'Barka'- forum o tematyce powołaniowej

  • Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

UWAGA! BARKA jest to forum o tematyce powołaniowej. Moderacja nie bierze odpowiedzialności za opinie użytkowników oraz nie weryfikuje osób podających się za osoby duchowne lub konsekrowane.
PRZYPOMINAMY, ŻE NA NASZYM FORUM OBOWIĄZUJE REGULAMIN!
Znaleźć go możesz w ZASADY

UWAGA!!! ZAPRASZAMY DO TWORZENIA INTERNETOWEJ RÓŻY BARKI !!! Chętnych prosimy o zapisy :)

Barka na Facebooku

#26 2010-07-27 10:26:53

jacenty
Gość

Re: Odejście?

Przegapiłem przepraszam ... faktycznie zbyt lakonicznie to napisałem.
Chodzi o to, że pójść za głosem Chrystusowego powołania trzeba w całości. To znaczy zostawić życie codzienne, zostawić przyjaciół, rodzinę, niejednokrotnie i swoje miłości - bardziej obrazowo pozamykać wszystkie niepotrzebne furtki. Zrobić dokładnie jak moi wielcy idole powołaniowi czyli Jan i Jakub, Piotr i Andrzej oraz Mateusz (polecam lekturę tych tekstów dla rozeznających i nie tylko Mk 1,16-20; 2,13-17). Nikt z nich nie kombinował na boku, z perypetiami, ale wszyscy szli za Chrystusem.
Jeśli człowiek idący do seminarium, zakonu zostawi uchyloną jakąś furtkę, nie oczyści jakiejś relacji szczególnie z płcią przeciwną. I gdy tylko przyjdzie cień kryzysu (ale i niekoniecznie) będzie myślał i te myśli pielęgnował oraz akceptował, jak to wspaniale jest żyć w rodzinie, mieć kogoś koło siebie i co jeszcze gorszego z konkretną osobą. To się będzie tylko męczył, aż w końcu (o ile dojdzie do złożenia ślubów, czy przyjęcia święceń) będzie tragedia. Chodzi o postawienie sobie pytań: „Po co tu jestem? Dlaczego to robię?”. Brak takiej refleksji, brak konkretnego opowiedzenia się po co idę do seminarium, czy do zakonu czyni człowieka „bylejakim”, letnim. A to moje doświadczenie, to rozmowy klerykami.
Oczywiście wątpliwości zawsze przyjdą, szczególnie kiedy zły duch w kluczowych momentach podejmowania decyzji niespodziewanie wyciąga jakąś starą szkolną miłość. Można się zawahać ... jednak jeśli powołanie jest prawdzie, to taka sytuacja nie złamie człowieka. Choćby wiedział, że to jest ta idealna od dzieciństwa wymarzona miłość. Jeśli powołanie jest prawdziwe, to przetrwa.
Trzeba się oczywiście cały czas pytać Jezusa co chce ode mnie. Ja się pytałem i przynajmniej zawsze otrzymywałem odpowiedź. Po to też Pan Bóg wymyślił spowiedników i kierowników duchowych, aby pomagali te sprawy rozeznawać.
Na koniec wątek osobisty. Choć wiem, że małżeństwo jest piękną sprawą, rodzina, dzieci, itd. ... To dla mnie to jest za mało. Ja się idealnie czuję, kiedy jestem wśród, kiedy się spalam na rekolekcjach, obozie, parafii ... Nie czuję małżeństwa, ale czuję ojcostwo i wiem jak bardzo, szczególnie młodzi ludzie ojcostwa potrzebują. I choć nigdy nie będę miał biologicznych dzieci i choć jestem księdzem trzy miesiące, to już dzisiaj mogę mówić o wielkiej ilości dzieci duchowych, na które gdzieś tam miałem i mam stały wpływ.
Mam nadzieję, że dość jasno się wypowiedziałem i wątpliwości rozwiałem, a jak nie to będę się starał dalej je rozwiewać.

 

#27 2010-07-27 10:43:09

Śliwka
Użytkownik

Re: Odejście?

dziękuję wobec tego księdzu za ta odpowiedź. Rezczywiście teraz jest to bardziej jasne, wtedy wzbudzioło moje wątpliwości, a może nawet bunt img/smilies/wink teraz- ok img/smilies/big_smile rozumiem co ksiądz miał na myśli i chyba się zgadzam. szczególnie z pozamykaniem pewnych spraw, za jasnym stwierdzeniem, że to jest decyzja, a nie taka o "próba". dziękuję img/smilies/smile


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#28 2010-07-27 10:50:13

Alter
Gość

Re: Odejście?

Witaj Śliwka! Te ostatnie dialogi świadczą o tym, że o powołaniu nie da się mówić zbyt jednoznacznie - w tym sensie, że najpierw trzeba wiedzieć (choć trochę) coś o rozmówcy: jego doświadczeniu duchowym, relacji do Pana Boga, sytuacji w domu... - to strona relig-psych. Ale są pewne zasady, normy kościelne, zakonne... , które trzeba znać i ich się trzymać; trzeba je zakomunikować tym, którzy myslą o wstąpieniu na taka drogę. Wtedy sprawa powołania nabiera kolorytu, jest bogatsza i łatwiejsza do uchwycenia. Unikniemy też tym samym nieporozumień. Dlatego im więcej pytań i odpowiedzi tu się pojawia, tym lepiej. Pozdrawiam.

 

#29 2010-07-27 11:54:36

iskierka
Gość

Re: Odejście?

Dziuksa napisał(a):

znam osoby, które nie wyobrażały sobie życia poza zakonem, jednak zgromadzenie uznało, że wyobraża sobie swoje istnienie bez tych osób img/smilies/wink więc sprawa nie jest taka prosta...

....z całą pewnością organizacja się nie zachwieje po wykluczeniu jednostki img/smilies/smile Sprawa jest jak najbardziej prosta, pod warunkiem, że staniemy wobec faktów, bez sentymentów

 

#30 2010-07-27 22:51:16

jadwiga
Gość

Re: Odejście?

Jacenty, mnie się jednak wydaje, że nie można być zbyt pewnym siebie. Póki nie staniemy twarzą w twarz z pokusą, z próbą, ze zwątpieniem, wszystko pozostaje w sferze hipotez. Kiedy dopiero jako ksiądz zaczyna ciążyć to, czy owo, kiedy jako siostra zaczyna się tęsknota za mężczyzną- i ta fizyczna i psychiczna, kiedy będąc w małżeństwie pojawia się ktoś trzeci, wtedy czuć każde drgnienie serca. Wtedy możemy siebie sprawdzić. Wtedy albo upadamy, albo toczymy bój i wychodzimy z niego zwycięsko. Ale obojętnie, czy przegrywamy, czy zwyciężamy, jesteśmy mocniejsi...Bo czegoś doświadczyliśmy. Bo zobaczyliśmy, że jesteśmy  TYLKO ZWYKŁYMI LUDŹMI i chodzimy po ziemi a nie w przedsionkach nieba. I wcześniej, czy później Pan Bóg każdemu zdejmie łuski z oczu...Przepraszam, że tak trochę ex cathedra. Ale trochę doświadczyłam, trochę widziałam i mogę jedynie powtórzyć za Nałkowską:"Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono".

 

#31 2010-07-27 23:18:03

Alter
Gość

Re: Odejście?

Witajcie! Zakonnik ślubuje: posłuszeństwo, czystość i ubóstwo - do śmierci. Małżonkowie ślubują: że Cię nie opuszczę aż do śmierci. = Bo Jezus Chrystus nie opuścił mnie do swej śmierci krzyżowej = "Do końca nas umiłował". Jedni dla drugich (tzn. zakonnicy i kapłani dla małżonków i odwrotnie) jesteśmy ŚWIADKAMI MIŁOŚCI DO KOŃCA.
Jest to także ZNAK życia wiecznego.

Ostatnio edytowany przez Alter (2010-07-27 23:23:33)

 

#32 2010-08-24 12:30:04

uskrzydlona_dusza
Gość

Re: Odejście?

Alter napisał(a):

Jedni dla drugich (tzn. zakonnicy i kapłani dla małżonków i odwrotnie) jesteśmy ŚWIADKAMI MIŁOŚCI DO KOŃCA.

Piękne słowa. Dokładnie tak. DO KOŃCA,
W modlitwie o rozeznanie powołania, którą codziennie odmawiam są podobne słowa:
"... naucz mnie rozpoznawać swoje powołanie i pozwól je dobrze realizować, zgodnie z Twoja wolą, na Twoją chwałę i pożytek ludzi, wiernie(czyli do końca życia!) i z radością."

I myślę, że te słowa powinno się odmawiać nie tylko przed rozeznaniem, ale również (a może przede wszystkim?) już wtedy, kiedy się wybierze.

 

#33 2010-08-24 13:57:44

bepik1
Użytkownik
Imieniny: 6.09
Urodziny: 12.04
Skąd: ''I przyciągnąwszy ŁÓDŹ(my town) do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim''

Re: Odejście?

Mysle ze powolanie to jest nieustanne wezwanie, cale zycie musimy wybierac.
nigdy nie wiemy jaki był jest plan Boga wzgledem nas. Wybieramy i musimy wytrwac w tym przy czym modlic sie o dar ducha.

''Raz dokonawszy wyboru, ciągle wybierać muszę''
Polecam
http://bog-w-moim-balaganie.blog.onet.p … 92081784,n


'' Ucz mnie, Panie, wypełniać Twoją świętą wolę, znaleźć i ustalić miejsce, gdzie mogę Tobie najlepiej służyć''.
św. Karol Boromeusz.
''Nie bój się, nie lękaj się,Bóg sam wystarczy... ''Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! ''

Offline

 

#34 2010-10-10 08:07:43

Florentyna
Gość

Re: Odejście?

Tak, powołanie, to nieustanny wybór (mówię tu o powołaniu do każdego stanu)... "całe życie musimy wybierać" - zdanie m.w. w takim sensie powiedziała mi kiedyś 95-letnia współsiostra. Dodała jeszcze, że dopiero jak zobaczę jej klepsydrę, to będę mogła stwierdzić, że wytrwała (widziałam - wytrwała).
A tak na marginesie - nie często spotyka się tak radosne siostry-staruszki! Cierpiała wiele, ale NIGDY nie słyszałam, by o tym mówiła. Kiedyś mi się przyznała, że często miała myśli o odejściu, ale bała się (tu zawsze uśmiech): "CO UKOCHANY (Jezus) NA TO POWIE"?!

Serdecznie pozdrawiam!

 

#35 2010-10-13 21:44:29

Anuncjata OSBsamarytanka
Gość

Re: Odejście?

Odejscie... ja jestem, trwam, nie chciałabym nigdy odejść... to miłość... to wiernosć wyborowi...
ale "przezyłam"  odejścia sióstr... w jakiś sposób też towarzyszyłam siostrom, które odchodziły, szczególnie na początku formacji.
Nie jest łatwo o tym mówić, bo sprawa między Bogiem, a człowiekiem, który jest wolny...
Słyszy głos i idzie za nim...  chce... za trochę nie słyszy... przestaje chcieć...
pojawia się pytanie o autentyzm powołania... o rozeznanie właściwe... o wiernosć łasce... bo przecież Pan Bóg nie cofa swego wezwania...
Jedno jest pewne
potrzeba pokornego trwania w Bogu, aby usłyszeć Jego Głos i wytrwać,
potrzeba pokory, by usłyszeć od przełożonych, od spowiednika, a takze od swego własnego serca, że niestety, to nie jest moje/Twoje miejsce
i potrzeba pokory i ufności w Bogu, by odejść i nadal żyć z Bogiem i w Nim, bez poczucia, ze On się pogniewa/ł, albo, że ja sie pogniewam na Niego...
Odejście... trwanie... trzeba szukać nieustannie i chcieć jedynie tego, czego chce Bóg...
jak mówi nasza Matka" szczęście można znaleźć tylko w Panu Bogu"

 

#36 2010-10-13 22:20:14

Florentyna
Gość

Re: Odejście?

... a jak to jest kiedy ktoś odchodzi, bo czuje w sercu przynaglenie, by pójść gdzieś w inne miejsce, do innego zgromadzenia... albo do takiego, którego jeszcze nie ma, a powinno być... np. tak jak Matka Teresa... TYLE LAT W JEDNYM ZGROMADZENIU, a jednak coś innego...
Każdy jest Indywidualnym Jedynym Skarbem Jezusa, i do każdego On mówi inaczej.

Pozdrawiam.

 

#37 2010-10-14 21:26:19

Anuncjata OSBsamarytanka
Gość

Re: Odejście?

Nasza Matka - Wincenta Jaroszewska szukała, była w kilku Zgromadzeniach... a serce paliło pragnienie, które nie dawało spokoju, więc
o d c h o d z i ł a ...
Myślę, ze jest to tajemnica Bozego powołania, charyzmatu..., Bozego daru dla dobra ..., aby wypełniła sie Wola Boża, która zmierza ku temu, by wszyscy byli zbawieni...
Niezbadane są drogi Boze, trudne pytania dalczego ktoś tyle czasu błądzi, szuka, upada i znowu wstaje, na nowo szuka i ufa... moze to jak wędrówka Ludu Wybranego przez pustynię.... potrzeba czasu, oczyszczenia...
Takie przypadki, jak Matka Teresa czy Matka Wincenta to są wyjatki... ale z pewnoscią wiemy o tym, jak bardzo pomocną, jedyną droga do poznania prawdziwej Woli Bozej było posłuszeństwo przełozonym, spowiednikom... a więc Kosciołowi... tu jest prawda...
moje pragnienia poddać pod rozeznanie temu, kto zastepuje mi Pana Boga na ziemi, to jest mądrość.

 

#38 2010-10-14 21:49:48

Florentyna
Gość

Re: Odejście?

Nie wiedziałam o M.Wincencie, dziękuję za te słowa, Anuncjato; muszę powiedzieć, że to tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że droga na której jestem jest ... Bożą drogą. Bo jest trudna, pełna przeciwności i niejednokrotnie cierpienia... to takie ludzkie...

"Takie przypadki, jak Matka Teresa czy Matka Wincenta to są wyjatki." - to święta prawda, ale i w obecnych czasach Duch Święty działa i mówi do serc - czasem tylko pragnieniami... a to takie trudne do odczytania... I jak mówisz - posłuszeństwo Kościołowi, to fundament!

 

#39 2010-10-17 18:15:56

Enieledam
Gość

Re: Odejście?

Siostra Faustyna też miała myśli o odejściu - tak rozumiała słowa Pana Jezusa o zakładaniu nowego zgromadzenia. Jednak posłuchała kierownika i nie odeszła.
A dziś kanonizowana, pierwsza Australijka, siostra Mary McKillop przeszła przez przymusowe "odejscie" z założonego przez siebie zakonu - bo nałożono na nią ekskomounikę. Ale właśnie posłuszeństwo Kościołowi pomogło jej przebrnąć przez tę trudną sytuację i dojść do świetości.

 

#40 2011-05-14 00:38:45

Dziuksa
Gość

Re: Odejście?

Jakiś czas temu usłyszałam zdanie, ktore zapadło mi napisać w serce. Jeden Ojciec powiedział, ze w ostatnim czasie wielu odeszło od nich ze zgromadzenia. Wszyscy zastanawiali sie dlaczego, mówili, ze sie pogubili, itp. A on zastanawia sie w takich momentach dlaczego on jest? Czy czasem nie tylko przez to, ze tak wyszło, a teraz nie ma odwagi odejść?

Ostatnio edytowany przez Dziuksa (2011-05-14 07:07:08)

 

#41 2011-05-14 13:34:24

Radochaaa123
Gość

Re: Odejście?

właśnie, ja myślę, że to, co napisałaś jest bardzo ważne - bo można być w zakonie dlatego, że tak mi dobrze, taki miałam plan na siebie, tak chciałam kochać Boga, służyć... ale ważniejsze jest to, żeby uczyć się słuchać - co Pan Bóg mi daje, gdzie mnie kieruje. Wiele osób, które opuszczają zgromadzenie zakonne niekoniecznie się pogubiło, zaniedbało modlitwę itd itp - czasami Pan Bóg przez pobyt w zakonie daje wiele łask - a także pomaga odkryć piękno POWOŁANIA DO MAŁŻEŃSTWA I ŚWIĘTOŚCI - w każdym z nas jest PRAGNIENIE Boga, które realizuje się i wyraża w różny sposób - dla każdego z nas Pan ma ten NAJLEPSZY - i to właśnie jest POWOŁANIE img/smilies/smile

 

#42 2011-05-14 22:13:13

Magda19
Moderator
Imieniny:
Urodziny:
Skąd:

Re: Odejście?

znam tez Siostry które mają taką teorię że powołanie do zakonu może być czasowe by po tym określonym czasie w zakonie odkryć, że to inna droga img/smilies/wink


"Pan - Mistrz Miłości - jest zazdrosnym kochankiem, który żąda od nas wszystkiego co posiadamy, całej naszej miłości. Czeka byśmy Mu ofiarowali to co mamy i poszli drogą, którą dla każdego z nas wyznaczył" (św Josemaria Escriva)

"Pamiętaj o tym dobrze i zawsze: choć czasami może ci się wydawać, że wszystko się wali - nic się nie wali, bo Bóg nie przegrywa bitew."  Św. Josemaría Escrivá

Offline

 

#43 2011-05-15 10:41:42

shy girl ;)
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd:

Re: Odejście?

Też uważam, że Bóg może powoływać, na taki czas dłuższych 'rekolekcji'. Nie wiem co to ma na celu, myślę, że dla każdego co innego, dla jednych jakaś forma rozmodlenia, dla innych posłuszeństwa, dla jeszcze innych może nauczenia się życia we wspólnocie... Dla ludzi, którzy jakoś w tym 'siedzą' jest to zrozumiałe. Dla niedzielnych katolików, to trudne, i pojawiają się różne: nie wytrzymała, powołania nie miała itd. (przykre...)
Osobiście znam dwie dziewczyny, które zrezygnowały, jedna w czasie nowicjatu, dla chłopaka img/smilies/smile A druga nie wiem dokładnie na jakim etapie (chyba po pierwszych ślubach jakoś), tak po prostu- i bardzo mocno działa przy Duszpasterstwach, jest szczęśliwa img/smilies/smile

Offline

 

#44 2011-05-15 10:56:55

anija87
Gość

Re: Odejście?

Mi Mistrzyni też mówiła, że powołanie zakonne też rozeznaje się w etapach formacji będąc już w danym Zgromadzeniu. Także odejście to nie jest nic zabronionego, jedynie ludzie nie widzący tego mogą "dziwnie" na to patrzeć...
Moja koleżanka mi powiedziała kiedyś jak rozmawiałyśmy o zakonie, że myślała, że jak się tam już wejdzie to nie ma możliwości zrezygnowania, ale się zdziwiła jak jej powiedziałam, że przed dość długi czas jest taka możliwość:D

 

#45 2011-05-15 11:41:06

Agatku
Użytkownik
Imieniny: 05.02
Urodziny: 30.01
Skąd: Wola Mielecka/Kraków

Re: Odejście?

Też się kiedyś zastanawiałam jak to jest gdy się odejdzie ze Zgromadzenia czy też z seminarium. Mieszkam na wsi, wiecie wszyscy wszystko wiedzą i dorabiają sobie swoją ideologie i własnie może to powoduje w niektórych dziewczynach (nie oszukujmy się jesteśmy bardziej wrażliwe img/smilies/wink chłopak to sobie jakoś poradzi z opiniami innych ale u nas tak łatwo to nie przejdzie) taki pewnego rodzaju strach "co się będzie działo jak odejdę?" "jak już wstąpię to nie ma odwrotu". Więc nurtuje mnie pytanie jak sobie poradzić z opinią środowiska?


Czynić dobro, radość nieść, uszczęśliwiać i prowadzić do nieba.

Offline

 

#46 2011-05-15 11:51:45

shy girl ;)
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd:

Re: Odejście?

Chyba najlepiej zapytać tych, którzy coś takie przeszli img/smilies/smile
Ale najlepiej z Bogiem, i dobrze mieć wsparcie bliskich. I chyba tyle img/smilies/big_smile

Offline

 

#47 2011-05-15 20:21:06

Radochaaa123
Gość

Re: Odejście?

img/smilies/smile Myślę Dziewczyny, że chłopaki też to przeżywają na swoj sposob i niektorym z nich jest jeszcze ciezej o tym pogadac niz nam! img/smilies/smile
A co do odejścia - bardzo ważne jest by mieć ciągły kontakt z Panem Bogiem, wsparcie bliskich, jak piszesz, przyjaciół, czasami też może być potrzebny nawet psycholog w sporadycznych przypadkach. I świadomość tego, że jeśli tak czuję - nie obwiniać siebie o to, że MI COŚ NIE WYSZŁO, ale patrzyć w przyszłość, że Pan Bog sam wie jak mnie poprowadzić. Myślę, że każdy przypadek jest indywidualny. I czasami jest to etap "3 wojny światowej", ale z Panem Bogiem da sie przezyć i OWOCE są większe i święte img/smilies/smile Ważne by się nie lękać i UFAĆ img/smilies/smile w drogę swojej świetości i bycia WAŻNYM w Jego oczach! img/smilies/smile

 

#48 2011-05-15 23:01:15

jkasia4
Zbanowany

Re: Odejście?

JA MIESZKAM NA WSI I ODESZŁAM Z KLASZTORU NIE SPOTYKAM SIĘ Z KRYTYKĄ ANI Z DOROBIONYMI IDEOLOGIAMI A ODESZŁAM Z ZAKONU PO 6 LATACH, JEDYNE Z CZYM SIĘ SPOTKAŁAM TO ŻYCZLIWOŚĆ LUDZI I ICH TROSKA

 

#49 2011-05-15 23:46:51

Dziuksa
Gość

Re: Odejście?

Kasiu dziekuje, wlasnie o to mi chodziło. A co robisz teraz? Jak bylo po wyjściu?

 

#50 2011-05-16 08:22:48

edith1987
Gość

Re: Odejście?

Tak samo też jak jkasia4 mieszkam na wsi. Odeszłam z zakonu podczas 2-giego roku nowicjatu. Jednak dziękuję nieustatnnie Bogu za ten czas. Był mi potrzebny. Kiedy odchodziłam bałam się powrotu do rodzinego domu - bo co też ludzie powiedzą, ale rodzice tłukli mi, że przecież mnie każdy bardzo lubiał więc nie mam się czego obawiać, że mój powrót to będzie wielka radość jak dla nich tak i dla otoczenia. Jednak przez 2 misiące zostałam jeszcze w klasztorze pomagając Siostrom. Zamieszkałam na furcie. Miedzy czasie też szukałam pracy i myślałam czy wrócicić na studia.
Znalazłam pracę, od października zaczęłam studia, a życie zakonne - wciaż we mnie tkwi. Sąsiedzi pełni euforii - ucieszyli sie jak wróciłam, koleżanki, znajomi ... no tylko nie kapłani img/smilies/big_smile ale jakoś to też z czasem zaakceptowali.
Chociaż nie wiem jeszcze jaka jest moja droga chcę być otwarta - to nie znaczy, że nie wrócę do wspólnoty zakonnej, nie znaczy że nie założę rodziny czy nie zostanę świecką oddaną drugiemu człowiekowi - wiem jedno, że Bogu chcę służyć jak najlepiej. Myśle, że czas w jakim robię studia da mi dużo i daje - są zmiany - człowiek dojrzewa tzn. ja dojrzewam i mysle, że wtedy po tych 5-ciu latach będę mogła bardziej w dojrzały sposób podjąć decyzję.
pozdrawiam
e.

 

Stopka forum

Powered by PunBB
Host by: Hosting
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson



Założ : stronę za darmo