'Barka'- forum o tematyce powołaniowej

  • Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

UWAGA! BARKA jest to forum o tematyce powołaniowej. Moderacja nie bierze odpowiedzialności za opinie użytkowników oraz nie weryfikuje osób podających się za osoby duchowne lub konsekrowane.
PRZYPOMINAMY, ŻE NA NASZYM FORUM OBOWIĄZUJE REGULAMIN!
Znaleźć go możesz w ZASADY

UWAGA!!! ZAPRASZAMY DO TWORZENIA INTERNETOWEJ RÓŻY BARKI !!! Chętnych prosimy o zapisy :)

Barka na Facebooku

#26 2008-03-09 20:59:28

ewelinapiel
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

J 11, 35 " Jezus zapłakał. To dało mi dużo do myślenia i powiem szczerze, ze myślałam nad tymi słowami. Jezus tak jak inny współczesny człowiek , tak jak ja zapłakał, wzruszył sie i dla mnie takim wspaniałym przeżyciem było to, że nie muszę przed Jezusem niczego udawać, mogę stanąć przed nim ze swoimi słabościami a On to wszystko przyjmie i zamieni w dobro

 

#27 2008-03-12 16:38:02

magda1991
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

"Takiego bądźcie względem siebie usposobienia, jakie by to w Chrystusie Jezusie chociaż byt w postaci Bożej, nie upierał się zachłannie przy tym, aby być równym Bogu, lecz wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom; a okazawszy się z postawy człowiekiem, uniżył samego siebie i byt posłuszny aż do śmierci, t to do śmierci krzyżowej. Dlatego tez Bóg wielce go wywyższył i obdarzył go imieniem, które jest ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zginało się wszelkie kolano na niebie i na ziemi, i pod ziemią i aby wszelki język wyznawał, ze Jezus Chrystus jest Panem, ku chwale Boga Ojca " - Filip. 2,5-11.


--------------------------------------------------------------------------------

Już za niedługo wstąpimy w Wielki Tydzień. Co jest wielkiego w tym Tygodniu? Odpowiedź nie jest trudna. Wielka ze strony człowieka jest jego wina, jego niewdzięczność, i grzech; albowiem grzech całej ludzkości, która jest odarta ze wszelkich zasłon, staje przed oczyma świata na Golgocie. Ale większe od ich grzechu okazuje się cierpienie Jezusa. Tu przecież chodzi nie tylko o cierpienie cielesne. Najgorsze były cierpienia duchowe; straszliwa niewdzięczność i niewierność, słabość nawet najbliższych i najwierniejszych, tych, którzy Mu wcześniej ślubowali miłość i posłuszeństwo, którzy chcieli pierwotnie razem z Nim oddać życie. A ponad tym wznosi się to, co jest największą tajemnicą; że Bóg do tego dopuścił. Powiadają niektórzy, że Bóg się domagał, aby ten jedyny niewinny i święty, który chodził po ziemi zginął w straszliwych okolicznościach, aby został przeznaczony na ofiarę przebłagania za grzech ludzkości. A jeszcze większą tajemnicą jest to, że ta ofiara mogła być wystarczająca oraz stać się dostatecznym zadośćuczynieniem za grzechy ludzkości, popełnione od początku jej istnienia aż do dnia sądu. I to stanowi o istocie tego Tygodnia i jest zarazem największą tajemnicą Chrystusa, istoty Jego ofiary. I dlatego też, żeby to podkreślić i uwydatnić, ten sam Jezus, który uciekł przed entuzjazmem ludzi, pragnących okrzyknąć go królem i władcą, teraz zgadza się i pozwala, aby w Jerozolimie witano Go z królewskimi honorami. Nie wjeżdża, co prawda, jak król ziemski na bojowym rumaku, otoczony zakutymi w zbroję rycerzami, ale wjeżdża jako skromny pielgrzym na oślicy w zwykłych szatach, aby podkreślić inność swego królestwa i swego królowania. Ale gdy parę dni później zostanie zapytany na przesłuchaniu u Piłata, czy jest królem, nie zaprzeczy i powie: Tak, ale królestwo moje nie jest z tego świata, bo gdyby było z tego świata, to moi rycerze rozpędziliby moich wrogów wzywając mnie do władzy.

I tylko na tle tej wielkiej tajemnicy, na tle boskości Chrystusa, staje się zrozumiałe, dlaczego Jego śmierć i męczeństwo mogły mieć tak wielką wartość i być tak wielką i dostateczną ceną za grzechy całej ludzkości (od początku do końca jej istnienia). To nie święty człowiek, to nie wielki prorok, to sam Bóg stał się człowiekiem, aby wyzwolić nas od grzechu. I tylko dlatego, że to się dzieje w łączności z tą tajemnicą, w tym największym misterium na ziemi i w niebie, tylko dlatego ta śmierć potrafiła za sobą pociągnąć takie skutki, że i dziś po dwudziestu wiekach miliony i setki milionów czczą Go jako swego Zbawiciela, a także i aniołowie w niebie padają do Jego stóp, śpiewając: ,,Święty, Święty, Święty, Pan zastępów"; bo wielbią w Nim Boga. A On nie przestał być żywym Bogiem w postaci ludzkiej, Słowem, które ciałem się stało i mieszkało między nami. Tym samym Słowem, o którym czytamy: "I rzekł Bóg, niech stanie się światłość; i stała się światłość". O tym trzeba pamiętać i to trzeba mieć przed oczyma, gdy wchodzimy w pielgrzymkę Wielkiego Tygodnia. Nie przychodźmy jak gawiedź oglądać grób Chrystusowy, ale upadnijmy na kolana, bo tu sam Bóg cierpi za nasze grzechy. A myśmy często zrobili tylko pobożne widowisko z tej największej i najtragiczniejszej tajemnicy Boga.

Trzeba wyraźnie powiedzieć: jeżeli to jest takie wielkie święto, to wszystko powinno zamrzeć w pokucie i zachwyceniu. Dlatego też w Wielkim Tygodniu wołamy: "Mea culpa. Mea maxima culpa! Baranku Boży, zmiłuj się nad nami! Takiego bądźmy wobec siebie usposobienia, jakie było w Jezusie Chrystusie". Zapytacie, czy to możliwe? Przecież nie jesteśmy wcieleniem Słowa Bożego; jesteśmy słabymi ludźmi. Tak, to jest trudne i wielkie zadanie, ale usiłujmy to uczynić przynajmniej w tych wielkich dniach, aby Zbawiciel w swoim cierpieniu i męce nie był osamotniony. Pamiętajmy, że czysty i święty Bóg przyjął postać człowieka, poniżając samego siebie, będąc cierpliwym i posłusznym aż, do śmierci krzyżowej. Dobrowolnie, bo nikt Go do tego nie zmuszał. Kusiciel dobrze wiedział, gdy szeptał: Czyżby to było możliwe, żeby Syn Boży miał cierpieć taki ból i mękę? Powiedz, a te kamienie staną się chlebem. Wiem, że chcesz założyć Królestwo Boże na ziemi; uczyń cud, skocz z wieży, a wszyscy w Ciebie uwierzą. Albo daj nam chleba, żebyśmy go nie musieli zdobywać w pocie czoła, a zostaniesz uwielbiony. A innym razem szatan szepce: Nie bądź takim niewinnym, zawrzyj pakt z mocami tego świata, wyzyskaj je dla swoich celów, niech się im zdaje, że pomagasz budować ich chwałę, że służysz świeckim celom, a Ty tymczasem dyplomatycznie buduj swój Kościół; bądź trochę przebieglejszy i bardziej chytry!

Tak szatan kusił Chrystusa, a potem nieraz szeptał w ten sposób do sumień sług Kościoła; do tych, którzy Kościołem rządzili, i szepce także i dziś do tych, którzy w Kościele pracują i mają w nim coś do powiedzenia. Po co szukasz męczeństwa? Trzeba być dyplomatą, trzeba coś zapłacić, aby ratować to, co ważniejsze, świętsze. Tak, tylko że przez tę ofiarę złożoną szatanowi święte zostanie zbezczeszczone. Apostoł powiada: "Bądźcie naśladowcami moimi". Chrystus nie po to przyszedł na ziemię i złożył ofiarę za wasze grzechy, żebyście Mu urządzali piękne groby, budowali wspaniałe świątynie, układali piękne pieśni, urządzali wspaniałe oratoria; nie, nie po to przyszedł. Przyszedł po to, abyście Go naśladowali, abyście szli tą drogą, którą On szedł, bo to jest jedyna droga na której osiągniecie ten cel, którego pragnie i który wam zapewnił. "Bracia, napominam was, bądźcie naśladowcami moimi" i: "Takiego bądźcie względem siebie usposobienia, jakie było w Chrystusie Jezusie". Czy to jest możliwe? Coś trzeba zmienić w naszym życiu, żeby tak się stało i wypełniło się w nas. Wielu mówi: Przecież modlę się, przecież przystępuję do sakramentu Komunii Świętej, jestem wiernym członkiem swego Kościoła. I pozornie nic więcej nie trzeba! Ale tylko pozornie. Musisz jednak wyjść ze swojej ludzkiej szaty, nawet ze swoich rzeczywistych zasług, z samo zadowolenia, ze swojej "prawowierności" i "chwały", tak jak On wyszedł ze swojej chwały niebiańskiej i poniżył się, wziął krzyż i był posłuszny aż do śmierci! Wewnętrznie trzeba w nas wszystko zmienić! Kto się nie narodzi na nowo, kto nie przejdzie przez chrzest Ducha Świętego, kto się nie nawróci całym sercem i całą duszą, kto nie padnie na kolana przed Jezusem jako Królem i Panem, ten nie wejdzie do Królestwa Bożego. A Pan pragnie i oczekuje od nas oddania serca i duszy.

Czy są ludzie, którzy to uczynili i czynią dzisiaj? Nie w takim stopniu jak On, bo przecież On za wszystkich złożył swoje życie w ofierze; a każdy z nas ma swój mały krzyż, chociaż nieraz bolesny i ciężki. Ale na szczęście są ludzie, którzy odwracają się z lekceważeniem i obojętnością od świata, idą na przykład za kraty klasztorne, poświęcając siebie i wszystko co posiadają Bogu. Mamy wszelki respekt i cześć dla tych którzy to czynią, ale nie sądzą, żeby to miał na myśli Apostoł Paweł. Chrystus nie krył się przed światem, owszem, uciekał przed nim, ale tylko na chwilę, aby odpocząć, nabrać nowych sił duchowych przez obcowanie z Ojcem w niebiesiech. Potem jednak wracał do świata i ludzi, bo to jest przecież świat Boży, dzieci Boże, to są Jego bracia i siostry; także ci poza Kościołem - wrogowie krzyża. I my nie uciekajmy od wrogów krzyża; żyjmy wśród nich, pokażmy im, że chrześcijanin jest innym człowiekiem. Chrześcijanin nie wyrządza krzywdy, nie kłamie, nie jest obłudny, nie kradnie, jest wytrwały w cierpieniu, chorobie, ucisku i biedzie. Pokażmy, co znaczą w praktyce słowa: ,,Bądźcie naśladowcami moimi". Są tacy chrześcijanie. Znałem pewnego księdza, który w najtrudniejszych warunkach, sam obarczony nieuleczalną chorobą, pełnił dobrowolnie służbę na swojej placówce, choć w każdej chwili mógł otrzymać lepszą i lżejszą pracę. Kiedy mu powiedziałem: Człowieku, zmiłuj się nad sobą, on mi odpowiedział: Moi parafianie potrzebują mnie i mam na nich wpływ! Musiałem lata pracować, aby zdobyć ich zaufanie. Są więc ludzie, którzy jak światełka oświecają nam drogę, po której kroczył Chrystus. Znam też innego księdza, kapelana w zakładzie dla nieuleczalnie chorych, w którym jest około tysiąca ludzi. Przebywa tam od lat i nie może nawet na kilka dni wyjechać, bo zawsze ktoś go potrzebuje; potrzebuje pomocy z góry, którą im niesie. A gdy mu mówię: Człowieku, miej litość nad sobą, odpowiada mi: Pan Jezus także nie miał litości nad sobą, a ja jestem Jego sługą. A więc oddanie Chrystusowi jest możliwe, chociaż nie każdy może zostać księdzem. Ale usiłujmy czynić podobnie; jeżeli będziemy tego pragnęli, to w pewnym stopniu się to powiedzie.

I tak idźmy w ten Wielki Tydzień i patrzmy na Golgotę i na krzyż Jezusa Chrystusa, który był i jest wzorem oddania Bogu. Niech nasze myśli choć trochę staną się podobne do Jego myśli; bądźmy posłuszni Bogu aż do śmierci, do naszej śmierci, pod naszym krzyżem.

Spraw to, Panie Jezu, przez swój krzyż, mękę, ofiarę i śmierć. Amen.

 

#28 2008-03-19 22:40:55

Mariusz
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Rozważanie ks. Henryka Seweryniaka o scenie z Ewangelii wg św. Jana (J 21), zamieszczone w "Zeszytach Karmelitańskich" styczeń-marzec 2008.

"Nad Jeziorem Galilejskim, o świtaniu rozegrała się pewna niezwykła scena ewangelijna opisana przez św. Jana (J 21). Świt, Apostołowie łowią całą noc ryby. Na brzegu majacząca postać. "Dzieci, macie coś do zjedzenia...? Zarzućcie po prawej stronie". Jan na to: "To jest Pan". Ale to Piotr rzuca się w morze... Żarzące się węgle... Spożywają śniadanie i rozpoczyna się niezwykły, złożony z trzech pytań i trzech odpowiedzi - dialog Jezusa z Szymonem. Tak niezwykły, że jeszcze starożytni chrześcijanie ułożyli w tym miejscu sześć kamieni w kształcie serc. Tak niezwykłe, że gdy Jan po latach układał tę opowieść, zadbał o oddanie każdego szczegółu, gry każdego ze słów. (...)

Zwraca uwagę bardzo znamienna gra słów... Po grecku słowo fileo wyraża miłość typową dla przyjaźni, czułą, ale nie wszechogarniającą, podczas gdy czasownik agapao oznacza miłość bez zastrzeżeń, całkowitą i bezwarunkową. Jezus po raz pierwszy pyta Piotra: "Szymonie... czy miłujesz Mnie (agapas-me) bardziej aniżeli ci?" Pyta więc tak naprawdę: "Czy miłujesz mnie ową miłością całkowitą i bezwarunkową, która zwie się agape, i która wylała się na świat w moim krzyżu?" Przed doświadczeniem zdrady Apostoł niewątpliwie odpowiedziałby: "Tak, Panie, Ty wiesz, miłuję Cię (agapó-se) bezwarunkowo". Teraz jednak, gdy zaznał gorzkiego smutku niewierności, dramatu własnej słabości, mówi z pokorą: "Panie, kocham Cię (filó-se), to znaczy "kocham Cię moją biedną ludzką miłością". Chrystus nalega: "Szymonie, czy miłujesz Mnie tą całkowitą miłością, jakiej pragnę?" A Piotr znowu powtarza odpowiedź swej pokornej ludzkiej miłości: "Kyrie, filó-se" ("Panie, kocham Cię tak, jak potrafię"). Za trzecim razem więc Jezus mówi do Piotra tylko: "Fileis-me?" (Czy kochasz Mnie naprawdę tą swoją ludzką miłością?"). Szymon rozumie, że Jezusowi wystarcza jego biedna miłość, jedyna do jakiej jest zdolny, a mimo to jest zasmucony, że Pan tak musiał mu to powiedzieć. Odpowiada Mu zatem: "Panie, Ty wiesz, że Cię kocham (filó-se)".

Co się stało? Bóg dostosował się do człowieka! Właśnie to boskie dostosowanie się dodaje nadziei uczniowi, który poznał cierpienie niewierności. Stąd rodzi się ufność, która czyni go zdolnym do pójścia aż do końca: "To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga. A wypowiedziawszy to rzekł do niego: 'Pójdź za Mną!'" (J 21, 19). Od tego dnia Piotr "szedł" za Nauczycielem z wyraźną świadomością własnej kruchości; ale nie zrażał się tą świadomością. Wiedział bowiem, że może liczyć na obecność Zmartwychwstałego u swego boku. Od naiwnego entuzjazmu początkowego przylgnięcia, przez bolesne doświadczenie zaparcia się i płacz nawrócenia, Piotr doszedł do powierzenia się temu Jezusowi, który dostosował sie do jego ubogiej zdolności kochania.

Piękna wizja Boga i wizja pięknego Kościoła, Kościoła, który rozpoznaje swego Pana podczas posiłku, przez Niego samego przygotowanego, podczas Eucharystii... Kościoła, któremu przewodzi Piotr, pamiętający o swojej słabości - tak jak trzy razy się zaparł, tak trzy razy wyznaje swoją miłość, który ma zawsze pamiętać, że nie idzie do swojej własności ("paś owce moje, baranki moje"), bowiem to sam Jezus jest dobrym Pasterzem. który zawsze ma pamiętać, by strzec nie swoich idei, choćby najwznioślejszych, ale Chrystusowej prawdy Boga".

Ostatnio edytowany przez Mariusz (2008-03-19 22:43:03)

 

#29 2008-05-01 20:15:34

mmm
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

1 maja 2008
Dzis Jezus zapowiada swoje odejscie do nieba. Ale nie zostaniemy sami, dla pelni naszej radosci, zesle Ducha Swietego...
fajnie w krociutkim kazaniu ojciec dominikanin zwrocil uwage na pewna rzecz, spodobala mi sie, mysle ze warto to tu napisac: kiedy wierzacy doswiadcza utraty Jezusa, albo kogos bliskiego, albo czegos waznego - a przeciez czesto tego doswiadczamy w zyciu - to zawsze ma mozliwoc otworzyc sie na Ducha sw. ktorego szzegolnie wtedy posyla nam Pan i On zamieszkuje w nas i wypelnia te pustke img/smilies/smile

pomyslalam, ze taka wiadomosc przydala by sie wszystkim naszym rodzicom, ktorzy czasem czuja  bol tego, ze nas traca - iz na "nasze miejsce" jesli zechca zamieszka z nimi Bog-Pocieszyciel img/smilies/smile
a potem pomyslalam tez o sobie i o nas - On wypelnia tez nasze poczucie pustki czy bolu, gdy trzeba sie rozstac, cos zostawic, stracic....img/smilies/smile

 

#30 2008-05-31 13:40:10

kand_Asia
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Pismo Św. jest pełne owego zdumienia Bogiem i Jego pięknem. Jego dobrocią i Jego Miłosierdziem.
Możemy jednak powiedzieć, że ten zachwyt Bogiem ze strony człowieka jest tylko odpowiedzią na to niezwykłe zdumienie, jakie Bóg okazał, patrząc na swoje stworzenie.
Kiedy stworzył człowieka- o czym opowiada Księga Rodzaju- zdumiał się Bóg pięknem swoich stworzeń. Bo piękny jest człowiek, który wyszedł spod ręki Boskiego Rzeźbiarza. Bo przecież na obraz Boży go stworzył. Piękny jest też człowiek, który żyje w blasku Bożej obecności.

Ciężki jest człowiek- jak krzyż.
Ciężki dla innych, ciężki dla siebie.
Jego stylem życia jest dyskoteka.
Zyć szybko, głośno i bez zobowiązań.
Nieznośna lekkość bytu.
Tylko...dlaczego tak ciężko?

Słowo które miało łączyć- rani.
Sztuka która miała budzić zachwyt- szokuje, przeraża i jest coraz bardziej sztuczna.
Kultura coraz mniej kulturalna. A człowiek coraz dalej od człowieka.
Co się z nami dzieje? A może inaczej co z nami robią?

"ZYC DLA INNYCH OTO KLUCZ DO SZCZESCIA..."

 

#31 2008-05-31 16:16:30

saga
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Zgadzam się z Tobą Asiu, nie ma nic piękniejszego jak żyć dla innych. I myślę, że wiesz to doskonale tak Ty jak i ja. Nie ma nic piękniejszego, jak świadomość, że jest ktoś, kto mnie potrzebuje i dla którego mogę coś zrobić. Dziękuję.

 

#32 2008-05-31 19:14:49

kand_Asia
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Z miłości Bóg stworzył człowieka.
Z miłości Go odkupił.
A gdy umierał na krzyżu, wołał:
pragnę- miłości.
Wracajmy więc do Boga i do siebie,
aby miłością na miłość odpowiedzieć.
Miłość za miłość...

 

#33 2008-07-25 20:42:40

Radocha
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Naprawdę niesamowicie jest uświadomić sobie ten ogrom Miłości- Ofiary... i równie niesamowitcie jest uzmysłowić sobie prawdę, że Jezus stał się grzechem, stał się brudem. Stał się Nikim, aby być dla nas WSZYSTKIM. img/smilies/smile Pozdrawiam Wszytskich, Asia

 

#34 2008-07-25 21:57:39

Francesca88
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Za brud i nikogo uważali Go może ci, ktorzy nie chcieli w Niego wierzyć. Ale nie nam ich osądzać.

Radocha napisał(a):

Jezus stał się grzechem.

Trąci mi to herezją. "Był do nas podobny we wszystkim, prócz grzechu." Był bezgrzeszny, więc nie moze być grzechem. Chyba, że to jakaś metafora, której nie czaję.

 

#35 2008-08-14 10:45:44

Siostrzyczka
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Francesca88, takie szokujące stwierdzenie rzeczywiście zapisał św Paweł w 2 Liście do Koryntian:
"On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą."  2 Kor 5,21
W komentarzu (w przypisach) czytamy:
Albo w sensie przyjęcia solidarności zewnętrznej z grzesznym rodzajem ludzkim (por. Rz 8,3), albo grzechem w oczach ówczesnych Żydów, uważających za zbrodniarza każdego, kto umierał na krzyżu (por. Ga 3,13), bądź w sensie ofiary za grzechy (por. Iz 53,10nn), co ST oddaje niekiedy terminem "grzechu".

pozdrawiam i gratuluję poczucia odpowiedzialności za wiarę! img/smilies/042

Ostatnio edytowany przez Siostrzyczka (2008-08-14 10:47:06)

 

#36 2008-09-23 20:00:25

dzieciak
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: dolnosląskie

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Tak...
Jezus stał się grzechem nas wszystkich i umarł dla nas i za nas na Krzyżu.
Jezus też był człowikiem, przeżył to samo, co my; wszelkie wzloty i upadki, kłótnie z przyjaciółmi, pewnie też nieraz napyskował jako dzieciak (sory, dziecko:) ) do swojej mamy...Więc dlatego On zna nasze słabości, ból, cierpienie i wie, jak nam pomóc, bo sam juz to przezył...
On ma dla nas lepszy plan niż my sami. Trzeba Mu tylko zaufać !
Stał sie grzechem ---> umarł na Krzyżu ---> grzech zostawił w ziemi---> ZMARTWYCHWSTAŁ...img/smilies/smile.


'Będzie błogosławił...
Będzie łamał...
Będzie dawał swoim uczniom...
     I nigdy nie zrezygnuje z Ciebie !' <3

Offline

 

#37 2008-11-23 00:42:35

Śliwka
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

"Tak nauczając, szedł przez miasta i wsie i odbywał swą podróż do
Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?
On rzekł do nich: Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi ; gdyż wielu, powiadam
wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli." (Łk 13,22-24)


usłyszałam ostatnio, kazanie, komentarz do tego zaznaczonego przede mnie fragmentu, otóż o co chodzi z tymi drzwiami:
mamy usiłować wejść przez ciasne drzwi- czyli takie, przez, które przechodzi się POJEDYNCZO- no komentarz, który teraz wydaje mi się oczywisty, wtedy no powalił mnie... tak łatwo ukryć się we wspólnocie- nie być sobą w wierze, tylko być częścią grupy- wiadomo wspólnota jest niezwykle ważna... ale dla każdego to przejście będzie indywidualne, już się nie ukryjesz w grupie, w pobożnych praktykach, w naśladowaniu innych- musisz odkryć swoją własną drogą do Pana to piękne... ujęło mnie to i zmusiło do wielu reflekcji... w czym ja się ukrywam? co stanowi moje tło? jaka będę przez Panem, gdy owe tło zniknie, jaka będę sam na Sam? co jest moim ukryciem? takie proste wyrażanie "ciasna brama" a jak wiele znaczeń za sobą niesie..

 

#38 2009-02-09 22:43:37

sanderka1000
Użytkownik
Imieniny: 14.08
Urodziny: 11.08
Skąd: Lębork

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Dawno tu nikt nie pisał img/smilies/wink
A ja już dawno szukałam takiego miejsca gdzie mogłabym się podzielić Słowem img/smilies/smile
Mk 6, 53-56
Rozważając dziś Słowo doszłam do wniosku, że powinnam robić wszystko z większą wiarą. Ludzie chcieli choćby dotknąć płaszcza Jezusa. Ja nie musze sie przepychać pomiędzy tłumem-mam Jezusa "na miejscu" obecnego w Eucharystii i wystarczy tylko spowiedź, aby móc Go dotknąć. Aby On przeniknął moje ciało wewnątrz. On także może dotknąć w pewnien sposób moich spraw jeżeli Mu tylko na to pozwolę tak, jak pozwalali robić Mu to ludzie w Genezaret.


On jest mój, a ja Jego wyłącznie, jedynie...

Kliknij tu i przekaż swój 1%!

Offline

 

#39 2009-04-19 11:46:00

Śliwka
Użytkownik

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

dzisiejsza Ewangelia, a konkretnie jej malutki kawałek:

"Było to wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok."

Gdy Pan przychodzi nie zniechęca Go nasz strach, nasze obawy- myślę, że On je rozumie, może nawet ceni- bo przecież mogą być wielkim dowodem na to, że podchodzimy do sprawy naszej wiary na poważnie, nie bujamy w obłokach, ale patrzymy na siebie samych i zwyczajnie się boimy... ten strach, który może być dla nas niebezpieczny, może stać się też przestrzenią, w którą wchodzi Bóg... On nie zniechęca się moimi obawami, wręcz przeciwnie wchodzi tam gdzie one są i daj mi to, co może im zaradzić- Pokój...nie wybiera "idealnego" czasu, nie czeka aż wyjdę z zamknięcie tylko wchodzi właśnie w to "gdy"...

Ostatnio edytowany przez Śliwka (2009-04-19 11:47:02)


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#40 2009-04-22 08:59:51

Śliwka
Użytkownik

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

(J 3,16-21)
Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu.

dzisiajsza Ewangelia... zdumiewa i zachwyca mnie ten fragment, który zaznaczyłam img/smilies/smile ostanio mi towarzyszy... bo jest taką odpowiedzią nie tylko w ogóle na pytanie o sens naszego życia, ale też odpowiedzią na dzisiaj, na teraz... bo tak często wydaje mi się, że to co Bóg dla mnie przygotował jest zbyt trudne, że to " bądź wola Twoja" musi być od razu zgodą na to co najgorsze, trudne... pewnie, wiadomo krzyz te sprawy... ale przecież On chce mojego szcześcia!! poza tym tak łatwo mi uwierzyć innym, albo samej sobie, że szukanie Boga, próba pójścia za Nim to coś niewartego zachodu, że zbyt wiele mnie to będzie kosztować, że koszta są niewspółmierne z zyskami- bo gdy przychodzi zwątpienia przychodzi też chłodna kalkulacja- " czy mi się opłaca?" i od razu odpowiedż- e coś Ty!! no bo tak czesto daję się sama sobie, albo złemu oszukać, że to co chce mi dać Bó wcale nie jest dobre, że jeśli Mu zaufam przyjdę z tym wszytskim co tam mam w środku- pewnie szczególnie z całym tym brudem, to Bóg mi tym razem odmówi, tym razem już się oburzy, już nie będzie mnie chciał- ciągłe przeświadczenie, że na Jego Miłość muszę sobie zarobić... a przeceiż to nie tak... bo On nie przyszedł by potępić, On jeden, który jest bez grzechu nie rzuca kamienia, Ten, który móglby to zrobić, nie potępia, nie odrzuca... ale ja patrze moimi ludzkimi kategoriami "jak ktoś przegiął to dość", a On mnie uczy, że nie tylko On przebacza, że moż ja tym, których nawet "miałabym prawo" oskarżać ( bo przeciez sa sytuacje, gdy boli i gdy ktoś naparwdę mi zawinił) żeby tego nie robić... żeby zbawiać- a to znaczy zmywać winę, dawać nowe życie, nawadać Mu sens...


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#41 2009-04-27 23:25:59

Śliwka
Użytkownik

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Dzisiajsza, właściwie już wczorajsza 27.04 img/smilies/wink, Ewengelia.
(J 6,22-29)
Nazajutrz po rozmnożeniu chlebów lud, stojąc po drugiej stronie jeziora, spostrzegł, że poza jedną łodzią nie było tam żadnej innej oraz że Jezus nie wsiadł do łodzi razem ze swymi uczniami, lecz że Jego uczniowie odpłynęli sami. Tymczasem w pobliże tego miejsca, gdzie spożyto chleb po modlitwie dziękczynnej Pana, przypłynęły od Tyberiady inne łodzie. A kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że nie ma tam Jezusa, a także Jego uczniów, wsiedli do łodzi, przybyli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: Rabbi, kiedy tu przybyłeś? W odpowiedzi rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości. Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec. Oni zaś rzekli do Niego: Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boże? Jezus odpowiadając rzekł do nich: Na tym polega dzieło /zamierzone przez/ Boga, abyście uwierzyli w Tego, którego On posłał.


Po pierwsze znów Ewangelia, tak dobrze oddaje to co się dzieje nawet teraz. Ile to razy w przypływach jakiś uniesień, niespodzianek bożych, byłam pewna i się sama przed sobą zarzekałam, że teraz to Mu już bedę wierna i Go będę kochać? I zwykle nic z tego nie wychodziło, dlatego, że spodziewałam się kolejnychy :cudów" a tu przychodziła monotonia życia, byłam zawiedzona, bo moją "relację" z Panem opierałam tylko na tym cudownym rozmnożeniu chleba- ile razy tak było i ile razy jeszcze tak będzie?
Ale On mi mówi jak sobie z tym poradzić, najpierw pokazuje mi prawdę-" zobacz szukałaś siebie, a nie Mnie" i ja przyznaje MU rację. Ale On zdaje się mnie pocieszać, mówi że gdy w Niuego uwierzę spełnie Wole Ojca... Tylko tyle Panie??!! Mam tylko w Ciebie wierzyć?? nie może byc... przeciez ja już dawno to zrobiłam, przeciez co niedzielę wyznaję moją wiarę- ba, nawet częsciej, a Ty mi każesz w Ciebie wierzyć?? więc czy ja napwrdę w Ciebie wierzę? Czy umiem Ci oddać wszytsko? Ta wiara o której mówisz kojarzy mi się ze spojrzeniem. Takim spojrzeniem na Ciebie, takim jak na tego węża na pustyni. Gdy będę patrzeć na Ciebie- na Cel mej drogi, to wtedy sama droga przestaie być najważniejsza, a to co sie w niej dzieje ( czy to złe czy dobre) będzie tylko mało znaczącym dodatkiem do Ciebie. Nawet Twoja łaska stanie się mało wazna, bo będziesz Ty Sam , Jej Dawca...
Oj czyli jednak Panie, to do mnie słowa... bo ile jeszcze mi brakuje, ile jeszcez upadków przede mną na tej drodze, ile razy jeszcze będę się sama zniechęcać czy wręcz obrzudzać sobą, tym gdzie błądzę... i znalazłoby się jeszcze wiele tych "ile razy" ale nie chce ich już... bo chcę zacząć w Ciebie wierzyć tak naprawdę już dziś- a to znaczy już nie na siebie patrzeć, tylko na Ciebie, a wtedy nawet moje "wielkie" upadki będą niczym przy Tobie.


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#42 2009-05-13 11:11:22

Śliwka
Użytkownik

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Jutrzejsza Ewangelia


Jezus powiedział do swoich uczniów: Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał - aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali.
(J 15,9-17)

Ile tu treści... a ile Miłości... każde zdanie jest nią przesiąknięte... Każde zdanie ma swój sens , i jest nim Miłość... i to nie byle jaka miłość, miłostka, zauroczenie czy nawet zakochanie, ale Miłość Ojca do Syna- i ta Miłość jest na nas przelana, przez Ofiarę, spływa na nas i czyni z nas przyjaciół- już nie jesteśmy sługami, ale przyjaciółmi Boga !!
Co jest dla mnie Dobra Nowiną w tej Ewangelii??
Gdy będę kochać to będę podobna do Pana, do Chrystusa, a wtedy będę czynić to co On... a Jego największym dziełem było wypełnienie Woli Bożej, jeśli za Nim pójdę to nauczę się kochać, nauczę się kochać także przykazania, nauczę się kochać Wolę Bożą... a jaka może być wola boża względem przyjaciół Boga?? czy warto się w ogóle jeszcze o siebie martwić, troszczyć?
Bóg mi dał wielką łaskę i wielkie zadanie- mam być jak Jego Syn, bo złożył Go  moje ręce , w ręce grzesznika, oddał mi Go całkowicie, wtedy w Piątek i codziennie oddaje, a ja mogę Go brać a wtedy moje serce powoli zacznie się przemieniać... Gdy z kimś przebywam, z kimś bliskim, z przyjacielem to nagle wiedzę , że zaczynam się do niego upodabniać, w taki piękny sposób- jestem sobą, ale jednak czerpie coś od przyjaciela, a teraz gdy moim Przyjacielem jest Pan to mogę prosić Go o łaskę upodabania się do Niego... a gdy będę prosić w Imię Chrytusa to Ojciec mi to da... do tego wybrał mnie Pan...
Przyjaźń też trzeba umieć przyjąć...

Ostatnio edytowany przez Śliwka (2009-05-13 11:13:03)


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#43 2010-01-16 21:43:06

duszek
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

choć jest sobota to byłam dziś na Mszy za Ciocię i były niedzielne czytania,bo to wieczorem.
Siedziałam sobie zwyczajnie... pustka w sercu, bo i tak bywa.. myślałam, nic nadzwyczajnego, aż przyszło..
aż huknęło.. bo Słowo Pana jak miecz obosieczny, jest jak ogień.

Od razu skojarzyło mi się to z Ewangeliczną kobietą cierpiącą na krwotok.
Czy nie jest tak,że często myślisz o sobie: zawsze ostatnia, zawsze niewidoczna,
pełna pustki, zawsze sama,opuszczona...
Ówczesna kobieta cierpiąca na krwotok miała depresję,jak tłumaczą bibliści...
nie tyle była chora na ciele,co na duszy.
W tamtych czasach taka choroba była czymś strasznym, była wykluczeniem ze społeczeństwa...
Jak musiała czuć się ta kobieta, jak trędowata,opuszczona ,zostawiona przez wszystkich...
jej ból duszy napeniał ją ciemnością, pustką.. pewnie miała siebie za nic. przez tyle lat tak traktowana..
nie miała już nadziei... pewnie nie widziała w sobie już nic dobrego, pewnie nie miała nadziei,że jeszcze kiedyś
coś by mogło się zmienić.... pewnie mówiła o sobie: porzucona, ostatnia, brzydka, okropna, nic nie warta...
Tyle się nastarała, nawydawała na lekarzy,aż spotkała Jezusa... gdzie uzdrowił On jej duszę:

jakby pokłosiem analogiczne wydają mi się Słowa jutrzejszego Czytania z Księgi Proroka Izajasza:



" I nazwą cię nowym imieniem, które usta
Pana oznaczą. Będziesz prześliczną koroną w rękach
Pana, królewskim diademem w dłoni twego Boga. Nie
będą więcej mówić o tobie "Porzucona",
o krainie twej już nie powiedzą "Spustoszona".
Raczej cię nazwą "Moje upodobanie", a krainę
twoją "Poślubiona". Albowiem spodobałaś się
Panu i twoja kraina otrzyma męża. Bo jak
młodzieniec poślubia dziewicę, tak twój
Budowniczy ciebie poślubi, i jak oblubieniec
weseli się z oblubienicy, tak Bóg twój
tobą się rozraduje..."

Bóg zmienia imię.
Może do tej pory w życiu czułaś się jak ta kobieta ...
tyle się nastarałaś ,a i tak nikt nie patrzył...
tyle się nastarałaś, a i tak czułaś się obojętna...
twoim jedynym imieniem było ostatnia, brzydka,porzucona, nic nie warta...

a dziś Bóg mówi:

" nazwę Cię nowym imieniem..."

Bóg zmienia imiona.
Bóg mówi dziś Tobie,że w Jego oczach jesteś piękna, najlepsza, najwspanialsza ,jedyna,wyjątkowa!

" Nie będą więcej mówić o tobie "Porzucona",
o krainie twej już nie powiedzą "Spustoszona".."

Bóg uzdrowi Twoją duszę  i nada Ci nowe imię, a wraz z Nim doznasz ukojenia...
On otworzy Twoje serce i popatrzy Twoim wzrokiem, już nowym.. gdzie
będziesz piękna nie tylko w Jego oczach,na siebie spojrzysz inaczej ,wyzwoli Cię
i zmienisz się, zmieni się Twoje myślenie,zaakceptujesz siebie i pokochasz...
Wystarczy tylko jedno TAK...  a Bóg przemieni Cię..przyjdzie i już nie będziesz porzucona...
On sprawi,że zaakceptujesz swoje życie ,swoją przeszłośc, że kiedyś było inaczej..
nada Twojemu dniu nowy wymiar.. będziesz odtąd  Oblubienicą i nie będziesz już
wstydzić się pokazać swoje piękno światu,które je pokocha...

Raczej cię nazwą "Moje upodobanie", a krainę
twoją "Poślubiona". Albowiem spodobałaś się
Panu i twoja kraina otrzyma męża. Bo jak
młodzieniec poślubia dziewicę, tak twój
Budowniczy ciebie poślubi, i jak oblubieniec
weseli się z oblubienicy, tak Bóg twój
tobą się rozraduje..."

Pan kocha mnie prawdziwie,do szaleństwa,
widzi we mnie piękno, jestem dla Niego wyjątkowa...
Słyszę jak echem :

" O jakże piękna jesteś przyjaciółko moja..."


mam nadzieję,że przyjdzie i czas na mnie....

pozdrawiam:)

 

#44 2010-01-19 18:43:06

Catez
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Ja przeżywam swój czas takiej ciszy wewnętrznej i na medytacji ostatnio nic oprócz snu mi nie towarzyszyło,aż tu w niedzielę Chrztu Pańskiego, Pan przyszedł w swoim słowie i usłyszałam:"ustąp,bo tak godzi się nam wypełnić to co sprawiedliwe".Jezus powiedział to do Jana a mi odbiło się to echem w sercu. Córko moja ustąp,ulegnij, pozwól bym to Ja działał aby się spełniła wola Ojca,zaprzestań tego ciągłego wprowadzania sprawiedliwości po swojemu, tylko kiedy będziesz trwać we mnie spełni się sprawiedliwość.Nie da się tego wszystkiego opisać, ale mój Bóg po raz kolejny pozwolił mi otrzeć się o Słowo.Zapalił ogień i zaraz zalał go wodą, ale wspomnienie jego wyrazistości pozostało i sen wrócił:)

 

#45 2010-04-23 22:31:48

Śliwka
Użytkownik

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

"...Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity." (J 12, 24)

dzisiejsze słowa z Ewangelii, jakoś się przewijają dość mocno u mnie od jakiegoś czasu.... jakoś tak nie dają spokoju...  i w sumie jeszcze nie wiem "co" za nim idzie, ale na razie jakoś tak dość jeśli chodzi o emocje i taką zupełnie niewyrażaną kwestie wyczuwam, że to na "teraz" słowa, że to coś co mocno mnie uderza, jakoś we mnie działa, ale raczej na zasadzie takiego "niepokoju", takiego bożego szarpania, przynaglania, żeby się tymi słowami zająć,  żeby pozwolić tym słowom pracować we mnie... no... bo mocno niepokoją, mocno szarpią....


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#46 2010-05-17 22:59:39

duszek
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

" A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi.."
" Albowiem dopóki Ja nie odejdę , nie przyjdzie do Was
Duch Święty, aby Was pocieszyć..."


co czuliście Apostołowie ,gdy Was mistrz opuścił?
jak to jest ,gdy przychodzi Duch Święty?
ile trzeba na Niego czekać?
i czy wraz z Nim wraca ten ukochany...?
czy On jeszcze wróci...? już inny? inaczej?
jak inaczej? jak to się czuje,jak to wygląda..
czy rozum powraca na swoje miejsce i integruje
się znów z duszą, czy jeszcze Go zobaczę...??

" A kiedy ich błogosławił ,rozstał się z nimi.."

A więc tak wygląda tęsknota...

Ostatnio edytowany przez duszek (2010-05-17 23:00:52)

 

#47 2010-05-21 15:48:05

Śliwka
Użytkownik

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Gdy się przeprawiali, przyszli do ziemi Genezaret. Ludzie miejscowi, poznawszy Go rozesłali [posłańców] po całej tamtejszej okolicy, znieśli do Niego wszystkich chorych  i prosili, żeby przynajmniej frędzli Jego płaszcza mogli się dotknąć; a wszyscy, którzy się Go dotknęli,' zostali uzdrowieni.  [Mt 14, 34-36]


krótki fragment, który ostatnio rozważałam ( swoją drogą zachęcam wszytskich do rozważania Słowa Bożego taką metodą ciągłą- czytania jednej księgi od początku do końca, wtedy całość nabiera w ogóle większego sensu, zachowania ludzi wydają się sensowniejsze i warto nie omijać "trudniejszych" kawałków img/smilies/wink bo tam się duuuużo może kryć img/smilies/wink img/smilies/big_smile)

myślę, o tych ludziach, którzy poznali Jezusa. Zastanawiam się skąd Go znali? czy tylko o Nim słyszeli? być może- wtedy ich postawa szukania pomocy u Niego to wyraz wiary, być może okazana tego w jak opłakanej sytuacji byli, być może Chrystus był tylko jednym z wielu " sposobów" aby uzdrowić ich chorych...
a może wiedzieli dlatego, że byli świadkami wcześniejszych cudów... być może byli wśród tłumu, który został tak niedawno nakarmiony przez Jezusa, a może widzieli wcześniejsze uzdrowienia?- szczególnie o ich właśnie myślę... być może tacy ludzi, poznający Jezusa w ten sposób, są mi szczególnie bliscy. Być może gdy wcześniej widzieli cuda,  były one udziałem zawsze tylko " innych" nie ich samych ( nawet jeśli szukali oni pomocy dla swoich chorych, a nie dla siebie samych) może wzbudzała się w nich taka zazdrość o działanie Boże ciągle tylko w życiu innych... ale gdyby nie dostrzegli tych cudów i nie poczuli tej zazdrości, nie zdali by sobie sprawy z tej "pretensji", która jest w nich, tego że w gruncie rzeczy tak wiele pragną... być może to im pozwoliło wzbudzić w sobie tylko więcej pragnienia. Może mogli sami przed sobą przestać udawać, że wcale nie chcą doświadczyć cudów w swoim życiu? bardzo są mi bliscy...
a cała scena, to trzy wersy... już zdarzały się uzdrowienia konkretnych osób, opisywane w większej ilości słów, a tutaj " wszyscy, którzy się Go dotknęli"... i tylko 3 wersy... jacy stali się potem? jacy stali się Ci zazdrośnicy o łaskę Bożą?

Ostatnio edytowany przez Śliwka (2010-05-21 15:48:43)


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#48 2010-06-11 15:20:56

Śliwka
Użytkownik

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

28 Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. 29 Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. 30 Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie». (Mt11, 28-30)


Od rana za mną " chodzi" to słowo... to o ciężarze... i dopiero sięgając do Pisma zobaczyłam, że ten fragment jest połaczony z dzisiejszym Świętem- z Sercem Jezusa... więc zupełnie zrozumiałe, że za mną chodzi img/smilies/big_smile

To co mnie urzeka, to to krótkie zdanie... Pan mógł przecież powiedzieć, że tan ciężar to nie ciężar, że brzemię to nie brzemię... to by było bardziej " poprawne politycznie" z naszego dzisiajszego punktu widzenia...ale właśnie to mnie w Nim urzeka... że On nie udaję, że nie będzie ciężko... On wie, że bedzie ciężar ( przecież sam go "niedługo" będzie niósł na własnych barkach) On nie udaje, że to co czujemy, to czego się boimy- nie istanieje, że jest nie ważne... On wie, że ciężar dalej jest... ale jest już SŁODKI... kocham Go za szczerość, za to, że nie obiecuje "łatwego szczęścia" - jak to jeden znajomy ksiądz powiedział: " Jezus nam nie oferuje szczęścia w stylu <<wszytsko po 4 złote>> On oferuje Szczęście prawdziwe"


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#49 2010-06-19 20:05:31

Śliwka
Użytkownik

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

" Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie?  Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one?  Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia?  A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą.  A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich.  Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary?  Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać?  Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie.  Starajcie się naprzód o królestwo <Boga> i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane.  Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy". (Mt 6, 25-34)

Jak zwykle kiedy przychodzę na Mszę "nieprzygotowana" czyli spontaicznie bez zapoznania się z czytaniami z dnia, doznaję niezwykłego zaskoczenia, że dzisiaj Słowo znów, do mnie, znów na temat, znów aktulne...

i cóż... tyle tylko, że Bóg jest Panem, tego co był i tego co BĘDZIE... a ja tak często o tym zapominam... ciągle przecież w pamięci przytaczam sobie "pokrzepiające" wspomnienia tego, jak działał w moim życiu... tego, że tyle tam już we mnie samej pokonał i tyle rzeczy " zewnatrznych" niezleżnych ode mnie, takich, których myślalam, że to niemożliwe... i ciągle się tym pokrzepiam... więc czemu nie umiem przyjąć, że jeśli co rzeczywiście jest dla mnie Dobrem, to On zadba o to... pewnie, ja muszę jakoś walczyć ( najczęściej w samej sobie, ze sobą) o wiele, ale tak wiele nie zależy ode mnie... ale On sobie poradzi... nawet z moich porażek wyciągnie dobro... wiem banał... ale tak często zapominam o takich banałach...
Panie daj wiarę, że do Ciebie należy czas... że mnie poprowadzisz w nim, że ja nie muszę wszytskiego teraz wiedzieć i rozumieć, wystraczy, że Ty to wiesz img/smilies/smile

Ostatnio edytowany przez Śliwka (2010-06-19 20:06:38)


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#50 2010-07-23 10:41:18

Śliwka
Użytkownik

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

"Stamtąd podążył Jezus dalej i przyszedł nad Jezioro Galilejskie. Wszedł na górę i tam siedział.  I przyszły do Niego wielkie tłumy, mając z sobą chromych, ułomnych, niewidomych, niemych i wielu innych, i położyli ich u nóg Jego, a On ich uzdrowił. Tłumy zdumiewały się widząc, że niemi mówią, ułomni są zdrowi, chromi chodzą, niewidomi widzą. I wielbiły Boga Izraela." (Mt 15, 29-31)

wczoraj trafiłam na ten fragment i zrodził on we mnie wiele pytań. Bo wydaje się on bardzo niepozorny, ale właśnie może tym bardziej zrodził we mnie pytania i to szczególnie o rolę Słowa Bożego w moim życiu, o to jak Słowo działa i jak działać może we mnie...
po pierwsze przykuły moją uwagę te dwa zaznaczone fragmenty... po pierwsze Jezus siada na górze, a właściwie siedzi.... to takie dziwne jednak zdanie. bo ani nie jest napisane, że poszedł na górę się modlić, ani że poszedł nauczać... tylko siedzi... co to oznacza? dlaczego On tak się zachowuje? czy czeka? może jest właśnie taki dyskretny w tym czekaniu, żeby nie spłoszyć tych, którzy mają przyjść? nie wiem... ale to jakoś mnie zatrzymało...
drugi fragment to zachowanie ludzi, trochę nielogiczne, bo z jednej strony przynoszą chorych i ich "przestawiają" Jezusowi, ale z drugiej ich wielkie zdumienie, gdy dochodzi do uzdrowień... 
to takie dwie postawy, których spotkanie owocuje czymś pięknym: "I wielbili Boga Izraela"
dlatego może pytam siebie o "warunki" spotkania z Jezusem, także dla mnie? ( a może szczególnie dla mnie) w jakiej " sytuacji" ja Go zastaję? i jaka ja jestem/ mogę być w tym spotkaniu? być może nie zawsze muszę mieć w sobie tak wiele wiary ile miała Kobieta kanejska, którą przed chwilę wysłuchał ( to fragment bezpośrednio poprzedzający ten) być może czasem wystarczy, że dam Mu to co chcę Mu dać i w samym tym akcie oddania będzie się ujawniać chociaż znikoma moja wiara, bo być może potem także będę tak bardzo zaskoczona tym, że Pan to przyjął i przemienił? może to jest Słowo dla mnie, która patrząc na wiarę wielu myśli, że takiej nie ma, i ma obawy, czy wobec tego Pan w ogóle będzie chciał się ze mną spotkać...

dla mnie to wszytsko to pytania... jakoś ostatnio więcej we mnie pytań, ale to takie "dobre" pytania, takie "satysfakcjonujące", ze którymi wczuwa się, że jest jakaś duża, ważna odpowiedź, może jeszcze teraz dla mnie nie dostepna, ale jakoś w przeczuciu, że warto o to pytać...

ostatnio, gdy czasem zdarza mi się trafić na taki "niepozorny" fragment Ewangelii zaczynam zadawać sobie pytanie o to, po co w ogóle te Słowa się tutaj znalazły? jeśli wierzę, że to Słowo Boga to Ona jest tutaj " po coś", jest "potrzebne" ( bo jak pisze św. Jan w swojej Ewangelii: " I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej książce, uczynił Jezus wobec uczniów.  Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego. " - J 20, 30-31)
co więc dla mnie znaczy to Słowo? gdzie w tym Słowie jest Wesoła Nowina dla mnie? jaka mogę się stać dzięki takiemu fragemnotwi, czego się mogę "dowiedzieć" o Bogu, o sobie ? i wreszcie co by się stało, gdyby tego akurat fragemntu zabrakło? czego by mi brakowało? czy moja wiara, moja relacje z Panem była by o coś uboższa?  to takie pytania, na które teraz może odpowiedzi nie mam, ale jakoś będę się pojawiać i to pewnie właśnie przy tych mniej " atrakcyjnych" fragmentach Ewangelii, gdy się siedzi i 'NIC"...

Ostatnio edytowany przez Śliwka (2010-07-23 10:42:14)


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
Host by: Hosting
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson



Założ : stronę za darmo