'Barka'- forum o tematyce powołaniowej

  • Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

UWAGA! BARKA jest to forum o tematyce powołaniowej. Moderacja nie bierze odpowiedzialności za opinie użytkowników oraz nie weryfikuje osób podających się za osoby duchowne lub konsekrowane.
PRZYPOMINAMY, ŻE NA NASZYM FORUM OBOWIĄZUJE REGULAMIN!
Znaleźć go możesz w ZASADY

UWAGA!!! ZAPRASZAMY DO TWORZENIA INTERNETOWEJ RÓŻY BARKI !!! Chętnych prosimy o zapisy :)

Barka na Facebooku

#26 2013-03-19 13:52:10

jola73
Gość

Re: Prywatne cuda

Czasem pod chorobą ukrywa Pan piękno, które zakryte przed oczami innych, dojrzewa i wydaje owoce. Kaati dziękuję za to świadectwo.

 

#27 2013-03-19 15:30:02

B.ata
Użytkownik
Imieniny: 8 marca
Imieniny: 8 marca
Urodziny: 27 lutego
Urodziny: 27 lutego
Skąd: Spod lasu

Re: Prywatne cuda

AbbaOjczeprzyjmij napisał(a):

Mnie jedno zastanawia ostatnio, bo odmawiając Różaniec i koronkę do Miłosierdzia Bożego, zawsze dodawałam ,,za papieża'' ( jeszcze był Benedykt XVI. Usilnie modliłam się za Niego, a tu pewnego dnia słyszę, że ustąpił, zrezygnował..o-O Teraz modląc się nie dodaje ,,za papieża'', hm.

Z tego co wiem modlitwa "za papieża" nie tyle ma dotyczyć jego osoby co intencji w jakich on sam się modli,no chyba,że osobiście dodajesz intencję modlitwy za jego osobę.


A co do prywatnych cudów to zdarzyło mi się,że głosem mojej zmarłej mamy posłużył się Bóg,aby uchronić mnie z czołowym zderzeniem z tirem.

Kilka lat temu wybrałam się do sąsiedniej parafii Odporyszów gdzie jest Sanktuarium Matki Bożej,oczywiście jadąc spacerkiem rowerem spóźniłam się i wszyscy spowiednicy już odeszli,weszłam do kościoła,jeszcze pustego i zaczęłam się modlić.Prosiłam Matkę Bożą,jeśli widzi jak bardzo żałuję grzechów i chcę przebaczenia to niech przyśle kapłana do konfesjonału.Nie czekałam nawet kilku minut kiedy wszedł kapłan spojrzał na mnie i usiadł w konfesjonale.

Dwa lata temu,też pragnęłam iść do spowiedzi,a wszystko składało się tak,że nie mogłam.Do tego stopnia potrzebowałam spowiedzi,że nawet w nocy śniło mi się,że szukam spowiednika.Nadeszła sobota rano,a ja tak bardzo chciałam w niedzielę przyjąć Komunię,wsiadłąm na rower i ruszyłam przed siebie.Nawet nie wiem kiedy byłam w sąsiedniej parafii,gdzie proboszczem był mój były katecheta.Pojawił się promyk nadziei,ale jednocześnie wiedziałam,że w soboty nigdy nie można go zastać na plebanii.Tak jechałam dalej modląc się,żeby dzisiaj był dostępny i kiedy podjechałam pod plebanię nie wierzyłam własnym oczom,był.Akurat w tę sobotę czekał na dostawę drzewa opałowego.Poprosiłam go o posługę i w pustym kościele było słychać głównie moje walące ze szczęscia serce.

Może na razie tyle,choć jak sobie tak pomyślę to bym ksiązkę mogła napisać img/smilies/big_smile

A tak wogóle to cieszę się,że powstał ten wątek.Warto sobie przypomnieć takie "cuda powszednie" zwłaszcza kiedy wydaje  nam się,że Ktoś o nas zapomniał i świat się wali na głowę.Prawda?


Bądź sobą i nigdy nie odpuszczaj !

Offline

 

#28 2013-03-19 15:37:50

w drodze do...
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: 52° 35' N -21° 05' E

Re: Prywatne cuda

B.ata napisał(a):

Warto sobie przypomnieć takie "cuda powszednie" zwłaszcza kiedy wydaje  nam się, że Ktoś o nas zapomniał i świat się wali na głowę. Prawda?

Prawda. Zwykle o takich rzeczach się mówi, że ktoś "miał farta"... a tu trzeba dziękować Bogu za takie choćby nawet błahe "cuda powszednie", bo kto jak nie On jest ich "autorem"?

Miałam jakieś 9 lat, kiedy po drodze z parku do domu zgubiłam legitymację szkolną. O tym, że jej nie mam, zorientowałam się w domu i wpadłam w przerażenie, że jak rodzice się dowiedzą, to dostanę lanie itp., itd. Wtedy mi się przypomniało, że w mojej książeczce od I Komunii Św. jest taka modlitwa "Gdy coś zgubiłem". Minęło może pół godziny od odmówienia tej modlitwy, a tu do naszych drzwi dzwoni jakiś obcy chłopak i mówi, że znalazł w parku moją legitymację...


Navigo ergo sum

Offline

 

#29 2013-03-19 16:14:04

justyna
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Siostrze Joli też dziękuję za wspieranie rozmówczyń (bo wczoraj podziękowałam Fabienne, a siostrę zignorowałam...) img/smilies/smile

Święty Brat Albert Chmielowski miał diagnozę za życia (i po śmierci też, na użytek kanonizacji) "schizofrenia społecznie użyteczna", chociaż br. Efraim w książce, którą wspomniałam, twierdzi, że to raczej była depresja. Co prawda nic nie wiem o tym, żeby miał wizje, ale mogło być np. tak, że o nich wiedział tylko spowiednik, albo spowiednik i psychiatra, bo bez powodu raczej takiej diagnozy by nie dostał. A raczej nie można powiedzieć, żeby nie był skupiony na Bogu...

Wyobraźmy sobie, że św. Siostra Faustyna miałaby wyłącznie sny prorocze o tej samej treści, co jej wizje, i też zapisywałaby te sny na polecenie spowiednika. Byłoby to Boże działanie w czymś zupełnie naturalnym, jak sen, i mające wzór biblijny w postaci św. Józefa. A przecież sny też bywają różne, czasem nieprzyzwoite, czasem poplątane, czasem można je zinterpretować psychologicznie jako wyraz naszych lęków i pragnień... no i "sen mara, Bóg wiara". Ale czy nie byłoby Bożej chwały w tych snach? Czy nie mogłyby służyć do umacniania wiary?

Więc czy w czymś mniejsza byłaby chwała Boża, gdyby Boże działanie w życiu św. Faustyny przejawiło się w wizjach, mających charakter chorobowy? Czy one nie mogłyby służyć umacnianiu wiary? Nawet św. Faustyna przynajmniej raz miała wizję fałszywą - tego anioła, który jej kazał spalić dzienniczek...

Offline

 

#30 2013-03-19 16:46:04

jola73
Gość

Re: Prywatne cuda

Dziękuję i czytam wasze świadectwa, waszej indywidualnej drogi z Panem.

 

#31 2013-03-19 21:47:44

justyna
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

W drodze do..., przypomniało mi się, jak pierwszy raz "wpadłam" na to, żeby się konkretnie o coś pomodlić - natychmiast zostałam wysłuchana img/smilies/smile
(wcześniej modliłam się tylko tak "ogólnie", odmawiając pacierz, ewentualnie też "ogólnie" za kogoś).

Miałam osiem lat, była straszna susza i potrzebny deszcz. Długo się tym (jak całe otoczenie) martwiłam, aż któregoś dnia wpadłam na pomysł, że w książeczce jest modlitwa "o deszcz". Odmówiłam i byłam na 100% pewna, że sprawa załatwiona, więc powiedziałam mamie, żeby się już nie martwiła brakiem deszczu, bo wiem, że na pewno spadnie. Mama w końcu zgadła, że jestem tego pewna, bo się pomodliłam... i rzeczywiście, następnego dnia spadł deszcz.

Offline

 

#32 2013-03-19 22:00:12

Agatka93
Użytkownik
Imieniny: we wspomnienie św. Agaty
Urodziny: 20 lat temu
Skąd: z Miłości Pana Boga i rodziców

Re: Prywatne cuda

Miałam kilka takich cudów w swoim życiu img/smilies/smile

Pierwszy z nich. Chyba kluczowy w moim rozeznawaniu powołania...

Na pielgrzymkę szłam trzykrotnie. 19 dni pieszo do Częstochowy. I podczas ostatniej, w 2011 r., przyszedł mi do głowy mój wujek - brat mojego taty. Nie wiem dlaczego, do tej pory jest to dla mnie zagadką img/smilies/smile Wujka nigdy wcześniej nie poznałam, nie widziałam - kiedy wyszedł z domu i nie wrócił, miałam raptem 2 lata. 16 lat nie było go w domu, przez 16 lat się z nikim nie kontaktował! Pomodliłam się za niego, powiedziałam nawet przyjacielowi, który jest już teraz kapłanem, by się za niego pomodlił. I co? Niecałe 2 miesiące później wujek się odnalazł! Teraz, niestety, jest osobą bezdomną - wskutek uzależnień.
Co więcej, mój tata ma liczne rodzeństwo. Jednak NIKT, poza nim, się wujkiem nie zajął. Wtedy zdałam sobie sprawę, że jestem dumna z mojego taty, z moich rodziców. Ta sytuacja otworzyła też i moje oczy na to, co się wokół mnie dzieje. I coraz mocniej pokochałam drugiego człowieka.
Może dlatego też ten nasz papież jest mi tak bliski...

I może drugi cud. Cud uśmiechu. Bo coraz mocniej go doświadczam. I coraz mocniej wierzę, że ma moc.

Ale nie jest on może prywatny. Nie można go zatrzymywać tylko dla siebie. Toteż uśmiecham się do Was mocno img/smilies/smile

Chwała Panu!

Offline

 

#33 2013-03-19 22:12:56

kalinka
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Dziękuję Wam za podzielenie się cząstką swojego życia  i za świadectwo Waszej  wiary , że te małe a nawet większe cuda np.ocalenia życia, nie były dziełem przypadku,zwykłym zbiegiem okoliczności ale działaniem Opatrzności Bożej w Waszym życiu  img/smilies/smile

Offline

 

#34 2013-03-19 22:36:21

Kaati
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Nieee, błagam, tylko nie naukowa teoryja.

Schizofrenia społecznie użyteczna, depresja, zmienność nastrojów ... i co jeszcze. Oni nas nie rozumią. Przypinają nam łatki, no etykietki i mają spokój, bo ich mózgi uśpiły się naukowym wytłumaczeniem. Boży szaleńcy nie podlegają prawom nauki, ale prawom boskim. Boży szaleńcy nie znają umiaru w miłości. Ich działania wytłumaczyć może tylko miłość.

W tym szaleństwie jest metoda. Ostatnio doszłam do wniosku, że za mało cierpię. No, stary w domu nie wścieka się tak, jak przed laty, jeden z moich najgorszych wrogów przestaje być moim wrogiem, zaczyna mówić ludzkim językiem. Może się nawracają, to i dobrze. Ale ostatnio zeszły mi udręki duchowe, to bardzo źle. O to ostatnie nie prosiłam, bo one są mi potrzebne: uczyły mnie spraw bożych bardzo szybko, ćwiczyły  w pokorze, mogłam je umiejętnie wykorzystywać.
Powinnam się cieszyć. Nienormalnością w świecie jest pragnienie cierpienia.

W świecie, rozumiąc jego prawami. Ale jak mi cierpienia wyszły, to prawie nie mam czym wynagradzać ani za "zagrożonych piekłem," ani za dusze w czyśćcu cierpiące. Zostaje mi tylko modlitwa, post, jałmużna. Ale to mniej niż było. Swoimi cierpieniami duchowymi męczyłam się w dzień i niekiedy w nocy, były na stałe. Ktoś na tym forum powiedział, że godzina rozważania Męki Pańskiej jest więcej warta niż rok biczowania się. No, to mi wyznaczył ten ktoś kierunek. Wielkie dzięki.
A brygidzkie zawołanie: Amor meus Crucifixus est!   Miłością moją Ukrzyżowany jest! nie pozwala zapominać. Chcę Mu być podobna, Temu Ukrzyżowanemu, a nie pełnemu Majestatu. Cokolwiek zabrało mi cierpienia - oddawać s powrotem!
I to jest dopiero wariactwo według świata!

Offline

 

#35 2013-03-19 23:28:56

justyna
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Oj, Kaati...
"Święci to także ludzie a nie żadne gąsienice dziwaczki
nie rosną krzywo jak ogórki
nie rodzą się ani za późno ani za wcześnie..."
http://www.filipini.poznan.pl/art.php?t … mp;lang=de

Offline

 

#36 2013-03-20 13:12:55

fabienne
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: Puck

Re: Prywatne cuda

Niewierzący mają swoja teorię "Boga urojonego" ,podpierając sie dowodami na istnienie w mózgu wyodrębnionych obszarów odpowiedzialnych za przeżycia mistyczne." To nasz mózg tworzy Boga".
A dla mnie to  kolejny dowód na istnienie Boga,bo KTOŚ ten nasz mózg musiał właśnie w taki sposób zaplanować.
Gdyby zbadać we współczesnych naszych czasach wszystkich mistyków,pewnie wyszłoby,że częśc z nich cierpiala na padaczkę,zaburzenia neurologiczne,bóle migrenowe ... tylko,co z tego? Bóg buduje na naturze.



   Cudowności ,rzeczy nadzwyczajnych w codziennym  życiu nie doświadczam. Kiedyś miałam  żal do Boga,że daje innym łaskę wiary,objawienia, daje im znaki w cudowny sposób,a ja... ciągła walka. Ale zaraz potem miałam taką refleksję, że gdyby Bóg dał mi poznać w szczególnie cudowny sposób swoja obecnośc, nie wiem, objawiłby mi się,powiedział coś do mnie,wiecie,coś  wybitnie mocnego, co było dostępne świętym mistykom, to...przeciez ja bym dostała pomieszania zmysłów,a już na pewno nie uwierzyłabym,że to Bóg, tylko poleciałabym do lekarza. Więc każdemu  Bóg rozdaje "cudowności" wedle potrzeb i wedle możliwości danego człowieka.

Offline

 

#37 2013-03-20 14:08:33

Kaati
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Hymn o miłości św. Pawła tłumaczy to pięknie:
Gdybym posiadał "wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał,byłbym niczym..."
Najbardziej kochająca to jest Najświętsza Maryja Panna.
A któż może się z Nią równać? Jak małą, nędzną jest nasza miłość.

Słówka ładne, a teraz z polskiego na nasze:
Pochodzę z miasta, które "nie lubi się" z miastem Ł******. Oczywiście mamy swoje złośliwości.
Jest u nas złośliwy żart , że gdyby w mieście Ł****** któryś z naszych dowcipnisiów położył przed ich oczy kromkę chleba ze smalcem i schabowego, to masa ludu poginałaby za kromką chleba ze smalcem. Oczywiście inteligencja kromki chleba ze smalcem przewyższać ma znacznie inteligencję tych mieszkańców, więc łatwo zmyliłaby pościg. Gdyby dyskretnie wróciła na to samo miejsce, skąd uciekła, zobaczyłaby schabowego wygrzewającego się nadal beztrosko na słońcu. Gdyby zapytała, jak to możliwe, on odpowiedziałby jej krótko: "Mnie tu nie znają."

Tak "cudowności" są kromką chleba ze smalcem, a miłość i wszystko co wynika z miłości to jest schabowy. Uganiamy się wszyscy za "cudownościami", a najważniejsza jest stała, ciężka praca nad sobą - najpiękniejszy wyraz naszej miłości do Boga i ludzi.

Offline

 

#38 2013-03-20 16:56:43

justyna
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Fabienne, dzięki. Po trosze o to mi chodziło (jeśli chodzi o pierwszą część Twojego postu, nie o Twoje zwierzenie).

Kaati, jeszcze się odniosę do Twojego poprzedniego postu jednak, bo Ci zarzuciłam poezją, skoro nie chciałaś "naukowych teoryj"... ale muszę się powymądrzać, nie da rady inaczej, trza się było ze mną nie wdawać w dyskusyje...

Z jednej strony mogłabym się z Tobą zgodzić, że "medykalizowanie" niewygodnych zjawisk, postaw i tak dalej jest pewnym niebezpieczeństwem i może mieć miejsce. Jeśli przypadkowo trafisz na taką mało pobożną lekturę, to polecam na ten temat: "Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu" Michela Foucaulta - paradoksalnie może Ci się spodobać, chociaż sporo tam makabry (z życia wziętej).

Z drugiej strony jednak niepokoi mnie to, że stawiasz świętych "na piedestale", powyżej zwykłych śmiertelników, którym się takie przypadłości jak choroba psychiczna zdarzają - w każdym razie tak to odczytuję, jeśli się mylę, to mnie popraw. Gdybym napisała, że święty Brat Albert, miał, powiedzmy, zapalenie prostaty albo łupież (nic nie wiem o tym, czy miał, czy nie!), to nie sądzę, abyś uznała to za uwłaczające jego godności albo "naukową teoryję", najwyżej za ciekawostkę lub nieistotny szczegół albo istotny - że Pan doświadczył go cierpieniem. Więc dlaczego informacja o diagnozie choroby psychicznej świętego budzi w Tobie taki opór? Bo św. Brat Albert jest autorytetem, a z chorobą nie mógłby nim być?

Co powiesz tym forumowiczkom (są tu takie), które poinformowały na forum, że chorują psychicznie? Czy ich, jako "świętych" nie dotyczą "prawa nauki" i nie powinny się przejmować postawioną im diagnozą? Czy gdyby były bardziej święte, to taka choroba by im się nie zdarzyła? A może mogą sobie być świętymi, ale takimi trochę gorszego gatunku, na własny użytek, nie na użytek mas, jak św. Brat Albert?

BTW Naukowcy też bywają święci:)
Koniec kazania.

Offline

 

#39 2013-03-20 21:18:20

Kaati
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Justyna
"Z jednej strony mogłabym się z Tobą zgodzić, że "medykalizowanie" niewygodnych zjawisk, postaw i tak dalej jest pewnym niebezpieczeństwem..."
Właśnie tego się boję i to podkreślam, że niewygodne postawy można "podciągnąć" pod schorzenia i mieć pretekst do pozbawienia wiarygodności. Czyn moralnie ohydny, ale stosowany w przewrotności duszy. Jak za socjalizmu: Dajcie człowieka, znajdziemy paragraf /by elegancko i skutecznie go załatwić/.

Nauka jest ważna, człowiek stale musi się uczyć, zgłębiać wiedzę, by nie być ignorantem. Pytam tylko: nauka, czy pseudonauka? Jak mnie śmieszy, gdy głosi się, że piramidy egipskie to zbudowała obca cywilizacja, bo ludzie nie byliby do tego zdolni. I dorabia się teorię, że kosmici to coś lepszego niż my, wyżej zorganizowanego itp. I miesza się naukę z okultyzmem. "Pieśń" nagrana przez Katy Perry opowiada o spotkaniu z pozaziemską cywilizacją, ale ma symbolikę i cechy okultyzmu, a teledysk jest obrzydliwy i obsceniczny. Miesza się więc wiedzę naukową z okultyzmem /osiągnięcia ludzkie ze starą iluzją, oszustwem/ i podaje ludziom do akceptacji jako przetartą papkę. Dziękuję, zawsze wolę się wgryzać tak w jedzenie jak i wiedzę, poznanie.

"Co powiesz tym forumowiczkom (są tu takie), które poinformowały na forum, że chorują psychicznie?"
Nie za mocno?
Mogę powiedzieć tylko to, co mówię sobie od lat: Nie poddawać się!
Mnie jako dzieciaka spisywali na straty: to dziecko nie będzie ..., to dziecko nie potrafi .... , to dziecko nie skończy nawet podstawówki. Ale ja nie poddawałam się. Miałam oparcie tylko w dziadkach, ale jako prości ludzie nie we wszystkim mogli mi pomóc. Jednak nie poddawałam się, sama, prowadziłam walkę. Te "diagnozy" "mądrzejszych" nie były przyjemne, nie miałam na nie wpływu, ale nie ulegałam im. Po latach z pani S. mam polewkę. Jej czarnowidztwo nie spełniło się w żadnym przypadku. Sytuacja nie identyczna ze schorzeniami, ale zbliżona do nich. Zawsze warto mieć nadzieję, nie zadręczać się zmartwieniami bardziej, niż wynikałoby to ze swoich cierpień. Zawsze warto podejmować walkę, mieć nastawienie na niepoddawanie się, nieważne, jak nam wiele spraw w życiu wychodzi.

Natomiast nikt z nas nie ma wykształcenia i uprawnień do stawiania diagnozy, podawania sposobu leczenia. Nie mamy prawa pomagać tym sposobem. Tylko lekarze mają prawo do takiego działania. Forum tutaj nie zastąpi potrzebnej terapii, brania leków, nie jest "medycyną domową" i nawet nie waży się na to.
Wszyscy robimy to, co możemy zrobić: modlimy się, wspieramy, albo zwyczajnie jesteśmy. Dziewczyny mogą na nas liczyć, ale same zdecydują jakiej chcą pomocy, czy jej w ogóle chcą i same powiedzą tyle, ile uważają za słuszne. Nie ma podziałów i stawiania się kogoś w wyższej pozycji. Wszyscy jesteśmy uczestnikami forum, bo wszyscy go tworzymy. Ale to nie jest temat tego wątku.

Chciałam tylko podkreślić, że "cudowności" to nie przejaw świętości kogoś, zasług, szczególniejszego wybrania przez Boga. To ostatnie rzeczy, o jakich powinniśmy myśleć i to w ten sposób. Są bardzo niebezpieczne, a jeżeli już się mówi o nich, to trzeba powiedzieć tyle, ile jest niezbędne, aby nie było to chwalenie się. Wskazuję tylko na nie zagłuszanie skromności: odezwać się wtedy, jeżeli to ma być przydatne, może komuś pomóc, zastanowić. Ale starać się prowadzić rozmowę tak, by widziany był jedynie Pan Bóg i Jego miłosierne przejawianie się w naszym świecie, Jego miłosierna i stała gotowość do niesienia pomocy słabemu człowiekowi, a nie żywot osoby obdarowanej na dany czas "cudownościami."

Zadałam tu pytanie: Do czego jest ten temat?
Aby ostrzec przed ryzykiem licytacji: kto ma większe doznania "cudowności." Aby osoby wypowiadające się nie zostały postrzegane przez tych, którzy się z tym nie zetknęli, za szczególnie uprzywilejowane. Aby odczuwanie czegośtam przez osobę X nie wzbudziło bałaganu, niepokoju w sercach i ciężkich wątpliwości w stylu: może nie zasługuję, może się źle modlę, może się nie nadaję, może Bóg mnie mniej kocha, może... /nadmierne rozmyślanie w ten sposób daje udręki takie, jakich już nie wyobrażam sobie/.

Offline

 

#40 2013-03-20 23:14:57

justyna
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Kaati, ale opór wobec uznania, że ktoś święty może być psychicznie chory, nie służy ani świętemu, ani psychicznie chorym jako całości, ani opierającemu się, i wynika jednak w dużym stopniu z uznania, że taka diagnoza jest deprecjonująca - czyli wspierasz to deprecjonowanie.
No i stwierdzenie, że ktoś jest świętym, też może być wygodną etykietką: Dorothy Day przed śmiercią mówiła, żeby jej nie nazywać świętą, i nie "odprawiać" w ten sposób.

Że cuda nie są wyrazem "szczególnego uprzywilejowania" to się chyba wszyscy w tym wątku zgadzają, a licytowania się też jak dotąd nie zauważyłam... choć, oczywiście, może się zdarzyć.

Offline

 

#41 2013-03-21 12:52:07

Kaati
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Dziewczyna, która była ze mną na pielgrzymce, była chora psychicznie. Czy była gorsza/lepsza ode mnie? Nie! Nawet mi to nie przyszło, by ją oceniać.

Natomiast oceniałam "orędzia" jakiejś głośnej w swoich czasach "wizjonerki." Pani miała urojenia religijne. Kto nie przyszedł się pytać do niej o poradę, zastawał "rytualizację czynności." Pani szła do sąsiedniego pokoju, klękała przed krzyżem i pytała Pana Jezusa. Tą czynność należy odróżnić od wielkiej zażyłości z Bogiem. Błąd mogłam wychwycić, bo wynikało z tego, że pani traktowała Pana Boga jako Wuja Dobrą Radę. A czy zawsze Pan Bóg ma odpowiadać, czy On jest /tylko/ od tego? Czy tak ma być postrzegany?
Natomiast jej "orędzia" były niedorzecznościami, skoro twierdziła, że w niebie jest taki raj, że drzewa mają rodzić osełki masła, i mówi się /tylko?/ po polsku. Co ciekawsze, miała swoich wyznawców. Nie chciałabym jej spotkać, bo wybuchnęłabym śmiechem, gdyby zaczęła głosić "orędzia." Moje rechotanie jak żaby nie zwiększy przecież jej autorytetu, a ja miałabym kłopoty, że "deprecjonuję" kogoś. Ludzie lubią posądzać i wyszłoby, że śmieję się z tej kobiety, a nie z jej "orędzi." Tłumaczenie, że nie mam woli do dokuczenia komuś, ale nie wyrabiam z powodu tych "orędzi" to jak zawracanie kijem Wisły.

Dorothy Day mówi to, co my wszyscy: dobrze jest zachowywać cnotę skromności. Po naszemu: Pogody nie chwali się przed wieczorem, baby przed śmiercią. Z drugiej strony jeżeli, widzę jakaś szlachetną cnotę w człowieku, to mam prawo do zachwytu i obierania sobie kogoś za wzorzec. Ja potrzebuję autorytetów, mistrzów. Ludzie przy śmierci papieża Jana Pawła II krzyczeli: santo subito! Matka Teresa z Kalkuty za życia już była uważana za świętą i zmarła w opinii świętości. Ogłoszenie kogoś oficjalnie świętym to deklaracja Kościoła, ichnie przepisy, procedury, które mnie, zwyczajnego człowieka nie obchodzą. Wymagane są 2? cuda, zeznania świadków, wnikliwe badania. Ja tutaj jestem nieprzydatna, nie mam nic do dodania, więc nie mogę pomóc, przyśpieszyć sprawy. To moja niecierpliwość serca, kiedy w myślach krzyczę: santo subito!, kiedy dla mnie dana osoba jest świętą bez względu na orzeczenie Kościoła. Jest świętym/świętą, bo żył/żyła tak, jak ja chciałabym. W tej osobie widziałam szczególne przejawianie się Boga, ta osoba intrygowała mnie, zmuszała do zastanowienia się, przemyśleń, inspirowała. Owszem, Kościół bada i trzeba dać mu czas, ale ogłoszenie kogoś świętym jest tylko ichnim papierkiem, oficjalnym zezwoleniem na takie postrzeganie go. Ze względu na wrzask ludu: santo subito! pośpieszają, ale nie mogą pozwolić sobie na partactwo i rozumiemy to. Jeszcze raczymy cierpliwie czekać, ale radosna niecierpliwość serca daje się nam mocno we znaki!

Offline

 

#42 2013-03-21 16:20:36

justyna
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Kaati, ja nie twierdzę, że nie ma wizjonerów mających fałszywe wizje wywołane chorobą. Ale wizje mogą być też niezwykle logiczne i spójne. A poza tym nawet fałszywe wizje mogą utwierdzać wizjonera w wierze (innych już niekoniecznie).

Gdybym Ci powiedziała, co mi się czasem śni, też byś się uśmiała img/smilies/wink Raz, co prawda, przyśniło mi się coś, co można uznać za "prorocze" - przyśnił mi się mój bratanek, akurat wtedy, kiedy moja bratowa zaszła w ciążę z nim, a ja jeszcze nie wiedziałam, że będzie miała synka ani też, że w ogóle starają się o kolejne dziecko. Ale nie odczytuję tego w żaden sposób - tzn. nie widzę żadnego Bożego skutku w tym, że akurat tak mi się to przyśniło - ani dla siebie, ani dla innych.

Co do deprecjonowania - chodzi mi tylko o utrwalanie schematu, że choroba psychiczna jest deprecjacją. A czy to, co Brat Albert zdziałał, wymodlił i przemyślał traci swoją wartość, jeśli był chory?

Offline

 

#43 2013-03-21 16:53:51

Kaati
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Podobne sny i ja miałam. Podchodzę do tych spraw w myśl zasady: Po owocach ich poznacie. Dwa razy w życiu miałam proroczy sen, gdzie mój ś.p. dziadzio powiedział mi o przyszłości i się spełniło. Ale dotyczyło to rzeczy ważnych dla mnie. Nie wydało to złego owocu.

Nie wystarczy być "wizjonerem". Patrzy się jeszcze na ich żywot, co sobą przypominają, jacy są, jak toczą się ich losy, jakie skutki niosą. Mały Kamyk głosił swoje "wizje", Kościół nie uznał ich, więc on założył coś jak wspólnota i ma swoich wyznawców. U niego to bezwzględne przepychanie swoich racji, bunt i następny podział. Powiem mocno: część ludzi odwiódł tym od Kościoła, oderwał od owczarni. Takie widzę tego skutki.
O "orędziach" jest wątek odrębny, więc gadać tutaj o tym nie będziemy.

Offline

 

#44 2013-03-23 11:28:05

justyna
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Jeszcze z takich "przyrodzonych" cudów: w pewnych okolicznościach ofiarowywałam Panu Bogu to, co robię danego dnia, za określoną osobę spośród mojej rodziny i znajomych. I często właśnie danego dnia różne sytuacje tak się składały, że miałam podobne trudności, problemy, "krzyżyki", jak - wg mnie - mogła mieć ta osoba. Np. ofiarowując dzień za wyjątkowego "fajtłapę" sama wykazywałam się danego dnia większą niezdarnością i miałam przykrości z tego powodu, ofiarowując dzień za osobę bardzo podejrzliwą, czułam się mocno zaniepokojona itd.

Offline

 

#45 2013-03-23 13:23:35

Kaati
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Och! w ten sposób... aż muszę spróbować. Ofiarowanie czegośtam tak, praktykuje się, ale nie wiedziałam, że można jeszcze wrażliwiej, jeszcze głębiej w to wejść i podejść do tego z takiej strony.

Ostatnio chodzi za mną zwierzenie św. Faustyny. Ona modliła się za wychowanki, jakby brała ich odczucia, wewnętrzne udręki na siebie. W zamian ofiarowała im wszystką miłość Pana Boga i wewnętrzny spokój. Znalazłam to wcześniej, ale nie byłam gotowa: nie rozumiałam dobrze jej zwierzenia, nie dowierzałam bożej miłości.

Wskazałaś mi drogę, Justyno. Gdzieś mówiłam, że moje udręki duchowe wyszły i nie mogę ich odzyskać. Nie tędy droga. Nareszcie zrozumiałam zwierzenie św. Faustyny do końca, mam wszystko, co jest do tego potrzebne i nareszcie wiem, co i jak. Zadziwiające, że sam Pan Bóg wskazuje mi przez te posty drogę, poucza. Odpowiedział na moje pytania i to w ciągu kilku dni. Justyno, dziękuję.

Offline

 

#46 2013-03-23 17:09:20

justyna
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

To nie jest kwestia mojej szczególnej "wrażliwości", tylko po prostu Pan Bóg tak mi to dawał - żeby móc się trochę bardziej wczuć.

Offline

 

#47 2013-03-23 20:08:25

jola73
Gość

Re: Prywatne cuda

Kaati, Justyna dziękuję wam za bardzo ciekawy i pouczający wątek, obydwie dajecie świadectwo waszego życia wewnętrznego, waszej wrażliwości na poruszenia Boże i jakiegoś głębokiego rozeznawania. Nie tylko w sensie prawnym wiary, ale bardzo samotnego słuchania, które ubogaca innych.

 

#48 2013-03-23 21:11:13

Kaati
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Forum Barka to moje rozeznawanie. Ale wiem, że posty te czytają i inni ludzie. Nie wolno mi tutaj pisać kłamstw, bo gdyby ktoś uwierzył - uwierzyłby kłamcy, gdyby ktoś "poczuł się pociągnięty" do pracy nad sobą - zaufałby kłamcy. Ja odpowiadam nie tylko przed ludźmi, ale przed samym Bogiem. A gdybym kogo zwiodła - odpowiadam i za niego.

Możliwym jest też "namierzenie mnie" i przyciśnięcie do muru w realnym świecie. To samo mam powiedzieć i wobec księży, gdyby zachodziła potrzeba. Nie wiem, czy teraz jest jeszcze przysięga na Najświętszy Sakrament, ale ze względu na żywą obecność tam Boga, nie kłamałabym. Cóż by to było, gdyby wersja z forum przeczyła wersji z realnego świata? Nie chodzi o mnie, ale o moje ciężkie przestępstwo - kpiny z wiary katolickiej i samego Boga, dotkliwe zranienie osób, które to czytały.

Do czego to mówię. Nie zakładam posądzania mnie o jakieś świństwa i nie o tym rozważawszy w powyższym stwierdzeniu. Pisząc te posty, piszę je z ogromnym poczuciem odpowiedzialności. Poruszamy się po niepewnym gruncie, a wypowiadamy w ważnej materii. Jednak odważam się poszukiwać. Jako dziecku, ksiądz na spowiedzi nie uwierzył mi. Więcej tego tematu nie poruszałam. Sama jestem człowiekiem prostym i w takim towarzystwie się obracam, więc nie potrafiono mi pomóc.

Skoro tutaj taki temat poruszono, mogłabym dalej uprawiać partyzantkę i siedzieć cicho. Ale ludzi "odczuwających coś" jest więcej. Co z nimi? Księża mają w swoich parafiach ignorantów, ale i ludzi głęboko wierzących. Co z nimi? A Pan Bóg, który przejawia swoją obecność w tak miłosierny sposób? Jak można wypierać się dzieł Jego, Jego aktów miłosierdzia? Pomyślałam: niech chociaż poczytają, że "odczuwanie czegoś" to nie wytwór ich wyobraźni, nie złudzenia. Ci zaś, którzy czują się lepsi przez te "cudowności" - niech zejdą na ziemię.

Mam tutaj pomoc, ponieważ obecni są ludzie oceniający to obiektywnie, mający wiedzę. Pan Bóg działa przez użytkowników forum i nie pozwoli na kłamstwa, kpiny, herezje, itp. To, co ja napiszę, jest oceniane. Gdyby rozważania moje niosły błędy teologiczne, osłabianie wiary, spaczanie jej, gdyby moje posty niosły ryzyko fascynowania się wiedzą niedozwoloną, gdyby przysłaniały najważniejszy cel tych rozmów - większą chwałę Boga, to znajdą się tutaj ludzie, którzy zobaczą niebezpieczeństwo i je wykażą.
Mnie brakuje wiedzy i mogę błądzić. Na tym forum są ludzie, którzy nie dopuszczą do herezji. W ten sposób ja mam dalszą, bezpieczna formację i bezpieczni mogą być ludzie, którzy "coś odczuwają." Nie napiszę: żyją głębiej. Bo naprawdę, często "cudowności" Pan Bóg udziela bardzo słabym ludziom. Na pewno znalazłby godniejszych do tego, ale ja nie zamierzam rozliczać Go z Jego decyzji. On robi, co chce, my wszyscy na tym źle nie wychodzimy.

Offline

 

#49 2013-03-26 18:07:43

justyna
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Dzięki wszystkim dziękującym:)
Kaati, myślę, że akurat w tym temacie ryzyko, że ktoś uwierzy kłamcy nie łączy się z wielkim zagrożeniem duchowym dla tego, kto uwierzy - bo piszemy tylko o własnych doświadczeniach, a Pan może dać słabym ludziom znacznie większe łaski, niż umiemy sobie nazmyślać:)

Offline

 

#50 2013-05-27 16:32:05

justyna
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

http://magazynkontakt.pl/swieta-nienormalnosc.html

Może to zostać uznane za bezwstydną reklamę, niemniej jest związane z tematem wątku, choć bez przypisów i bibliografii. Jeśli ktoś na forum potrzebuje przypisów, to mogę dorobić na forum.

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
Host by: Hosting
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson



Założ : stronę za darmo