'Barka'- forum o tematyce powołaniowej

  • Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

UWAGA! BARKA jest to forum o tematyce powołaniowej. Moderacja nie bierze odpowiedzialności za opinie użytkowników oraz nie weryfikuje osób podających się za osoby duchowne lub konsekrowane.
PRZYPOMINAMY, ŻE NA NASZYM FORUM OBOWIĄZUJE REGULAMIN!
Znaleźć go możesz w ZASADY

UWAGA!!! ZAPRASZAMY DO TWORZENIA INTERNETOWEJ RÓŻY BARKI !!! Chętnych prosimy o zapisy :)

Barka na Facebooku

#1 2014-09-30 19:59:47

natmar0
Użytkownik

Pogodzić serce z rozsądkiem i z Panem Bogiem...

Kochani, ja nie pamiętam, kiedy ostatnio odwiedziłam Barkę.
Tak rzadko tu bywam ostatnimi czasy, że aż prawie wcale. To wynika z mojej teraźniejszej sytuacji, która , no , nie jest za ciekawa..
Ale coś mnie natchnęło dzisiaj, by tu napisać świadectwo.
Myślę, że to będzie dobra decyzja, potrzebuję takiego podsumowania własnego życia, przynajmniej ostatniego czasu.
Otóż , jak już kiedyś pisałam , poczułam kilka lat temu (teraz to już 4 lata mijają) powołanie do życia zakonnego. Coś mnie tak nagle tchnęło (albo raczej Ktoś ;>) i tak bardzo, że utrzymuje się to i chodzi za mną już 4 rok..
Ale nie zawsze tak było.
Był taki czas - 2,5 roku bodajże - w którym tylko myślałam bez przerwy o obraniu życia zakonnego.
Rekolekcje, codzienna Msza święta, praktycznie bezustanny kontakt z Bogiem, poczucie Jego Obecności i jedności z Nim. Nie rozstawałam się z Nim na krok. Starałam się być coraz lepszym człowiekiem i dążyłam do tego, aby kiedyś obrać sobie wymarzony stan życia - całkowite oddanie się Mu w życiu zakonnym.
Nigdy nie czułam się taka szczęśliwa , jak przez te 2,5 roku. Nigdy nie było we mnie tyle radości... czasami jak teraz o tym myślę, to zrobiłabym wszystko, by znowu tak było..
Ale z czasem zaczęło się dziać coś, przez co ten power i poczucie pragnienia zanikały..
Zaczęłam kontakt z chłopakiem, w którym się zakochałam. Po krótkim czasie (zbyt krótkim) ten kontakt przerodził się w związek, a zakochanie w miłość.
Układało się nam przez najbliższe kilka miesięcy, później już zaczęło się psuć.
Nie mogliśmy się dogadać, zaakceptować siebie nawzajem, przestaliśmy sobie ufać... z czasem ten kontakt był coraz mniejszy, a w nas pozostawały tylko rany i ból.
W końcu nie wytrzymałam i rozstałam się z nim. Ale wróciliśmy do siebie, po krótkim czasie.
Niby się układało, ale nie do końca... aż w końcu dowiedziałam się, że byłam przez niego oszukiwana... (tak samo zresztą, jak jego byłe dziewczyny)
Czułam w sobie gniew, zawiłość, nienawiść... On prosił o spotkanie, twierdził, że mnie naprawdę kocha (zresztą codziennie mi to powtarzał) , ale ja to wręcz odrzucałam i dawałam jasno do zrozumienia , że nie mamy już o czym mówić, nie chcę go ani widzieć, ani znać.
Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że było we mnie aż za dużo tej zawiłości..
Jakiś czas jeszcze się starał o mnie, a później już sam chyba wymiękł i dał sobie spokój. Albo raczej mi..

Przez cały nasz związek mój kontakt z Panem Bogiem był coraz mniejszy. Coraz mniej się modliłam.
Czułam się okropnie. Czułam w sobie ogromną pustkę i żal, ból w sercu i tęsknotę za Nim (podobnie jak w poprzednim doświadczeniu, gdzie też byłam w związku z kimś i tęskniłam za całkowitym byciem tylko dla Boga. Dopiero po rozstaniu , gdy znowu poczułam to pragnienie życia zakonnego, poczułam się szczęśliwa)
Tęsknota za pragnieniem życia zakonnego....
Byłam sfrustrowana, może nawet agresywna słownie wobec innych, nerwowa i strasznie zamknięta na innych ludzi, egoistyczna.
Miałam tego świadomość i chciałam zwalczyć w sobie te negatywne cechy, ale nie potrafiłam. Nawet spowiedź święta, do której często przystępowałam nie dawała rezultatów.
Nic nie pomagało. A do tego jeszcze ten ból po doświadczeniu trudnego związku, rozstanie , a zarazem chęć bycia z tą osobą, miłość do niej i tęsknota.
Kochałam, ale chyba wtedy jeszcze nie potrafiłam odpowiednio się do tego zabrać. Albo raczej posługiwać się tym.

Poczułam potrzebę udania się na dzień skupienia indywidualnego do Sióstr Karmelitanek. (bo w zasadzie tylko tam jak dotąd jeżdżę)
To była tylko jedna doba. Jedna jedyna doba.
Wróciłam z niej zupełnie odmieniona. Tzn wróciłam... w zasadzie do połowy, bo myślami i sercem cały czas jestem tam nadal.
Przyjechałam tam i w zasadzie nie wiedziałam, od czego zacząć, co ze sobą zrobić..
Nie miałam nic zaplanowane. Chciałam się po prostu wyciszyć, rozważyć kilka spraw i móc porozmawiać z Bogiem. Całkowicie. Zdałam się na Niego.
Rozpakowałam się, wzięłam prysznic i poszłam do kaplicy.. Uklękłam przed Krzyżem i rozpłakałam się.
Pomyślałam wtedy: "Boże, jak ja za Tobą tęskniłam. Jak ja tęskniłam za tym miejscem. Za tym, jak się tu czuję. I za tym czasem, gdy byłam tu ostatnim  razem"
Tak... to jest to miejsce, które zawsze mnie zmienia, obojętnie, czy jestem tam tydzień czy jedną dobę, zawsze mnie zmieni.
To jest to miejsce, w którym Siostry zarażają radykalnie swoją wiarą i miłością.

( Nadal pamiętam jeden z momentów i chyba nigdy go nie zapomnę, gdy siedzieliśmy wraz z Ojcami w refektarzu i jedliśmy śniadanie. Przyszła jedna z Sióstr i prosiła Ojca o pomoc w naprawie ipoda.. Przecież to błaha sprawa, jak w każdym urządzenie, może się coś w nim popsuć.. A Siostra powiedziała wtedy:
"Tak się zastanawiałam nad tym, co się dzieję i tak sobie myślę <<Panie Jezu, może Ty nie chcesz, abym ja używała tego urządzenia.. może dlatego się ono zepsuło" . Jej wiara i miłość, tak mną poruszyły, że się rozpłakałam... img/smilies/142 )

Wyciszyłam się całkowicie i wróciłam do relacji z Bogiem. Zrozumiałam, jak bardzo zmieniłam się od ostatniego pobytu tam.. Jak bardzo zmieniło się moje podejście, przez jakie doświadczenia przeszłam i jak bardzo różni się moja sytuacja teraźniejsza od tamtej.
Jakbym była zupełnie innym człowiekiem...

Zastanowiłam się nad tym wszystkim, przez co przechodziłam i , myślę, że też Duch Święty jakoś na mnie wpłynął , bo zmieniłam swoje podejście radykalnie.
Zaczęłam być bardziej uczuciowa, znowu zważać na innych ludzi i im pomagać, wchodzić w kontakt z nimi. Ale przede wszystkim z Bogiem.
Tylko że wraz z tym znowuż wróciło pragnienie obrania życia w habicie : )
Tylko jedna doba..
Jedne skupienia w Karmelu. Jeden kontakt z Siostrami....

Rozpłakałam się przy powrocie do domu, że tak naprawdę to nie chcę stamtąd odjeżdżać. Tam życie płynie przecież zupełnie inaczej... Tam jest to życie, za którym ja tęskniłam - i tęsknię znowu.


Wszystko byłoby jasne, gdyby nie sytuacje, przed którymi staję... I w których muszę podjąć jakąś decyzję...

Przecież nadal kocham osobę, z którą byłam (on też twierdzi, że mnie kocha) .
Z jednej strony chciałabym dać mu jeszcze jedną szansę, spróbować mu przebaczyć (tak czy siak i tak do tego dążę, nawet gdybym do niego nie wróciła)
i spróbować zaufać... ale z drugiej strony mam świadomość tego, że to bez sensu, bo przecież nie ufam mu i nawet po tym wszystkim nie chce mu ufać, boję się i nie wierzę w jego miłość... w to, że mnie kocha i w to, że mógłby być wobec mnie uczciwy.
Żadne jego starania na mnie nie działają i cokolwiek by nie zrobił i tak nie wierzę..
No a poza tym znowu pragnę obrać sobie życie zakonne.. i tak naprawdę to tylko w tym pragnieniu czuję pokój i radość serca, takie dziwne, niezmierne szczęście i instynkt, że tylko to może dać mi spełnienie. Dziwne to.

Waham się tak ze skrajności w skrajność, co chwila mam inną myśl, inne pragnienie, ogromne niezdecydowanie mną miota..
Coś mi mówi "spróbuj jeszcze raz, daj szansę temu związkowi, może tym razem się uda, przecież łączy was miłość" , a za chwilę co innego podpowiada "daj spokój, nad czym ty się w ogóle zastanawiasz, przecież nie byłaś z nim szczęśliwa, nie zaufasz mu już i nie możesz mu ufać.. a poza tym tak naprawdę to pragniesz życia zakonnego..."

Taa.. i teraz rozeznać, której strony posłuchać...
Albo iść własną drogą, zupełnie odmienną niż dwie proponowane...

Nie wiem, co zrobię... nawet nie wiem , od czego zacząć..
Zacznę pewnie od gorliwej modlitwy, ale... czy będę potrafiła się tak naprawdę za cokolwiek zabrać... nie wiem.

Wiem jak na razie tyle, że głowa mi pęka od tego wszystkiego i jeśli do tego czasu nie pęknie mi całkowicie img/smilies/1087 , to podejmę w końcu jakąś decyzję...
Jakąś, kiedyś, może.

Jak na razie potrzebowałam po prostu to z siebie wydusić i podsumować.

Będę pełna podziwu, jeśli komukolwiek będzie chciało się zabrać za tą lekturę, a tym bardziej wytrwać w niej do końca img/smilies/big_smile
Tym bardziej, że nie jest ona poetyckim językiem pisana img/smilies/big_smile

Ps. O matko, jak tego dużo... img/smilies/yikes

Ostatnio edytowany przez natmar0 (2014-09-30 20:11:04)


"Jezus jest chory z miłości i daje do zrozumienia,
że taką chorobę można uleczyć tylko miłością." (LT 109)

Offline

 

#2 2014-09-30 20:58:36

Piotr888
Użytkownik

Re: Pogodzić serce z rozsądkiem i z Panem Bogiem...

dziękuję za te słowa, Natmar. bardzo dobrze Cię rozumiem, staję w obliczu podobnych sytuacji i pragnień. życzę Ci mądrego serca!

Offline

 

#3 2014-09-30 22:37:36

krateczkaa
Użytkownik

Re: Pogodzić serce z rozsądkiem i z Panem Bogiem...

pięknie to opisałaś;)  a to dla Ciebie by  Ci dodać odwagi;) http://www.youtube.com/watch?v=AemB6gbigbA

Ostatnio edytowany przez krateczkaa (2014-09-30 22:41:57)


Czy wierzysz w to, że Pan tak Cię ukochal przed wiekami, że postanowił włączyć Cię w niesamowity plan Zbawienia świata? Pan Cię wzywa! Do czego? Ty musisz to odkryć!
Jezus przygotował Ci miejsce i czas na spotkanie i czeka na Ciebie!

Offline

 

#4 2014-09-30 23:01:34

Beata93
Gość

Re: Pogodzić serce z rozsądkiem i z Panem Bogiem...

Natmar, dzięki. Jestem w podobnej sytuacji. Mam dobrą pracę, Mam wszystko, a jednak nie czuję pełni życia. Zupełnie jakby brakowało mi najważniejszej cząstki. Pragnę więcej życia w bliskości Boga.
Dziękuję.

 

#5 2014-10-01 00:46:38

exe
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: Zabrze

Re: Pogodzić serce z rozsądkiem i z Panem Bogiem...

Siostro.
Jeśli nie ufasz temu mężczyźnie, to taka relacja nie rokuje szczęśliwego związku, a któren będzie pozbawiony miłości; wszak ufność jest wyrazem miłości.

Ostatnio edytowany przez exe (2014-10-01 00:47:27)

Offline

 

#6 2014-10-01 10:38:21

myconviction
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd:

Re: Pogodzić serce z rozsądkiem i z Panem Bogiem...

Dzięki za odwagę dania świadectwa img/smilies/smile Pomodlę się w Twojej intencji, ale czy np. nie jest tak, że pragnienie życia zakonnego to swoista ucieczka? Nie wiem, nic nie sugeruje, tak mi to przyszło czytając Twoje słowa img/smilies/smile. Z pewnością warto zamknąć sprawę z problemami z chłopakiem - w sensie wybaczyć mu (choć przebaczenie nie zawsze równa się naprawieniu takiej ludzkiej, zwykłej relacji), no i właśnie duuużo się modlić o rozeznanie ewentualnego powrotu, czy też nie. Wiesz, miałam podobną sytuację, ale akurat u mnie jedynie zerwanie WSZELKICH relacji, kontaktów pozwoliło mi iść do przodu. Od 1,5 roku nie zamieniliśmy ani słowa, nic kompletnie, żadnego kontaktu, ale to nie znaczy, że się za niego nie modlę - modlę się dużo i myślę, że teraz (paradoksalnie) ta więź jest lepsza, niż była wcześniej. Pozdrawiam i pamiętam w modlitwie!


Kochajcie Miłość, bo Miłość nie jest kochana! - św. Franciszek z Asyżu

Offline

 

#7 2014-10-04 22:31:27

natmar0
Użytkownik

Re: Pogodzić serce z rozsądkiem i z Panem Bogiem...

Myconviction : )

Czasami sama się zastanawiam, czym jest to pragnienie... Ale jestem pewna, że nie jest ucieczką, ponieważ poczułam je po raz pierwszy, jak byłam naprawdę bardzo szczęśliwa.
I przez kolejne 2 lata byłam bardzo szczęśliwa - już wtedy cały czas z owym pragnieniem.
Ale poczułam je tak nagle, ni stąd ni zowąd.
Nie wiem, skąd się wzięło, ale tak trwa ze mną.
Tylko że teraz już trochę rzadziej je czuje... albo po prostu przez moją sytuację przez ostatni czas nie zwracam na nie uwagi, nie wgłębiam się w siebie, w serce i je ignoruje.
Tak chyba bardziej jest.
img/smilies/smile
Ja po namysłach dochodzę coraz bardziej do wniosku, że w mojej sytuacji też najlepszym wyjściem i jedynym będzie po prostu zerwanie wszelkiego kontaktu.
Bo im większy on będzie, tym będzie trudniej i to w ostateczności doprowadzi do tego, że do niego wrócę.
A wiem, że nie mogę do tego dopuścić, bo to i tak nie ma sensu.

A tak w ogóle to na serio się nie spodziewałam, że komukolwiek będzie chciało się czytać tą długą rozprawkę img/smilies/tongue
To chyba tylko ja jestem taka leniwa img/smilies/big_smile

Ale dziękuję i pozdrawiam w modliwie, Kochani :*


"Jezus jest chory z miłości i daje do zrozumienia,
że taką chorobę można uleczyć tylko miłością." (LT 109)

Offline

 

#8 2014-10-07 19:25:13

dorota0103
Użytkownik
Imieniny: 25.06
Urodziny: 1.03.1989 r.
Skąd: Kędzierzyn-Koźle

Re: Pogodzić serce z rozsądkiem i z Panem Bogiem...

Dziękuję za podzielenie się świadectwem. Pozytywnie zazdroszczę ufności Bogu w tym wszystkim.
Pamiętam w modlitwie.


Zapraszam na moją stronę img/smilies/smilehttp://www.zyciowawedrowka.blogspot.com

Offline

 

#9 2014-10-23 18:07:09

Dorota865
Gość

Re: Pogodzić serce z rozsądkiem i z Panem Bogiem...

Tak myślę, że mamy ze sobą wiele wspólnego... U mnie wszystko to wygląda podobnie, prócz rozterek z chłopakiem. img/smilies/wink
Dziękuję za słowa płynące ze serca, pozdrawiam i wspieram modlitwą! img/smilies/smile

 

#10 2014-10-31 08:29:30

adamsvd
Użytkownik
Imieniny: 24.12
Urodziny: 1988
Skąd: Gdzieś w Afryce

Re: Pogodzić serce z rozsądkiem i z Panem Bogiem...

dzięki za odwagę i chęć napisanie tego świadectwa.
chcesz rozśmieszyć Boga, powiedz Mu o swoich planach - ktoś kiedyś powiedział
daj się prowadzić jak dziecko, za rękę img/smilies/smile
z modlitwą


Duchu Święty Boże
Wszystko z Miłości ku Tobie!

http://www.werbisci.pl/

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
Host by: Hosting
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson



Założ : stronę za darmo