'Barka'- forum o tematyce powołaniowej

  • Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

UWAGA! BARKA jest to forum o tematyce powołaniowej. Moderacja nie bierze odpowiedzialności za opinie użytkowników oraz nie weryfikuje osób podających się za osoby duchowne lub konsekrowane.
PRZYPOMINAMY, ŻE NA NASZYM FORUM OBOWIĄZUJE REGULAMIN!
Znaleźć go możesz w ZASADY

UWAGA!!! ZAPRASZAMY DO TWORZENIA INTERNETOWEJ RÓŻY BARKI !!! Chętnych prosimy o zapisy :)

Barka na Facebooku

#1 2007-01-03 14:41:15

piccolina
Gość

Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Przeglądając forum pomyślałam, że może warto by było dać życie wątkowi który dotyczyłby ważności Słowa Bożego w naszej drodze odkrywania tajemnicy powołania, odpowiedzi na nie oraz  wierności i konsekwencji wyboru.
Wątkowi w którym każdy mógłby  podzielić tym jak odkrywa Słowo Boże w swojej codzienności i jak ono prowadzi go przez życie. Takie małe zatrzymanie się nad czytaniem, psalmem, ewangelią.  Takie nasze owoce Lectio Divina, nasze medytacje, rozmowy, spotkania z Boskim Mistrzem, którymi chcielibyśmy się podzielić z innymi.

Co Wy na to?

 

#2 2007-01-03 22:29:49

piccolina
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Oki, zacznę ja img/smilies/smile

Dziś fragment z pierwszego listu św. Jana postawił mnie przed tajemnicą " bycia dzieckiem Bożym". Fragment, który budzi więcej pytań niż odpowiedzi. Może dlatego, że na nowo przechodzę fazę odkrywania siebie jako dziecko Boże? Logiczno-rozumowe pytanie od jakiegoś czasu wytycza drogę spotkania – skoro jestem dzieckiem Bożym to jak mam się prezentować jako dziecko Boże? Nie znajduje logiczno-rozumowej odpowiedzi.....
  Czytając raz, drugi, trzeci, czwarty....... moje serce, moja wola, mój rozum zatrzymywały się coraz bardziej na zdaniu " Swiat nie zna nas, ponieważ nie poznał Jego". Dlaczego akurat te słowa? Jeśli świat nie zna Ojca to może moim zadaniem jest pomóc światu poznać Ojca? Pytanie, rodzi pytanie. Serce pragnie ujarzmić, uspokoić umysł i iść dalej, patrzeć dalej i widzieć siebie jako córkę Boga. Jestem córką Boga. Bóg obdarzył mnie dziedzictwem Swojej Ojcowskiej Miłości i taki pragnie być rozpoznawany w moim życiu – Bóg Ojciec! Tajemnica ta nie do ogarnięcia, przez rozum i wolę a serce dotyka ją tylko zmysłem istnienia.
Dzień po dniu rozpoznawać ojcowską miłość Boga i nieść ją światu, aby ludzie widzieli "jak wielką miłościa obdarzył nas Bóg". Mistrzu, trochę to za dużo jak na mnie grzesznika, który poza czubkiem własnego nosa nie widzi nic innego. Nie mam niczego innego oprócz chęci i pragnienia kochania Cię jak dziecko, miłością czystą, prostą, zwyczajną. Jak dziecko kocha rodziców. I jak dziecko wierzę, że Ty w swojej prostocie przyjmniesz te moje niezgrabne starania i trudy by świat poznał, że ty jesteś jego, naszym Ojcem!

 

#3 2007-01-03 23:25:44

bepik1
Użytkownik
Imieniny: 6.09
Urodziny: 12.04
Skąd: ''I przyciągnąwszy ŁÓDŹ(my town) do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim''

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Moze ja cosik napiszę,zapewne nie bedzie to wypowiedź tak przepiękna jak s.Lucyny img/smilies/smile
 
Jak słowo Boże prowadzi mnie przez zycie?
Pewnie długo mozna się nad tym rozwodzić,jednak jest coś co mogę uznać że odgrywa w moim zyciu znamienna rolę.
Jakos zawsze mialam upodobanie w modlitwie,w lekturach religijnych.Pamietam ze mając lat10 ( i od tego jakos sie zaczęło moje zwrocenie spojrzenia ku Bogu) idąc do szpitala na badania,zabralam ze sobą Nowy Testament.Mialam tez zeszyt gdzie wpisywalam temat i tak na niby na podst.Pisma robiłam lekcję.Czytałam i robiłam notatki.
Tak jak juz gdzis pisałam często dumam nad fragmentami zwiazanymi z powołaniem.Często mam je na ustach.Myslę co moga znaczyc te słowa.
Będac w kosciele zawsze rozwazam Ewangelie,''wyłapuję'' znamienne słowa.Będąc w dołku staram się je sobie przypominać.Często popadam w smutek,problemy mnie przerastaja,przyjaciele zawiodą itp.I taki cytacik ktory ma się w glowie,moze wiele pomoć.
Ludzie jak powiedział pewien kaplan moga róznie odczytac Slowo Boże.Dla kazdego moze znaczyc cos innego.Dla mnie wazne jest to aby nie było ono ''słuche''-cos usłysze,przeczytam....
stram się myslec o nim i dostrzegac co mogło ono znaczyć.
Nie zawsze mam czas aby przeczytać jakis fragment z Pisma,dlatego wazna jest dla mnie Msza św.gdzie mogę usłyszeć Slowo Pana.Kiedy nie uczestnicze,zaglądam na swoja pocztę i czytam fragmet Ewangeli,na dany dzień-portal mateusz umozliwia taką ''ewangelizację''.
waze jest dla mnie aby być w ''kontakcie'' ze słowem Bozym.
Druga rzecza jest gdzie to słowo pada,sklamałambym mówiąc , ze tylko na ziemię zyzną i wydaje ono plon.Pada ono na wszystkie te miejsca-droga,skała,między ciernie
Dlatego największa radościa jest dla mnie jesli poczuję ze w tym co robię,co uczyniłam,Slowo Boze padło na ta ziemię i wydało plon.

Ostatnio edytowany przez bepik1 (2007-01-03 23:27:06)


'' Ucz mnie, Panie, wypełniać Twoją świętą wolę, znaleźć i ustalić miejsce, gdzie mogę Tobie najlepiej służyć''.
św. Karol Boromeusz.
''Nie bój się, nie lękaj się,Bóg sam wystarczy... ''Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! ''

Offline

 

#4 2007-01-10 19:15:10

piccolina
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Pochylona na Słowem, z ołówkiem w ręku z czasowników i rzeczowników próbuję wykreślić Twoje Oblicze. Dziś jestem jednym z tych chorych, którzy potrzebują uzdrowienia. Jednym z ślepców, który potrzebuje prowadzenia. Takim chorym anonimowym, nieznanym nikomu, który dotarł do drzwi Piotra. Z niedopisanych przymiotnilów składam w duszy wyraz Twojego spojrzenia. Jakie ono musiało być, że ci którzy spojrzeli głębiej zrozumieli, że jesteś Kimś więcej niż człowiekiem? Jak głuchoniemi czytali z Twoich oczu miłość? Jak ślepi z barwy Twojego głosu słyszeli nadzieję? Jak ułomni z Twoich gestów odzyskiwali wiarę? Wychodzi mi Twój obraz taki ludzki z serdecznym, pełnym pokoju i nie zmierzoną glebia w tle. Gest wyciągniętej ręki delikatny ale stanowczy a barwa głosu ciepła. Nic nadzwyczajnego, a jednak Twoje gesty, Twoje słowa, Twoje spojrzenie uzdrowilo wielu.
Mistrzu, dziś przed drzwiami domu Piotra uczysz mnie by patrzeć i widzieć, słuchać i słyszeć, czynić i nie rządać, mówić i nie potępiać. Dziś przed drzwiami domu Piotra jeszcze raz krzyżują się nasze spojrzenia. Prosze Cię o mądrość, abym umiała wcielić w życie Twoje słowa, Twoje gesty, Twoje sporzenie kiedy przyjdzie mi się zmirzyć z moją czy innych ślepotą, z moją czy innych głuchotą, z moją czy innych ułomnością.

Ostatnio edytowany przez piccolina (2007-01-10 21:05:22)

 

#5 2007-01-29 15:08:40

piccolina
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

"Twoje słowo jest lampą dla moich kroków i światłem na mojej ścieżce" (Ps 11, 105)

  Drodzy młodzi!

Rozważajcie często słowo Boga i pozwólcie, aby Duch Święty był waszym nauczycielem. Odkryjecie wówczas, że myśli Boga nie są myślami ludzi; będziecie skłonni kontemplować prawdziwego Boga i odczytywać wydarzenia historii Jego oczyma; zakosztujecie w pełni radości, jaką rodzi prawda. Na drodze życia, nie łatwej ani wolnej od pułapek, możecie napotkać trudności i cierpienia, i czasem będzie was nachodzić pokusa, aby powtórzyć za Psalmistą: "Jestem bardzo udręczony" (Ps119, 107). Nie zapominajcie, by wraz z nim dodać: "Panie, zachowaj mnie przy życiu według Twego Słowa... W Twoim ręku jest ciągle moje życie , i Prawa Twego nie zapominam" (tamże, ww. 107 i 109).

Pełna miłości obecność Boga poprzez Jego słowo, to lampa, która rozjaśnia mroki strachu i oświetla drogę nawet w najtrudniejszych chwilach. Pisze Autor Listu do Hebrajczyków: "Żywe jest bowiem słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca" (4, 12). Należy poważnie wziąć wezwanie, aby uznać słowo Boże za "broń" niezbędną w duchowej walce; jest ono skuteczne i przynosi owoce, jeśli nauczymy się go słuchać, a z kolei mu się poddawać. Katechizm Kościoła Katolickiego wyjaśnia: "Być posłusznym (ob.-audire) w wierze oznacza poddać się w sposób wolny usłyszanemu słowu, ponieważ jego prawda została zagwarantowana przez Boga, który jest samą Prawdą" (n. 144). Podczas, gdy wzorem tego słuchania, które jest posłuszeństwem, jest Abraham, Salomon z kolei okazuje się zagorzałym poszukiwaczem nadziei zamkniętej w Słowie. Kiedy Bóg proponuje mu: "Proś o to, co mam ci dać", król mędrzec odpowiada: "Racz dać Twemu słudze serce rozumne" (1 Krl 3, 5.9). Tajemnicą posiadania "rozumnego serca" jest wykształcenie serca zdolnego słuchać. Osiągnąć to można poprzez nieustanne rozważanie słowa Bożego i zakorzenienie w nim, poprzez zobowiązanie się do coraz lepszego poznawania go.

Drodzy młodzi, wzywam was, byście osiągnęli zażyłość z Biblią, trzymali ją w zasięgu ręki, ażeby była dla was niczym kompas, wskazujący drogę, którą należy iść. Czytając ją, nauczycie się poznawać Chrystusa. Mówi o tym św. Hieronim: "Nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa" (PL 24,17; por. Dei Verbum, 25). Wypróbowaną drogą pogłębienia i zakosztowania słowa Bożego jest "lectio divina", która stanowi z prawdziwego zdarzenia drogę duchową w etapach. Od "lectio", która polega na wielokrotnym czytaniu fragmentu Pisma Świętego, aby wychwycić jego główne elementy, przechodzi się do "meditatio", która jest niczym wewnętrzny postój, kiedy dusza zwraca się ku Bogu, starając się zrozumieć to, co Jego słowo ma dzisiaj do powiedzenia w konkretnym życiu. Potem następuje "oratio", które pozwala nam zatrzymać się na bezpośredniej rozmowie z Bogiem, w końcu dochodzi się do "contemplatio", pomagającego nam zachować serce uważne na obecność Chrystusa, którego słowo jest "jak lampa, która świeci w ciemnym miejscu, aż dzień zaświta, a gwiazda poranna wzejdzie w naszych sercach" (2 P 1, 19). Lektura, studium i medytacja Słowa muszą potem prowadzić do życia nacechowanego konkrentnym przylgnięciem do Chrystusa i Jego nauczania. Święty Jakub ostrzega: "Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie. Jeżeli bowiem ktoś przysłuchuje się tylko słowu, a nie wypełnia go, podobny jest do człowieka oglądającego w lustrze swe naturalne odbicie. Bo przyjrzał się sobie, odszedł i zaraz zapomniał, jakim był. Kto zaś pilnie rozważa doskonałe prawo, prawo wolności, i wytrwa w nim, ten nie jest słuchaczem skłonnym do zapominania, ale wykonawcą dzieła; wypełniając je, otrzyma błogosławieństwo" (1, 22-25).

Kto słucha słowa Bożego i stale się do niego odwołuje, opiera swa egzystencję na trwałej podstawie. "Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale" (Mt 7, 24): nie ulegnie niepogodzie. Budować życie na Chrystusie, z radością przyjmując Jego słowo i wcielając w życie Jego nauczanie: oto, młodzi trzeciego tysiąclecia, wasz program! Jest rzeczą naglącą, aby powstało nowe pokolenie apostołów, zakorzenionych w słowie Chrystusa, zdolnych odpowiedzieć na wyzwania naszych czasów i gotowych szerzyć wszędzie Ewangelię. Tego żąda od was Pan, do tego nawołuje was Kościół, tego świat - chociaż o tym nie wie - oczekuje od was!

Benedykt XVI
(w Orędziu na XXI Światowy Dzień Młodzieży)

 

#6 2007-03-08 21:51:57

issa
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Wczorajsza Ewangelia (Mt 20, 17-28):

17 Mając udać się do Jerozolimy, Jezus wziął osobno Dwunastu i w drodze rzekł do nich: 18 "Oto idziemy do Jerozolimy: tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć 19 i wydadzą Go poganom na wyszydzenie, ubiczowanie i ukrzyżowanie; a trzeciego dnia zmartwychwstanie". 20 Wtedy podeszła do Niego matka synów Zebedeusza ze swoimi synami i oddając Mu pokłon, o coś Go prosiła. 21 On ją zapytał: "Czego pragniesz?" Rzekła Mu: "Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie". 22 Odpowiadając Jezus rzekł: "Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?" Odpowiedzieli Mu: "Możemy". 23 On rzekł do nich: "Kielich mój pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale [dostanie się ono] tym, dla których mój Ojciec je przygotował". 24 Gdy dziesięciu [pozostałych] to usłyszało, oburzyli się na tych dwóch braci. 25 A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł: "Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. 26 Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. 27 A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, 28 na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu".

Najbardziej poruszyło mnie to: On ją zapytał: "Czego pragniesz?"
Jezus pyta o pragnienia. O to, co we mnie najgłębsze.
Matka w odpowiedzi nie mówi o pragnieniach, ale podaje gotowy plan do zrealizowania. Jakże często tak odpowiadam: "Panie Jezu, musisz zrobić to i to, w taki sposób, natychmiast". Przedstawiam gotowy scenariusz, plan mojego życia, w którym Bóg ma swoje ściśle wyznaczone miejsce (często gdzieś na uboczu). Dobrze wiem, że mój plan jest niedoskonały, ale wolę kiepski plan, byleby tylko był mój własny, przewidywalny. Bo boję się, że jak oddam Bogu mój pomysł na życie, to On mi w nim nieźle zamiesza. Wolę mówić Jezusowi, co ma robić w moim życiu. Tak, żeby wszystko mieć pod kontrolą. Nie daję Mu się "wykazać". A chodzi o to, żeby poznać swoje pragnienia, a realizację zostawić Jemu.

Często spłycam moje życie duchowe. Jezus mnie pyta, czego pragnę, a ja odpowiadam: "dobrych wyników na studiach, zdrowia, i żebym mogła pojechać na rekolekcje..." To taka odpowiedź w stylu kandydatki na miss: "Lubię podróże i języki obce, kocham dzieci i chciałabym, żeby na świecie był pokój." A On nie chce moich okrągłych słówek i ładnych deklaracji. Chce wiedzieć, czego naprawdę pragnę. Chce, żebym zaufała mu na tyle, żebym nie wstydziła się powiedzieć Mu o swoich pragnieniach.
Czy wiem, czego naprawdę pragnę? Czy potrafię zrezygnować ze swoich planów dla Jezusa? Czy pozwalam Jemu działać w moim życiu?

 

#7 2007-03-26 00:03:16

issa
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Wczorajsza Ewangelia (J 7, 40-53):

40A wśród słuchających Go tłumów odezwały się głosy: "Ten prawdziwie jest prorokiem". 41Inni mówili: "To jest Mesjasz". "Ale - mówili drudzy - czyż Mesjasz przyjdzie z Galilei? 42Czyż Pismo nie mówi, że Mesjasz będzie pochodził z potomstwa Dawidowego i z miasteczka Betlejem?" 43I powstało w tłumie rozdwojenie z Jego powodu. 44Niektórzy chcieli Go nawet pojmać, lecz nikt nie odważył się podnieść na Niego ręki. 45Wrócili więc strażnicy do arcykapłanów i faryzeuszów, a ci rzekli do nich: "Czemuście Go nie pojmali?" 46Strażnicy odpowiedzieli: "Nigdy jeszcze nikt nie przemawiał tak, jak ten człowiek przemawia". 47Odpowiedzieli im faryzeusze: "Czyż i wy daliście się zwieść? 48Czy ktoś ze zwierzchników lub faryzeuszów uwierzył w Niego? 49A ten tłum, który nie zna Prawa, jest przeklęty". 50Odezwał się do nich jeden spośród nich, Nikodem, ten, który przedtem przyszedł do Niego: 51"Czy Prawo nasze potępia człowieka, zanim go wpierw przesłucha, i zbada, co czyni?" 52Odpowiedzieli mu: "Czy i ty jesteś z Galilei? Zbadaj, zobacz, że żaden prorok nie powstaje z Galilei". 53I rozeszli się - każdy do swego domu.

Tłumy są podzielone. Są ludzie, którzy wierzą, że Jezus jest Mesjaszem, i są tacy, którzy szukają argumentów, aby temu zaprzeczyć.
Ja jestem tak samo podzielona. Jest we mnie dużo wątpliwości. Strachu, że źle wszystko odczytuję. Że sobie wmawiam, że dałam się oszukać. Że zmarnuję życie.
Ale z drugiej strony: "Nigdy jeszcze nikt nie przemawiał tak, jak ten człowiek przemawia." I ja to czuję. Nigdy nie słyszałam takiego głosu. Żadne wątpliwości nie są w stanie zakryć tego zachwytu.

Jest we mnie walka. Między zachwytem i chęcią poznania Boga, pójścia tam, gdzie On chce mnie widzieć, a strachem przed przekroczeniem siebie i chęcią zamknięcia się na wszystko i wszystkich.

Trochę mnie ten fragment przestraszył. Bo zawsze staram się pokazywać tylko tą uporządkowaną stronę. Ale On wie, że jest we mnie też ta druga strona - ta, która nie wierzy, boi się i tylko czeka na dobry moment, żeby uciec. On wie o mnie więcej, niż ja wiem o sobie samej. Ale kiedy to On pokazuje mi moje słabości, przestaję się bać. Bo "Nigdy jeszcze nikt nie przemawiał tak, jak ten człowiek przemawia."

 

#8 2007-03-26 15:53:36

Oleńka
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Dzisiejsza Ewangelia:
"W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret,  do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja.  Anioł wszedł do Niej i rzekł: "Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, [błogosławiona jesteś między niewiastami]".  Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie.  Lecz anioł rzekł do Niej: "Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga.  Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus.  Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida.  Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca".  Na to Maryja rzekła do anioła: "Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?"  Anioł Jej odpowiedział: "Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym.  A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną.  Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego".  Na to rzekła Maryja: "Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!" Wtedy odszedł od Niej anioł."

Nic dodać, nic ująć img/smilies/smile

 

#9 2007-03-27 11:39:42

issa
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

"Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!"

Niech się spełni Twoje Słowo we mnie. Całe. Nie tylko te fragmenty, które podnoszą mnie na duchu, pokrzepiają, po które sięgam, gdy jest mi źle. Niech spełni się także to słowo, które jest trudne. Przed którym uciekam, z którym nie chcę się skonfrontować. Te wszystkie słowa o krzyżu, odrzuceniu, niezrozumieniu. Wszystkie wymagania które mi stawiasz: odważnego głoszenia, żarliwości, miłości bliźniego...

Przyjęcie Słowa nie jest łatwe. Odważna jesteś, Maryjo!
Czy stać mnie na przyjęcie Słowa Bożego do swojego życia? Bez stawiania warunków?
Na szczęście wolno zadawać pytania...

 

#10 2007-04-04 00:12:33

issa
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Fragment Ewangelii z Wielkiego Wtorku (J 13, 21-30):

21To powiedziawszy Jezus doznał głębokiego wzruszenia i tak oświadczył: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeden z was Mnie zdradzi". 22Spoglądali uczniowie jeden na drugiego niepewni, o kim mówi. 23Jeden z uczniów Jego - ten, którego Jezus miłował - spoczywał na Jego piersi. 24Jemu to dał znak Szymon Piotr i rzekł do niego: "Kto to jest? O kim mówi?" 25Ten oparł się zaraz na piersi Jezusa i rzekł do Niego: "Panie, kto to jest?" 26Jezus odparł: "To ten, dla którego umaczam kawałek [chleba], i podam mu". Umoczywszy więc kawałek [chleba], wziął i podał Judaszowi, synowi Szymona Iskarioty 27A po spożyciu kawałka [chleba] wszedł w niego szatan. Jezus zaś rzekł do niego: "Co chcesz czynić, czyń prędzej!". 28Nikt jednak z biesiadników nie rozumiał, dlaczego mu to powiedział. 29Ponieważ Judasz miał pieczę nad trzosem, niektórzy sądzili, że Jezus powiedział do niego: "Zakup, czego nam potrzeba na święto", albo żeby dał coś ubogim. 30A on po spożyciu kawałka [chleba] zaraz wyszedł. A była noc.

I nagle Judasz stał mi się bliski. Rozumiem go i znam.

Słowa Jezusa o tym, że jeden z uczniów go zdradzi wywołały poruszenie. Bo każdy z uczniów czuł, że jest zdolny do zdrady. Ale Judasz myślał, że tylko on tak ma. Że jest z tym wszystkim sam i inni go nie rozumieją. Myślał, że jest to tak wielki grzech, że nie ma za niego przebaczenia.

Jezus powiedział "Co chcesz czynić, czyń prędzej" i wstąpił w Judasza szatan. Dobrze wiem, co szatan mu powiedział, dobrze znam te myśli:
"Zobacz, Jezus nie chce, żebyś przy nim był."
"On myśli tylko o innych, o tych którzy są święci. Gromadzi ich przy sobie, a tobie każe odejść."
"Jezus poświęcił twoje szczęście dla większego dobra."
"On już z ciebie zrezygnował."

Judaszu, mogłeś nie wyjść. Wiem, ciężko jest nie wyjść, kiedy inni wydają się lepsi od ciebie. Kiedy do nich nie pasujesz. Kiedy wydaje ci się, że wszyscy na ciebie patrzą.
Nie dziwi mnie to, że wyszedłeś. Ja też wielokrotnie wychodziłam.
Ale mogłeś zawrócić, nawet gdy było już po zdradzie, gdy wydawało się, że jest już za późno.

Boże, nie proszę Cię o to, abym nigdy nie wyszła w ciemność. Proszę Cię o to, bym zawsze umiała wrócić.

A inni? Co by było, gdyby któryś z uczniów zapytał cię Judaszu, dokąd idziesz? Gdyby zaofiarował pomoc? Gdyby ktoś krzyknął: "Nie wychodź!" Ale nikt nie zapytał Judasza dokąd idzie. Nikt nie pomógł.

Samotność Judasza, moja, twoja... Taka samotność, kiedy nie wierzy się że Bóg kocha i przebacza i nie wierzy się w innych ludzi. Kiedy każda sytuacja potwierdza mi, że jestem sama, nikomu na mnie nie zależy, że jestem zła, że ze mnie nic dobrego już nie będzie. Upadek za upadkiem, aż odechce się chcieć. I człowiek jest tak poraniony, że zaczyna ranić innych ludzi. Bije każdego, kto się do niego zbliża, choć chciałby go przytulić. Aż w końcu wydaje się, że nie ma już odwrotu. Że trzeba zabić miłość, zabić świat, zabić siebie. Nie ma ratunku.

Jest. Boże miłosierdzie.

 

#11 2007-04-06 19:51:34

Oleńka
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Wielki Piątek Męki Pańskiej
Dzisiaj w żadnej świątyni na całym świecie - w całym Kościele Powszechnym, nie sprawuje się bezkrwawej Najświętszej Ofiary Chrystusa. Wczoraj po Mszy Wieczerzy Pańskiej zanim zaniesiono Ciało Chrystusa do Ciemnicy, pozostawiono otwarte i puste tabernakulum, obnażono ołtarz, dzwonki zamieniono na kołatki i uciszono organy. Tak zostanie do jutra, aż do Wigilii Paschalnej - jej IV części – Liturgii Eucharystycznej. I czuję jak wyjątkowo ważna, a zarazem wspaniała w swej oczywistości jest dla mnie świadomość tego, że chociaż dziś jeszcze w wielkim smutku i wyciszeniu wewnętrznym z całym naszym Parafialnym Zgromadzeniem będę przeżywała w kościele Liturgię na cześć Męki Pańskiej, słuchając Słowa Bożego opowiadającego o tej tak okrutnej męce koniecznej do mojego zbawienia, zakończonej haniebną śmiercią. Zapewne też ze wzruszeniem i żalem z powodu mojej grzeszności, uronię niejedną łzę, podobnie jak blisko dwa tysiące lat temu czyniły to niewiasty żydowskie, które Jezus spotkał w drodze na Golgotę, upadając nie jeden raz pod ciężarem moich win. A jednak już bardzo niedługo, tylko niewiele więcej niż za dobę, zaśpiewam razem z całą Wspólnotą parafialna przy dźwiękach organów, dzwonków, dzwonów kościelnych uroczyście i radośnie: ‘Alleluja! Jezus żyje! Zmartwychwstał Pan, prawdziwie zmartwychwstał! Alleluja!’ I fakt, że w przeciwieństwie do współczesnych Jezusowi, mnie już wiadomym jest wszystko to, co nastąpiło po Wielkim Piątku, absolutnie nie utrudnia przeżywania każdego roku na nowo tych tak istotnych wydarzeń z historii zbawienia człowieka. Bo one bezpośrednio mnie dotykają i poruszają serce, każąc mu otwierać się na to zbawcze działanie Boże dla mnie. Bo wcześniej już skorzystałam i nieustannie korzystam z tego Bożego dobrodziejstwa, oczyszczając swoją duszę w sakramencie pokuty i pojednania, kiedy tylko uzmysłowię sobie, ile dodaję Mu ran swoim grzechem na Jego umęczonym ciele...

I dziś właśnie jest drugi dzień Świętego Triduum Paschalnego – jednego święta - Jednej Wielkiej Liturgii, którą rozpoczęliśmy wczoraj Mszą Wieczerzy Pańskiej, a zakończą ją dopiero nieszpory Niedzieli Zmartwychwstania. Rankiem więc spotykamy się modlitewne na Jutrzni, a po niej katecheza paschalna. Wieczorem przeżywając misterium Męki Pańskiej oczyma świadków spojrzę na Krzyż, który zabrał ziemskie życie Syna Bożego. Zapowiedział to już Prorok: Oto się powiedzie mojemu Słudze, wybije się, wywyższy i wyrośnie bardzo. Jak wielu osłupiało na Jego widok - tak nieludzko został oszpecony Jego wygląd i postać Jego była niepodobna do ludzi /…/ On wyrósł przed nami jak młode drzewo i jakby korzeń z wyschniętej ziemi. Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał. Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic Iz 52, 13-14; 53, 2-3. Bardzo mocne są wszystkie słowa z tej IV Pieśni Sługi Jahwe. I bardzo wyraźnie pokazują cały tragizm, cały dramat ludzkich bezsensownych buntów, słabości, występków, które wziął na siebie pokornie ten niewinny Baranek. Jest to w zasadzie Ewangelia o Sądzie Ostatecznym, który już się dokonał. I zajaśniała chwała Syna Bożego po śmierci. Bo uobecnia się podczas liturgii Triduum tajemnica męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, czyli Jego pascha – przejście ze śmierci do życia. Zmartwychwstał tak, jak obiecał to swoim uczniom. Bo tylko raz na zawsze złożył jedną ofiarę za grzechy Hbr 10, 12.

Ten najważniejszy Arcykapłan, przeżywał takie samo życie człowiecze, jak każdy z nas i we wszystkim też był nam podobnym, poza grzechem (por. Hbr 4,15). A chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał. A gdy wszystko wykonał, stał się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają Hbr 5, 8-9. Z pewnością będę o tym pamiętała adorując Jego krzyż w II części dzisiejszej Liturgii. I znowu przypomnę sobie te Boże natchnienia sprzed kilku lat, otrzymane na zakończenie rekolekcji, które zapisałam nie tylko w pamięci, kiedy tak patrzyłam z miłością i oddaniem na ten ogromny krzyż wiszący nad ołtarzem w moim kościele parafialnym, chcąc zadośćuczynić ranom, które zadawałam tej wielkiej Miłości. Bo na tym krzyżu wisi udręczony z cierniową koroną na głowie Człowiek – Bóg-Człowiek. I  zapytam Go posuwając się powoli w procesji przez środkową nawę, aby złożyć swój pokłon krzyżowi, całując w swojej duszy Jego pięć ran:

Czy wybaczysz Jezu?

Z wysokości Swego krzyża dzisiaj na mnie spojrzałeś,
Niemy ból, niemy krzyk, niema skarga
Z Twoich oczu do mnie spłynęła,

A ja, ostrą włócznią swego grzechu
Bok Twój, ręce Twoje, nogi Twoje
Rozorałam...

Czy wybaczysz mi o Jezu moje odstąpienia?
Czy wybaczysz mi o Jezu moje zapomnienia?
Czy wybaczysz...?

Wiem, że tylko Ty zrozumiesz,
Wiem, że tylko Ty tak umiesz,
Wiem, że tylko Ty tak możesz....

Już to wiem! Wybaczyłeś!

Wiem, bo po to się na ziemi narodziłeś,
W Śmierć męczeńską zanurzyłeś,
I z tryumfem Zmartwychwstałeś!

Bym i ja, gdy nadejdzie życia kres
Na tym padole łez,
Tak jak Ty, zmartwychwstała.

I dokładnie spełniają się po dziś dzień słowa proroka Zachariasza, powtórzone przez Jana Apostoła, świadka tych wszystkich wydarzeń: Będą patrzeć na Tego, którego przebili Za 12,10; J 19,37. Bo dziś, wszyscy w Niego wierzący, ze łzami w oczach najwyraźniej spoglądamy, na tego Męża, który z woli postanowienia i przewidzenia Bożego został wydany, przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście Dz 2,23. Przyjmuję też do siebie to, co pierwszy Papież wyrzuca grzesznikom, a więc także i mnie. Przepraszam Cię Panie za wszystkie moje grzechy! Wiem, że mi wybaczyłeś. Bo wiem też, że kochasz żałujących za swe niegodziwości grzeszników.
www.katolik.pl

 

#12 2007-05-28 00:36:12

issa
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Sobotnia Ewangelia:
J 21,20-25
20Piotr obróciwszy się zobaczył idącego za sobą ucznia, którego miłował Jezus, a który to w czasie uczty spoczywał na Jego piersi i powiedział: "Panie, kto jest ten, który Cię zdradzi?" 21Gdy więc go Piotr ujrzał, rzekł do Jezusa: "Panie, a co z tym będzie?" 22Odpowiedział mu Jezus: "Jeżeli chcę, aby pozostał, aż przyjdę, co tobie do tego? Ty pójdź za Mną!" 23Rozeszła się wśród braci wieść, że uczeń ów nie umrze. Ale Jezus nie powiedział mu, że nie umrze, lecz: "Jeśli Ja chcę, aby pozostał aż przyjdę, co tobie do tego?" 24Ten właśnie uczeń daje świadectwo o tych sprawach i on je opisał. A wiemy, że świadectwo jego jest prawdziwe. 25Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które, gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać.


"Panie, a co z tym będzie? Jeżeli chcę, aby pozostał aż przyjdę, co tobie do tego? Ty pójdź za Mną."
Panie, a co będzie z moją rodziną, znajomymi, dobrymi dziełami, w które jestem zaangażowana? A On mi mówi, że się wszystkim zajmie. To wymaga ode mnie absolutnego zaufania. Jakże często wspaniałomyślnie pozwalam Bogu uczynić ze mną co On zechce, ale powierzenie Mu losów moich bliskich już przekracza moje siły. Ciągle mi się zdaje, że jednak ja wiem lepiej, co jest dla nich dobre...

"TY pójdź za mną"
Nie oglądaj się na innych. "Co tobie do tego". Przestań żyć życiem innych. Przestań ciągle czytać o powołaniu, karmić się świadectwami innych osób. Twoje powołanie to sprawa między tobą a Mną. Powołanie do życia odkrywamy żyjąc. Więc nie zatrzymuj się - przed tobą daleka droga i ważne zadanie do wykonania - modlitwą i pracą nadać kształt swojemu powołaniu.

"Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które, gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać."
Czytając te słowa bezwiednie kiwam głową. Tak, jest wiele więcej rzeczy, które Jezus uczynił. Tak wiele rzeczy uczynił we mnie i dla mnie. Aż słów brakuje, żeby to opisać. Nie da się napisać księgi. Taką księgą może być tylko moje życie. Oby było na tyle czytelne, żeby inni mogli zobaczyć w nim historię nieskończonej Miłości.

 

#13 2007-05-28 00:51:09

issa
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Zesłanie Ducha Świętego
J 20, 19-23
Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane.

"Drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami"
Przed czym są zamknięte drzwi mego serca? Przed innymi, obcymi. Przed niezrozumieniem, odrzuceniem, niepewnością, bólem. Ale gdy drzwi są szczelnie zamknięte, nie wpuszcza się także dobrych rzeczy.

"Przyszedł Jezus, stanął pośrodku"
Wszystko widzi. Uczniowie się uradowali. Zdziwiło mnie to. Powinni się jakoś zmieszać, zawstydzić, że tak się pochowali. Ale ich rozumiem. To, że Jezus widzi cały mój lęk przynosi mi ulgę. To dobrze, że On wie. Mimo że widok mojego serca sprawia Mu ból. Ale nie dlatego, że nie spodziewał się zobaczyć tego, co zobaczył, czy sprawiłam Mu przykrość. Jego boli mój ból. On widzi jak się męczę z moim sercem tak umęczonym grzechem i On mi współczuje.

"Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam"
Tak jak Ojciec Jego, tak On mnie... Jezu, nie pomyliłeś się przypadkiem? Tak jak Ojciec Ciebie, tak Ty mnie?
Posyłam cię z miłością i z miłości.
Posyłam cię, ale nie idziesz sama.
Tak jak Ojciec posłał Syna, jedynego i ukochanego, tak Syn posyła mnie. Posyła mnie do konkretnych zadań, które tylko ja mogę wypełnić Jego mocą.

 

#14 2007-06-01 02:17:59

issa
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Nawiedzenie Najświętszej Maryi Panny
Łk 1,39-56


39 W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. 40 Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. 41 Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. 42 Wydała ona okrzyk i powiedziała: "Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. 43 A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? 44 Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. 45 Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana". 46 Wtedy Maryja rzekła: "Wielbi dusza moja Pana, 47 i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy. 48 Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej. Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia, 49 gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny. Święte jest Jego imię - 50 a swoje miłosierdzie na pokolenia i pokolenia [zachowuje] dla tych, co się Go boją. 51 On przejawia moc ramienia swego, rozprasza [ludzi] pyszniących się zamysłami serc swoich. 52 Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych. 53 Głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia. 54 Ujął się za sługą swoim, Izraelem, pomny na miłosierdzie swoje - 55 jak przyobiecał naszym ojcom - na rzecz Abrahama i jego potomstwa na wieki". 56 Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy; potem wróciła do domu.

http://www.st.stephan.at/beheimatet/taize/Fenster/02.jpg

"Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana"
Maryja idzie do Elżbiety służyć. Idzie dawać, ale otrzymuje o wiele więcej - otrzymuje potwierdzenie powołania. Jaki to skarb, ta Elżbieta. Inni ludzie wiedząc, że Maryja uwierzyła Bogu, powiedzieliby "Ty chyba oszalałaś". A Elżbieta: "Błogosławiona jesteś" - czyli: "Tak, rozumiem co czujesz. Tak, to co przeżywasz, jest prawdziwe."

Gdy my dajemy coś z siebie, Bóg daje nam o wiele więcej. Dar Maryi - to, że "wybrała się i poszła". Niewiele. Zaufała. Czuła, że tak trzeba. Może w drodze miała wątpliwości, po co idzie i co powie. Nie musiała nic robić i nic mówić. Duch Święty zadziałał za Nią. Ona powiedziała tylko "Dzień dobry" i reakcja Elżbiety przerosła Jej oczekiwania. Ale Ona przyniosła Boga do Elżbiety.

Sama tego doświadczyłam, że czsami wystarczy tylko być przy kimś, nic nie mówić i nic nie robić ważnego - czasem parzyć tylko herbatę, podawać chusteczki i słuchać - wystarczy być, a Jezus posłuży się moją obecnością tak, jak On tego zechce.

 

#15 2007-06-18 19:01:43

issa
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Nie moje, ale dało mi wiele do myślenia, więc zamieszczam:

Poniedziałek XI tyg. zw.
Mt 5,38-42


Jezus powiedział do swoich uczniów: Słyszeliście, że powiedziano: "Oko za oko i ząb za ząb!" A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz! Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące! Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie.

Pan Jezus uderzony w policzek zapytał : „Czemu mnie bijesz? Jeśli źle powiedziałem, wykaż błąd.”

Nie chodzi - przy nadstawianiu policzka- o bycie ofiarą losu, pierdołą, która w sercu zbiera złość, żal, agresję i kiedyś dokona zemsty.

Nadstawianie policzka ma dla mnie więcej wspólnego z wielkodusznością.

Z postawą kogoś, kto tak dużo dostał ton szczęścia i bogactwa, że teraz może być pozbawionym kilkunastu kilogramów tego dobra albo znieść coś przykrego.

Wielkoduszny może być tylko ktoś, kto widzi, kto wierzy w Ojca Niebieskiego Wynagrodziciela.

Ks. Marek Kruszewski
www.diecezja.waw.pl

 

#16 2007-08-21 10:42:19

issa
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Wczoraj:

Mt 19, 16-22
16 A oto zbliżył się do Niego pewien człowiek i zapytał: "Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?" 17 Odpowiedział mu: "Dlaczego Mnie pytasz o dobro? Jeden tylko jest Dobry. A jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania". 18 Zapytał Go: "Które?" Jezus odpowiedział: "Oto te: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, 19 czcij ojca i matkę oraz miłuj swego bliźniego, jak siebie samego!" 20 Odrzekł Mu młodzieniec: "Przestrzegałem tego wszystkiego, czego mi jeszcze brakuje?" 21 Jezus mu odpowiedział: "Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!" 22 Gdy młodzieniec usłyszał te słowa, odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości.


"Dlaczego Mnie pytasz o dobro?"

No właśnie, dlaczego? Jaką mam motywację? Do czego jest mi potrzebny Bóg? Co sobie przy Jego pomocy "załatwiam"? Spokojne sumienie? Poczucie wyjątkowości? Szansę, że nie zmarnuję życia? "Porządnych" znajomych? "Fajną" wspólnotę?

A Jezus mówi, że dobro pochodzi tylko od Ojca. Ilekroć chcę sama zapewnić sobie i innym dobro, tylekroć grzeszę pychą. To nie moją siłą mam pociągać ludzi. Ja mam zachować przykazania. Żyć normalnie, a Bóg będzie działał przeze mnie. Może się nawet o tym nie dowiem.

Przykazania... Mówię Jezusowi: "Przestrzegałam tego wszystkiego, czego mi jeszcze brakuje?" No tak, nie zabijam, nie cudzołożę, nie kradnę... A jednak coś mnie gryzie, czuję, że mimo wszystko jestem daleko.
A potem dodaję cicho: "I chciałabym nie mieć innych bogów przed Tobą..." I czuję, że dopiero to jest prawdziwe. Tam, w tym jednym zdaniu zawarłam swoje serce. Tak, to nie doskonałość przybliża mnie do Boga. To właśnie to przykazanie, z którym zupełnie sobie nie radzę - ono łączy mnie z Bogiem. A więc nie moje osiągnięcia, ale moje słabości. Nie to, co mam, ale właśnie to, czego nie mam.

I Jezus mówi na potwierdzenie: "idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!"
Jak to? Sprzedać wszystko i wyruszyć w drogę? Przecież przed podróżą zawsze trzeba wiele rzeczy kupić. Dobre buty, śpiwór, mapy, latarkę... Przecież jeżeli pójdę bez niczego, to nie będę dobra w tej wędrówce. I będę zależna od innych. Będę słabsza - będę się wlokła z tyłu, marudziła, że mi niewygodnie, stopy będą mi krwawiły, jak zmoknę, to zaraz będę chora, będę musiała prosić innych o jedzenie... Jezu, znasz mnie. Od razu przyjdzie mi do głowy, że to nie jest tak, jak sobie wyobrażałam, że w innej wspólnocie byłoby mi lepiej. Za trudne to wszystko dla mnie. Zwieję Ci Jezu.

Ty chcesz, żebym stała się całkowicie zależna od Ciebie. Żebyś Ty mógł uzupełnić moje braki. A czego ja chcę?

"Maryja zostaje wezwana nie do konkretnego czynu, lecz do zgody na to, czego Bóg będzie dokonywał w Niej i poprzez Nią. Odtąd charakteryzujące Ją w oczach świata pustka i nieistotność (Łk 1, 48) nie tylko nie będą już przeszkodą w realizacji Jej powołania, lecz staną się "dziewiczą" ziemią, po której Bóg będzie mógł się swobodnie przechadzać (por. Rdz 3, 8)".
(brat John z Taizé "Przygoda ze świętością. Podstawy biblijne i dzisiejsze perspektywy")

 

#17 2007-09-13 18:59:57

piccolina
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Dziś Jezus odpowiada na pytanie -  co mamy czynić by osiągnąć życie wieczne?
- miłować nieprzyjaciół,
- dobrze czynić tym, którzy nas nienawidzą…
- błogosławić tych, którzy nas przeklinają,
- modlić się za tych, którzy nas oczerniają,
- dawać każdemy kto prosi,
- nie osądzać,
- nie potępiać,
- przebaczać...
- .....
- .....

I gdy tak nad tym wszystkim rozmyślam zaczyna do mnie jaśniej dochodzić co Jezus ma na myśli mówiąc o wąskiej drodze do nieba........

 

#18 2007-10-06 21:54:43

Mariusz
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Mt 6, 25-34

25 Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? 26 Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? 27 Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? 28 A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. 29 A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. 30 Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary? 31 Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? 32 Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. 33 Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. 34 Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy.

Wyjątkowość człowieka pochodzi stąd, że stworzył go kochający Ojciec, który o wszystko się zatroszczył. I my znajdujemy to, co On dla nas przygotował, jeśli otworzymy się na Jego Słowo - na Chrystusa. Poganie nie wiedzą, że mają Ojca.

 

#19 2007-10-09 20:50:25

issa
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

5 Apostołowie prosili Pana: "Przymnóż nam wiary!"  6 Pan rzekł: "Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: "Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze!", a byłaby wam posłuszna.  7 Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola: "Pójdź i siądź do stołu?"  8 Czy nie powie mu raczej: "Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił?"  9 Czy dziękuje słudze za to, że wykonał to, co mu polecono?  10 Tak mówcie i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono: "Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać"".

„Przymnóż nam wiary”. A Jezus odpowiada: Tyle ile masz ci wystarczy. I tak masz więcej niż inni. Więc nie siedź z założonymi rękami czekając na przypływ wiary. Działaj, żyj, już teraz, z taką wiarą, jaką masz dzisiaj. To wystarczy do czynienia cudów.
Bo wiara dana jest po to, żeby służyć. Nie po to, żeby się z jej powodu wywyższać. Czy prosząc o wiarę prosisz o siły do służby, czy prosisz owiarę, żeby zbudować sobie ołtarzyk w ciepłym miejscu?
A jeżeli słaba wiara jest w sam raz? Może mała wiara, która każe ci niesutannie szukać Boga, która boi się, że Boga nie ma, jest lepsza niż niewzruszona pewność?
Masz ziarenko wiary. Nie proś o więcej, tylko weź to, co masz i działaj na chwałę Boga i ludzi.

 

#20 2007-12-02 21:05:48

Sercee18
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

W dzisiejszej Ewangelii padły słowa... "Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie."
Jak pięknie jest oczekiwać na przyjście Pana, na przyjście naszego Oblubieńca, Zbawiciela Wszechświata... każdego dnia, staramy się pozwalać Bogu narodzić się w nas, jednak nie zawsze to jest proste...a Adwent jest czasem takiego szczególnego oczekiwania, aby Pan Jezus narodził się całemu światu...

Panie Jezu, przyjdź, czekam na Ciebie,
w mych łzach, w mym cierpieniu,
w każdej radości, uśmiechu.
Pozwól bym nie odeszła od Ciebie,
i zawsze trwała przy Tobie.
Boże napełniaj Łaską Świętą
Twą MIłością Niepojętą
Ciepłem serca ogarniaj,
złe moce odgarniaj.
Bądż ze mną...ZAWSZE   img/smilies/142  img/smilies/142

 

#21 2007-12-08 18:20:32

Misjonarka
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Uczniowie idący do Emaus....
Łk. 24,13-35

To ewangelia, która ostatnio mnie osobiście porusza i zachwyca...
myslę ,że jest w niej wiele nadziei dla tych , którzy maja jakoś poranione Serca- a kto z nas dziś może powiedzieć , że jego serce jest zupełnie zdrowe?
Dużo Światła dała mi lektura małej książeczki Ks. Krzysztofa Wonsa -Salwatorianina z Krakowa.

Dopóki uczniowie rozmawiają ze sobą o swoim cierpieniu, o zawodzie jaki przeżyli wraz ze śmiercią Jezusa-są zamknięci na jego obecność- tak bardzo , ze nawet nie rozpoznają Jego przyjścia.
A On idzie wraz nimi .I słucha co oni maja do powiedzenia- słucha ich żalu- daje im możliwość otwarcia Serca.
Poznają Go przy łamaniu chleba- niesamowita moc Eucharystii...

Dopiero po spotkaniu z NIM są gotowi wrócić do Jerozolimy, do miejsca z którego uciekali ...
Już nie koncentrują się na swoim zranieniu- bo poznali , ze Pan jest zawsze z nimi.
Jezus zmienił ich Serca - dokonało się wewnętrzne uzdrowienia... Są gotowi by żyć i dawać świadectwo o Zmartwychwstałym

Polecam wszystkim, wszelkie opracowania , pomoce do rozważania Słowa Bożego KS. Krzysztofa SDS

 

#22 2008-01-16 11:31:09

issa
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Mk 1, 21-28
21 Przyszli do Kafarnaum. Zaraz w szabat wszedł do synagogi i nauczał. 22 Zdumiewali się Jego nauką: uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie. 23 Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: 24 "Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boży". 25 Lecz Jezus rozkazał mu surowo: "Milcz i wyjdź z niego!". 26 Wtedy duch nieczysty zaczął go targać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego. 27 A wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: "Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne". 28 I wnet rozeszła się wieść o Nim wszędzie po całej okolicznej krainie galilejskiej.



Dziwna scena. To nie chory prosi o uzdrowienie. To złe duchy w kontakcie ze świętością się ujawniają. Być może przed spotkaniem Jezusa ten człowiek żył normalnie. Chodził do synagogi, miał jakąś pracę, nie miał poczucia, że coś jest nie tak. Dopiero spotkanie z Jezusem pokazało, co tak naprawdę w nim siedzi.

Może te złe duchy to moje wady. Może rutyna w pracy i kontaktach z innymi. Może uśpienie, zobojętnienie. Może lenistwo, marnowanie czasu, zaniżona samoocena, pogarda dla innych. Trzeba się dobrze przyjrzeć, żeby ujrzeć, jakie w nich zło siedzi. Ale światło Jezusa wszystko oświeca. I On to wszystko rozwala – rutynę, przyzwyczajenia, wygodę.

Czy na pewno chcę, żeby wypędził ze mnie złe duchy? Czy słyszę, jak Jezus mówi: „Milcz i wyjdź?” Słyszę. Ale odbieram to jako zagrożenie. Tak się zżyłam z niektórymi złymi duchami, że atak przeciwko nim traktuję jak atak przeciwko sobie. Wygodnie mi z nimi. One mnie usprawiedliwiają, uciszają moje sumienie, zwalniają od odpowiedzialności. A ten Jezus taki radykalny, chce mnie obedrzeć ze wszystkiego...

Co działo się dalej z tym człowiekiem? Gdy już opadła euforia i zaczęło się normalne życie – praca, dom, synagoga, bliscy. Czy zdołał wytrzymać w sobie tę pustkę, która w nim została po wypędzeniu duchów? Czy umiał zaprosić w to puste miejsce Boga? Nie czuł się zagubiony? Nie miał pokusy, żeby wszystko do niego wróciło?

 

#23 2008-02-07 15:54:35

Mariusz
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Nie wiem, czy tekst tej medytacji opartej na fragmencie z Ewangelii Mt 13,44 jako propozycja ojców jezuitów do rozważania podczas rekolekcji ignacjańskich pasuje do tej rubryki, ale zamieszczam go:

Poszukaj sobie miejsce, usiądź wygodnie. Wyobraź sobie, że Jesteś bezcennym skarbem zakopanym w ziemi. Poczuj, jak twarde grudy uciskają Cię ze wszystkich stron. Czuj się jednak swobodnie w swojej wyobraźni, gleba, w której się znajdujesz, może być ciepła i wygodna, bądź zimna i wilgotna. Myśląc o sobie jako skarbie na pewno będziesz pod wpływem doświadczeń wyniesionych z dzieciństwa oraz Twoich relacji z rodziną, przyjaciółmi czy kolegami z pracy. Bądź takim skarbem, jakim pragniesz być.

Wczuj się teraz dokładnie w swoje położenie, pomyśl o chwilach, gdy inni przechodzili obok nieświadomi Twojego istnienia i deptali po Tobie nie rozpoznając Cię. Przypomnij sobie jak drżała ziemia pod ciężkimi uderzeniami ich butów.

Wyobraź sobie, że niedaleko miejsca gdzie się znajdujesz, przechodzi Jezus. Jego oczy wszędzie dostrzegają piękno. Leżysz nadal ukryty w głębi ziemi, ale w Twoim sercu rodzi się pragnienie, aby Jezus zauważył Twoje istnienie i pokochał Cię. Jezus jest tak samo spragniony Ciebie, jak Ty Jego. Dostrzegł On w Tobie niezwykłe piękno i wielkie dobro. Szybkim marszem powraca do marsza, sprzedaje swój warsztat ciesielski i kupuje rolę, w której Jesteś zakopany. Powraca wreszcie do miejsca Twojej kryjówki i delikatnymi ruchami rąk zaczyna odgarniać ziemię wokół Ciebie. Z każdą chwilą jest bliżej, lecz pracuje bardzo ostrożnie, nie chcąc wzbudzać w Tobie niepotrzebnych obaw.

Po kilku minutach zostajesz wydobyty z ziemi i spoczywasz w Jego dłoniach. Jezus patrzy na Ciebie z ogromną miłością i czułością. Wie o Tobie wszystko i zna wszystkie Twoje słabości, lecz teraz pragnie tylko jednego: byś przyjął Go do swojego serca. Posłuchaj, co Jezus mówi Ci o miłości, którą Cię ukochał. Zapytaj Go, co szczególnego dostrzegł w Tobie, że poświęcił wszystko co miał, abyś mógł należeć do Niego. Wsłuchaj się w Jego słowa przez kilka minut. On pragnie Ci powiedzieć, w jakich cechach Twojego charakteru czy osobowości znajduje największe upodobanie. Być może podoba Mu się coś w Twoim wyglądzie zewnętrznym. Posłuchaj, co Jezus mówi Ci o Twoich talentach. Nie lękaj się Jego pochwał. Wsłuchaj się w Jego słowa. Pozwól, by Jezus ukazał Ci Twoje dziecięce pragnienia, jakie nadal chowasz w głębi serca. Nie martw się jednak, jeżeli dostrzegasz w sobie opór przed przyjęciem czułych słów. Jezus to rozumie i nie ma w Nim cienia nagany.

Na końcu podziękuj Jezusowi za wszystko, co dla Ciebie uczynił.

Ostatnio edytowany przez Mariusz (2008-02-07 16:02:14)

 

#24 2008-02-08 20:10:38

Oleńka
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Istnieje pewien wiersz Ignacego Krasickiego:

„Dewotce służebnica w czymsiś przewiniła.
Właśnie natenczas, kiedy pacierze kończyła.
Obróciwszy się przeto z gniewem do dziewczyny,
Mówiąc właśnie te słowa: "... i odpuść nam winy,
Jako my odpuszczamy", biła bez litości.
Uchowaj, Panie Boże, takiej pobożności!”

Jako klasyka literatury polskiej wiersz ten poddawany jest wielu analizom. Można powiedzieć, że sytuacja w nim opisana jest zbyt ‘przerysowana’. Może nawet do tego stopnia, że wywołuje uśmiech, choć pewnie gorzki. Warto jednak, aby te kilka wersów poddać nie tylko analizie językowej, ale nade wszystko refleksji: czy taka sytuacja przypadkiem nie zdarza się i dziś?

Przed kilkudziesięcioma godzinami rozpoczął się w życiu Kościoła po raz kolejny czas Wielkiego Postu. Słowo ‘post’ nie wywołuje radosnych skojarzeń. Raczej te związane z trudem czy wyrzeczeniem. Często się zdarza, że człowiekowi podejmującemu post wydaje się, jakby wspinał się na szczyty heroizmu, za które powinien otrzymać odpowiednią nagrodę w Niebie.

Słyszę o tym w dzisiejszym pierwszym czytaniu: „Wytknij mojemu ludowi jego przestępstwa i domowi Jakuba jego grzechy. Szukają Mnie dzień za dniem, pragną poznać moje drogi, jak naród, który kocha sprawiedliwość i nie opuszcza Prawa swego Boga. Proszą Mnie o sprawiedliwe prawa, pragną bliskości Boga: "Czemu pościliśmy, a Ty nie wejrzałeś? Umartwialiśmy siebie, a Tyś tego nie uznał?" Otóż w dzień waszego postu wy znajdujecie sobie zajęcie i uciskacie wszystkich waszych robotników. Otóż pościcie wśród waśni i sporów, i wśród bicia niegodziwą pięścią. Nie pośćcie tak, jak dziś czynicie, żeby się rozlegał zgiełk wasz na wysokości. Czyż to jest post, jaki Ja uznaję, dzień, w którym się człowiek umartwia? Czy zwieszanie głowy jak sitowie i użycie woru z popiołem za posłanie - czyż to nazwiesz postem i dniem miłym Panu?” (Iz 58,1b-5)

Post ciała często nie niesie za sobą przemiany ducha. Może się też zdarzyć, że odczuwając pewien dyskomfort, płynący z pewnych postnych ograniczeń, obudzi się w ludzkim sercu to, co złe i to w większym nasileniu. Bo prawdziwy post- to prawdziwe zmaganie i walka ze złem. Sam Jezus zresztą powiedział, że  jest taki rodzaj złych duchów, który wyrzuca się tylko postem i modlitwą. (por. Mt 17,21)

Tym bardziej Wielki Post nie może być tylko czasem wypełniania powierzchownych praktyk, które nie dotykają głębi serca. Bez pragnienia wewnętrznej przemiany post zostanie tylko głodówką, jałmużna – opróżnieniem portfela, modlitwa – bezmyślnym ‘odklepaniem’...

Pan Bóg, ustami proroka, poucza: Czyż nie jest raczej ten post, który wybieram: Rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać? Dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków?  Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie. Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie, chwała Pana iść będzie za tobą. Wtedy zawołasz, a Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On rzecze: "Oto jestem". (Iz 58,6-9a)

Czas Wielkiego Postu ma uzdrawiać mnie z egoizmu. Ma ‘odciągnąć’ moje oczy i zatroskanie tylko i wyłącznie od siebie samej. W zamian za to w szczególny sposób powinien skierować moje spojrzenie na cierpiącego Jezusa oraz na wszystkich Jego cierpiących braci i siostry. Na każdego, kto w swym ciele i duszy dopełnia braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół. (por. Kol 1,24).

Nie ma chyba człowieka, który by w jakiś sposób nie cierpiał. Chcę rozejrzeć się uważnie wokoło i zastanowić się: Jak mogę usłużyć tym, których Bóg stawia na mojej drodze?

Nie muszę się obawiać, że ich nie dostrzegę, albo że nie będę umiała pomóc. On sam mi podpowie, co mogę uczynić, aby nie zmarnować nie tylko czasu Wielkiego Postu, ale i życia.

Agnieszka Skowrońska, Rzym

 

#25 2008-03-09 20:51:04

borcio
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Wczoraj czytając Ewangelię, moją uwagę przykuło jedno szczególne bardzo dla mnie zdanie:

"Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą."
(J 11, 4b)

No właśnie... w moim życiu od jakiegoś czasu istnieje choroba i choć już udaje mi się ją pokonywać i jestem na dobrej drodze, ku wyleczeniu, to te słowa sprawiły, że zrozumiałam na nowo, jaki jest sens mojego cierpienia, że Pan pragnie mnie doświadczyć, bym mogła pełniej oddać się Jemu, zaufać Jego miłości i kroczyć drogą swojego powołania, drogą, którą On dla mnie przygotował....
Ile razy myślałam, że to wszystko jest bez sensu, że mamm już dość i nie chcę tak dalej żyć... a jednak Jezus nigdy mnie nie opuścił, nigdy nie powiedział: "Odejdź ode Mnie, bo nie jesteś godna Mojej miłości..." On nie zmusza nas do niczego, daje wolną wolę i pozwala decydować o swoim życiu, ale jednocześnie doświadcza, by umacniać, uczyć pokory, ufności, wiary i miłości bezgranicznej, miłości, którą On mnie ukochał. Tylko Jezus potrafi kochać pomimo wszystko!
Czy ja potrafię przyjmować swoje cierpienie? Czy potrafię za nie dziękować i powierzać je Chrystusowi...?
Dziękuję Ci Panie za wszystko i proszę dodaj sił do zwyciężenia choroby oraz by moje życie nie straciło już nigdy sensu w moich oczach! Proszę Panie!

Oby ta moja choroba zmierzała ku chwale Boga Najwyższego!
Jezu, bądź teraz przy mnie, bo bardzo potrzebuję Twojej obecności....

 

Stopka forum

Powered by PunBB
Host by: Hosting
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson



Założ : stronę za darmo