'Barka'- forum o tematyce powołaniowej

  • Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

UWAGA! BARKA jest to forum o tematyce powołaniowej. Moderacja nie bierze odpowiedzialności za opinie użytkowników oraz nie weryfikuje osób podających się za osoby duchowne lub konsekrowane.
PRZYPOMINAMY, ŻE NA NASZYM FORUM OBOWIĄZUJE REGULAMIN!
Znaleźć go możesz w ZASADY

UWAGA!!! ZAPRASZAMY DO TWORZENIA INTERNETOWEJ RÓŻY BARKI !!! Chętnych prosimy o zapisy :)

Barka na Facebooku

#1 2013-03-15 18:09:55

justyna
Użytkownik

Prywatne cuda

Być może ten temat dotyczy zbyt osobistych spraw dla Was... Albo będzie się wydawał szukaniem na siłę "cudowności".

Czy zdarzyło Wam się, że Pan Bóg zadziałał w Waszym życiu w sposób, który trudno wytłumaczyć racjonalnie? Tzn. chodzi mi o przekonanie, że jakaś sytuacja była spowodowana bezpośrednią, niewytłumaczalną w zwykły sposób interwencją Bożą.

Mogę się podzielić jedną taką sytuacją, której nie jestem w stanie wytłumaczyć inaczej, niż jako cud, choć dotyczył w sumie błahej sprawy.

Miałam 18 lat, byłam nawrócona dopiero od około roku. Miałam ogromną potrzebę, aby modlić się brewiarzem, choć nie do końca wiedziałam, jak to się robi, jak ten brewiarz wygląda, czy są jakieś "rodzaje" brewiarzy, czy wystarczy mi pieniędzy itd. Nie szukałam rady i pomocy w tej kwestii, bo się trochę wstydziłam i ta chęć modlitwy brewiarzem wydawała mi się "wtrącaniem się w nie swoje sprawy" i obciachem, więc nie zwierzałam się nikomu. Ponieważ często chodziłam do księgarni archidiecezjalnej u mnie w mieście, żeby sobie poczytać książki na miejscu, nie chciałam podejmować próby kupienia brewiarza w tej księgarni, bo stwierdziłam, że jeśli się "skompromituję" przed sprzedawczyniami tam (np. poproszę o brewiarz, a one mnie zapytają: a jaki? i nie będę potrafiła odpowiedzieć...) to będzie mi potem trudno przychodzić do tej księgarni.

Akurat wtedy wybrałam się na kilka dni do Warszawy i stwierdziłam, że tam właśnie kupię sobie brewiarz - obce miasto, jestem anonimowa, nawet jeśli się skompromituję, to nic się nie stanie. Znalazłam 3 księgarnie religijne w centrum miasta. Chociaż zwykle nie byłam aż tak nerwowa czy nieśmiała, w tym przypadku miałam ogromną tremę, która mnie samą dziwiła. Ostatniego dnia pobytu poszłam do pierwszej z księgarni i wydusiłam z siebie pytanie o brewiarz - okazało się, że akurat nie ma. Poszłam więc do drugiej i tam, przeglądając książki, nie znalazłam brewiarza, za to moja trema i przerażenie wzrastało. Kiedy doszłam do trzeciej księgarni, która była jeszcze zamknięta, byłam już tak zdenerwowana, że wydawało mi się, że nie dam rady wejść, a co dopiero zapytać o to, czy jest brewiarz - zupełnie niezrozumiała sytuacja. Siadłam więc na ławce i czekając na otwarcie księgarni, modliłam się: "Jezu, kup mi brewiarz... Jezu, kup mi brewiarz, bo ja sama nie umiem... ja wejdę do tej księgarni, a Ty zrób za mnie resztę, bo nie dam rady".

Kiedy otworzono księgarnię, weszłam do niej, obeszłam wszystkie samoobsługowe regały i nic nie znalazłam. Stanęłam przy ladzie koło sprzedawcy, wzięłam jakąś książkę i zaczęłam udawać, że ją przeglądam, próbując się zebrać na odwagę, żeby zapytać. A sprzedawca popatrzył na mnie, zapytał "A może o to pani chodzi?" i... zdjął z półki brewiarz, który mi podał img/smilies/big_smile

Żeby było śmieszniej, miałam przy sobie dokładnie tyle pieniędzy, że wystarczyło na brewiarz i bilet do domu... Ale sytuacji ze sprzedawcą nie jestem sobie w stanie wytłumaczyć w sposób racjonalny, no chyba, że ten sprzedawca propagował liturgię godzin wobec wszystkich klientów img/smilies/smile

Offline

 

#2 2013-03-15 18:20:32

anonimowa
Gość

Re: Prywatne cuda

Dość ciekawe i raczej niemożliwe na przypadek. Ja nie przypominam sobie, jak na razie, czy taki "cud" się wydarzył w moim życiu. Ale dość często, podczas tego, gdy uczestniczę w jakiejś sytuacji, mam wrażenie, że gdzieś ją już kiedyś widziałam, np. te same zachowanie ludzi, miejsce. Trudno mi to nawet opisać.

 

#3 2013-03-15 18:26:08

terestynka
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Anonimowa miałam tak jakiś czas temu często, takie jakby dejawu - czy jak to się tam pisze ;-)


'Moje serce się w Tobie zakochało..." img/smilies/142

Mphc! - Matka doskonale się zatroszczy img/smilies/smile

Offline

 

#4 2013-03-15 18:27:03

Ela
Gość

Re: Prywatne cuda

a ja mam wiele takich cudów w życiu! po prostu co chwilę;)

 

#5 2013-03-15 18:35:14

justyna
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Oczywiście, nie znaczy to, że jest to jedyna sytuacja, gdzie widzę Boże działanie:) Po prostu, jeżeli np. trafiam w odpowiednim momencie na książkę, którą powinnam przeczytać dla swojego rozwoju duchowego, albo na osobę, która mi pomaga, to jest to Boża Opatrzność, no ale nie przejawiająca się w jakichś szczególnych cudownościach, tylko zwyczajnie:) Natomiast tej sytuacji wyjaśnić inaczej, niż cudem, nie umiem... mimo że to była tylko pomoc dla niedojdy, co sobie książki nie potrafi kupić;)

Offline

 

#6 2013-03-15 19:26:45

anni
Użytkownik
Imieniny: 26 lipiec
Urodziny: 3 luty
Skąd: Chojnice

Re: Prywatne cuda

Nie wiem, czy moja historia zalicza się do cudu. To było w II klasie podstawówki, w Wielką Sobotę na dodatek. Miałam iść do sklepu po coś tam, przez ulicę po pasach. Zakupy się udały, już wracałam do domu i nagle obudziłam się na chodniku. Jakiś pan nie pozwalał mi wstać. Okazało się, że przejechał mnie samochód (szłam po pasach i już miałam wchodzić na chodnik). Pani zagapiła się na wystawę, mnie nie widziała. Świadkowie mówili, że dwa razy mnie przejechała po brzuchu. Głowa podobno była pod samochodem, nogi na zewnątrz. Wcale nawet nie wiedziała, że mnie zahaczyła. Tylko ludzie się darli, to się zatrzymała, nie wiedząc co się dzieje. Jak przyjechało pogotowie, to zabrało mnie do szpitala na badania. Potem się okazało, że byłam tylko podrapana pod nosem (do dziś mam leciutki ślad) i trochę na nodze.

Myślę, że wtedy Matka Boska mnie okryła swoim płaszczem.



Życie jest zbyt krótkie,
a świat o wiele za mały
aby z nich uczynić pole walki!

Offline

 

#7 2013-03-15 23:23:55

Ela
Gość

Re: Prywatne cuda

Taki "zwyczajny cud" sprzed chwili;)
Jakiś czas temu wyprowadziłam się z domu na czas przygotowania do licencjatu. I od kilku dni cały czas myślałam o tym, że chciałabym mieć u siebie żelazko- w końcu co chwilę mam jakieś koncerty, to chciałabym sobie wyprasować chociaż sukienkę. Ale w domu mamy dwie deski do prasowania, a żelazko tylko jedno. No i nie mogę go zabrać, bo innym jest bardziej potrzebne.
I z takimi myślami w głowie chodziłam przez kilka dni. A dziś, gdy przyjechałam do domu, to siostra wita mnie słowami: "Nie potrzebujesz żelazka? Robiłam generalne porządki w pokoju i znalazłam jakieś. Nie mam pojęcia skąd ono się tu wzięło-nigdy wcześniej go nie widziałam. Reszta też nie wie, skąd jest..."img/smilies/smile Zatkało mnie:)
Ja też nie wiem, co to za żelazko, ani jak się znalazło u nas w domu, na szafie w moim pokoju. Ale wiem, że to taki prezent od Pana Boga - dziękuję!!img/smilies/smile

 

#8 2013-03-15 23:26:37

Kaati
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

"Prywatne" cuda ... trochę tego miałam i dopóki "nie uświadomiono mnie," myślałam, że tak ma każdy, że to normalne. Temat niebezpieczny, bo nie wiadomo, jak zostanę odebrana ja, jak to zostanie przyjęte. Ludzie mają prawo nie dowierzać, skoro tego nie doznają. W tych czasach "przemawianie Boga" jest tak dziwne, że prędzej udowodnią ci rożne schorzenia, wpływ picia wynalazków, tanią sensację, itp.

Raz zwierzyłam się na spowiedzi /jako dziecko/, ale ksiądz mi nie uwierzył. Od tej pory jestem bardzo ostrożna i szczerze opieram się tym "cudownościom". To zaśmiecanie życia duchowego, najmniej ważne rzeczy, a przypisuje im się jakieś znaczenie, niezdrowo fascynuje nimi. A najważniejsze  w życiu człowieka jest stały żal za grzechy i stałe nawracanie się.

Do czego ten temat? Nie ufam. Nie wiem, do czego i gdzie zostanie to wykorzystane, jaki będzie odbiór wypowiadających się tutaj. Tylko moja anonimowość sprawia, że się wypowiedziałam, bo normalnie nie daję się sprowokować na "te tematy." A nie chciałabym zostać skrzywdzona, nawet jako osoba anonimowa.

Offline

 

#9 2013-03-16 06:07:45

Czerwony_Kapturek
Gość

Re: Prywatne cuda

Temat jak każdy inny, kto ma się ochotę podzielić, ten się dzieli. Nie oceniam w kategoriach "Możliwe", "Niemożliwe", zakładam, że rzecze opisane wydarzyły się naprawdę, A mogło się tak stać, ponieważ każdego Bóg inaczej prowadzi. Nie odmawiajmy Panu Bogu prawa do czynienia "małych" cudów w codzienności. Nie odmawiajmy ludziom prawa do dzielenia się doświadczeniami. Inna sprawa, że każdy dzieli się tym, czym czuje, że może się podzielić, bo są i kwestie tak wewnętrzne, ba, nawet intymne, ukryte w sercu głęboko, że trzeba je chronić i "trzymać" dla siebie....

 

#10 2013-03-16 10:30:17

justyna
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Podpisuję się pod Kapturkiem:)
Temat równie dobrze mogłabym umieścić w dziale "Świadectwa".
Kaati, mam nadzieję, że nie podejrzewasz akurat konkretnie mnie o tę chęć wykorzystania;), bo równie dobrze można wykorzystać moją historię... Ale moją historię zna bardzo wiele osób w realu, wierzących i niewierzących, bo nie była dla mnie tak intymna, żeby ją ukrywać, więc jeśli pozna ją również trochę osób w necie, to nic się nie stanie img/smilies/smile

Offline

 

#11 2013-03-16 11:20:18

jola73
Gość

Re: Prywatne cuda

Ela napisał(a):

Taki "zwyczajny cud" sprzed chwili;)

i to określenie Elu mi najbardziej odpowiada, na temat tego wątku. Justyno świadectwo głębokie, piękne, zwyczajne,
dziękuję.

 

#12 2013-03-16 18:45:54

Kaati
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Czerwony Kapturek
"Nie odmawiajmy Panu Bogu prawa do czynienia "małych" cudów w codzienności."
Skoro On nam je czyni, to jak możemy im zaprzeczać. Może mam do tego niewłaściwy stosunek? Wybrałam te najważniejsze:


Przystępowałam do Pierwszej Komunii Świętej. Przejmowałam się, że przychodzi Pan Bóg, a ja nic nie czuję, nie wiem, jak mam się zachować, co myśleć i jestem nieodpowiednią osobą. Nie pamiętam, ale chyba już Go przyjęłam. Nie potrafiłam kłamać i powiedziałam w duszy, że nic z tego nie rozumię, nie wiem, kim On jest i żeby mi pomógł, bo znając swoją niestałość, mogę szybko zapomnieć, może przestać mi zależeć. Usłyszałam wtedy bardzo wyraźny głos:
"Teraz możesz Mnie przyjmować i przyjmuj Mnie jak najczęściej, bo potem ogarną Cię ciemności duchowe i to na wiele lat.''
Nie byłam zaskoczona, może zdziwiona, że On mówi do zwyczajnego człowieka. Powtórzył mi to zdanie jeszcze dwa razy /bo prosiłam/.
Ciemności duchowe - niezrozumiałe słowa, jak dla ośmiolatki. Myślałam wtedy, że przyjdzie mi w życiu bardzo cierpieć, a to jednak duży zaszczyt, bo święci pańscy też dużo cierpieli.


Miałam naście lat i stałam przed spowiedzią. Miłość Boga? Akceptacja? Obce pojęcia dla mnie.
Nieszczęsny frazes: "Bóg jest sędzią sprawiedliwym ..." a swoje problemy znosiłam, bo uważałam, że za grzeszne życie - ciężkie życie. Modliłam się o dobrą spowiedź. Za duża i zbyt piękna jest u nas pasyjka, żeby wzrok nie przypadał do niej, a serce nie adorowało jej. I z tej pasyjki usłyszałam głos Pana naszego:
"Ta krew została także i za Ciebie przelana."
Co mnie pocieszyło bardzo. Zaczęłam rozważać "przelewanie krwi" jako słowa, znaczenie. Nie miałam wyjścia, musiałam uwierzyć, przyjąć, że Bóg mnie kocha.


Zadzwoniły dzwony. Spojrzałam na zegarek - za wcześnie na Anioł Pański, pewnie czyjś pogrzeb. Byłam w kiepskim nastroju, nie pokazywałam tego na zewnątrz, ale myślało się swoje. "Pogrzeb jakiejś starej baby, co mnie to obchodzi." Domyślnie: powinnam się modlić za nią, ale mi się nie chce. Za chwilę ogarnęłam się: tak nie można! I trochę szacunku do zmarłego. Boże, pomóż mi /bym się tak nie zachowywała/. Weszłam do sklepu. Na niskim parapecie, obok kasy sprzedawczyni, siedziała jakaś babcia. Mój Boże, jaka ona krucha. Dlaczego tak siedzi?, skąd jest?, co się stało?, może potrzebuje jakiej pomocy?. Znam te nasze babcie: milczą, nawet jak dzieje im się krzywda. Tak są nieśmiałe, że trzeba je delikatnie ciągnąć za język, zanim się zwierzą.
Zapytałam wprost. Czy mogę Pani w czymś pomóc? Zadbałam o intonację, aby nie poczuła zbytniej oficjalności. Ona tylko spojrzała na mnie. Poczułam się źle: sama z sobą. Nagle doszłam do wniosku, że jestem zbyt wulgarna: w słownictwie, w ubiorze i mam braki. Babcia jeszcze raz spojrzała na mnie i odezwała się.
"Pani mnie ocenia, a ile ma pani lat?"
Zrozumiałam jej sugestię. Zrobiło mi się wstyd. Przeprosiłam. Nie pamiętam, kiedy podałam jej rękę na powitanie.
"Ja przeżyłAm 9X lat /teraz ja nie pamiętam, ile/, w tym dwie wojny światowe..."
Spojrzałam na nią, nie wyglądała najlepiej. Postanowiłam szybko zrobić zakupy i natychmiast się nią zająć. Może trzeba zawiadomić rodzinę? Podeszłam do półki i odwróciłam się. Jej nie było. Kiedy wyszła? Pytałam sprzedawczyń, były zdziwione. Nie widziały nikogo. Na moją sugestię, że musiały mnie widzieć rozmawiającą przez dłuższy czas, zaprzeczyły. Chyba się domyśliłam, bo nie drążyłam tematu. Szybko wyszłam, bo gdyby rzeczywiście babcia zdążyła wyjść, musiałabym ją jeszcze widzieć. Nic z tego.
Kiedy ochłonęłam, zaczęłam kojarzyć fakty: witałam się z nią i była lodowata. Właściwie nie mogłam jej uchwycić, a moje palce zaciskały się na mojej dłoni. Ona wiedziała o mnie bardzo dużo, może wszystko? No i te słowa: "Ja przeżyłAm 9X lat, w tym dwie wojny światowe..."
Przyszła nauczyć mnie, napomnieć. Czasem się modliłam za czyśćcowych, ale żebym dostała takiej pomocy od nich?


Rwałam paszę dla króli w jakimś sadzie. Robota mecząca, chyłkiem. Zazwyczaj modliłam się, ale tego dnia wybitnie mi się nie chciało: byłam bardzo zmęczona, był duży upał, byłam niespokojna. Z powodu tego niepokoju i przeczucia zaczęłam odmawiać różaniec. No, w myślach, bo obie ręce zajęte. Naszykowałam cały worek, jakoś dźwignęłam na bagażnik i jechałam rowerem do domu. Na prostej drodze spadł mi łańcuch. To się nie zdarza, więc aż się zastanowiłam. Podprowadziłam rower pod znak na poboczu, by oprzeć i zaczęłam naprawiać. Z przeciwnego kierunku jechał jakiś dziadek na rowerze, mijał go samochód, a na trzeciego wymijał jakiś wariat jadący z zawrotną szybkością. Wszystko mijało się w tym miejscu, gdzie naprawiałam rower, więc ja byłam czwarta do tego bałaganu. Gdybym chciała odskoczyć, albo chociaż zerwać się do ucieczki - zabiłby mnie na miejscu. "Jakaś siła" docisnęła mnie do roweru i trzymała, że nie mogłam wstać. Samochód "przetoczył się po mojej koszuli", po plecach i nie zahaczyłam niczym. Czułam się wyraźnie dociśnięta przez "tę siłę." Ale kiedy przejechał, byłam w stanie skoczyć na obie nogi. Wściekłam się. Widział mnie z odległości kilkuset metrów, a na zakręt i w naszym kierunku wjechał jak wariat, na bezczela, wymijając na trzeciego na wąskiej drodze. Krzyknęłam w gniewie: "Zabij się!", ale natychmiast pożałowałam. Nie wolno źle życzyć! Zatrzymał się na poboczu, zahaczył o rów. Wymanewrował, wrócił na jezdnię. Ale pojechał dalej z tą samą szybkością, jakby nic się nie stało.
Słyszałam o ludziach, którzy się uratowali cudem, bo wcześniej odmówili jakąś modlitwę. Uratował mnie różaniec, a właściwie Najmilsza Mama. Należę więc do ludzi cudownie ocalonych, a życia nie zawdzięczam przypadkowi. To jedne z Jej cudów, a takich jak ja jest więcej.

Offline

 

#13 2013-03-16 23:33:37

natka
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Aż się uśmiechnęłam, jak zobaczyłam ten wątek. A to dlatego, że wczoraj doświadczyłam takiego „zwyczajnego cudu”. Muszę się z Wami tym  podzielić img/smilies/smile


Wczoraj przystąpiłam do spowiedzi świętej. Chciałam to uczynić już tydzień temu, ale zawsze coś lub ktoś pokrzyżował moje plany. Dwa razy przyszłam zbyt późno i dyżury ojców spowiedników się skończyły, innym razem odbywały się rekolekcje dla dzieci (więc spowiedzi nie było)- takich nieudanych prób było kilka.
Wczoraj biegnę do klasztorku (tak mieszkańcy mojego miasta nazywają mały kościół przy klasztorze oo. franciszkanów), weszłam i znów zastałam konfesjonały puste. Zerknęłam na zegarek i wszystko jasne- po raz kolejny się spóźniłam.
Usiadłam w ławce zmartwiona, że nie będę mogła przystąpić do komunii. Spojrzałam na figurę Pana Jezusa rozpiętego na krzyżu i mówię w duszy: Panie Jezu... Zrób coś, bo ja za Tobą tak bardzo tęsknię...
Po chwili słyszę czyjeś kroki. Obejrzałam się i zobaczyłam, jak w konfesjonale zasiadł ojciec...

Poczułam się w ten sposób, że nie da się tego opisać słowami img/smilies/smile

Ostatnio edytowany przez natka (2013-03-16 23:37:59)


"Dzięki PANU raduje się moje serce,
dzięki PANU pomnaża się moja moc." 1Sm 2,1

Offline

 

#14 2013-03-17 09:36:04

justyna
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Jeszcze tak mi się przypomniało: ja bym się nie przejmowała posądzeniami o chorobę psychiczną, bo one są zwyczajnie dyskryminujące dla chorych psychicznie i tylko tyle. Objawy wynikające z choroby psychicznej również mogą być wyrazem Bożej łaski, tak jak każde inne wydarzenie w życiu - ktoś, kto ma "głosy" czy wizje wynikające z choroby, może dzięki nim być wezwany do nawrócenia, pogłębienia swojej relacji z Bogiem. Dlatego strasznie mnie razi podkreślanie w Kościele, że święci mistycy byli w pełni równowagi psychicznej, bo oznacza to po prostu przekonanie, że to, co ma do przekazania osoba chora psychicznie, jest bezwartościowe. A już zatrzęsło mną, jak przeczytałam w biografii św. Faustyny, że pewien ksiądz uważał jej wizje za efekt histerii i w związku z tym, że z pewnością nie oznaczała się heroicznością cnót. Bo to oznacza, że ksiądz uznał, że osoba chora heroicznością cnót oznaczać się nie może...

Nie wpadłam na to sama, uświadomił mi to pewien znajomy psycholog (trochę agnostyk, trochę buddysta i trochę synkretyk), zafascynowany Dzienniczkiem św. Faustyny i jednocześnie uważający jej wizje za efekt psychozy depresyjno-maniakalnej (był kiedyś artykuł innego psychologa z tą samą tezą).

Jest też książka Brata Efraima "Droga przez mrok, czyli szaleńcy Boży", o świętych cierpiących na zaburzenia psychiczne i o związku tychże zaburzeń z mistyką, już z punktu widzenia wierzącego. Wprawdzie autor dość kontrowersyjny (opuścił Wspólnotę Błogosławieństw) a książka chyba trochę przestarzała, jeśli chodzi o wiedzę nt. zaburzeń, ale bardzo ciekawa.

Przy czym oczywiście NIE twierdzę, że ktokolwiek tutaj ma objawy psychotyczne i "wydawało mu" się tylko:) Choć sugerowano mi to nawet w związku z tą sytuacją w księgarni (że sobie wmówiłam...)

Offline

 

#15 2013-03-17 17:02:02

Kaati
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Właśnie tego się bałam, że do naszych zwierzeń zakradnie się naukowa teoria.

Doprawdy: "Co dla mądrych jest Tajemnicą, to zechciałeś objawić prostaczkom!"

Mój praktyczny cud:
Dla mojej obłożnie chorej babci wyszła wszystka pościel, jaką miałam. Oddałam jej swoją /i więcej nie było/. Wszystko zostało wyprane i suszyło się. To był zimny maj, same pochmurne, wilgne dni, więc schło bardzo wolno. W tym samym czasie moja siostra wywiesiła swoje pranie, więc wszystko schło równocześnie.
Ponieważ najłatwiej mi zwierzać się do Najświętszego Serca Jezusowego, klękłam przed Jego obrazem i zaczęłam się  w myślach modlić.
"Ona powoli umiera i nie można jej pomóc, to Twoja wola. Ale nie będzie tak leżeć w ####### ! Niech chociaż ma godne umieranie /ostatnie dni/. Nic nie poradzę, że muszę zmieniać pościel i dwa razy na dzień. "
Moje pranie wyschło za ok. 2 godziny. Pranie mojej siostry schło dłużej niż doba czasu. To wszystko wisiało na jednych sznurach, aż dotykałam z niedowierzania. Moje suche, jej mokre!

Zbrakło dla babci przeciwbólowych. To już narkotyki, więc nie takie łatwo dostępne w aptece. Poszłam, na ten czas nie mieli. W drugiej też. Inne apteki tego nie sprowadzały. Jedna z pań aptekarek powiedziała, że dopiero za trzy dni dostarczą. Złożyłam zamówienie i wyszłam. Po drodze mało się nie rozpłakałam: Trzy dni bez znieczulenia... co ja z nią zrobię i co ona będzie robić? Chyba modliłam się w myślach. Przyszłam do domu, siadłam. I coś mi kazało iść do tej apteki jeszcze raz. Niedorzeczne, ale ja nie kłócę się ze swoją intuicją. Poszłam. Weszłam za próg, a do mnie zagaduje aptekarka:
- tylko pani wyszła, a przyszedł jakiś facet i oddał resztę plastrów przeciwbólowych, bo już im niepotrzebne.
Oczywiście były to te narkotyki przeciwbólowe, jakich było mi trzeba i nawet ta dawka. Było ich tyle, że z okładem starczyło na trzy dni czasu, aż dostawa przyszła.

Niech naukowcy dalej "badają" cuda. Aby tylko nie byli aroganccy. Bo zaprzeczają temu, czego doświadczam, bo mnie dotkliwie ranią. Tym czasem potrzebowałam czystej i suchej pościeli i leków - czyli konkretnych rzeczy. I to otrzymawszy. Więc nie podlega to do rozważań natury psychologicznej. Ja to swoje zwierzenie powiedziałam Jemu krótko, bo nie miałam czasu się modlić, robota była. To z tkaninami to zaprzeczenie praw fizyki, a nie maniakalno - depresyjna psychoza. Przy bardzo wilgnym powietrzu nawet sucha tkanina wilgotnieje /bo chłonie sobą wilgoć/, a nie wysycha na wiór. Prawdą jest, że w czasie jej choroby reszta zlekceważyła sprawę i wszystko zrzuciła na mnie. A skoro ludzie opuszczają, to Pan Bóg tym bardziej przychodzi z pomocą. Tak nawet w najgorszych sytuacjach nie jest się samym, mamy prawo zwrócić się do samego Pana Boga i żądać Jego pomocy. To zjawisko nazywa się chyba Bożą Opatrznością.

Offline

 

#16 2013-03-17 18:18:21

justyna
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Ja nie oceniam "naukowo", mnie tylko z przeproszeniem coś trafiało, jak czytałam jak "bronią" niektórzy publicyści katoliccy świętą Faustynę przed zarzutem choroby psychicznej, bo z tego, co pisali, wynikało, że chorego psychicznie to oni nawet za szkłem i przez kratę nie widzieli, a przyczyniali się w wielce pobożny sposób do utrwalania bzdurnych stereotypów, na przykład tu:

http://www.katolik.pl/cela-w-plocku---r … z.html?s=1
"Mistyk nie jest skupiony na sobie, świecie zewnętrznym, rzeczach ani innych ludziach, lecz na samym Bogu. Psychicznie chory przebywa w swoim prywatnym świecie, nie ma kontaktu z rzeczywistością, nie jest w stanie logicznie rozumować ani kontrolować swoich emocji." - twierdzi ten pan. Ech... To ja już wolę jak ktoś w ogóle neguje mistyków, niż ma pisać takie bzdety i je upowszechniać wśród gorliwych katolików, którzy zrobią wielką zadymę, jeśli ich dziecko będzie uczył schizofrenik.

Co do "zwyczajnych cudów", które mogę sobie jakoś wytłumaczyć racjonalnie:
Byłam na żaglach, na Mazurach. Żeby pójść w niedzielę do kościoła, musiałam się zbudzić o wpół do ósmej rano, a nie miałam budzika. I zbudziłam się równiutko o odpowiedniej godzinie... A w następną niedzielę nocowaliśmy w dzikim miejscu, kilka kilometrów od najbliższej wioski, i nie wiedziałam, o której w tej wiosce jest msza i czy w ogóle jest tam kościół. Poszłam na ślepo, po drodze złapałam stopa i przyjechałam akurat na mszę.

Offline

 

#17 2013-03-17 21:04:17

Kaati
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Dobrze piszą.

"Mistyk nie jest skupiony na sobie, świecie zewnętrznym, rzeczach ani innych ludziach, lecz na samym Bogu..."
Nie oznacza to zamknięcia się, odcięcia od świata i ludzi. To nie postawa: Tylko Bóg, a reszta mnie nie obchodzi, nie obchodzi mnie świat i losy ludzi. Gdyby tak było - to byłaby pycha i to jedna z najobrzydliwszych.
To tłumaczył Pan Jezus dla św. Brygidy Szwedzkiej:
" Przeto moja Oblubienico, nie chciej niczego innego na świecie, jak tylko Mnie samego, ponieważ mając Mnie, masz wszystko."
Po naszemu: Jeżeli Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko jest na swoim miejscu. Pan Jezus zachęcał św. Brygidę do jeszcze ściślejszego "zjednoczenia się z Nim", po mojemu - utrwalania więzi. Wielką mistyczką była, całe jej życie to wizje i spisywanie ich z polecenia Boga, ale zarazem taka ludzka w swoich wadach i zaletach. Nie przechodziła obojętnie obok nikogo.
Mistyk dąży do coraz ściślejszego przylgnięcia do Boga, ale i do coraz większego miłowania. Nie żyje dla siebie i pielęgnowania swoich cnót, samozadowolenia, ale dla Boga i innych. Moja duchowa mama schodziła całą Europę, usiłowała ściągnąć papieża do Rzymu, napominała możnych i obrywało jej się za to. Nadstawiała głowę, ryzykowała życiem i reputacją, a przecież nie musiała. Jako księżna była ustawiona do końca życia.

"Psychicznie chory przebywa w swoim prywatnym świecie, nie ma kontaktu z rzeczywistością, nie jest w stanie logicznie rozumować ani kontrolować swoich emocji." - tutaj uogólnił. Nie każda choroba psychiczna daje takie cierpienia i nie każda ogranicza działania ludzi.
Ale są takie choroby, że ograniczają. Moja koleżanka ma mózgowe porażenie. Strach dawać jej pieniądze, bo nie zna dobrze ich wartości i zazwyczaj jest oszukiwana /kto tutaj jest chory? ona - czy przewrotni ludzie?/. Chciała być matką, ale nie nadaje się: zbyt sama infantylna, niestała w decyzjach. Udało się jej nie zranić: została chrzestną mamą i całą swoją miłość przelewa na to dziecko. Nie, na szczęście nie gra roli matki, ale ma z tą małą niezwykłą więź, przyjaźń. Ten jej wielki potencjał zagospodarowano mądrze.

"...gorliwi katolicy, którzy zrobią wielką zadymę, jeśli ich dziecko będzie uczył schizofrenik."
Jestem gorliwym katolikiem, więc uważaj, co mówisz. Brak kultury, nietolerancja, zła wola obecna jest wszędzie, nie tylko u katolików. Ta moja gorliwość nakazuje mi nie uciekać przed tym, czego nie rozumię, jest mi obce, albo nie wiem. Ta gorliwość nakazuje mi zgłębiać wiedzę, próbować patrzeć oczami innych, wychodzić naprzeciw ich, a nie przeciw im. Ta gorliwość wynika z Jezusowych powiedzonek: o mojej belce w oku, o wielbłądzie i uchu igielnym /wąska brama/, o Jego propozycji, abym wreszcie rzuciła ten kamień, skoro taka bez grzechu jestem, taka mądra, taka ... itp. Podejrzewam, że jeden z moich dawnych nauczycieli ma skłonności homoseksualne. Dopóki wypełnia swoje obowiązki dobrze i nie epatuje tym przesadnie, nic mi do tego. Został "załatwiony" przez uczniów /legalne metody/, ale nie za skłonności, tylko za za seksistowskie teksty - stale poniżał dziewczyny na lekcjach. Nikt z nas nie doniósł zaś do dyrektora o jego skłonnościach. Wiemy - nie powiemy. Po co?

Swoje cudowności wybierałam tak, abym nie mogła ich wytłumaczyć rozumem, przypadkiem, zbiegiem okoliczności, halucynacjami. Gdzie rozum dochodzi do granic, zaczyna się wiara. Jak Bóg jest obecny w opłatku? To akurat mnie nie interesuje. Wierzę i nie zachodzę w głowę. Mam inne pytanie:
Bóg jest obecny w opłatku, ale jak to jest niepojęte, że chce przebywać z grzesznymi ludźmi. Przecież On widzi cały nasz syf!
Pytam podobnie Żydom: Jak wielkiemu Bogu, świętemu po trzykroć, zniżać się aż tak?!
Wszystko by się wywyższało tylko i ile musimy pracować nad tym, aby panować nad swoją chęcią wyróżniania się, stania wyżej od innych. A sam Bóg nie poczytuje sobie tego za ujmę rozmawiać z ludźmi. Mnie powtarzał zdanie trzy razy, a i tak nie rozumiałam. Jest tylko jedna odpowiedź i żadna inna. Kto by nie pytał Boga o Jego decyzje, prawa, miłosierdzie, otrzyma to samo, jak zastanawiała się św. Tereska:
"Co Cię, Jezu, zaprowadziło na krzyż? - Miłość!"

Offline

 

#18 2013-03-18 16:41:14

justyna
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Kaati, w przypływach dobrego samopoczucia sama siebie też uważam za gorliwą katoliczkę ;D
Jasne, że z katolicyzmu brak tolerancji wobec chorych nie wynika. Ale artykuły o św. Faustynie czytają głównie gorliwi katolicy, i nie jest dobrze, jeśli wynoszą z nich skrajnie stereotypowe obrazy. A statystyki sondażowe w naszym katolickim w większości kraju są brutalne - 80 procent nie zgodziłoby się na nauczyciela lub opiekuna do dziecka będącego chorym psychicznie:
http://www.deon.pl/inteligentne-zycie/p … cznie.html

Chodziło mi w tym zacytowanym fragmencie artykułu po pierwsze o PRZECIWSTAWIENIE sobie mistyka i osoby psychicznie chorej - czyli założenie, że psychicznie chory mistykiem być nie może i nie może być skupiony na Bogu. Po drugie chodziło mi o to, co słusznie nazwałaś uogólnieniem, a co oczywiście może być prawdą w odniesieniu do konkretnej osoby z konkretną chorobą w konkretnym momencie, ale do tej samej osoby chorej w innym momencie jej życia - nie. I do innego chorego na to samo również nie. Więc takie stwierdzenie jest wręcz skandaliczne, i tym bardziej niebezpieczne, że dość częste.

Jakoś tak się złożyło, że spotkałam w życiu niemal wyłącznie wręcz upierdliwie racjonalnych, logicznych i/lub twardo stąpających po ziemi psychicznie chorych img/smilies/big_smile Więc niech mi ten pan autor nie pisze takich nabożnych dyrdymałów.

Oczywiście, chory może nie mieć okresowo żadnych objawów, może mieć objawy psychotyczne I JEDNOCZEŚNIE myśleć logicznie, może w jakimś zakresie myśleć logicznie, a w jakimś nie (zwłaszcza okresowo), a może mieć wręcz zupełny rozpad osobowości.

Osoba z MPD (swoją drogą, to jest przypadłość neurologiczna, nie psychiatryczna, ale nieważne, wychodzi na to samo) może być zarówno niepełnosprawna intelektualnie, jak w normie intelektualnej. Więc też nie byłoby dobrze, gdyby napisać równie uogólniający artykuł o osobach z mpd.

Jeżeli Pan Bóg może przemawiać do człowieka przez tak naturalną drogę, jak sny (np. do św. Józefa), to dlaczego nie miałby przemawiać przez równie naturalne objawy psychotyczne? Czy sen św. Józefa był mniej "wartościowy", niż objawienia świętych uznawane za nadnaturalne?

Uważam, że Pan Jezus przemawiał do św. Faustyny i pokazywał się jej, ale jest mi głęboko wszystko jedno, czy było to na drodze choroby psychicznej, czy przez czysto nadnaturalne objawy. Chociaż na moje niefachowe oko wydaje mi się, że diagnozować kogoś wyłącznie na podstawie dzienniczka w kilkadziesiąt lat po śmierci to trochę wróżenie z fusów.

A np. prawosławie w tej kwestii ma zupełnie inne podejście...
http://pl.wikipedia.org/wiki/Jurodiwy

Offline

 

#19 2013-03-18 17:57:35

Kaati
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Mistyk, aby został uznany za takiego, powinien być zdrowy na umyśle. /brak mi wiedzy, aby oddać odpowiednimi słowami/. Jego orędzia? poglądy są badane szczegółowo i mamy kilka możliwości:
Jest zdrowy i mówi prawdę, jest zdrowy i zmyśla, ma urojenia religijne /och, jakie częste schorzenie/, ma halucynacje, jest opętany, zatruł się czymś.

Jak można ubogacać swoją wiarę czytając tego, kto sobie wszystko zmyślił, uroił, albo ma to podane od nieczystego ducha? Czytając "orędzia" co niektórych mam wrażenie, że pisała je osoba niezrównoważona, albo chcąca mieć uznanie. Przepowiednia z Tęgoborza o losach Polski powstała w wyniku seansu spirytystycznego. Już nie pamiętam szczegółów, ale przekazy jakiegoś XIX - wiecznego medium spirytystycznego stały się ważnym prądem poglądowym dzisiaj. Ludzie uwierzyli osobie zniewolonej przez siły złe. Zniewolonej, bo jak twierdziła, że ma "pismo automatyczne", siłę, która "sama prowadziła jej rękę", nawet wbrew jej woli, to dobrowolne to nie było. No i jakaś nieogarnięta chyba, że nie trzasnęła to coś po łapach, a pozwoliła się zmuszać.

Jurodiwy. Jeżeli świadomie praktykował taką formę pokuty/uniżenia się, to w celu "wstrząśnięcia" ludźmi, zmuszenia do zastanowienia się. Dla mnie taką jurodiwą jest św. Krystyna Mirabilis. Jeżeli ludzie znają ją, to tylko z ekscesów: latanie w powietrzu, spanie na gałęziach, kąpiele w przeręblach, wchodzenie do rozpalonych pieców. Ale ona robiła to świadomie. Jako młoda panienka umierała i widziała dusze cierpiące w czyśćcu. Żałowała ich. Pan Jezus nie zabrał jej do siebie, ale pozwolił wrócić i pokutować za nie /swoimi cierpieniami płacić ich długi/. Obdarzył ją cudotwórczością, niepojętymi łaskami /i jakimś rodzajem niezniszczalności/. Latała w powietrzu - bo miała dar "czytania w ludzkich sercach," widziała grzechy i czuła je. Dosłownie. Ludzie od swoich grzechów wydzielali według niej tak nieznośny zapach, że tylko z konieczności przebywała z nimi. No cóż grzech, a rozkład to zajedno. Kazała zamykać się w rozpalonych piecach, albo leżała pod lodem i nie umierała. To cuda. Cierpiała na ile tylko mogła i zastanawiała ludzi poprzez te szokujące pokuty: powinna od tego co chwilę umierać, a jednak nadal żyje. Bóg musi być jednak, a jej słowa to prawda.

Offline

 

#20 2013-03-18 18:08:11

justyna
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Odróżniłabym zmyślenie i podanie od nieczystego ducha od objawów choroby. I zwyczajnie - tak samo, jak można ubogacać swoją wiarę przez rozmowę ze zdrową osobą, o tym, co myśli,
co jej się przydarzyło,
w jaki sposób Pan zadziałał w jej życiu,
jak ta zdrowa osoba rozmawia z Panem na modlitwie (bynajmniej niekoniecznie przez wizje),
jakie są owoce modlitwy tej osoby.

Tak samo można dowiedzieć się wiele od osoby psychicznie chorej: w jaki sposób Pan zadziałał w jej życiu (w tym również w jej objawach chorobowych), w jaki sposób ta osoba rozmawia z Bogiem, jakie są owoce jej modlitwy...

Tylko do tego trzeba pozbyć się przekonania, że Pan Bóg wybiera wyłącznie zdrowych. I mieć szacunek do czyjegoś doświadczenia. "Bóg wybrał to, co słabe w oczach świata"

Nie będę szukać teraz, ale czytałam o postulatach teologów, żeby (właśnie ze względu na to, o czym piszę) oceniać objawienia nie pod kątem zdrowia psychicznego mistyka, ale wyłącznie pod kątem zgodności z nauczaniem Kościoła.

Offline

 

#21 2013-03-18 19:36:48

fabienne
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: Puck

Re: Prywatne cuda

Czytam Waszą dyskusję z wielkim zainteresowaniem. I jestem pełna uznania za poziom,właśnie przeczytałam dzięki Wam kilka fajnych rzeczy.

Offline

 

#22 2013-03-18 21:52:45

justyna
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Fabienne, dzięki za dobre słowo:)
I że tak uzupełnię:
Głos Boga w duszy każdego człowieka jest głosem Boga. Więc dlaczego głos Boga nie miałby być słyszany przez osobę psychicznie chorą?

Myślę, że zrównywanie objawów będących wyrazem choroby z tymi pochodzącymi od szatana lub ze zmyśleniem, jest, łagodnie mówiąc, nieporozumieniem.

Offline

 

#23 2013-03-18 22:53:17

AbbaOjczeprzyjmij
Użytkownik
Imieniny: 6 września
Urodziny: 26 sierpnia
Skąd:

Re: Prywatne cuda

Bardzo , bardzo ciekawe co piszecie! O dzięki:)
Kaati jesteś niesamowita, wbiło mnie w ziemię, jak przeczytałam o tej babci i rowerze! Ty powiedziałaś sobie, że to pogrzeb jakiejś starej baby, a ona do ciebie ,,przyszła'' O-O i Cię pouczyła. Albo ta siła przy rowerze...Bóg żyje i działa, to tak zachwyca:)
Dziękuję! Proszę o więcej.


Mnie jedno zastanawia ostatnio, bo odmawiając Różaniec i koronkę do Miłosierdzia Bożego, zawsze dodawałam ,,za papieża'' ( jeszcze był Benedykt XVI. Usilnie modliłam się za Niego, a tu pewnego dnia słyszę, że ustąpił, zrezygnował..o-O Teraz modląc się nie dodaje ,,za papieża'', hm.

Ostatnio edytowany przez AbbaOjczeprzyjmij (2013-03-18 23:32:31)


,, Upomnieniem Pańskim nie gardź, mój synu, nie odrzucaj ze wstrętem strofowań. *
Bowiem karci Pan, kogo miłuje, jak ojciec syna, którego lubi.''  Przysłów 3, 11-12.
,, Sprowadzę na nich ucisk, by Mnie odnaleźli'' Jeremiasza 10,18
* Nieszczęścia często oczyszczają i przygotowują do ściślejszego połączenia z Bogiem. ( Zapraszam Cię, mówi Pan)

Offline

 

#24 2013-03-19 11:55:22

wariatka
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

AbbaOjczeprzyjmij napisał(a):

Mnie jedno zastanawia ostatnio, bo odmawiając Różaniec i koronkę do Miłosierdzia Bożego, zawsze dodawałam ,,za papieża'' ( jeszcze był Benedykt XVI. Usilnie modliłam się za Niego, a tu pewnego dnia słyszę, że ustąpił, zrezygnował..o-O Teraz modląc się nie dodaje ,,za papieża'', hm.

To znaczy, że się nie modlisz za papieża? Dlaczego? Bo wcześniejszy ustąpił?

Offline

 

#25 2013-03-19 13:31:53

Kaati
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

To, że /były/ papież zrezygnował, to nie porażka kościoła, ani nie wysłuchanie Twoich modlitw. Nawet ta sytuacja to wielki tryumf kościoła. Benedykt XVI odszedł świadomie, elegancko, bez skandali, konsekwentnie. Miałam satysfakcję i śmiech z mediów, które na siłę szukały skandali, sensacji, nieprawidłowości. I nie znalazły niczego! Wyczuwałam ich bezsilność. Tryumf kościoła katolickiego jest nawet w tym, że pozwoliliśmy mu odejść i zachowaliśmy się godnie, konklawe szybko się zorganizowało, nie pozwalało sobie na skandale, pokazało, że są granice, których domagało się szanować. Nie wszystko było do oglądania dla publiki. Ten zaś, który przyszedł to nie Murzyn z "apokalipsy," ale człowiek, który już ujmuje nas swoją naturalnością. Obserwuję to co się dzieje i mam do czynienia z elegancją, spokojem, blaskiem, wielkim zaufaniem Bogu, walką z całym tym światowym chaosem prowadzoną w sposób godny. Patrzę i się tego uczę. Są takie wydarzenia, że bycie katolikiem napawa mnie wielką dumą.

Nie twierdzę, że osoby chore psychicznie są "wyłączone" z prowadzenia życia duchowego. Podczas pielgrzymki nocowała w moim namiocie dziewczyna chora psychicznie. Co jej było, nie wnikałam. Miała natręctwo gadania, nieraz mówiła od rzeczy, ale mnie to nie przeszkadzało. Zauważyłam, że ma wielkie nabożeństwo do krzyża Pańskiego i różańca. To był zaszczyt z nią przebywać. Ja od różańca trzymałam się wtedy jak najdalej, więc z podziwem patrzyłam na nią. Potrzebowałam się dużo uczyć. Ona nie rozstawała się ze swoją drewnianą koronką różańcową, zazdrośnie jej strzegła, spała zawsze trzymając ją w ręce. Pozwoliła mi tylko na chwilę potrzymać różaniec. Wiedziała, że trzyma drogocenną biżuterię, może rodzaj korony, a mnie tylko pozwoliła dotknąć w akcie łaski. W akcie łaski, bo nieraz dotknięcie jakiej relikwii powoduje cud uzdrowienia, a zawsze jest zaszczytem. Patrzyłam na nią i myślałam: Pozornie, Boże, nie dałeś jej wiele: chorobę i wzgardę od innych. Pozornie. W rzeczywistości dałeś jej nabożeństwo do krzyża i różańca, rzeczy najsilniejszych i najpiękniejszych, najbardziej wskazanych, uwolniłeś od oschłości. Och, gdyby i mi coś takiego przyszło.

Tak więc stała się jednym z moich autorytetów, wzorów. To jej nieraz gadanie od rzeczy, to jej choroba i nic mi do tego. O ile nie miała czasowego gadania od rzeczy, modliła się albo rozmawiała i naprawdę zostawało mi tylko słuchać, bo to było zbyt cenne, by się tego nie uczyć. Możliwe było rozróżnić jej gadanie od rzeczy od wielkiej mądrości, jak plewy od ziarna. Nigdy już więcej jej nie spotkałam, ale zawsze pamiętam o niej.

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
Host by: Hosting
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson



Założ : stronę za darmo