Woli i uczenie się próbowania (jak pisała św. Tereska robienia kroczku na schodach do nieba).
Ale nie bardzo rozumiem kawałka o tożsamości - droga jest tylko moja (tylko Twoja), ale z zewnątrz może być podobna, bo ta droga to nie osiągnięcia a relacja. Ale co wg Ciebie jest Twoją tożsamością? Jak możesz być jej pozbawiona? Przez niemożność rozwijania talentów?
Podam przykład działania Boga w czasie:
Moja znajoma Siostra zakonna od dziecka marzyła o nauce języka angielskiego - takiej z prawdziwego zdarzenia, najlepiej za granicą. Chciała pomagać ludziom jako psycholog i pragnęła wyjechac na misje. Ale po maturze wstąpiła do klasztoru, bo Miłość była silniejsza. Wysłano ja na kurs katechetyczny (takie nauczycielskie kolegium czy coś), po nim trafiła do pracy w pralni, a następnie w przedszkolu. W końcu, po 6 latach powiedziano jej, żeby poszła na studia - wybrała psychologię (dzienną). Jak ją skończyła, okazało się, że w domu dziecka potrzebny jest dyrektor i Siostra zamiast do pracy jako psycholog została najmłodszym dyrem w historii placówki. Oczywiście musiała iść na studia zarządzanie w pomocy społecznej. W międzyczasie przy domu dziecka stworzyła ośrodek interwencji - bo zauważyła, że wiele dzieci mogłoby do d.dz. nie trafić,jakby pomóc rodzinie. Pracowała w OIK'u jako psycholog. Ale jak skończyła tę podyplomówkę przyszła kapituła generalna i wybrano ją do zarządu generalnego (do Rzymu). Musiała się nauczyć włoskiego, ale została asystentką ds. Misji. Tak oto Bóg burząc jej plany (na co ona się z miłością i oddaniem godziła - bardzo ją za to podziwiam), spełniał Jej marzenia. Kiedy miała już zaplanowaną wizytację w Tanzanii posłano Ją na kurs angielskiego do Londynu (angielski jest  oficjalnym językiem misji, mówionym jest suahili).  Na misje wyjechała na 2 miesiące na wizytację. Tak więc marzenia Siostry się spełniły, choć musiała na to poczekać prawie 20 lat. Czy w tym czasie Jej tożsamośc ucierpiała? Myślę, że to Bóg Ją prowadzi, nawet jak aktualnie nie realizuje wszystkich talentów i jak z zewnątrz wygląda tak, jakby ze wszytskiego rezygnowała. Ona jest gotowa przyjmować od Swego Króla.

 

#18 2010-06-13 20:02:06

Śliwka
Użytkownik

Re: Rozwijanie własnych zainteresowań w klasztorze

No właśnie E. to ni jest tak, że ja sobie myślę, że teraz sobie pójdę z moimi 5 punktami, które mam zamiar sobie zrealizować w życiu, np. do zakonu i jak ich nie zrealizuję to będę nieszczęśliwa... bo wiem, że kierować mną powinien inny "zamiar" i gdy ktoś mnie "pozbawi" moich planów, to jeśli rzeczywiście to moja droga, to mnie to raczejz  niej nie powinno ( mówimy o sytuacji idealnej) załamać... i w tym wypadku to, że się zostaje czegoś takiego pozbawioną to nie ejst jakimś ( w moim rozumieniu) "utratą tożsamości"... i tutaj się zastanawiam... ok zastnawiam się czy faktycznie nie robię z igły widły.... bo w oparciu o tą konkretnie historię i w ogóle próbuję sie zastnaowic czym jest ta " tożsamość" wg mnie...być może tożsamość to to samo co powołanie...
Hm... próbuję nazwać o co mi chodziło, jednocześnie zastanawiając się czy to dalej dla mnie jest pytaniem, czy problemem...
Nie wiem... to może bardziej jest kwestia taka pośrednia, dokąd ma sięgać moja wolność itp. ale taka zdrowa wolność... taka, która ie będzie ani zabieraniem wolności innym, ani nie będzie zrzucaniem odpowiedzilności na innych.
Muszę sobie to przemyśleć... bo owszem wiadomo- łaska Boża- to, że Pan mnie ( obym tylko ja się dała img/smilies/wink ) będzie na bieżąco kształtował, zmieniał... i pewnie tak, żebym wreszcie poznała tą swoją tożsamość- to jak On sobie mnie wymyślił... Kurcze... może namotałam... nie wiem... byc może to jest moja obawa przed tym, że opacznie zrozumiem "oddawnie" siebie, że obawiam się tego, że nie umiem tego robić "dobrze"... nie wiem...


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#19 2010-06-13 21:10:51

Enieledam
Gość

Re: Rozwijanie własnych zainteresowań w klasztorze

Śliweczko, naprawdę nie jestem pewna, czy rozumiem. Ale ja się kiedyś też bardzo zamartwiałam, czy ja muszę być taka i siaka, i czy zmianiając się, nie przestaję być sobą. Tak się nad tym zastanawiałam, aż dotarło do mnie, że ważne jest hasło - KOCHAJ I RÓB, CO CHCESZ! A spisywanie reguł, rozważanie tego, co będzie i roztrząsanie tego co było w nieskończoność odciąga mnie od teraźniejszości i w konsekwencji unieszczęśliwia.
Tylko ten, co nic nie robi, nie popełnia błędów, ale nawet na błędach i trudnych sytuacjach człowiek się uczy, więc nie ma co się martwić na zapas img/smilies/smile
Naprawdę Bóg sam wystarcza - dbając o relację z Nim, resztę będziemy mieć dodaną - On sam to obiecuje. Tak więc czasami dopiero po latach odkrywamy, że takie a nie inne doświadczenie było jak szlif na diamencie, by wydobyć jego piękno - nie zawsze i nie każdy talent może być realizowany, ale każdy drobiazg oglądany w świetle bożej miłości staje się piękny i ma cel (choć może dopiero z Góry zobaczymy, jaki) img/smilies/smile

 

#20 2010-06-13 21:54:23

Śliwka
Użytkownik

Re: Rozwijanie własnych zainteresowań w klasztorze

E.- być może nie umiem inaczej napisać... ale żeby było jasna, ja się nie zamartwiam- wręcz przeciwnie img/smilies/wink poważnie- jestem aktualnie w "fazie euforii" img/smilies/smile a zależało mi chyba bardziej na takiej o dyskusji.... wiesz, tak może na tym, żeby wyjść od takich utartych zdań, które sama dobrze znam, ale które w pewnych ilościach wypowiadane, już podowują bardziej moje podiryttowanie... oczywiście posługując się lekką hiperbolą, chodziło mi o to, żeby nie dopowiadać na każdą wątpliwość czymś w stylu : "Bóg Cię kocha" img/smilies/big_smile rozumiesz?? NO ale ok... w sumie nawet sobie pomyślalam,. że to może trochę doszukiwania się dziury w całym... bo być może są jednak takie rzeczy, czy postawy, których bez użycia wiary nie da się "uargumentować"- więc może moje proby racjonalizowania ich i takiego zeświedczania ( bo może też mi o to chodziło... ) są bez sensu... nie wiem img/smilies/hmm

Ale E. bądź spokojna- ja się nie zadręczam- tylko chyba bardzo lubię dyskusję img/smilies/wink ( może czasem na siłę, jak w tym wypadku img/smilies/tongue nie wiem img/smilies/wink )


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#21 2014-04-06 15:29:46

kowallska
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd:

Re: Rozwijanie własnych zainteresowań w klasztorze

Czy znacie jakąś siostrę zakonną, która gra na basie, gitarze elektrycznej, perkusji? Czy w ogóle w zakonie siostra może grać na perkusji, jeśli to jest jej pasją? img/smilies/smile

Ostatnio edytowany przez kowallska (2014-04-06 16:46:42)

Offline

 

#22 2014-04-06 15:47:26

gitara5824
Gość

Re: Rozwijanie własnych zainteresowań w klasztorze

to byłoby miłe;)

 

#23 2014-04-06 17:56:23

s.Damaris
Użytkownik
Imieniny: 08.12
Urodziny: 30.01
Skąd: Poznań

Re: Rozwijanie własnych zainteresowań w klasztorze

Oczywiście że może grać na gitarze,flecie............................


Bóg się zatroszczy

Offline

 

#24 2014-04-06 18:43:01

gitara5824
Gość

Re: Rozwijanie własnych zainteresowań w klasztorze

bębnach, perkusji, basie, kontrabasie, elektryku i wuwuzeli?

 

#25 2014-04-06 19:01:42

Beata93
Gość

Re: Rozwijanie własnych zainteresowań w klasztorze

Pewnie, na skrzypcach, pianinie, bongosach... Znam siostrę, która gra na akordeonie i inną, która grała na wioli img/smilies/wink

 

Stopka forum

Powered by PunBB
Host by: Hosting
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson



Założ : stronę za darmo