'Barka'- forum o tematyce powołaniowej

  • Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

UWAGA! BARKA jest to forum o tematyce powołaniowej. Moderacja nie bierze odpowiedzialności za opinie użytkowników oraz nie weryfikuje osób podających się za osoby duchowne lub konsekrowane.
PRZYPOMINAMY, ŻE NA NASZYM FORUM OBOWIĄZUJE REGULAMIN!
Znaleźć go możesz w ZASADY

UWAGA!!! ZAPRASZAMY DO TWORZENIA INTERNETOWEJ RÓŻY BARKI !!! Chętnych prosimy o zapisy :)

Barka na Facebooku

#1 2010-09-26 13:40:55

Magi
Gość

Małżeństwo trudniejszym powołaniem

Obecnie świat zmierza ku kompletnemu kultowi przyjemności , wygody, konsumcjonizmu.
Ludzie juz nie biora pod uwage slów przysięgi, ze chcą przyjać wszystkie dzieci. Chca sobie zazwyczaj zaplanowac 1 czy dwoje i zyc ,,na poziomie". Antykoncepcja  to norma .
Po drugie- mentalność rozwodowa, nikt juz nie moze być pewny ,ze małżonek  go nie zostawi.
I tak sobie mysle, że małżeństwo , które chce zyc po katolicku i wszystkie dzieci przyjmowac, kosztem biedy , małego mieszkania, gorszych  lub żadnych wakacji  + wyśmiewanie przez ludzi  - to jest heroizm.
Kto wie czy nie większy niz zakon.
Bo sie mówi , że zakon to krzyż, bieda, wyrzeczenie a ludzie jak się pobierają to chca miec fajne, wygodne zycie.
Tymczasem jak się na powaznie weźmie powołanie do rodzicielstwa i będzie otwartym na życie - to tez jest niezły krzyż, tylko ludzie obecnie sobie go zrzucaja z ramion.

Ostatnio edytowany przez Magi (2010-09-26 13:42:06)

 

#2 2010-09-26 14:12:33

Enieledam
Gość

Re: Małżeństwo trudniejszym powołaniem

Magi napisał(a):

I tak sobie mysle, że małżeństwo - to jest heroizm.
Kto wie czy nie większy niz zakon.

A ja sobie myślę, że z powołaniem to tak jak z krzyżem - każdy ma swoje, własne, idealnie dopasowane i wyjątkowe. Jeśli zaczniemy się zastanawiać, co jest wiekszym heroizmem, co jest ważniejsze, trudniejsze, a co pójściem na łatwiznę to co osiagniemy???
Każde pójście za Chrystusem to heroizm. Gorzej, jak ktoś się pomyli i wkroczy na nie swoją drogę - wtedy może się okazać, że wymaga ona wiekszego heroizmu, niż może z siebie wykrzesać - dlatego trzeba rozeznawać powołanie, a nie gloryfikować czy deprecjonować inne.

Powołania są różne, nawet w obrębie tej samej wspólnoty czy małżeństwa - w jednym zakonie będzie siostra dyrektor i sprzątaczka, w jednym domu ktoś będzie zmieniał pieluchy a ktoś wracał po wielogodzinnej pracy do domu. Każda droga ma swoje plusy i minusy. Dla osoby z powołaniem do oddania się na wyłączność Chrystusowi trudniej byłoby pewnie założyć rodzinę, dla osoby wezwanej do małżeństwa trudniej byłoby zrezygnować z "własnego człowieka" i dzieci.

Ale fakt, faktem, że dziś ludzie uciekają od odpowiedzialności ku wygodnictwu i odbija sie to bardzo na stanie rodzin. Może owa trudność z tytułu wątku polega głownie na tym, że w małżeństwie, jak w żadnym innym powołaniu, realizacja powołania zależy od zaangażowania dwóch osób. Bo wspólnota zakonna to jest grupa osób, ale można sobie poradzić, gdy jakas siostra czy brat mi nie pasują, denerwuję się przy nich czy nie lubią ze mną rozmawiać albo odchodzą - ale co zrobić, jak mąż zaparł się że nie bedzie ze mną rozmawiał? albo żona uznała, że mnie nie kocha i się wyprowadziła?

 

#3 2010-12-02 17:36:26

Radochaaa123
Gość

Re: Małżeństwo trudniejszym powołaniem

Witajcie! Ja myślę, że aby odkrywać siebie na wszelkich płazczyznach życia i decydować o tym, gdzie Pan Bóg chce abym była - czy w zakonie, instytucie, czy samotności - najpierw trzeba właśnie odkryć to podstawowe powołanie, które każdy człowiek ma wlane w swoje serce- a mianowicie powołanie do małżeństwa. Wbrew pozorom nie jest łatwo odkryć piękno komuni między mężczyzną a kobietą, wyzbywać się egoizmu i chcieć żyć, tak by widzieć w tej drugiej osobie Chrystusa, Który do mnie przychodzi. Ale wydaje mi się, że to jest bardzo ważne, bo to jak szczebel, po którym można dopiero decydować - jakie ja mam powołanie? Bo każdy człowiek, który nie przezywa lub zle przezywa swoją świeckość i poprostu bycie sobą - nie może być dobrym księdzem, czy też siostrą. Chodzi wg mnie o to, żeby człowiek wpierw pokochał i poznał swoje człowieczeństwo - swoją niezwykłą zwykłość i umiał się nią cieszyć, umiał być piękny, kochany, chciany i wiedział, że jest wyjątkowy dla Jezusa. Napewno każda Siostra, czy Ksiądz powinni wpierw być dobrym "materiałem" na męża, czy żonę, bo przecież kapłaństwo to OJCOWSTWO, a zakon - DUCHOWE MACIERZYŃSTWO.
Polecam Wam Kochani piosenkę - " Jesteśmy piękni Twoim pięknem Panie", bardzo mi się podoba i pokazuje, co trzeba nam odkryć. Bo jakkolwiek żyjemy i jakiekolwiek powołanie odkrywamy - trzeba nam być najpierw SOBĄ w miłości prawdziwej i wypływającej z NIEGO - tak abyśmy cokolwiek robimy - robili to tak jakby Jezus zrobil na naszym miejscu, patrzeć tak, jak On patrzy, kochać, jak On ukochał, dawać, tak jak On ofiaruje, przyjmować tak jak On, otwiera ramiona. Wszędzie widzieć Jego. Bo gdziekolwiek jesteśmy myślę - cel jest jeden NIEBO img/smilies/smile
Tak ostatnio mi się nasunęło, jakie to ważne, żeby mówić młodym ludziom, że MAŁŻENSTWO moze być piękne i ŚWIETE - itakie powinno być! Polecam Wam też listy Joanny Beretty Molli do męża, bardzo mnie urzekły.
Pozdrawiam, z modlitwą img/smilies/wink

 

#4 2010-12-03 16:22:37

Laurka
Gość

Re: Małżeństwo trudniejszym powołaniem

Małżeństwo nie jest trudniejszym powołaniem tylko innym niż każde inne img/smilies/smile

 

#5 2010-12-03 18:24:20

Marti
Gość

Re: Małżeństwo trudniejszym powołaniem

Mimo to jak znajdę chętną to i tak spróbuję img/smilies/wink.

 

#6 2010-12-06 15:37:39

Ines
Gość

Re: Małżeństwo trudniejszym powołaniem

Oczywiscie moim zdaniem Janis ma racje . Małożeństwa nie mozna nazywać heroizmem tylko dlatego ze ma sie np 8 dzieci .
Decydując sie na małżeństwo a nastepnie na założenie rodziny trzeba zdać sobie sprawe zz kilku rzeczy img/smilies/smile
Obecnie jest na odwrót tzn najpierw pojawiaja sie dzieci  a nastepnie jakieś uczucie " mamusi" do "tatusia"
A słowo heroizm było modne w starozytnosci
zapytajcie młodą osobę - czym dla niej jest heroizm ????
wtedy przekonacie sie jakie znaczenie jest w obecnych czasach tego słowa img/smilies/smile

 

#7 2010-12-06 19:03:01

Marti
Gość

Re: Małżeństwo trudniejszym powołaniem

Kwestia krzywdy nie jest taka prosta do rozstrzygnięcia, bo znam głosy które mówią, że niedobre jest dla dziecka, gdy się je wychowuje w pojedynkę. A dwoje to jest dwóch jedynaków. Ale wiadomo, lepiej dwoje niż jedno. Dziecko od samego początku wychowuje się razem z innymi.

Nas w domu była piątka. Rodzice zawsze zarabiali poniżej średniej krajowej. Mama pracowała jako nauczycielka. Tata natomiast przeważnie zarabiał mniej niż mama. Ale głodem nigdy nie przymieraliśmy i generalnie na wszystko co nam było potrzebne pieniądze się znajdywały. Wszystko było kwestią racjonalnego gospodarowania pieniędzmi. Choć np. nigdy nie mieliśmy samochodu. Ale przez to mogliśmy sobie pozwolić na inne rzeczy. Niestety, obecnie często obraz rodziny jest wypaczony. Zamiast budować wspólnotę pełną miłości bardziej się dba by dziecko było "najlepsze", wszystko miało "markowe". Tylko, że później dzieci same przez ten sam pryzmat oceniają innych, również swoich rodziców.

 

#8 2010-12-06 19:06:32

Laurka
Gość

Re: Małżeństwo trudniejszym powołaniem

Marti, zgadzam się z Tobą img/smilies/smile

 

#9 2010-12-06 19:54:29

Marti
Gość

Re: Małżeństwo trudniejszym powołaniem

I tu mi się przypomniała czyjaś wypowiedź. Mądra kobieta z Ciebie (bo zgadzasz się ze mną) img/smilies/wink. Żartuję oczywiście. Tzn. z tym, że jesteś mądra nie żartuję img/smilies/wink.

 

#10 2010-12-07 14:19:14

Enieledam
Gość

Re: Małżeństwo trudniejszym powołaniem

Nie zgadzam się z Janis i Ines. Ich wypowiedzi są tylko dowodem na to, jak bardzo płytkie jest myślenie współczesnego człowieka. Heroizm jest czymś, czego wiara wymaga od katolika - dziś, jak widać, nawet bardziej niż w poprzednich latach. Skoro zamiast świadomego planowania rodziny proponuje się antykoncepcję, zamiast miłości oczekuje się, żeby było nas stać na dziecko...
Oj, jak mi się nie podoba takie patrzenie na życie.
Owszem, zakładając rodzinę należy w sposób mądry podchodzić do rodzicielstwa (ale nie na odwrót - najpierw dziecko, potem ślub a już na pewno nie tylko na uczuciach, bo daleko sie nie zajedzie), ale zupełnie nie na zasadzie rezygnacji z potomstwa, bo mnie nie stać (bo tym "stać" wyrażamy swoje wygodnictwo - brak umiejętnosci rezygnacji z czegoś: domku, zamiast mieszkania,42' plazmy zamiast 21' TV, markowych ciuchów, wycieczek zagranicznych etc. A bez tego da się żyć i tworzyc rodzinę - bo nie status i forsa ją tworzą, a miłosci, ciepło i zaufanie). A już na pewno złem jest zabijać dziecko, które już się poczęło, bo mnie nie stać.
Być rodzicem, to kochać dziecko - często kosztem własnych potrzeb - i lepiej dziecku dać życie (czy to skromne czy pod opieką innych) niż je zamordować.
A dzieci są jak ich rodzice i gdy rodzice nie umieją przeboleć, ze nie stać ich na markowe ciuchy czy też tego, że dziecko nie jest doskonałe (np. niepełnosprawne) to przecież dziecko uczy się od nich co jest najważniejsze, co jest wyznacznikiem szczęścia, co czyni mnie mniej wartosciowym człowiekiem. Nikt inny tego dziekcku nie wmówi, tylko rodzic swoją postawa pokaże.

A jak Marti będzie miał kandydatke na żonę, to jestem pewna, że w sposób świadomy się przygotuje do sakramentu i będzie rozmawiał z narzeczoną o wartościach, przyszłej rodzinie i dzieciach - więc prawdziwy katolik nie ma możliwości dowiedzieć się dopiero po ślubie, ile dzieci i jak wychowanych planuje partner. img/smilies/smile Racja, Marti?

 

#11 2010-12-07 15:00:22

Enieledam
Gość

Re: Małżeństwo trudniejszym powołaniem

Widzisz, Ty patrzysz na antykoncepcje i katolika w kategoriach: antykoncepcja = grzech. A ja tak nie patrzę. Bo to prawda, ale to tylko skutek. A jest grzechem z powodu dużo głębszych i wypływających z patrzenia na związek, życie (również prawo do niego) i z wiary w Boga, który jest ponad nami. I rozumiem, że dla Ciebie to nielogiczne, skoro nie jesteś wierząca, ale dziwię się osobom uważającym się za katolików, które podobnie patrzą na sprawę albo tylko dlatego się powstrzymują od antykoncepcji, że to grzech.

Janis, ja nie twierdzę (sory za wyrażenie), że ludzie mają się mnożyć jak króliki, ale że nie mają wchodzić w kompetencje Boga i decydować, kto ma żyć, a kto nie. I to niezależnie od tego, czy jestem gotowa psychicznie, finansowo czy też bo dziecko będzie niepełnosprawne. Katolik decydując się na zawarcie małżeństwa, decyduje się na przyjęcie potomstwa, jakmi go Bóg obdarzy (planowanym i nie, zdrowym i niepełnosprawnym, w dogodnym momencie i w trudnych warunkach - zawsze). Ale to katolik, nie niewierzący.

Ostatnio edytowany przez Enieledam (2010-12-07 15:01:20)

 

#12 2010-12-07 15:32:15

Marti
Gość

Re: Małżeństwo trudniejszym powołaniem

janis napisał(a):

Ty tak miałeś Marti i fajnie że ci się udało, ale nie wszyscy mają takie szczęście. Mi nie chodziło o markowe ciuchy ja podałam taki przykład bo dzieci wobec siebie są bezwzględne. Krzwdzą się nawzajem. Nie wiem czy masz żonę i dzieci ale jeśli nie masz a będziesz miał to się przekonasz czy to takie fajne i przyjemne. I co zrobisz jak twoja żona będzie chciała tylko jedno dziecko? zostawisz ją?

Oczywiście, że nie. Choć w sumie zakładam, że żona będzie chciała mieć więcej dzieci niż jedno. To widać po osobach w jaki sposób żyją, jak się zachowują no i po rozmowach. I jest jasne czy ktoś chce mieć dzieci czy dziecko. A iloma nas Bóg pobłogosławi to nie wiem. Ale zanim pobłogosławi to musi wpierw żoną ukarać img/smilies/wink.

 

#13 2010-12-07 17:05:07

Enieledam
Gość

Re: Małżeństwo trudniejszym powołaniem

nie mam męża. I własnych dzieci też nie mam, choć nie mogę powiedzieć, ze nie wychowywałam dzieci. Z różnymi rodzinami oraz dziećmi  również pracowałam.

 

#14 2010-12-07 19:01:59

Marti
Gość

Re: Małżeństwo trudniejszym powołaniem

janis napisał(a):

Nie patrzę tak na antykoncepcje, to był przykład - przenośnia. Cieszę się ze nie jestem katolikiem i mogę być sobą,
A mam takie pytanie do ciebie, jak nie chcesz to nie odpowiadaj- masz męza i dzieci?

Ja tam też jestem sobą. I żyję w katolicyźmie img/smilies/smile.

 

#15 2010-12-08 18:48:58

Enieledam
Gość

Re: Małżeństwo trudniejszym powołaniem

Tak dla jasności - o ile dobrze zrozumiałam, Ty także nie masz dzieci, a dziecko (sztuk 1), więc też nie masz co się wypowiadać o rodzinach wielodzietnych...
A z przysłów o cudzych dzieciach to znam tylko złorzeczenie: obyś cudze dzieci bawił - i wskazuje ono raczej na odwrotną prowidłowość.

 

#16 2010-12-09 11:13:02

hannaturno
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: Instytut Świecki Chrystusa Króla

Re: Małżeństwo trudniejszym powołaniem

Nie jest prawdą, Janis, że jedyną metodą uznawaną przez Kościół jest tzw. kalendarzyk małżeński.  Słusznie zastrzegłaś: z tego, co wiesz. Może wiedza się poszerzy... Liczę na to, że forumowicze pomogą. Wygląda chwilami na to, że Twoja niechęć do katolicyzmu, uznawanego za chorą religię (to niemiłe określenie; wciąż nie wiem, dlaczego tak uważasz,  liczyłam na odpowiedź, a właściwie zbyłaś Martiego) opiera się na serii stereotypów. Ale to dobre, wspaniałe, że chcesz rozmawiać. Ja się tym cieszę. Przynajmniej niektóre stereotypy mają szansę prysnąć, a wiedza się pogłębi. To cenne.

Poza tym Kościół mówi o metodach planowania poczęć, nie zaś o metodzie antykoncepcyjnej. To jest różnica, taka jak między pozytywem a negatywem. I nie jest to kwestia zewnętrznej etykietki, ale istoty co do podejścia do sprawy.

Generalnie: Argumenty odnoszące się do czyjegoś życia osobistego, nie zaś do poziomu merytorycznego, daleko nie zaprowadzą żadnej ze stron dyskusji. Jeśli mogę zasugerować, jeśli pozwolisz na sugestię: Nie daj się może w nie wciągać, zrezygnuj z nich, a od razu lepiej się bedzie rozmawiało.  Obawiam się, że zaraz dojdziecie/my do poziomu, gdzie nie wolno się wypowiadać o marchewkach, bo nikt z rozmówców nie był marchewką. Gdzie chirurg nie będzie się mógł wypowiadać o złamanym barku, bo sam tego nie przeżył. Masz ciekawe pytania i poglądy, ale gdy rzecz  - z dowolnej strony - wchodzi na poziom wytykania sobie, robi się jakoś smutno, szkoda.


O Jezu, Królu mój, do Ciebie chcę należeć w życiu, w śmierci i w wieczności, amen

http://www.instchrkr.katowice.opoka.org.pl/
[moje pw nie działa, proszę korzystać z maila]

Offline

 

#17 2010-12-09 12:29:30

Marti
Gość

Re: Małżeństwo trudniejszym powołaniem

janis napisał(a):

Fajnie, nazwałaś dziecko jako sztuk 1. JAk przedmiot. MAm jedno bo nie mogę mieć więcej. ALe napewno wiem więcej o wychowywaniu dzieci niż ty.
To że ty znasz jedno przysłowie, nie znaczy że nie ma innych przysłów. img/smilies/smile
A co do antykoncepcji, to z tego co wiem katolicy mają jedną prawidłową wg. Kościoła antykoncepcję, tzw. kalendarzyk. Czy według ciebie dzięki tej metodzie nic nie ginie? Tak samo obumierają plemniki jak w innych metodach. Wg. tego to kobieta powinna rodzic co roku, kiedy już nie jest w ciąży a dopiero urodziła, kiedy już jej jajeczko jest gotowe do zapłodnienia.

Janis kilka słów wyjaśnień.
1. Antykoncepcja to grzech.
2. NPR to nie antykoncepcja.
3. NPR choć nie jest antykoncepcją to może być stosowana jako antykoncepcja a wtedy patrz punkt 1.

I tutaj nie chodzi o umierające plemniki, bo one umierają nawet bez stosunku. Tu grzech jest braku otwartości na życie. Przy niektórych środkach dochodzi jeszcze aborcja, ale to przy niektórych, np. przy wkładce.

Widzę, że ktoś Ci nakład do głowy nieprawdziwych wiadomości. Bo skąd wzięłaś to, że katolicy mają obowiązek "rozmnażać się jak króliki"?

 

#18 2010-12-09 13:45:02

w drodze do...
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: 52° 35' N -21° 05' E

Re: Małżeństwo trudniejszym powołaniem

Marti napisał(a):

1. Antykoncepcja to grzech.
2. NPR to nie antykoncepcja.
3. NPR choć nie jest antykoncepcją to może być stosowana jako antykoncepcja a wtedy patrz punkt 1.
(...)
Bo skąd wzięłaś to, że katolicy mają obowiązek "rozmnażać się jak króliki"?

Szczerze mówiąc - jestem zdumiona. Czy NPR nie zostały opracowane właśnie po to, żeby ludzie mogli się bezpiecznie kochać bez sztucznego ingerowania w organizm, który niejako sam decyduje o swojej płodności? Jeśli ktoś nie chce mieć dzieci, a nie chce stosować piguł, wkładek i innych "bajerów", to popełnia grzech, jeśli idzie z mężem/żoną do łóżka w dni niepłodne? To znów sprowadza seks do kategorii "wyłącznie w celach prokreacyjnych" i może pociągnąć za sobą konsekwencje w postaci postrzegania go jako coś nieczystego i wstrętnego (nie mówię, że to jest reguła, ale może tak się zdarzyć) oraz do takich wniosków, jak ten, że katolicy mają obowiązek "rozmnażać się jak króliki".

Ostatnio edytowany przez w drodze do... (2010-12-09 13:45:34)


Navigo ergo sum

Offline

 

#19 2010-12-09 14:39:28

Enieledam
Gość

Re: Małżeństwo trudniejszym powołaniem

Janis, przepraszam, jesli Cie uraziłam pisząc "sztuk 1" ale chodziło mi o to, że masz tylko jedno dziecko i idąc za Twoim tokiem myślenia, nie masz wiedzy, by wypowiadać się o rodzinach wielodzietnych (patrz post Hanny o tym). Nie nazwałabym Twojego Dziecka ani żadnego innego rzeczą! A jeśli chodzi o wiedzę i doświadczenie, to wg mnie samo posiadanie potomstwa nie sprawia, ze ktoś staje się ekspertem w tej dziedzinie - czyli przez samo urodzenia dziecka nikt nie staje się dobrym rodzicem czy wychowawcą. No, ale domyślam się, że to może stać w sprzeczności z poglądami o instynkcie macierzyńskim czy jakimś innym płynącym z natury.

A tak na marginesie - watek jest o małżeństwie, jako o trudnym (trudniejszym) powołaniu, a przechodzimy do antykoncepcji... Gdyby w innym dziale się to zadziało, moderator dałby sygnał, a tu robi sie bałagan. Rozumiem chęć wyjaśnienia tych kwestii Janis, ale... Janis, zaczynasz rozmowę o seksualności i związanych z nią kwestiach w wielu wątkach zamiast odszukać temat zbliżony i tam podjąć konkretną dyskusję. Domyślam się, że skoro nie wierzysz i różne prawdy są Ci obce, to interesuje Cię nasze podejście to tej ważnej kwestii (no i oficjalne wyjaśnienie nauki Koscioła), ale takie rzucanie pytań po różnych tematach sprawia wrażenie raczej zaczepiania, niż chęci merytorycznej rozmowy.

 

#20 2010-12-09 15:06:09

w drodze do...
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: 52° 35' N -21° 05' E

Re: Małżeństwo trudniejszym powołaniem

To ja proponuję wątek o seksualności wydzielić do osobnego tematu, bo uważam, że warto podyskutować także i o tej kwestii. Poza tym też mnie ciekawi to:

janis napisał(a):

Chodzi o co w końcu?
Czy chodzi o to że katolickie małżeństwa mają świadomie planować dziecko, a jak nie planują to mają żyć w celibacie?  Nie mogą się kochać dla przyjemności? Tak?
No bo jak dla przyjemności no to muszą to robić np w "dni niepłodne", więc jakoś zabezpieczać się muszą,  no to o co chodzi w końcu?

img/smilies/wink


Navigo ergo sum

Offline

 

#21 2010-12-09 15:07:36

hannaturno
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: Instytut Świecki Chrystusa Króla

Re: Małżeństwo trudniejszym powołaniem

w drodze do... napisał(a):

Jeśli ktoś nie chce mieć dzieci, a nie chce stosować piguł, wkładek i innych "bajerów", to popełnia grzech, jeśli idzie z mężem/żoną do łóżka w dni niepłodne?

No, generalnie nie.
Zastrzeżenie: jesli nie chce mieć w danym momencie dzieci, to OK. Ale jeżeli w ogóle wyklucza dzieci, kompletnie wyklucza,  to jest to niezgodne z założeniami katolickiego sakramentalnego małżeństwa. I wtedy odpowiedź: "nie" nie jest wcale oczywista.

janis  napisał(a):

Czy chodzi o to że katolickie małżeństwa mają świadomie planować dziecko, a jak nie planują to mają żyć w celibacie?

Nie! Oczywiście, że nie. Małżeństwo nie celibat, celibat nie małżeństwo.

w drodze do... napisał(a):

Czy NPR nie zostały opracowane właśnie po to, żeby ludzie mogli się bezpiecznie kochać bez sztucznego ingerowania w organizm

Myslę, że nie po to, żeby się "bezpiecznie kochać".  W ogóle założenie, że istnieje "niebezpieczeństwo" we współżyciu sugeruje, że ewentualność poczęcia dziecka jest traktowana jako zło. Że dziecko to zagrożenie czy jakoś tak.  Że czyha niebezpieczeństwo.
Myśle, że NPR nie zostały opracowane dla założeń negatywnych, tylko dla ułatwienia świadomego planowania. A jeśli je ktoś tak traktuje, negatywnie, to jego decyzja,  co najmniej dyskusyjna pod wzgl. moralnym.

Marti  napisał(a):

1. Antykoncepcja to grzech.

Tak mnie nauczono i takiego jestem zdania.

janis napisał(a):

No ale chyba z małżeństwem jako trudniejszym powołaniu idą w parze dzieci.

Za małżeństwem sakramentalnym idzie zgoda na przyjęcie dzieci. Zresztą publicznie oświadczona....
A czy małżeństwo jest trudniejsze, czy nie - nie widzę sensu dyskutowania, żadnego, najmniejszego.


O Jezu, Królu mój, do Ciebie chcę należeć w życiu, w śmierci i w wieczności, amen

http://www.instchrkr.katowice.opoka.org.pl/
[moje pw nie działa, proszę korzystać z maila]

Offline

 

#22 2010-12-09 16:22:45

Marti
Gość

Re: Małżeństwo trudniejszym powołaniem

Wiesz, nikt z nas nie jest bez grzechu. I najważniejsze to nie skupiać się na prawie a na miłości. Wszystko dla Jezusa. A to, że czasem błądzimy to normalne. Ale jak grzeszę to staram się poprawić, naprawić. Grzech zawsze nazwę grzechem czy to mój czy czymś, bez tłumaczenia, że takie są czasy.

 

#23 2010-12-09 23:41:28

w drodze do...
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: 52° 35' N -21° 05' E

Re: Małżeństwo trudniejszym powołaniem

hannaturno napisał(a):

w drodze do... napisał(a):

Jeśli ktoś nie chce mieć dzieci, a nie chce stosować piguł, wkładek i innych "bajerów", to popełnia grzech, jeśli idzie z mężem/żoną do łóżka w dni niepłodne?

No, generalnie nie.
Zastrzeżenie: jesli nie chce mieć w danym momencie dzieci, to OK. Ale jeżeli w ogóle wyklucza dzieci, kompletnie wyklucza,  to jest to niezgodne z założeniami katolickiego sakramentalnego małżeństwa. I wtedy odpowiedź: "nie" nie jest wcale oczywista.

No dobra. Ale co w sytuacji, gdy ktoś ma dajmy na to troje dzieci i nie chce mieć więcej? Jeśli z tego powodu celowo unika uprawiania seksu w dni płodne, to grzeszy, czy nie?

hannaturno napisał(a):

Myśle, że NPR nie zostały opracowane dla założeń negatywnych, tylko dla ułatwienia świadomego planowania. A jeśli je ktoś tak traktuje, negatywnie, to jego decyzja,  co najmniej dyskusyjna pod wzgl. moralnym.

Powiedzmy, że masz rację, w kontekście całkowitego wykluczenia dzieci. Ale co w przypadku, gdy się już je ma, ale nie chce się mieć ich więcej?

Ostatnio edytowany przez w drodze do... (2010-12-09 23:42:29)


Navigo ergo sum

Offline

 

#24 2010-12-10 01:29:17

hannaturno
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: Instytut Świecki Chrystusa Króla

Re: Małżeństwo trudniejszym powołaniem

Trochę się napracowałam:)

Moim zdaniem  - znowu generalnie -  świadome niewspółżycie w dniach płodności grzechem nie jest. Z pewnymi zastrzeżeniami. Ważny jest nie tylko prosty  efekt (nie dochodzi do poczęcia), ale cała postawa.  Motywacja. Miłość lub jej niedostatek.  Nie tylko martwe spojrzenie prawa. Nie wystarczy powierzchowna porównywalność skutku. Do tego samego efektu: nie doszło do poczęcia, można dojść drogą naturalną (bardzo uogólniając: akceptowalne moralnie) lub sztuczną, antykoncepcyjną (nieakceptowalne). I to jest dopiero temat do rozważenia. Nie sam efekt. Bo dobrej metody można używać i w zły sposób. Jak każdego narzędzia.

Pytanie, czy mimo że nie zamierzamy planować  kolejnego dziecka i wybieramy dni niepłodności, jesteśmy gotowi je przyjąć, gdyby się pojawiło. Pytanie, dlaczego nie chcemy kolejnego dziecka… Metody NPR w swoim założeniu  („filozofii, podstawie światopoglądowej”) mają akceptację przyjęcia dziecka, płodności, godności człowieka itp. I nie manipulują niczym, co jest w naturze. Natomiast antykoncepcja blokuje naturę, nie kończy się w swych efektach na tym, że „nie ma dziecka”, ale i trzeba pomyśleć o skutkach, niedobrych, w podejściu do współmałżonka, o tym, jak go traktujemy, o tym, co myślimy o życiu, o tym, co dzieje się z psychiką  itp.

Nawet w Internecie, który nie zawsze jest autorytetem, można poczytać sporo i sensownie na ten temat. Np.
„Czy można mówić o NPR jako jednej z metod antykoncepcji?
NPR często bywa nazywane „naturalną” albo „katolicką” antykoncepcją. Jednak ściśle rzecz biorąc, metod tych w żadnym wypadku nie można zakwalifikować jako antykoncepcyjne, bowiem na żadnym etapie nie ingerują one w naturalny rytm płodności ani też nie stawiają barier normalnym procesom związanym z przekazywaniem życia.
Poza tym istotą naturalnego planowania rodziny jest bardziej całościowe spojrzenie na płodność i związaną z nią odpowiedzialność pary małżeńskiej. W obrębie tego świadomie przyjętego stylu życia pojawiają się bowiem kwestie takie jak: otwartość na dzieci, poszanowanie i akceptacja naturalnego porządku płodności, budowanie lepszych relacji małżeńskich, zdolność do podyktowanej bezinteresowną miłością okresowej wstrzemięźliwości.
Osobny i szeroki temat stanowi motywacja małżonków, którzy teoretycznie rzecz biorąc, mimo iż praktykują NPR, mogą być zamknięci na przekazywanie życia, choć nie mają autentycznych przeciwwskazań dla dalszego powiększenia rodziny.
http://npr.pl//index.php/content/view/320/43/”

Cały artykuł na temat tego, że unikanie współżycia w dni niepłodności nie jest porównywalne do antykoncepcji i że nie jest manipulacją etyczną, sporo argumentów:
http://npr.pl//index.php/content/view/243/42/

Szukaj dalej!


O Jezu, Królu mój, do Ciebie chcę należeć w życiu, w śmierci i w wieczności, amen

http://www.instchrkr.katowice.opoka.org.pl/
[moje pw nie działa, proszę korzystać z maila]

Offline

 

#25 2010-12-10 12:37:43

kalinka
Użytkownik

Re: Małżeństwo trudniejszym powołaniem

'Regulacja poczęć,która ukazuje jeden z aspektów odpowiedzialnego ojcostwa i macierzyństwa,jest obiektywnie zgodna z moralnością,gdy jest dokonywana przez małżonków bez interwencji z zewnątrz,nie z egoizmu,lecz z poważnych motywów i metodami zgodnymi z obiektywnymi kryteriami moralności,to jest przez okresowa wstrzemięźliwość i odwoływanie się do okresów niepłodnych.'z kompendium KKK

Ostatnio edytowany przez kalinka (2010-12-12 12:44:36)

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
Host by: Hosting
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson



Założ : stronę za darmo