'Barka'- forum o tematyce powołaniowej

  • Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

UWAGA! BARKA jest to forum o tematyce powołaniowej. Moderacja nie bierze odpowiedzialności za opinie użytkowników oraz nie weryfikuje osób podających się za osoby duchowne lub konsekrowane.
PRZYPOMINAMY, ŻE NA NASZYM FORUM OBOWIĄZUJE REGULAMIN!
Znaleźć go możesz w ZASADY

UWAGA!!! ZAPRASZAMY DO TWORZENIA INTERNETOWEJ RÓŻY BARKI !!! Chętnych prosimy o zapisy :)

Barka na Facebooku

#1 2016-09-20 15:04:12

nitka
Użytkownik

Stowarzyszenie wspierające byłe zakonnice

Powstaje stowarzyszenie mające na celu wsparcie sióstr odchodzących z zakonów zakładane przez byłe zakonnice. Ze stowarzyszeniem można się skontaktować pisząc na mail: bylezakonnice@gmail.com.

Stowarzyszenie powstaje z inicjatywy osób, które poznały się dzięki Marcie Abramowicz, autorce książki "Zakonnice odchodzą po cichu".

Piszę tylko informacyjnie, bo może komuś się przyda.
Nie mam nic wspólnego z tą inicjatywą, wiem tylko to, co wyżej.


2 Kor 12,9

Offline

 

#2 2016-09-20 15:30:32

shy girl ;)
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd:

Re: Stowarzyszenie wspierające byłe zakonnice

Książki nie czytałam, ale tak się zastanawiam nad celowością takiego stowarzyszeniem. I.... jestem przeciwko.

Offline

 

#3 2016-09-20 20:33:11

A-psik
Moderator

Re: Stowarzyszenie wspierające byłe zakonnice

A ja sobie myślę, że to wartościowa inicjatywa...kto będzie chciał to skorzysta. Zresztą po owocach... img/smilies/wink


Deus caritas est

Offline

 

#4 2016-09-21 14:28:24

shy girl ;)
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd:

Re: Stowarzyszenie wspierające byłe zakonnice

Zacznijmy od prostego pytania: co to za stowarzyszenie, z adresem e-mail, który może założyć każdy, niezależnie od tego czy jestem to ja, czy jest to faktycznie jakaś była siostra zakonna, czy jest to rządna sensacji dziennikarka.

Polecam kierować się rozsądkiem w otwieraniu się przed kimś (nie wiadomo kim) pod jakimś tam adresem e-mail.

Offline

 

#5 2016-09-21 15:31:36

mynia
Moderator

Re: Stowarzyszenie wspierające byłe zakonnice

Stowarzyszenie jak stowarzyszenie - każdy może takie założyć, jeśli tylko ma jakiś cel i grupę osób, które podzielają jego idee. Stowarzyszenie byłych sióstr (tak jak i byłych księży), kontrowersyjne jest "z bazy", bo dotyczy osób, które kroczyły za Bożym wezwaniem, a potem z tej drogi zrezygnowały, co zwykle spotyka się z różnymi, niekoniecznie pozytywnymi reakcjami otoczenia. Dodatkowej "pikanterii" dodaje sprawie wspomnianiego stowarzyszenia nazwisko Marty Abramowicz. Ale dopóki o grupie niewiadomo nic więcej, to ciężko wyrażać jakąkolwiek opinię. Ostrożność nie zaszkodzi, a nawet jest wskazana (co dotyczy się wszystkich znajomości zawieranych przez internet). Mam za sobą zakonną przeszłość i przez pewien czas zastanawiałam się, co mogę zrobić, by jakoś poznać inne osoby z podobnymi doświadczeniami, ale na rozmyślaniach się skończyło. Korci mnie, by skontakować się z tym stowarzyszeniem, ale czekam na ich stronę www, profil na fb lub choćby namiary na osobę do kontaktu, żebym chociaz wiedziała czy meila mam zacząć od "Pani Aniu/Basiu/Kasiu" czy "Szanowni Państwo". Inna kwestia - mój adres mejlowy zawiera moja imię i nazwisko, jeśli kontaktując się z kimś, wykładam swoje dane niejako na tacy, to chciałabym wiedzieć jak się nazywa mój korespondent.

Offline

 

#6 2016-09-21 16:18:39

A-psik
Moderator

Re: Stowarzyszenie wspierające byłe zakonnice

Moje znajome zanim utworzyły fundacje działały jako grupa zwariowanych kobitek chcących pomóc dzieciakom...bez zarządu, strony etc. Często takie są początki - potrzebna jest grupa osób chcących coś zrobić i tak odbieram ten apel. A, że zapotrzebowanie na taką inicjatywę jest widać nawet po wypowiedzi mynii.

Mam wrażenie, że gdyby owa akcja nie była zainicjowana książką Abramowicz to jakoś inny odbiór jej by był.


Deus caritas est

Offline

 

#7 2016-09-21 20:57:22

shy girl ;)
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd:

Re: Stowarzyszenie wspierające byłe zakonnice

A-psik napisał(a):

Mam wrażenie, że gdyby owa akcja nie była zainicjowana książką Abramowicz to jakoś inny odbiór jej by był.

Jak już pisałam  NIE czytałam książki, a mój odbiór takiego stowarzyszenia jest negatywny. Powinnam była od razu swoje stanowisko uzasadnić, ale już nadrabiam. Dlaczego zatem takie jest moje stanowisko? Dlatego, że nie akceptuję odejść z zakonów po ślubach wieczystych, tak jak nie akceptuję odejść z kapłaństwa po przyjęciu święceń kapłańskich, oraz nie akceptuję rozwodów małżonków.
W moim odczuciu jest to brak wierności. Jeśli przyrzekam przed Bogiem, to danego słowa dotrzymuję. Choćbym miała mieć "piekło na ziemi" (jak to potocznie się zwykło mawiać).

Jeśli natomiast odsunę na bok ten mój brak akceptacji na coś takiego, i założę, że faktem jest, iż takie osoby są i potrzebują pomocy to: uważam, że stowarzyszenie zakładane przez byłe siostry zakonne będzie kładło nacisk właśnie na fakt, że są to "byłe siostry zakonne", a jako że nie szukamy nigdy problemu i winy w sobie, to będą one się skupiały na winie zakonów (a wina zawsze leży po obu stronach), będą rozpamiętywały negatywne wspomnienia (a na pewno miały też pozytywne), będą szukały (choćby podświadomie) zemsty, nawet w taki delikatny sposób - zniechęcając do wstąpienia na taką drogę życia, opowiadając na lewo i prawo co było złego itd. itd. Nie da się być uczestnikiem czegoś i jednocześnie patrzeć na to obiektywnie. Przepraszam za porównanie, pewnie będzie drastyczne, choć też (moim zdaniem) piękne, jeśli się dobrze wczytacie w to, co chcę przekazać. Stan takiej osoby to już pewna duchowa śmierć: osoba na pewno w kwestii wiary ma duże wątpliwości, albo przestała wierzyć w ogóle, straciła zaufanie, nie umie żyć też w świecie. To, że ktoś odchodzi to nie jest sprawa decyzji podjętej przez jeden dzień, ale pewnej duchowej śmierci, która już trwa i jest konsekwencją rozmaitych wydarzeń (mogą być to przeróżne wydarzenia- odsunięcie przez przełożonych od ulubionej działalności, zakochanie, zaprzeczenie istnienia Pana Boga i wiele wiele innych). Ewangelicznie taka osoba "leży od czterech dni w grobie" (por. J 11, 39). Jednak Jezus postrzega nas jako Przyjaciół i chce nam dać Życie.
Uważam, że jeśli takie kobiety chcą sobie pomóc, to - niech korzystają z pomocy specjalistów - niech pójdą na psychoterapię, niech się "zbierają" pod okiem kierownika duchowego, niech korzystają z pomocy doradców zawodowych, szukają przyjaciół, ale nie wśród tak samo poranionych i nie "pozbieranych".

Stowarzyszenie przedstawiające się następująco: no dobra, zrezygnowałyśmy (a nie powinnyśmy), ale nasi przełożeni przeskrobali jeszcze bardziej niż my i jesteśmy po to, aby to udowodnić (innym, sobie nawzajem) i poczuć się lepiej.

Wiecie czego mi w tym brakuje? Miłości. I dlatego takiemu stowarzyszeniu (zakładanemu przez byłe siostry zakonne dla byłych sióstr zakonnych), mówię: nie.

Offline

 

#8 2016-09-21 21:59:57

mynia
Moderator

Re: Stowarzyszenie wspierające byłe zakonnice

Przeczytałam post Shy Girl i włos mi się na głowie zjeżył. Szanuję prawo Shy Girl do wyrażania swoich poglądów, czemu niniejsze forum służy, ale z poglądami tymi kompletnie się nie zgadzam i uważam, że są krzywdzące wobec wielu osób, które może i odeszły ze swoich wspólnot, ale nie od Boga czy od Kościoła. Bo są takie, tak samo jak są jednostki, które będą winy szukać wszędzie, tylko nie sobie - jak słusznie zauważyła Shy Girl. Ciężko też od razu przekreślać stowarzyszenie, które na razie jest podało jedynie swój adres meilowy i o działalności którego nic się nie wie. I nikt nie zmusza Shy Girl, by się z tym stowarzyszeniem kontaktowała czy do niego dołączyła. Z resztą, to, że taka grupa powstaje, nie oznacza, że od razu wszystkie byłe siostry dołącza do niego hurtem jak jeden mąż. Słowa o znoszeniu "piekła na ziemi" albo dalej, o duchowej śmierci to już w ogóle jazda po bandzie. Mój umysł się im sprzeciwia i ich nie ogarnia po prostu. Jak można coś takiego napisać? Pada rada, żeby korzystać z pomocy specjalistów, terapeutów, przyjaciół, a nie osób tak samo poranionych - cóż, specjaliści specjalistami, ale syty głodnego nie zrozumie.  Innymi słowy - dzielenie się problemami i szukanie zrozumienia u osób, które mają podobne doświadczenia jest bezcenne. Bo, np. co z tego, że ja osobiście rozmawiałam z panią psycholog o doświadczeniu w zakonie, skoro dla niej to totalnie nieznany świat i robiła wielkie oczy, gdy opowiadałam o życiu codziennym w klasztorze. Nie ujawniałam żadnych szokujących szczegółów, bo nigdy moim celem nie było oczernianie wspólnoty w które spędziłam znaczną część życia (to tak trochę jak plucie do własnego gniazda, choć się je opuściło). Psycholożka mi nie pomogła, a jej podejście sprawiło, że już mi się odechciało wizyt. Więcej nie poszłam do żadnego specjalisty i sama sobie musiałam radzić z wieloma rzeczami. I się udało. Moja wiara przetrwała, chodzę do Kościoła, modlę się, mało tego, mam pełną świadomość tego, że to właśnie Pan Bóg przeprowadził mnie przez okres rozeznawania i potem tylko dzięki Niemu udało mi się dojść do siebie, gdy już wróciłam do domu. Dał mi tez wielką łaskę nieprzejmowania się ludzkimi opiniami i nie osądzania innych. Czasami wracam do tamtych doświadczeń i pomaga mi to zmagać się z problemami dnia codziennego.
Chciałabym również przypomnieć, że profesja wieczysta nie jest sakramentem, w przeciwieństwie do sakramentu małżeństwa czy kapłaństwa.  To z mojej strony wszystko. W tym temacie nic więcej nie dodam.

Offline

 

#9 2016-09-21 22:38:13

nitka
Użytkownik

Re: Stowarzyszenie wspierające byłe zakonnice

Jak pisałam, nic więcej o tej inicjatywie nie wiem, ale uważam, że istotna jest informacja, że stowarzyszenie wywodzi się właśnie z kręgu osób poznających się przez Martę Abramowicz.
Jeśli nie czytałyście książki - poszperajcie w googlach, są dostępne fragmenty, wywiady z autorką.
Delikatnie mówiąc - to osoba niekompetentna, np. zupełnie nie odróżnia odejść w trakcie postulatu i tych po ślubach wieczystych; poza tym nie ukrywa swojego krytycznego podejścia do Kościoła, zupełnego niezrozumienia powodów, dla których podejmuje się życie zakonne oraz swojej fascynacji odmiennymi tożsamościami psychoseksualnymi.

Stowarzyszenie jak stowarzyszenie - wszystko zależy od tego, jacy ludzie się zbiorą; komuś pewnie pomoże, komuś innemu - nie.
Warto jednak brać pod uwagę, z jakiego środowiska się wywodzi.

Mynia, byłabym sceptyczna co do tego, że się z nimi dogadasz;) I podziwiam Cię za próbę dogadania się z psycholożką - osoby nieznające realiów życia zakonnego zazwyczaj traktują je jak inny kosmos i baaardzo trudno im to wytłumaczyć. Szczerze mówiąc, to trudno mi sobie wyobrazić, żeby taka psycholożka mogła w jakikolwiek sposób pomóc.


2 Kor 12,9

Offline

 

#10 2016-09-22 12:14:03

Piotr888
Użytkownik

Re: Stowarzyszenie wspierające byłe zakonnice

Uważam, że takie stowarzyszenie mogłoby być w jakiś sposób pomocne. Ale zdecydowanie nie ufam p. Marcie Abramowicz, zaangażowanej w szkodliwą akcję środowisk LGBT "Przekażcie sobie znak pokoju".

Offline

 

#11 2016-09-22 15:59:22

shy girl ;)
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd:

Re: Stowarzyszenie wspierające byłe zakonnice

Na początku chcę zaznaczyć, że pisze o zakonnicach po ślubach wieczystych. Wiem, że profesja wieczysta nie jest sakramentem, ale jest ślubowaniem Bogu do końca życia (śluby "na próbę" są wcześniej i temu "próbowaniu" siebie w tym życiu służy cała długa zresztą formacja).

mynia napisał(a):

Ciężko też od razu przekreślać stowarzyszenie, które na razie jest podało jedynie swój adres meilowy i o działalności którego nic się nie wie.

Wiemy tyle, że to stowarzyszenie zakładają byłe siostry zakonne dla byłych sióstr zakonnych ( "Czy może niewidomy prowadzić niewidomego?" (Łk 6,39)), oraz dodatkowo, że - jak piszecie- nad tym wszystkim stoi kobieta, która jest sceptycznie nastawiona do Kościoła. Jak dla mnie, to są już argumenty, by być ostrożnym co do tego stowarzyszenia.

Słowa o znoszeniu "piekła na ziemi" albo dalej, o duchowej śmierci to już w ogóle jazda po bandzie.

Jazda po bandzie? O ile z duchową śmiercią, rozumiem, że można odebrać to jako obrażanie kogoś (choć pisałam wyraźnie, aby się w to wczytać, a nie odbierać jako atak), o tyle z tym, że jeśli się komuś przyrzekało być do śmierci, to nawet gdyby było w tym domu (czy zwykłej rodzinie czy rodzinie zakonnej) źle i doświadczało się tego "piekła na ziemi", to powinno się być wiernym. Pewne decyzje podejmuje się na całe życie i trzeba się liczyć z konsekwencjami. "Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego" (Łk 9, 62)

Pada rada, żeby korzystać z pomocy specjalistów, terapeutów, przyjaciół, a nie osób tak samo poranionych - cóż, specjaliści specjalistami, ale syty głodnego nie zrozumie.

Czy jeśli ktoś doświadcza przemocy w domu i idzie do psychoterapeuty, to psychoterapeuta też musi w domu doświadczać przemocy? Według Twego rozumowania tak, bo inaczej nie zrozumie pacjenta i tego co przeżywa. To jest zaprzeczenie całej psychoterapii a i medycyny też.

Bo, np. co z tego, że ja osobiście rozmawiałam z panią psycholog o doświadczeniu w zakonie, skoro dla niej to totalnie nieznany świat i robiła wielkie oczy, gdy opowiadałam o życiu codziennym w klasztorze.

Po pierwsze: terapię prowadzi psychoterapeuta, a nie psycholog i do niego należy się udać, gdy się ma coś do przepracowania.
Po drugie: trafiłaś na niekompetentną osobę. Ja bym raczej polecała szukać psychoterapeutę chrześcijańskiego, być może kapłana, albo psychoterapeutę pracującego w seminariach i zakonach (a wiem, że w wielu pracują - z klerykami i kandydatami/kandydatkami). Uwierz mi - sama spotkałam w swoim życiu psychoterapeutę, który jest mężem i ojcem dzieci, a o życiu zakonnym wie więcej niż nie jeden zakonnik, ponieważ pracuje w seminarium zakonnym.

Moja wiara przetrwała, chodzę do Kościoła, modlę się, mało tego, mam pełną świadomość tego, że to właśnie Pan Bóg przeprowadził mnie przez okres rozeznawania i potem tylko dzięki Niemu udało mi się dojść do siebie, gdy już wróciłam do domu.

Rozeznawaniu służy czas formacji początkowej: postulat, nowicjat, juniorat. Jeśli rozeznałaś wtedy, że to nie ta droga i miałaś odwagę z niej zejść, to Chwała Panu. Cieszę się również, że wierzysz img/smilies/smile

Pozdrawiam

Offline

 

#12 2016-10-26 05:07:44

Jowisz
Użytkownik

Re: Stowarzyszenie wspierające byłe zakonnice

shy girl img/smilies/wink napisał(a):

profesja wieczysta nie jest sakramentem

Przepraszam, że pytam, ale co to w sumie znaczy tak w praktyce? Czym różni się np. odejście księdza po święceniach, a siostry zakonnej po ślubach wieczystych?

Pozdrawiam i z góry Bóg zapłać za odpowiedź img/smilies/smile

Offline

 

#13 2016-10-27 16:19:47

paula
Użytkownik
Imieniny: s.Terezjusza
Urodziny:
Skąd: Zgromadzenie Sióstr Św.Józefa

Re: Stowarzyszenie wspierające byłe zakonnice

Rożnica jest taka, że sakramentu  np.Chrztu nie da się wymazać - można się wyrzec wiary, ale zawsze będzie się ochrzczonym, tak samo z sakramentem kapłaństwa - można być zwolnionym z obowiązków kapłańskich, ale zawsze pozostaje się księdzem (Przykład: gdy ktoś kto był księdzem jest świadkiem wypadku może  wyspowiadać i przeprowadzić kogoś na tamten świat), natomiast śluby wieczyste nie są sakramentem - są przyrzeczeniem złożonym wobec Boga i Kościoła - Stolica Apostolska może zwolnić ze ślubów i wydaje tzw. indult sekularyzacji(zwalnia on ze wszystkich praw i obowiązków wypływających ze ślubów). Osoba zwolniona ze ślubów pozostaje osobą świecką.

Offline

 

#14 2016-10-27 20:29:33

Jowisz
Użytkownik

Re: Stowarzyszenie wspierające byłe zakonnice

Bóg zapłać za odpowiedź.

Czyli jeśli dobrze rozumiem, to taka była siostra, może wziąć np. ślub kościelny?

Ostatnio edytowany przez Jowisz (2016-10-27 20:33:49)

Offline

 

#15 2016-10-27 20:48:41

hannaturno
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: Instytut Świecki Chrystusa Króla

Re: Stowarzyszenie wspierające byłe zakonnice

Jeśli jest oficjalnie, odpowiednim dokumentem zwolniona ze ślubów zakonnych, to tak, może.


O Jezu, Królu mój, do Ciebie chcę należeć w życiu, w śmierci i w wieczności, amen

http://www.instchrkr.katowice.opoka.org.pl/
[moje pw nie działa, proszę korzystać z maila]

Offline

 

#16 2017-01-07 18:18:06

Kaati
Użytkownik

Re: Stowarzyszenie wspierające byłe zakonnice

Książkę "Zakonnice odchodzą po cichu" przeczytałam od deski do deski. Książka jak najbardziej po poczytania, nie poczułam się zdemoralizowana, ale w tej książce dużo jest błędów poglądowych. Co najbardziej podkreślają w niej byłe zakonnice - to zbytnie kontrolowanie na każdym kroku, drobiazgowe czepialstwo w zakonie. Jedna z nich opowiada o paradoksach, w które zwyczajny człowiek uwierzyć nie może:
"...nawet w domu /kiedy odwiedzała rodzinę - mój przypisek/ własnej matce nie mogłam się pokazać z odkrytą głową. Spać musiałam w czepku. W lato okropne gorąco. Więc zdejmowałam, kiedy nikt nie widział. Raz w nocy poszłam do kibla, a tu matka. No to prędko koszulę na głowę zadarłam. A ona na to: - Boże, co to za zgromadzenie, że głowy nie obejrzę, a d*** mogę."

Rzeczowo i ładnie podsumowuje te sprawy w książce anonimowy dominikanin, który dostrzega, że bywa tak w zgromadzeniach żeńskich, że "forma" przerasta "treść," albo cenne zakonne posłuszeństwo jest postrzegane jako narzędzie kontroli czy wręcz zniewalania.

Natomiast krytyka przez autorkę np. niektórych staromodnych /według niej/ strojów sióstr, nie orientowanie się w specyfice klasztorów kontemplacyjnych i czynnych i w wyniku tego oskarżanie sióstr kontemplacyjnych o zacofanie, za uporczywe trwanie w czasach przedsoborowych jest ignorancją. Ta ignorancja, to niezrozumienie przejawia się wybitnie w stwierdzeniu autorki
"Wykluczenie kobiet z kapłaństwa w kościele katolickim jest jednocześnie odebraniem im jakiegokolwiek wpływu na jego decyzje. Zarówno Kodeks Prawa Kanonicznego, jak i inne dokumenty napisano tak, by ostateczny osąd należał do osób wyświęconych." i tak w podobnym stylu, jak to kobiety są bez znaczenia.

Książka dobra tylko w tej rzeczy, kiedy pokazuje, jak przerost "formy" nad "treścią," przesadna i często niepotrzebna ingerencja przełożonych w najdrobniejsze, najintymniejsze sprawy z życia podwładnej może zarąbać każde zgromadzenie, bo rzeczywiście, nikt tego nie wytrzyma.

Książka dość niebezpieczna, kiedy autorka pochwala "postęp" niektórych sióstr z zachodu, które domagają się kapłaństwa dla kobiet, próbują przeforsować w kościele tolerowanie aborcji jako mniejszego zła, czy poparcia dla gejów i lesbijek.

Im dalej się czyta, tym bardziej pokazuje się ignorancja autorki już nie tylko na temat istnienia samych zakonów, ale nawet naszej wiary.
"Siostrom zakonnym przez lata wpaja się, że każde dobrowolnie wywołane doznanie rozkoszy poza małżeństwem trzeba uznać za ciężki grzech...[]...Wiele latami cierpi z tego powodu, że pojawiają się u nich "grzeszne myśli" lub, co gorsza, bo dobrowolnie wywołują u siebie doznanie rozkoszy."
takim stwierdzaniem autorka raczy nas już pod koniec książki, co jest już jej kompromitacją.

----------------------------
Natomiast pomysł wsparcia byłych zakonnic jest bardzo dobry. Kobiety/dziewczyny odchodzą z zakonów, to ich decyzja, jak najbardziej nie do potępiania, nieważne, czy okazało się, że same były niedojrzałe do takiego życia, czy zostały złamane/zniszczone przez niedojrzałych członków wspólnoty. Sama znam przypadek dziewczyny, która odeszła po kilkunastu latach, już po ślubach. Wiem, że próbowała znosić cierpliwie, chociażby ze względu na te śluby, ale nie dała rady. Jej rodzice to moi sąsiedzi, ludzie zrównoważeni, którzy przyjęli ją s powrotem i wsparli w usamodzielnieniu i ułożeniu sobie życia. Gorzej, gdy kobieta/dziewczyna wychodzi z zakonu i trafia w pustkę: nie ma rodziców, nie ma pracy, nie ma żadnego punktu zaczepienia.

Offline

 

#17 2017-05-31 11:40:02

exe
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: Zabrze

Re: Stowarzyszenie wspierające byłe zakonnice

nitka napisał(a):

Powstaje stowarzyszenie mające na celu wsparcie sióstr odchodzących z zakonów zakładane przez byłe zakonnice. Ze stowarzyszeniem można się skontaktować pisząc na mail: bylezakonnice@gmail.com.

Stowarzyszenie powstaje z inicjatywy osób, które poznały się dzięki Marcie Abramowicz, autorce książki "Zakonnice odchodzą po cichu".

Piszę tylko informacyjnie, bo może komuś się przyda.
Nie mam nic wspólnego z tą inicjatywą, wiem tylko to, co wyżej.

Może i inntencje były dobre autorki postu, ale to za mało, aby nie wpaść w zasadzkę. Pragnę ostrzec przed ta pozycją książkową.
Jest ona wspierana przez organizacje lewicowe takie, jak: "krytyka polityczna", "Kongres kobiet", oraz "femonoteka".

W wielu rozdziałach są pokazane historie zakonnic, które odeszły z klasztorów z powodów najczęściej ściśle egocentrycznych. A mianowicie nie wytrzymały trudów pustyni ze wwzględu na oddanie się pożądliwości cielesnej (historia pary lesbijek i szczegóły ich przytulania się, ajko formy odreagowania rzekomego okrucieństwa klasztornych wymagań), gdzie wytłumaczenie pani Abramowicz jest wprost postawione: "każdy ma prawo do miłości" ... (no comment)
Zakonnice z USA są pokazane w swych działaniach na rzecz tzw. homofobii (lewicowo rozumianej), jako wzór do naśladowania w Polsce. Przykładem jest zakonnica z USA, która będąc z wizytą w Polsce, nie mogła się nadziwić, jak to zaściankową jest polska kultura duchowa w klasztorach ... (no comment).

Ta książka jest podstępnym nawoływaniem do wypowiedzenia papieżowi i przełożonym bezpośrednim posłuszeństwa i do poddania się głosom swego serca, a jak wiemy przecież (no iszatan te ż o tym wie: "Serce jest zdradliwsze niż wszystko inne
i niepoprawne - któż je zgłębi? "
(Jr 17, 9).

pani Abramowicz twierdzi, że - parafrazując autorkę - "w zakonie walczy sie o przetrwanie" ... (no comment)

Odradzam stanowczo, jako twór szatańskiego podstępu.

Ostatnio edytowany przez exe (2017-05-31 11:41:39)

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
Host by: Hosting
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson



Założ : stronę za darmo