'Barka'- forum o tematyce powołaniowej

  • Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

UWAGA! BARKA jest to forum o tematyce powołaniowej. Moderacja nie bierze odpowiedzialności za opinie użytkowników oraz nie weryfikuje osób podających się za osoby duchowne lub konsekrowane.
PRZYPOMINAMY, ŻE NA NASZYM FORUM OBOWIĄZUJE REGULAMIN!
Znaleźć go możesz w ZASADY

UWAGA!!! ZAPRASZAMY DO TWORZENIA INTERNETOWEJ RÓŻY BARKI !!! Chętnych prosimy o zapisy :)

Barka na Facebooku

#1 2014-08-29 07:46:24

lifeiswonderful
Użytkownik

Zanim przejdziesz progi zakonu

witam wszystkich forumowiczow

chcialem napisac pare slow o swoim zyciu. Przez 6 lat bylem w zakonie. Poszedlem z czystego serca z duzym pragnienia sluzenia Panu i ludziom zaraz po szkole sredniej. Wytrzymalem 6 lat i 6 lat ze mna wytrzymano. Od odejscia minelo juz prawie 10 lat. Powiem tyle, siedzi to we mnie caly czas, gdyz mialem silne pragnienie sluzenia Bogu jako kaplan. Nic z tego. Duzo rzeczy zawinil sam zakon, nie dajac wlasciwej formacji. Jak sie ostatnio zastanawialem, to problem polegal na tym, ze formacja skupiala na sobie, swoich wadach a nie prowadzila do ewangelizacji, wychodzenia do ludzi. Do dzisiaj jest ten sam problem, ze ludzie w zakonie siedza w murach i nie wychodza do ludzi. Troche ludzi odeszlo, szkoda, w tym Posacki, znany zakonnik, poszedl gdzie indziej, siedzi gdzies w okolicach Kazachstanu.

Co moge polecic ludziom ktorzy mysla o powolaniu - nie jest to sielanka, ludzie nie kieruja sie zasadami ewangelicznymi, liczy sie kasa, znajomosci, ludzie lubia podkladac swinie, kablowac, przelozeni podgladaja podwladnych, zdarzaja sie podsluchy, u nas tego nie bylo, ale wiem, ze w innych zgromadzeniach byly. Generalnie, problem polega na tym, ze ludzie sie ze soba zra, szczegolnie na placowkach po dluzszym czasie. Sam widzialem Fabiana Blaszkiewicza jak sie klocil niemilosiernie z swoimi wspolbracmi, teraz go juz nie ma w zakonie.

duchowosc skupiona na sobie jest beznadziejna, musi zawsze prowadzic do Jezusa i do 2 czlowieka, szczegolnie tego potrzebujacego.

Generalnie, warto sie zastanowic, bo czasu sie nie cofnie, zycia sie nie odkreci, czas idzie do przodu i go sie nie zatrzyma.

Na pewno warto sluzyc Jezusowi i isc za nim. Jezus jest Panem i zbawicielm, chwala Mu ze jakos sobie radze. Jestem Mu kazdego dnia za to wdzieczny. Kocham swoja dziewczyne, ciesze sie zyciem, troche mam pracy ale jak na polskie warunki, da sie zyc.

prosze o modlitwe i

Offline

 

#2 2014-08-29 09:54:01

adamsvd
Użytkownik
Imieniny: 24.12
Urodziny: 1988
Skąd: Gdzieś w Afryce

Re: Zanim przejdziesz progi zakonu

lifeiswonderful napisał(a):

Co moge polecic ludziom ktorzy mysla o powolaniu - nie jest to sielanka, ludzie nie kieruja sie zasadami ewangelicznymi, liczy sie kasa, znajomosci, ludzie lubia podkladac swinie, kablowac, przelozeni podgladaja podwladnych, zdarzaja sie podsluchy, u nas tego nie bylo, ale wiem, ze w innych zgromadzeniach byly. Generalnie, problem polega na tym, ze ludzie sie ze soba zra, szczegolnie na placowkach po dluzszym czasie.

Jestem 7 lat w zakonie, za kilka dni mam śluby wieczyste - jestem tego świadomy i chcę żyć i służyć w tym Zgromadzeniu do końca życia. nie oczekiwałem ideałów, razem ze mną są tu ludzie ze swoimi wadami ale też i pięknymi cechami. 5 lat żyję w jednym miejscu. nie jest idealnie, otrzymuję formację, resztę uzupełniam sam z kierownikiem i łaską Bożą. wstępując nie miałem żadnych znajomości, nie mam, ani nie miałem kasy, moi przełożeni nie podglądają mnie, nie ma podsłuchów. ludzie się kłócą 0 gdyby tak nie było, myślałbym, że znalazłem niebo na ziemi. a widząc rzeczywistość wiem ile jest do zmiany, przede wszystkim we mnie img/smilies/smile
pozdrawiam i pamiętam o Tobie


Duchu Święty Boże
Wszystko z Miłości ku Tobie!

http://www.werbisci.pl/

Offline

 

#3 2014-08-29 09:56:53

Konrads
Użytkownik
Imieniny: Luty
Urodziny: 1998
Skąd: Okolice Złotowa (wlkp.)

Re: Zanim przejdziesz progi zakonu

duchowosc skupiona na sobie jest beznadziejna, musi zawsze prowadzic do Jezusa i do 2 czlowieka, szczegolnie tego potrzebujacego.

A do czego innego ma prowadzić, jak nie do Jezusa i drugiego człowieka, szczególnie tego, który potrzebuje pomocy?
Myślę, że ten post jest nie na miejscu, bo nie widzę u Ciebie żadnej wdzięczności. Tylko narzekasz. A może to nie z zakonem było coś nie tak, tylko z Tobą?
Niby czułeś pragnienie życia z Chrystusem, służenia mu, a w Twojej postawie, którą tu zaprezentowałeś, jakoś tego nie widzę.

formacja skupiala na sobie, swoich wadach a nie prowadzila do ewangelizacji

Poważnie? A myślisz, że jak inaczej wykształcić dobrego ewangelizatora? Przecież to normalne...człowiek musi poznać swoje wady, czy to złe kontakty z ludźmi, czy może szybko się ktoś denerwuje, by je minimalizować. By nauczyć się żyć z drugim człowiekiem. By nie OSKARŻAĆ jak Ty to robisz, ale aby zacząć ocenianie od samego SIEBIE. A potem dopiero można iść i ewangelizować...

Poza tym...nie ten dział. img/smilies/smile


"Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia." Flp 4, 13

Offline

 

#4 2014-08-29 13:07:42

kalinka
Użytkownik

Re: Zanim przejdziesz progi zakonu

Witaj lifeiswonderful img/smilies/smile Dziękuje za podzielenie się cząstką swojego życia nawet jeśli jest w niej cień jakiejś goryczy. 6 lat to długi czas. Czasem to trudne ale spróbuj przebaczyć to co było złe, trwaj w jedności z Jezusem i Kościołem i do przodu img/smilies/wink Nie martw się, w dziele ewangelizacji właśnie to świeccy mają i będą mieli główną rolę do odegrania, więc może dlatego jesteś... img/smilies/smile z modlitwą

Offline

 

#5 2014-08-29 14:58:54

Bartek
Gość

Re: Zanim przejdziesz progi zakonu

O jaki rodzaj podglądania chodzi?

 

#6 2014-08-29 16:45:16

kawa
Użytkownik

Re: Zanim przejdziesz progi zakonu

Czemu ma służyć pierwszy post? Relacje na poziomie "gdzieś ktoś kogoś podgląda", albo oskarżenia o interesowność wszystkich w ogóle są zwykłymi plotkami bez pokrycia. Kiedyś mawiało się: a u was biją murzynów. Tu jest podobnie.
Rozumiem, że podawanie konkretnych wspólnot nie wchodzi w grę - ale wypowiedź w takim kształcie nie wnosi niczego konstruktywnego.


sicut ablactatus...

Offline

 

#7 2014-08-29 17:57:19

bepik1
Użytkownik
Imieniny: 6.09
Urodziny: 12.04
Skąd: ''I przyciągnąwszy ŁÓDŹ(my town) do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim''

Re: Zanim przejdziesz progi zakonu

Ja tez dziekuje wiele, prawie wszystko o czym piszesz, tez o tym slyszałam, zobaczylam- także byłam w zakonie, o tym mówili moi koledzy odchodząc po kilku latach z zakonu....
Idąc do zakonu, człowiek przekonuje sie ze to nie jest czas rekolekcji ale prawdziwe  zycie, usłane złoscią, kłotniami- jak w rodzinie. wszyscy jesteśmy grzeszni. Niestety wiele siostr przez to płacze... mam znajomą siostre zakonna, w zakonie jest ok 30 lat? leczy się psychologicznie, chciała nawet odejść... ks. ojciec , kierownik duch. zadał jej pyatnie, siostra cierpi na bezsennosc, nie wstaje na jutrzenie... przełozona jest zła, a jak siostra sypia w domu, w innych wspólnotach? owa zakonnica odpowiada- bardzo dobrze. Wiec w czym, gdzie tkwi problem.....
Kiedys jedne siostry poszły wyrzalić się matce generalnej ktora akurat przybyła do Polski... powiedz. co sie dzieje we wspolnocie... gdy generalna wyjechała, przelozona powiedziała,, teraz to dopiero bedziecie miały piekło''....
Bolesne to jest. ale idąc do zakonu trzeba mieć świadomośc, że nie spotkamy aniołów, ale ludzi grzesznych ze swoimi wadami, słabosciami.... a jak się ma powołanie powinno się ytrwać pomimo krzyza dnia codziennego, bo przeciez nie idziemy tam dla siebie ale dla Boga img/smilies/smile


'' Ucz mnie, Panie, wypełniać Twoją świętą wolę, znaleźć i ustalić miejsce, gdzie mogę Tobie najlepiej służyć''.
św. Karol Boromeusz.
''Nie bój się, nie lękaj się,Bóg sam wystarczy... ''Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! ''

Offline

 

#8 2014-08-29 18:31:06

Agatka93
Użytkownik
Imieniny: we wspomnienie św. Agaty
Urodziny: 20 lat temu
Skąd: z Miłości Pana Boga i rodziców

Re: Zanim przejdziesz progi zakonu

Lifeiswonderful, rozumiem, że byłeś w zakonie jezuitów? (sądzę po ks. Posackim i ks. Błaszkiewiczu)
Nie chcę wyrokować, powiem jednak krótko: o ile znam jezuitów (a od 2009 r. znam ich naprawdę wielu) nie zauważyłam tego, o czym piszesz. Mam kontakt nawet z niektórymi nowicjuszami, jeden z nich pomógł mi niegdyś przy odczytywaniu mojego powołania. Nie zauważyłam, by kogoś podsłuchiwano, nikt mnie nie prosił nigdy o pieniądze - nawet, gdy przyszłam zamówić Mszę świętą, zawsze znajdę tam kogoś, kto ma dla mnie czas, a jeden z przełożonych jest moim ojcem duchowym. Powiem więcej - chłopaki już w nowicjacie wychodzili do ludzi, choćby przy praktykach w hospicjum. Nie mówię już o tych, którzy po I ślubach posługują - czy to przy Szkole Kontaktu z Bogiem, czy wyjeżdżając na misje (jeden z moich znajomych jest obecnie w Chinach, inni byli i są w Rzymie, a jeszcze inni posługują na różnych placówkach w Polsce).

Piszesz, że formacja skupiała się na wadach. Hmmm... Może dlatego, że one są najbardziej widoczne? Jeśli masz sporo rupieci w domu, nie znajdziesz tego, czego szukasz (a na pewno będziesz musiał się bardziej postarać). Jeśli w życiu duchowym jest wiele nieporządku, ciężko głosić Miłość Boga. Musi umierać ten "stary" człowiek!

"Do dzisiaj jest ten sam problem, ze ludzie w zakonie siedza w murach i nie wychodza do ludzi." Powiedz to misjonarkom miłości, wspomnianym jezuitom, misjonarkom dla Polonii czy innym czynnym zgromadzeniom. Pewnie, że początkowa formacja takie coś zakłada! (Sama może nie do końca się z tym zgadzam, sama byłam w klasztorze). Bo trzeba odejść, przewartościować pewne rzeczy. No ale to początkowy okres. Kiedyś się kończy. Nie sądzę, że będąc 6 lat w zakonie CZYNNYM, siedziałeś w 4 ścianach. Nawet bycie na jednej placówce nie jest tym samym, co okres początkowy - bo masz możliwość spotykania, rozmów, etc. I od Ciebie zależy, jak będzie (a na pewno masz większą swobodę niż w nowicjacie).

"Co moge polecic ludziom ktorzy mysla o powolaniu - nie jest to sielanka, ludzie nie kieruja sie zasadami ewangelicznymi, liczy sie kasa, znajomosci, ludzie lubia podkladac swinie, kablowac, przelozeni podgladaja podwladnych, zdarzaja sie podsluchy, u nas tego nie bylo, ale wiem, ze w innych zgromadzeniach byly."

Sielanka nie jest i nie będzie - w "normalnym" życiu też tak nie jest, a sama jestem skłonna zaryzykować stwierdzeniem, że szatan w siostry/księży uderza mocniej niż w ludzi obojętnych religijnie.
"Ludzie nie kierują się zasadami ewangelicznymi" - pytanie: czy JA, czy TY się kierujesz? Matka Teresa, zapytana o to, co zmienić w świecie, by stał się piękny i święty, powiedziała: MNIE I CIEBIE! I chyba o to chodzi...?
"Liczy się kasa"? Wracając z Woodstocku, wzięliśmy ze sobą brata - kapucyna. Był już 3 tydzień 'w drodze'. Najpierw przyjechał ze swojej placówki do Szczecina, szedł pieszo ze Szczecina do Kostrzyna, ewangelizując po drodze, spędził tydzień z woodstockowiczami, by resztę urlopu spędzić u mamy. Nie miał telefonu. Nie latał samolotem. Jechał stopa, resztę chodził. Jego cały dobytek? Plecak. Tak "wielki", że nie wiem, czy zmieściłyby się w nim moje podręczniki, gdy chodziłam do gimnazjum. GENERALIZACJA!
Co do reszty, nie będę się wypowiadać. Na różnych placówkach różnie wygląda, bo ludzie są różni! Nie generalizuj!

"duchowosc skupiona na sobie jest beznadziejna, musi zawsze prowadzic do Jezusa i do 2 czlowieka, szczegolnie tego potrzebujacego."
Tylko nie możesz głosić Chrystusa drugiemu człowiekowi, sam będąc niepoukładany. Nie możesz mówić o czymś, czego sam nie przeżyłeś. Formacja skupia się na sobie, bo to TY masz stać się narzędziem, nikt inny. Pewne rzeczy - np. strach, upór, jakieś nawyki - trzeba przezwyciężyć, trzeba je przede wszystkim zauważyć, by móc głosić Chrystusa. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w którym siostra zakonna np. "rzuciłaby" się na mężczyznę niczym kura na ziarno - bo nie przyjęła do wiadomości, niejako "nie przerobiła" tego, że z pewnych rzeczy zrezygnowała - i nigdy nie będzie mieć męża i dziecka. Choć to również wiąże się z wiarą - skoro jestem w tym, a nie innym miejscu, to pewnie PO COŚ to jest. Pan Bóg z wszystkiego potrafi wyjąć dobro.

"Generalnie, warto sie zastanowic, bo czasu sie nie cofnie, zycia sie nie odkreci, czas idzie do przodu i go sie nie zatrzyma."
Mimo że odeszłam z klasztoru, w którym byłam - tylko i aż 7 miesięcy - czy mam tego żałować, patrzeć wstecz i myśleć: "co by było gdyby?". Nigdy! Wierzę. Dlatego wiem, że był to dobry czas, nawet jeśli nie z wszystkim się zgadzam, nawet jeśli mnie w jakiś sposób skrzywdzono, nawet jeśli nie z wszystkimi byłam w dobrych stosunkach. Życie jest zbyt krótkie, by nad nim smęcić.

A poza tym postawa roszczeniowa nie jest dobra. Nie przyszłam tam, by mi było dobrze i miło. Przyszłam tam, zgadzając się na ryzyko, że nie zawsze będzie łatwo, spokojnie i cudownie - bo ludzie są różni. I każdy, każdy, każdy (!) grzeszy. Czy to w klasztorze, czy małżeństwie.

"Na pewno warto sluzyc Jezusowi i isc za nim. Jezus jest Panem i zbawicielm, chwala Mu ze jakos sobie radze. Jestem Mu kazdego dnia za to wdzieczny. Kocham swoja dziewczyne, ciesze sie zyciem, troche mam pracy ale jak na polskie warunki, da sie zyc."

Może po to to było, byś był teraz lepszym chłopakiem, a potem - być może - mężem? Nie wiem. Ty sam powinieneś odczytać.

Przepraszam za długość mojego wpisu, ale musiałam dodać swoje "trzy zdania".

Pozdrawiam serdecznie.

Offline

 

#9 2014-08-29 20:57:11

Bartek
Gość

Re: Zanim przejdziesz progi zakonu

Mimo braku odpowiedzi mam nadzieję, że nie chodzi o podglądanie jak Ktoś jest pod prysznicem..

 

#10 2014-08-29 21:08:05

Aleksandra
Użytkownik
Imieniny: 18.05
Urodziny:
Skąd:

Re: Zanim przejdziesz progi zakonu

Kiedy Bóg powołuje człowieka do danego zadania daje także siły. Siostra Faustyna w swoim zakonie też miała wiele przeszkód, np. niezrozumienie przełożonych czy wyśmiewanie się z niej innych sióstr. Pomimo tego cały czas trwała...ponieważ wiedziała, że właśnie w tym miejscu chce ją Bóg, że jest to Jego plan, najlepszy!
Każdy z nas ma takie swoje miejsce, które jest marzeniem Pana względem nas, gdzie będziemy prawdziwie szczęśliwi! Wierzę, że Ty Lifeiswonderful również je znajdziesz, o to będę się modlić! Nie poddawaj się i trwaj przy Panu! img/smilies/smile

Offline

 

#11 2014-09-05 21:28:22

Tomek
Użytkownik

Re: Zanim przejdziesz progi zakonu

Kolega zamiescil swoje swiadectwo. Zabrzmialo troche pesymistycznie, ale nie jest daleke od realu, a poza tym jest doswiadczeniem tego, ktory pisze i ma prawo do takich ocen. Moge tez potwierdzic ze takie praktyki sa i napewno stosuja je niektorzy jezuici, nie wiem czy wszyscy. Nie mniej nie znam lepszego pod wzgledem zycia duchowego i poslugi sakramentalnej zakonu jak jezuici. Do spowiedzi do jezuity z reguly mozesz isc bez obawy ze cie cos bolesnego spotka.
Co do kasy, to maja je przelozeni, wladze tez a to czesto prowadzi do naduzywania jej.
Jedno co mnie zawsze razilo i razi, w zakonach, diecezjach, seminariach to bawienie sie żywym czlowiekiem jak kukielka. Mozna z nim zrobic co sie chce i jak sie chce, dzisiaj bracie, za chwile mozna przejsc na "ty" a za chwile wydrzec "paszcze".
Kolega podjal temat formacji, chyba za duzo na tej formacji sie ludzie skupiaja. A cala formacja w wielu srodowiskach, zakonach, korporacjach, formacjach mundurowych sprowadza sie do jednego podporzadkowania a nastepnie wykorzystania ile sie da, a nastepnie wyplucia i wyrzucenia, jak niepotrzebny towar. Ludzie probuja wszelkimi mozliwymi sposobami zrobic z ciebie glupa (zmamic, oszukac cie) naklonic, przymusic cie zebys robil co oni chca i ile sie da godzin, za ile oni chca, albo za darmo. Szczytem bezczelnosci jest znalezienie 3razy lepiej wyksztalconego czlowieka, z duzym stopniem specjalizacji wyleasingowac go zaplacic mu 15% wartosci wykonanej przez niego pracy, a reszte inkasuja rekruterzy, wypozyczacze i niby szefowie.
A to ze sie w zakonach zra, to naprawde nie wiem o co? Co brakuje na chleb, ze trzeba sobie wyrywac?
Jednak jak nie ma o co, to sie wynajdzie wyimaginowane powody. Jak nie ma o czym rozmawiac to sie znajdzie jakis temat, najczesciej doszczetnie glupi i niepotrzebny. Jak regula zakazuje rozmawiac, to my ustami nie gadamy, ale rekami na migi juz tak w najlepsze, wszak tego w regule nie ma, wiec wolno.
Druga rzecz, odpowiedzialnosc wszystkich nie tylko za siebie ale takze za innych. O tym nie mysla ani przelozeni  ani szeregowi zakonnicy, ksieza. Nie mniej nie zostales wyswiecony dla siebie tylko dla innych i innym masz sluzyc w zyciu i w sakramentach. I niczym sa jakies sfady i prywatne zale, odjazdy i szarże, nawet wlasna miernota duchowa, wady, grzechy i nalogi. Sa ludzie dla ktorych trzeba odprawic, ktorych trzeba wyspowiadac. Nawet jak samemu sie nie daje rady sobie, to przynajmniej trwaj dla innych, dotyczy to wszystkich i tych z wladza i tych pod wladza. Jedni nie lepsi od drugich. Wiec jak nie milosci to z obowiazku.
Poemat skonczony:)

Offline

 

#12 2014-09-06 14:44:30

hannaturno
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: Instytut Świecki Chrystusa Króla

Re: Zanim przejdziesz progi zakonu

Obawiam się, że zachodzi pewne nieporozumienie co do znaczenia słowa „formacja”, odnoszonego do życia konsekrowanego. Nie wiem, jak  rozumiesz formację. Nie zauważyłam, aby zdrowo rozumiana formacja była przeceniana, natomiast wszelkie jej niedostatki, zaniedbania lub właśnie lekceważenie, niedocenianie mądrze zaplanowanych  działań w tym kierunku niosą zwykle opłakane skutki.  Formacja z założenia nie ma nic wspólnego z tresurą, z manipulacją ani z zabawą żywymi ludźmi. I nie sprowadza się do programowego "robienia z kogoś głupa" (Twoje słowa). Mądrość Kościoła zaleca formację do końca życia, permanentną, jako środek rozwoju każdej osoby – i nie widzę w tym żadnej przesady, przeciwnie:  ogromną szansę na to, by być coraz bogatszym (także: coraz bardziej wolnym) jako człowiek. 
Wspominane przez Ciebie "żarcie się" jest wg mnie skutkiem braków w mądrej formacji, a nie jej przeceniania.

Generalizowanie za daleko Ciebie i nas nie doprowadzi. Po co te uogólnienia? Krzywdzą. Jest nieprawdą, jakoby generalnie przełożeni i „szeregowi” zakonnicy nie myśleli o odpowiedzialności za innych ludzi. Mam szczęście móc pokazać sporo pozytywnych przykładów.  Doświadczałam ich i doświadczam. Co więcej – trwają długie lata, mimo braku jakichkolwiek formalnych zobowiązań, mimo kilkusetkilometrowej odległości, sporadycznego kontaktu itp. Negatywne  też by się znalazły, ale cóż, nie widzę powodu, dla którego Twoja gorycz, Tomku, wylana uogólniająco w ostatnim poście, a będąca być może skutkiem złych doświadczeń (przykro mi, jeśli Cię to spotkało), miała być ostatnim słowem "w tym temacie".

Jeśli zaś chodzi o to, że jak piszesz, w zakonach, diecezjach, seminariach itp. „Można z nim [człowiekiem]  zrobic co sie chce i jak sie chce” – zaprotestuję. To również nie jest cała prawda. Poza tym, jednak, ode mnie w pewnej mierze zależy, czy ktoś zrobi ze mną wszystko, co zechce. Może mnie oczywiście bardzo skrzywdzić zewnętrznie, może mnie niesprawiedliwie potraktować, może mnie jakoś wykorzystać, ale nie jestem do końca bezbronna jak niemowlę. Tak pod względem zewnętrznym, formalnym, prawnym, jak i przede wszystkim pod względem duchowym.


O Jezu, Królu mój, do Ciebie chcę należeć w życiu, w śmierci i w wieczności, amen

http://www.instchrkr.katowice.opoka.org.pl/
[moje pw nie działa, proszę korzystać z maila]

Offline

 

#13 2014-10-05 20:22:28

Tomek
Użytkownik

Re: Zanim przejdziesz progi zakonu

Jako że dawno nie zagladalem na forum, odniose sie do wypowiedzi Hanny. Moze sie nawet odrobine zreflektuje.
Dlaczego uogolnilem, bo nie mam tutaj na mysli konkretnego zakonu, seminarium czy konkretnego czlowieka. Pisalem o mechanizmach zaobserwowanych czy na wlasnej skorze doswiadczonych. Nie znaczy wcale ze nosze jakies tam zale i je wylewam na prawo czy lewo. Nie, tak nie jest. Nie zywie zadnych uraz do nikogo, a jak czasem cos wraca to staram sie tego nie podlewac i nie nakrecac. Nie znaczy wcale ze pewne zachowania ksiezy ktorych spotkalem na swojej drodze nie bolaly czy nawet troche nie bola albo nie zloszcza dzisiaj. Mam uczucia, i mozna mnie dotknac chocby tylko wewnetrznie, nie jestem mutantem ani robotem. Nie chodzi tez o to zeby bylo tylko fajnie i cukierkowo, czasem musi byc tez szorstko. Poza tym jak najbardziej akceptuje pewne dzialania z natury wychowawcze, ktore czlowieka moze troche bola, ale jednak w dluzszej perspektywie maja dobry wplyw a czasem ratuja zycie, to duchowe jak i fizyczne. Nie mniej nie akceptuje zabawy czlowiekiem dla kaprysu, z wygody, z glupoty, z zapomnienia, dla wladzy, z zwyczaju, dla parzadku czy z zawisci albo z zlosci. Takie zachowania maja miejsce i nie sa jednostkowe.
Co do formacji, jestem zwolennikiem formacji w kluczu duchowym(formacji stalej, trwajacej do smierci), czasem porzadkowej czy poprostu ogolnoludzkiej. Nie widze natomiast potrzeby angazowania tabunow psychologow, psychoterapeutow, bywa ze psychiatrow do formacji zakonnej jako leku na wszystkie bolaczki i rozwiazywania tym problemow, ktore maja inna nature. Jak sama nazwa wskazuje "psy-cholog" jest wierny sluchacz osoby, ktora nie ma przyjaciol i potrzebuje sie wewnetrznie otworzyc, wyzalic, pewne rzeczy przepracowac. A w zakonie nie powinno byc osob samotnych, a jesli tak jest, to cos nie gra. Wypacza to idei wspolnoty. Procesy psychiczne oraz mozg czlowieka pozostaja dalej niezbadane, i psychologia nic tu szczegolnego nie ma do zaoferowania. Z drugiej strony Kosciol przez dwa tysiace lat wypracowal bardzo dobre metody pracy z czlowiekiem w kluczu duchowym i ogolnoludzkim, z powodzeniem mozna je madrze stosowac nie tylko wewnetrznie w ramach wspolnot zakonnych ale dla ogolu wierzacych a nawet niewierzacych. Problemem tutaj sa tylko pewne nieodpowiednie zwyczaje i mechanicznie, tasmowo, systemowo powtarzane zachowania.
Na koniec optymistycznie. Spotkalem w swoim zyciu wielu wspanialych zakonnikow, ksiezy, sporo sie od nich nauczylem, dzieki ich modlitwie, gorliwej modlitwie ktora gory przenosi, wiele otrzymalem i wlasnie nimi Pan Bog sie poslugiwal w moim zyciu. Nie dotyczy to jakiegos konkretnego zgromadzenia, bo w kazdym sa dobrzy, piekni wewnetrznie, a bywa ze i świeci ludzie. Jestem wdzieczny, pamietam, ogarnialm mysla i modlitwa. Gorsza strona wybrzmiala wyzej, jednak nie chce zeby to przewazalo.

Offline

 

#14 2014-10-06 09:08:40

Selma
Użytkownik

Re: Zanim przejdziesz progi zakonu

[Jak sama nazwa wskazuje "psy-cholog" jest wierny sluchacz osoby, ktora nie ma przyjaciol i potrzebuje sie wewnetrznie otworzyc, wyzalic, pewne rzeczy przepracowac.]
Nie.
Psycholog to nie substytut przyjaciela dla osoby samotnej angazowany po to, by ta mogla sie wyzalic.

Ostatnio edytowany przez Selma (2014-10-06 09:09:03)

Offline

 

#15 2015-01-11 15:32:52

lifeiswonderful
Użytkownik

Re: Zanim przejdziesz progi zakonu

Inaczej wszystko wygląda w środku zakonu, seminarium a inaczej na zewnątrz. Na pewno jedno jest pewne - po śmierci spotkamy Boga i mu wszystko opowiemy co robiliśmy, dobrego i złego.

Bóg na pewno powołuje ludzi do życia zakonnego czy kapłańskiego. Tylko trzeba brać pod uwagę te czynniki ludzkie - hierarchia, starsi zawsze mają rację, prowincjał czy biskup nigdy się nie myli, zawsze ma rację.

Tak na prawdę bycie zaangażowanym członkiem Kościoła - jak siostra czy ksiądz, zawsze to jest wyrzeczenie się samego siebie - tak na prawdę nie jest się już wolny - musisz zawsze robić to co ci każą i masz bardzo ograniczony budżet życiowy - 100 zł miesięcznie jak żyjesz w zakonie.

Człowiek zawsze pozostanie człowiekiem w swoich potrzebach i pragnieniach. Najgorsze jest to że podwładny zawsze jest sam i jest ograniczony przez przełożonych.

Każdy ma inne spostrzeżenie na świat. Inaczej się myśli jak się ma 18, 25 czy 35. Czy jest się w seminarium, w kapłaństwie, czy jest się samotnikiem czy ma się dzieci. Wszystko zależy od punktu w jakim się jest.

Najgorsze jest to że ktoś decyduje o twoim życiu i nie bierze żadnej odpowiedzialności o twojej przyszłości. Niby jest ta zależność ale jest jedno strona - wspólnota zakonna czy biskup zawsze mogą wydalić człowieka z swoich struktur i o nim zapomnieć.

Warto pamiętać o jednym jak się idzie do seminarium czy zakonu - mieć studia lub zawód wyuczony, bo zawsze jest możliwość powrotu do czegoś, bo najgorsze są te historie jak ktoś odchodzi ale do niczego, nic nie umie w życiu, tylko gadać....

Życie zakonne nie jest sielanką i każdy kto idzie w te płoty musi o tym pamiętać, nie jest idealnie, przyjemnie, zawsze spotkasz zwykłych ludzi, którzy nie lubią jak im wchodzisz w ich życie, w ich drogę, w ich "karierę", "posługę". Często masz do czynienia z dużymi Piotrusiami Panami, dziećmi w środku co lubią gadżety jak telefony, aparaty.

Myślę że najgorsze jest to że kler zamiast działać tylko gada. Jest tyle wojen, kler powinien pierwszy jechać w te miejsca i zawieźć im jedzenie, ubrania, przenośne domy i nadzieję, że ktoś im pomoże i dobre słowo.

Offline

 

#16 2015-01-11 19:42:58

hannaturno
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: Instytut Świecki Chrystusa Króla

Re: Zanim przejdziesz progi zakonu

Wydaje mi się, że przemawia przez Ciebie gorycz, jakaś uraza, że to ona rządzi Twoją wypowiedzią i nadaje jej ton. I że to gorycz prowadzi do niesprawiedliwych uogólnień, takich jak na samym końcu (mam kontrprzykłady). I przypuszczam, że takie wieloletnie nastawienie nie ułatwia Ci życia. Musi być tym trudniejsze, im bardziej nie pozwalasz goryczy się wyciszyć. W pewnym sensie współczuję. Nie będziesz wolny, tak myślę, dopóki urazy nie pozostawisz.

A co do niektórych szczegółów:

lifeiswonderful napisał(a):

masz bardzo ograniczony budżet życiowy - 100 zł miesięcznie jak żyjesz w zakonie

Jeżeli ktoś ma zgodnie ze swoim powołaniem do zakonu dożywotnio zapewniony chleb, pracę i perspektywę Nieba (to ze słów pewnego świętego założyciela zgromadzeń), to wysokość kieszonkowego nie jest wg mnie największym problemem i wyrazem braku wolności.  Potrzebujesz na buty, kurtkę czy leki, prosisz, gdy to potrzebne  i możliwe – dostajesz, rozliczasz się. Proste? może, ale  pod warunkiem, że nie jesteś zbyt dumny, by umieć spokojnie poprosić i przyjąć decyzję, nie porównywać do innych itp.

lifeiswonderful napisał(a):

Najgorsze jest to że ktoś decyduje o twoim życiu

– no przecież się na to, że nie każda decyzja będzie należała do Ciebie,  w dużym stopniu godzisz od początku, przyjmując wezwanie na drogę zakonną czy kapłańską, cechującą się takimi właśnie zasadami, no nie? Jak nie, to po prostu pomyliłeś adres. Najgorsze jest raczej takie nieporozumienie, oskarżanie o rzeczy, które są istotą drogi. Choć owszem, świadome oddanie komuś prawa do decydowania o naszym losie proste nie jest.

lifeiswonderful napisał(a):

nie bierze żadnej odpowiedzialności o twojej przyszłości

– bierze, bierze odpowiedzialność za (za, nie o) twoją przyszłość. Odpowiada przed Bogiem, nie ucieknie od tego donikąd.  Tym bardziej, im bardziej w wymiarze ludzkim rzeczy rozwiazane są, powiedzmy,  nieładnie.


O Jezu, Królu mój, do Ciebie chcę należeć w życiu, w śmierci i w wieczności, amen

http://www.instchrkr.katowice.opoka.org.pl/
[moje pw nie działa, proszę korzystać z maila]

Offline

 

#17 2015-01-25 21:58:16

lifeiswonderful
Użytkownik

Re: Zanim przejdziesz progi zakonu

hannaturno - dzięki za odpowiedź. Ciekawe jest to że wątek na tym forum praktycznie nie ginie, coś się napisze, ktoś zawsze odpisze.

Wiesz, z zaangażowanymi ludźmi jest tak że zawsze mają swój punkt widzenia i są święci przekonani o swojej racji. Jest jedna doktryna i opinia musi być nigdy nieomylna. Dyskurs rozmowy zawsze skazany jest na porażkę, bo ja myślę tak jak chcę a taka osoba myśli jak ci się wydaje że jest słuszne z nauką. Trochę to jak gadka z jehowitom, on ma zawsze swój punkt widzenia i jakich racji byś nie użył, zawsze on ma rację.

nie nie o to chodzi, żeby mówić że coś jest złe w strukturze, chodzi o to że w tym środowisku nie jesteś w stanie myśleć samodzielnie, mieć swoją opinię. Jesteś zawsze podporządkowany. Każdy to inaczej nazywa, jednak punktem odniesienia jest wolność i swoboda decydowania o sobie. Będąc wolnym człowiekiem zawsze masz możliwość decydowania i wyboru.

Nie bierzcie tego że nie zgadzam się z kimś, tylko ukazuję swój punkt widzenia. Chciałem tylko zwrócić uwagę że zdrowie psychiczne jest najważniejsze i często bycie posłusznym, podporządkowanym prowadzi do depresji bo nie można być tym kim się jest i nie ma się prawa do swoich emocji.

Ja jak coś mi się w życiu nie podoba to to zmieniam... czuję się wtedy na maksa wolny. Nic mnie nie ogranicza. Jak nie lubię szefa to go zmieniam na innego. Te osoby, które nie są najbliższe dla mnie, są tylko kolejnymi osobami do środowiska, które będzie mi pasować.

Offline

 

#18 2015-01-26 14:45:41

bepik1
Użytkownik
Imieniny: 6.09
Urodziny: 12.04
Skąd: ''I przyciągnąwszy ŁÓDŹ(my town) do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim''

Re: Zanim przejdziesz progi zakonu

Moim zdaniem warto poruszać takie kwestie. Osoby idące do zakonu często myślą że to niekończący okres rekolekcji...-sama tez trochę tak myślałam. Powinnismy uswiadomić że życe nie jest tam takie łatwe- zresztą jak wszędzie. Czy w zakonie czy w rodzinie...
Ostatnio spotkaliśmy sie -studenci po 6 roku i w trakcie rozmowy rozmawialismy o przeszlosci. wspominalismy ze na roku ok 8 osób było w zakonie-odeszły. Obecnych na spotkaniu były 4. Kazda ze smutkiem wspominała o swej przeszłosci, o tym jakim trzeba tam być silnym i mężnym, że praca to numer jeden, modlitwa wspolnota na koncu.... spotakłyśmy się z wielkim oburzeniem naszych znajomych ze studiów- bo jak to... Niestety.
Nie mówię że wszystkie zakony sa złe... ale w wielu z nich nie czuć  Boga... wiem z autopsji, z opowiadań ludzi.... ileż to siostr odchodzi bo nie wytrzymuje... Ostatnio jedna siostra mi powiedziała że w zakonie nie ma przyjaciółek koleżanek są tylko rywalki.... gdyby nie miłość do Boga dawno by odeszła....
ZApewne ta osoba co była w zakonie, co przezyła na własnej skórze tego ducha... bardziej zrozumie, niż ten z boku- jak moi znajomi.

Ostatnio edytowany przez bepik1 (2015-01-26 14:47:29)


'' Ucz mnie, Panie, wypełniać Twoją świętą wolę, znaleźć i ustalić miejsce, gdzie mogę Tobie najlepiej służyć''.
św. Karol Boromeusz.
''Nie bój się, nie lękaj się,Bóg sam wystarczy... ''Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! ''

Offline

 

#19 2015-01-26 16:32:36

hannaturno
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: Instytut Świecki Chrystusa Króla

Re: Zanim przejdziesz progi zakonu

Bepik ma rację, pisząc, że trzeba realnego spojrzenia, nie zaś złudzeń, że całe życie dla Boga będzie jak na (zapewne łatwych) rekolekcjach. (W moim doświadczeniu co prawda rekolekcje bywają bardzo trudną, momentami dotkliwie trudną pracą duchową). Ale o tym, o złudzeniach czy wyobrażeniach  osób wybierających życie konsekrowane i o potrzebie realizmu są już inne wątki, więc wracam do tematu.

     lifeiswonderful, dobrze jest wymienić się opiniami. Chciałabym nawiązać do podejmowanego przez Ciebie tematu wolności.
     Od ponad 20 lat żyję we wspólnocie życia konsekrowanego (co prawda nie zakonnej) i ślubowałam być posłuszna. Ale oczywiście, że myślę w sposób wolny! Podzielę się doświadczeniem, moim, trwałym, nie teorią.
       Mam prawo do wyrażania swojego zdania, czynię to. Systematycznie (bywam też o nie pytana i proszona). I nie ja jedna. Nie myślę jak wszyscy. Nie myślimy tak samo. Nikt mi mózgu nie wyprał. Nikt mi nie mówi: nie wolno ci tak myśleć, nie wolno ci tak mówić. Mam prawo do swojego zdania i wyrażam je, może aż za często img/smilies/smile  Mam prawo do emocji! I to jakich emocji!  Żebyś Ty wiedział, ile jest różnych zdań we wspólnocie, jakie ciekawe lub trudne, czasem bolesne toczą się dyskusje. Kto z czym się nie zgadza, kto ma inną interpretację, odczucia, opinię. I wiesz, co? To jest niezwykłe bogactwo, sama bym tylu pomysłów, ujęć nigdy nie miała. Myślę, patrzę tylko na moją skalę. We wspólnocie skala mi się poszerza!
    Nie wykluczam istnienia gdzieś błędów czy wynaturzeń. Ale sprzeciwiam się przypuszczeniom co do założonej urawniłowki myśli i zakazu uczuć. Nikt i nigdy mi ich nie zakazał. Uczucia są ważne i tego uczą wielcy święci.

lifeiswonderful napisał(a):

punktem odniesienia jest wolność i swoboda decydowania o sobie. Będąc wolnym człowiekiem zawsze masz możliwość decydowania i wyboru.

Jasne, jako wolny człowiek zawsze mam możliwość decydowania i dokonania wyboru. Wolność wyboru mam. Potężną. Czasem aż niebezpiecznie wielką. Ale mam też ważniejsze punkty odniesienia niż pełna bezwarunkowa swoboda. Nie jestem miarą siebie.  Moim punktem, uważaj,  trudnym punktem odniesienia jest wierna miłość. Nie zaś bezwarunkowa zewnętrzna swoboda.
      Posłusznym trzeba być mądrze. Posłuszeństwa oczekiwać też trzeba mądrze. Nie polega na tłamszeniu, zakazie myśli, kagańcu na usta, zlodowaceniu serca.
     Pół żartem, ale jednak. Jest takie przysłowie, mało znane. „Dłużej klasztora niż przeora”. To znaczy, wspólnota trwa, przełożeni przemijają.

lifeiswonderful napisał(a):

Jak nie lubię szefa to go zmieniam na innego.

„Szefa”, widzisz,  mam jednego. Nazywa się Jezus Chrystus. Lubię Go, i więcej niż lubię…. Nie zmieniam.

lifeiswonderful napisał(a):

Nie bierzcie tego że nie zgadzam się z kimś, tylko ukazuję swój punkt widzenia.

Aha,więc  i Ty nie bierz mi za złe. Ja też ukazuję tylko swój punkt widzenia.

Ostatnio edytowany przez hannaturno (2015-01-26 16:34:06)


O Jezu, Królu mój, do Ciebie chcę należeć w życiu, w śmierci i w wieczności, amen

http://www.instchrkr.katowice.opoka.org.pl/
[moje pw nie działa, proszę korzystać z maila]

Offline

 

#20 2015-01-26 19:51:47

maluszek
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: spod skrzydeł św. Ojca Ignacego

Re: Zanim przejdziesz progi zakonu

Nie mam tak długiego doświadczenia życia we wspólnocie życia konsekrowanego jak hannaturno, ale pomyślałam, że i ja się podzielę swoimi refleksjami. Ślubując posłuszeństwo nie zrezygnowałam z mojej wolności; ślubując posłuszeństwo po prostu zgodziłam się na to, że nie o wszystkim i samodzielnie będę decydować; zgodziłam się na to, że moje pomysły będą poddawane weryfikacji.Ślubowałam posłuszeństwo w wolności.  Nikt nie zabrania mi myśleć, czy mieć swojego zdania. To mój wybór i wolność sprawiają, że "biorę" to co proponują inni.
" Ja jak coś mi się w życiu nie podoba to to zmieniam... czuję się wtedy na maksa wolny. Nic mnie nie ogranicza. Jak nie lubię szefa to go zmieniam na innego. Te osoby, które nie są najbliższe dla mnie, są tylko kolejnymi osobami do środowiska, które będzie mi pasować." - zatrzymałam się dłużej na tych słowach.Przepraszam Cię bardzo, ale  stwierdzenie: " nie lubię szefa zmieniam go na innego" jest dla mnie mocno odrealnione i przypomina mi zabawę w przedszkole - jak mnie coś złości zabieram zabawki i przenoszę się do innej piaskownicy - no w życiu tak nie jest- bo nie zawsze, nawet wtedy gdy jest się singlem, którego nic nie wiąże i nie trzyma- mamy fizyczną szansę na zmianę. Nie mówię tego z " z sufitu", bo pracuję "w świecie", w świeckiej instytucji i wykonuję świecki zawód. To na co mam wpływ to próba zmiany myślenia, postrzegania - zwyczajne dojrzewanie ( nawet nie w sensie wiary, ale w sensie psychologicznym, choć w moim przypadku staram się, aby te rzeczywistości współbrzmiały ze sobą).
To co sprawia,że jestem wolna to umiejętność dystansowania się do rzeczy i spraw na które nie mam wpływu.Ten dystans nie jest zimnym cynizmem i pogardą dla świata, czy ludzi, wypływa raczej z przeświadczenia, że Pan Bóg trzyma nade mną swoją rękę, że jestem w Nim i przy Nim bezpieczna.
To chyba tyle, tak na gorąco.img/smilies/smile


Jezus - moja miłość jest Ukrzyżowany (św. O. Ignacy)

Offline

 

#21 2015-02-13 15:46:41

lifeiswonderful
Użytkownik

Re: Zanim przejdziesz progi zakonu

Cześć wszystkim,

Dzisiaj patrzyłem na facebook i dowiedziałem się że kolega z którym byłem na wspólnym etapie formacji, już nie jest w zakonie. Zmartwiłem się tym, gdyż kolega miał trochę problemów ale nie takich żeby kogoś skreślać, jednak myślę że nie dali mu szansy, bo sam z siebie raczej nie odszedł. Pamiętam, że sam opowiadał jak mu robili problemy i jak na niego patrzyli. Już wtedy widział problem. Widział niechęć do jego osoby. Przypuszczam, że zrobili mu klasyczny scenariusz - masz wady, które uniemożliwiają ci zostanie kapłanem, dzięki, odejdź. Raczej w przyszłości będziesz robił problemy. I to nie chodzi o to że on robił je ale został narzucony scenariusz. O tym rozmawiałem kiedyś z swoim duchownym i to samo mi potwierdził. Jest czasami negatywne spojrzenie przełożonych na kandydatów. Nie patrzy się na dobre cechy ale szuka się na siłę tych złych, bo ktoś jest do kogoś uprzedzony. Tak w skrócie. Tak to działa w męskich zakonach. Bardzo przykre.

Chciałem tylko doradzić i przestrzec wszystkich, którzy się wybierają do zakonu, żeby zacząć drogę życia konsekrowaną czy kapłańską zaraz po studiach świeckich np. prawo, finanse, czy rachunkowość z rokiem lub dwoma po praktyce zawodowej. Nie ma co się spieszyć mając 19 lat do zakonu. Zawsze Ci powiedzą że jesteś młody i możesz poczekać do kapłaństwa, rok czy dwa. Ale nikt nie uleczy tych zranień i bolących nocy (polecam książkę ks. Chrostowski - Bóg Biblia Mesjasz - wywiad do bólu człowieka którego wyrzucili z seminarium, musiał iść do 2 i zaczynać wszystko od nowa - 10 lat w plecy. Szacunek że się nie zniechęcił. Strasznie smutna historia jak go przełożenie potraktowali coś podobnego do ks. Lemańskiego - one way ticket).

Wracamy do punktu wyjścia, nikt kto odszedł z zakonu, na początku drogi nie myślał że odejdzie z obranej drogi. Każdy miał głęboką radość i chęć służenia ludziom i Bogu. Z biegiem czasu, zauważa się niedociągnięcia drogi, formacji, zakonu, seminarium i robi się problem, człowiek się wypala, buntuje, boi się, myli się. Nie każdy chce pomóc. Każdy przypadek jest inny. Warto się zastanowić nad swoim i otoczeniem w jakim się jest bo ono najbardziej wpływa na to kim człowiek jest.

Niektórym się udało, niektórym nie, ktoś został kapłanem, ktoś został siostrą zakonną po wieczystych ślubach, jednak nie każdy miał takie szczęście. Czasami działa czynnik ludzki i nie każdy przełożony zdaje sobie sprawę z wagi problemu. Czasami skreśla kandydata dla zasady lub dla swego kiepskiego punktu widzenia. Brak afirmacji 2 osoby, empatii, to jest sedno problemu. Często programują swoje problemy i wady na młodych ludziach i ich w ten sposób niszczą. Narzucają swój kiepski świat.

Każdy kto idzie do zakonu czy do seminarium, powinien 10 razy się zastanowić nad tym. W Polsce panuje moda na powołanie. Często tematyka powołania przewija się przez kazania i kulturę duchowieństwa. Nie chcę mówić że jest to mit. Dla jednych to będzie głos wewnętrzny, głos boży. Dla innych chęć służenia innym, chęć bycia księdzem, siostrą zakonną, kapłanem, czy bratem.

Ale warto się zastanowić czym jest powołanie samo w sobie, czy ono tak na prawdę istnieje? Nie chodzi że wątpię, tylko może być tak że powołanie ktoś sobie wymyślił i nie można powiedzieć że istnieje samo w sobie w takim przypadku.

Są przypadki wyjątkowe jak historie biblijne gdzie nie ma możliwości przywidzenia, gdyż głos Boży był bardzo widoczny. Jednak w zwykłym naszym ludzkim życiu, każdy ma wpisane powołanie w duszy jako służenie Bogu poprzez wypełnianie przykazań Bożych, życia zgodnie z prawem Bożym. Myślę że to jest sedno naszego życia. A wybór drogi to jest decyzja człowieka. Trzeba mieć dużo sił żeby przez całe życie iść jedną drogą i nie zjeść z niej.

I powołanie można zmitologizować, traktować jako doktrynę, dogmat - mam powołanie, muszę zostać księdzem. Jest to usprawiedliwienie swoich wad, kompleksów. Człowiek zawsze pozostanie popiołem, jakimś małym ludzikiem, punktem we wszechświecie i jedynie co to wystarczy być pokornym i zrozumieć swoją małość a nie tworzyć mitu wokół siebie - że ktoś mnie wybrał i jestem już ustawiony w życiu.

Często takich ustawionych ludzi bo mają znajomości w zakrystii, życie szybko weryfikuje i zwykli przełożeni, prostują takich ludzi i sam widziałem, jak 1 wyleciał z zakonu, drogi został odstawiony na tor boczny bo zabrakło im pokory, podporządkowanie się regule. Myślę, że również nie ma co walczyć z starymi piernikami, oni wiedzą najlepiej. Jest tak samo w zwykłym życiu.

Życie z dłuższej perspektywy jest dosyć skomplikowane, ja biorę poprawkę na 2 człowieka, szczególnie na przełożonego, czy to był zakonny czy teraz któryś z szefów. Lepiej nie podchodzić jak ma się odmienne zdanie. Ludzie biorą rzeczy zbyt dosłownie i jedyną reakcją jest atak. Nie rozumieją, że ktoś ma inne zdanie i inaczej widzi problem. Do wielu rzeczy trzeba się podporządkować. W życiu świeckim jest to 8 godzin, ok, da się wytrzymać w biurze, ale będąc w zakonie, sadzić cebulę do góry nogami i o wszystko się pytać czy coś wolno czy nie, to jest już chore jak dla mnie. W życiu dostajesz pensję co miesiąc, można coś odłożyć i po 2 latach zmienić firmę, mieć samochód, dom itp. ale jak zakon powie nie lub samemu się odejdzie, zaczyna się od zera... nie ma się nic. Jest to cholernie trudny moment w życiu.

Wiem, skreślicie mnie i powiecie, o nie nie, ok każdy ma prawo do swojego zdania. Myślę, że problem w Polsce i w kościele jest taki - dużo się gada a mało robi. Drodzy duchowni, przejdzie do działania - otwórzcie się na biednych, na problemy społeczne a nie tylko głoście kazania. Wyjdźcie do ludzi.

Dzięki.

Offline

 

#22 2015-02-13 16:17:48

adamsvd
Użytkownik
Imieniny: 24.12
Urodziny: 1988
Skąd: Gdzieś w Afryce

Re: Zanim przejdziesz progi zakonu

lifeiswonderful napisał(a):

Dzisiaj patrzyłem na facebook i dowiedziałem się że kolega z którym byłem na wspólnym etapie formacji, już nie jest w zakonie. Zmartwiłem się tym, gdyż kolega miał trochę problemów ale nie takich żeby kogoś skreślać, jednak myślę że nie dali mu szansy, bo sam z siebie raczej nie odszedł.

- przecież sam piszesz, że się domyślasz, że nie wiesz czy sam odszedł czy go wyrzucili, tylko się domyślasz, a zaraz potem oceniasz przełożonych!

lifeiswonderful napisał(a):

Nie ma co się spieszyć mając 19 lat do zakonu.

- każdy ma swoją drogę i dla każdego Pan Bóg dał etap kiedy ma wstępować lub nic - nie ma różnicy czy to 19 czy 39 lat. ja wstąpiłem mając 19 lat, po liceum humanistycznym. więc jako zupełne dziecko - dzięki temu widzę jak Bóg chronił mnie przed niektórymi rzeczami. jestem wdzięczny. wiec bez generalizacji.

lifeiswonderful napisał(a):

Wracamy do punktu wyjścia, nikt kto odszedł z zakonu, na początku drogi nie myślał że odejdzie z obranej drogi. Każdy miał głęboką radość i chęć służenia ludziom i Bogu. Z biegiem czasu, zauważa się niedociągnięcia drogi, formacji, zakonu, seminarium i robi się problem, człowiek się wypala, buntuje, boi się, myli się. Nie każdy chce pomóc. Każdy przypadek jest inny. Warto się zastanowić nad swoim i otoczeniem w jakim się jest bo ono najbardziej wpływa na to kim człowiek jest.

- ok, tu się zgodzę. to jest kryzys, każdy przechodzi go inaczej, w różnych miejscach i czasie. w szkole, w związku, wspólnocie, nie chce się uczyć, wstać z łóżka itd. jednak szukać przyczyn w świecie zewnętrznym - do niczego nie prowadzi - bardzo rzadko jest możliwość by go zmienić, najpierw warto zauważać błędy u siebie.

lifeiswonderful napisał(a):

Każdy kto idzie do zakonu czy do seminarium, powinien 10 razy się zastanowić nad tym.

- i tak samo każdy występujący powinien się 10 razy zastanowić nad tym. Każda taka życiowa decyzja jest trudna, ważna i piękna, ale na temat podejmowania decyzji już było - m.in. na skupieniu Barki w Gdyni img/smilies/smile

lifeiswonderful napisał(a):

A wybór drogi to jest decyzja człowieka. Trzeba mieć dużo sił żeby przez całe życie iść jedną drogą i nie zjeść z niej.

- ok, ale czy warto wybrać coś czego Bóg dla mnie nie chce? przecież wie lepiej co dla mnie dobre? a myślę, że wytrwałość na jednej ścieżce jest łaską, o którą trzeba się modlić i nie polegać na sobie.

lifeiswonderful napisał(a):

Myślę, że również nie ma co walczyć z starymi piernikami, oni wiedzą najlepiej. Jest tak samo w zwykłym życiu.

- ja tam jednak myślę, że gdy trzeba walczyć to nie ma co się usprawiedliwiać. nawet z przełożonymi i wspólnotą. jeśli celem jest dobro wspólne, wyższy cel - tak warto img/smilies/smile

lifeiswonderful napisał(a):

będąc w zakonie, sadzić cebulę do góry nogami i o wszystko się pytać czy coś wolno czy nie, to jest już chore jak dla mnie.

- a ja już tyle lat czekam, żebym mógł sadzić cebule do góry nogami, sądzić ogórki kiszone i zamiatać liście pod wiatr... a tu nic... nic, zupełnie nie
odnośnie pytania się o wszystko - to jest moja zgoda na rezygnacje z siebie - sam sie na to zgodziłem, miałem wyobrażenie jak to wygląda, więc hmnn, tak chcę tego img/smilies/wink

lifeiswonderful napisał(a):

Wiem, skreślicie mnie i powiecie, o nie nie, ok każdy ma prawo do swojego zdania. Myślę, że problem w Polsce i w kościele jest taki - dużo się gada a mało robi. Drodzy duchowni, przejdzie do działania - otwórzcie się na biednych, na problemy społeczne a nie tylko głoście kazania. Wyjdźcie do ludzi.

- nie, nie skreślam Cię, myślę jednak, że masz nadal żal do przełożonych, który musisz przepracować z psychologiem lub oddać Panu Bogu, bo przewija się to przez wszystkie Twoje wypowiedzi. będzie Ci trudno. trzymaj się - powodzenia!
część do duchownych - biorę do siebie


Duchu Święty Boże
Wszystko z Miłości ku Tobie!

http://www.werbisci.pl/

Offline

 

#23 2015-02-13 16:28:40

misjonarka
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: p3o@poczta.fm

Re: Zanim przejdziesz progi zakonu

Być może ktoś już zamieścił takowy cytat z "Siedmiopietrowej Góry" Tomasza Mertona, ale chcę go w tym wątku przywołać raz jeszcze. Bardzo, bardzo wartościowa myśl poparta dużym doświadczeniem życiowym i zakonnym tego niezwykłego człowieka.
" Pierwszym i zasadniczym sprawdzianem powołania do życia zakonnego - bądź to jako jezuita, bądź to jako franciszkanin, cysters lub kartuz - jest dobra wola do przyjęcia życia we wspólnocie [i teraz WAŻNE] w której każdy z członków jest mniej lub więcej niedoskonały." Koniec cytatu, a zainteresowanych odsyłam do źródła. Osobiście uważam, że oprócz powołania trzeba jeszcze posiadać talent do życia we wspólnocie img/smilies/smile

Offline

 

#24 2015-02-19 10:49:01

katarina28
Użytkownik

Re: Zanim przejdziesz progi zakonu

Bóg zna najlepiej nasze serca i niestety czasem decyzje przłożonych są dla nas krzywdzące, ale nawet z największego zła Bóg potrafi wyprowadzić dobro. Jeśli Bóg sobie ' kogoś upatrzył' to pokaże mu inne miejsce w innym zakonie  tam gdzie będzie mógł pełnić wolę Boga. Trzeba być otwartym , a Bóg wskaże nam nasze miejsce na ziemi.

Offline

 

#25 2015-08-16 12:31:37

lifeiswonderful
Użytkownik

Re: Zanim przejdziesz progi zakonu

Cześć,
chciałem tylko dać krótkie świadectwo, że Jezus mnie uzdrowił w Eucharystii. Choć już mam sporo lat, ciągle się uczę życia. Jezus jest moim Panem i zbawicielem. Mocno Go kocham. Żyję w łasce uświęcającej, w naszym świętym Kościele. To co niemożliwe, co mi się wydawało nie do przeskoczenia w sobie, udało mi się przeskoczyć. Z mocą Boża, świętym sakramentem pokuty świętej i komunii św. Jezus mnie uzdrowił z wielu moich słabości. Miałem 2 miesiące temu taką przełomową spowiedź świętą w życiu, wiedziałem wtedy że chce zacząć wszystko od początku - całym sercem kochać Boga, jego przykazania i ludzi. Udaje się. Życie w mocy Bożej jest cudowne. Dużo rzeczy w moim życiu się zmieniło. Mam nadzieję na życie wieczne, na spotkanie z Jezusem. Nie boję się śmierci. Wiem, że prędzej czy później spotkamy się z Nim. Czytam dużo pisma św., poznaję tajemnicę naszej wiary. Nie tracę czasu na rzeczy nieistotne. Staram się myśleć tylko o Bogu. Dużym wsparciem było dla mnie świadectwo Piotrka:
https://www.youtube.com/watch?v=PawDzqGCIsc

Jak już patrzę na Piotrka w tym filmie to mi się tak ciepło w sercu robi, bo widzę wielką moc i działanie Boga.

Przełomem dla mnie były objawienia Matki Boskiej z Fatimy, z 1917 kiedy dzieci - Łucja, Hiacynta, Franciszek doświadczyli prawd Bożych - szczególnie piekła. Zdałem sobie sprawę, że dzieci miały poznanie rzeczywistości i jej namacalnie doświadczyły. Przeżywały później moc Boga jak przyszedł do nich anioł. Cierpiały z powodu grzechu i wizji piekła. Ich przeżycia były realne. Ich doświadczenie stało się moim doświadczeniem. Cieszę się, że Maryja jest realną osobą, która ciągle jest obecna w kościele. Ona ciągle się nami opiekuje a szczególnie w trudnych chwilach dla Kościoła św. W 1917 roku mówiła, że jak ludzie się nie nawrócą to spotka je kara w postaci wojny. Wojna wybuchła. Portugalia, cały kraj, poświęcił się Niepokalanemu Sercu Maryi. Wojna ominęła Portugalię. Szkoda że w Polsce nie ma takich ludzi u władzy, którzy by poświęcili nasz kraj sercu Maryi. Wiele problemów rozwiązałoby się samemu. Dzięki łasce Bożej. Codziennie odmawiam różaniec i modlę się za grzeszników jak trójka dzieci. Żeby nie poszli do piekła. Dodam że piekło nie jest puste. Były prowincjał jezuitów mówił że piekło może być puste i że być może będzie powszechne zbawienie. Usłyszałem to w nowicjacie. Powiem szczerze że to nie prawda i tylko te słowa mnie upuściły w gorliwości unikania grzechu. Pomyślałem sobie: Jeśli wszyscy będą zbawieni, to można grzeszyć. 5 sobór w 533 roku mówi że kara za grzechy ciężkie i śmiertelne, jest wieczna. Objawienie w Fatimie to ukazuje w obrazie piekła. Jest dużo miejsc w piśmie św. gdzie Pan Jezus mówi, że ci co grzeszą i nie pokutują, idą do piekła.  Polecam wszystkim wspomnienia św. Łucji, książkę Fatima - ks. Felici. Bardzo dobra.   

Choć może doświadczyłem dużo cierpienia od samych przedstawicieli kościoła, po ludzku dużo straciłem czasu, energii, psychiki, zdrowia psychicznego w życiu, to umiem im wszystkim wybaczyć. I im wybaczyłem. Choć wspomnienia wracają, jednak zaczynam o czymś innym myśleć. Ostatni rok był dla mnie przełomowy. Pożegnałem się z wymarzoną pracą, zaczynam znów wszystko od początku. Tutaj w życiu na ziemi nie ma nic stałego oprócz łaski Bożej. Wszystko co materialne przemija. Zostają tylko dobra duchowe.

Co mogę poradzić samym kandydatom w drodze bożej - miej swoją wizję, swoje doświadczenie powołania i nigdy nie wątp że Bóg chce abyś szedł tą drogą. Jeśli Cię postawił w zakonie, w seminarium, znaczy że tam jest twoje miejsce a nie gdzie indziej. Św. Piotr się zląkł jak szedł po falach do Jezusa, zaczął się topić. Jezus mu powiedział: czemu zwątpiłeś małej wiary?

Wielu księży mnie zniechęciło. Byli dla mnie antyświadectwem. Co możemy dać sobie jedni drugim, co jest najważniejsze, to wsparcie. Nadzieja jaką sobie przekazujemy przez słowa pocieszenia jest kluczem do szczęścia i dobrych relacji. Są to proste słowa i sprawy jednak często o nich zapominamy. Warto wracać do 3 cnót boskich - wiary, nadziei i miłości. Anioł Boży jak się objawił dzieciom z Fatimy uczy ich tej modlitwy - Boże wierzę, mam nadzieję, kocham Cię. Proszę Cię za tych co nie wierzą, nie mają nadziei i nie kochają Ciebie. Anioł zwraca uwagę że na tych 3 cnotach zbudowany jest świat duchowy. Sami przyznajcie jak dobrze głęboko wierzyć, jak mocno mieć nadzieję i mocno kochać Boga. Wtedy życie nie ma lęku, wątpliwości, nie ma tego wewnętrznego niepokoju, szarpania się. 

Dziękuję wszystkim którzy się za mnie modlili przez ten rok. Dużo zrobiliście dobrego. Dzisiaj daję świadectwo jako osoba w pełni pojednana z Bogiem i Kościołem. Pamiętajmy o innych tych, którzy zwątpili i nie mają nadziei. Módlmy się za nich.
pozdrawiam

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
Host by: Hosting
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson



Założ : stronę za darmo