'Barka'- forum o tematyce powołaniowej

  • Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

UWAGA! BARKA jest to forum o tematyce powołaniowej. Moderacja nie bierze odpowiedzialności za opinie użytkowników oraz nie weryfikuje osób podających się za osoby duchowne lub konsekrowane.
PRZYPOMINAMY, ŻE NA NASZYM FORUM OBOWIĄZUJE REGULAMIN!
Znaleźć go możesz w ZASADY

UWAGA!!! ZAPRASZAMY DO TWORZENIA INTERNETOWEJ RÓŻY BARKI !!! Chętnych prosimy o zapisy :)

Barka na Facebooku

#51 2013-05-27 19:54:24

Monika_9
Gość

Re: Prywatne cuda

W moim życiu Pan działa wiele cudów ale najbardziej wymownym jest: Spoczynek w Duchu Świętym - fizyczny upadek na który nie mam wpływu(na podłogę) Nieumiejętność poruszenia sie choćby ktoś nas łaskotał . A po kilku minutach to po prostu mija i zostaje pokój w duszy i taka osoba wstaje jakby nigdy nic img/smilies/smile

Mogę jeszcze powiedzieć, że przyszedł mi na myśl pewien mężczyzna (ojciec mojej znajomej) byłam wtedy w  kościele. Postanowiłam przyjąć za niego komunię św. (czułam że muszę) pół godziny po zakończeniu mszy ten mężczyzna zmarł.

 

#52 2013-06-01 22:14:34

Kaati
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Znowu? To odczuwanie czegokolwiek to objaw "zaburzenia zdrowia", czy jak Wy to nazywacie? Mnie takie artykuły zwyczajnie ranią, to boli. Żywe odczucie Boga ujmowane jest w ramy czegoś, podejmuje się próby nazwania zjawiska, a to jest niewypowiedzialne.
"Aquero!"
jak tłumaczyła św. Bernadetta. Mnie, rozumnemu człowiekowi brakuje słów do nazwania zjawiska. To poczucie bycia ukochanym dzieckiem Boga, wszystkie przemyślenia z rozważania Męki Pańskiej, cześć i miłość do Błogosławionej Dziewicy Maryi, Tajemnica adoracji Przenajświętszego Sakramentu = tajemnica spotkania, Ich wsparcie, gdy zawodzi wszystko ...
Jak to nazwać? Jak się odwdzięczyć? Jak żyć, by upodobniać się do Nich?

Nie dogodzi się Wam. Jedni z uczonych narzekają, że tyle wiedzą o Bogu, a muszą żyć w bezrozumnym tłumie, który ich nie rozumie. Kiedy zaś znajdzie się prosty człowiek, który ma jakąś zażyłość z Panem Bogiem, to robi mu się wodę z mózgu, podsuwając pod nos "prace naukowe", które nas zwyczajnie obrażają. To nic, że pisane naukowym językiem, ładnymi słówkami. Policzkowanie boli tak samo nawet "po założeniu rękawiczek." Nie chcę więcej tych "naukowych" artykułów tutaj!

Bo czytam między wierszami. Niech oni nie zrównują natchnień bożych z halucynacjami! Niech nie ośmieszają szczególnego przejawiania się Pana Boga w życiu niektórych ludzi, szczególniejszej Jego i niepojętej łaski z urojeniami. Pan Bóg to nie urojenie!

Dlaczego akurat w moim życiu, dlaczego mogę robić za przykład? Bo to życie mam trudne, charakter słaby, nie zawsze mam wsparcie, zrozumienie. On naprawdę w stosunku do mnie nie ma innego wyjścia. Pomaga mi i prowadzi po swojemu. Dał trudne życie, ale przecież nie za karę, nie ze złośliwości. Cierpienia własne i rozważanie Męki Pańskiej oraz używanie rozumu: że jedno i drugie należy kojarzyć wspólnie i wykorzystywać są najkrótszą drogą do uświęcania się.

W życiu znosząc swoje cierpienia odbijamy tylko małą cząstkę Męki naszego Pana. Cierpień się nie uniknie, ale można je wykorzystywać w "łączności" z Męką naszego Pana i ofiarować za "długi" czyśćcowych, zagrożonych potępieniem, konających, ciężko grzeszących, o odwrócenie klęsk.

Czy moje rozważania to natchnienia boże, czy moje halucynacje, urojenia? Bo do tego dąży ten "naukowy" artykuł: ośmieszyć, by ludzie zaniechali reakcji na szczególne przejawiania się Pana Boga w ich życiu, zaniechali wynikających z tego postaw i praktyk. A świętych pańskich uważali za dziwadła, a nie autorytety, wzory do naśladowania. Mnie szczególnie prowadzi w życiu: św. Brygida Szwedzka, św. Faustyna, św. Jadwiga, św. Katarzyna Sieneńska, św. Krystyna Cudowna i ostatnio św. Ludwik Maria de Grignion. I bardzo dobrze mi z nimi.

Św. Krystyna Cudowna to jurodiwa. Według legendy widziała czyśćcowych i zabolała ją ich męka. Nie miała nic do zaofiarowania im, do udzielenia pomocy. Rzuciła się w przepaść, do nich, by z nimi być. CHCIAŁA Z NIMI BYĆ! by ich pocieszać, wspierać, a może i cierpieć z nimi. Ofiarowała im wszystko: samą siebie, swoje życie, a nawet stan po swojej śmierci, bo nie wiedziała przecież, czy tam już nie zostanie. Ten jeden jej gest mną wstrząsnął i wystarczył za wszystkie naukowe wywody. Oto największy przejaw miłości człowieka! A zasłyszana przeze mnie w radiu legenda o niej wywarła wpływ na moje życie.

Offline

 

#53 2013-06-03 17:56:56

justyna
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Kaati, nie bardzo rozumiem, o czym piszesz i co Cię obraża. Tyle, ile mogę się odnieść do tego, co napisałaś:
Artykuł nie jest naukowy, bo nie ma przypisów i bibliografii. Nie pretenduje zresztą do naukowości, jest zdecydowanie publicystyczny.
To Ty obrażasz osoby chore psychicznie stosując deprecjonujące porównania z objawami ich chorób.
Nigdzie w artykule nie ma zawartej tezy, aby należało przesądzić, że objawy u świętych mistyków nie są wyrazem działania łaski Boga. Taka możliwość jest uwzględniona - w zgodzie z nauczaniem KK nie muszę wierzyć w żadne cudowne objawienia prywatne - ale nie jest preferowana ani też przedstawiona jako jedyna.
No i nie wiem, o co Ci chodzi i do czego zmierzasz.

Offline

 

#54 2013-06-03 21:08:23

Kaati
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Nie obrażam osób chorych i nie zamierzam. Takie posądzenia są nie w porządku. Ale trzeba się liczyć z ograniczeniami jakie niosą choroby: osoba chora na padaczkę nie zostanie operatorem żurawia, czy chemikiem. Na roku u nas koleżanka ukryła padaczkę, dostała ataku na laboratorium i koledzy ją ratowali. Było groźnie, bo trzymała stężony kwas siarkowy w zaciśniętej kurczowo dłoni i się cała miotała, rozchlapując go wokoło. Tak więc wiem, o czym piszę.

Osoby chore na padaczkę są wykluczone z niektórych zawodów. To tylko przykład /chociaż to nie jest choroba psychiczna/. Osoby chore psychicznie też wyklucza się z niektórych zawodów. Kto ma skłonności psychotyczne, zaburzenia osobowości, nie zostanie snajperem, policjantem. To stwierdzone fakty, przykre, ale trzymamy się ich konsekwentnie ze względu na bezpieczeństwo nasze i osoby chorej. Cienką jest granica między zdrowym rozsądkiem i zachowaniem bezpieczeństwa, a napiętnowaniem takich osób, dyskryminacją i pretekstem do nieprzyjmowania ich do pracy, odrzuceniem. Ale mądrzy ludzie rozróżniają to.

Wizje świętych pańskich, natchnienia staja się cenne tylko wtedy, jeżeli mają dobry cel, podnoszą na duchu, bardziej przybliżają Boga. Nawet, jeżeli podobne są z opisu do halucynacji. A o "naukowym tłumaczeniu" ekstazy św. Teresy czytałam. Nawet do tak przepięknego zdarzenia dorabia się "pornograficzną teorię", wprowadza podteksty seksualne, jakoby tej "niewyżytej pannie" z braku "użycia" zaczęło mieszać się w głowie.
I takich opracowań nienawidzę: kiedy zamiast głosić chwałę Boga, odwraca się naszą uwagę poprzez nakierowanie nas na niezdrową ciekawość, niezdrowe domysły, zastanawianie się, czy te wizje są słuszne, czy są na miejscu. Nie chcę czytać, że przebicie strzałą jej serca przez anioła to "zakamuflowany stosunek," czy podobnych głupot wymyślanych przez mądrych ludzi. Hadztwo!

Przebicie strzałą jej serca to dosłowne upodobnienie się do Najświętszego Serca Jezusowego, też przebitego włócznią. To zawołanie i cudowne wypełnienie 15 modlitwy Tajemnicy Szczęścia:
"... zrań moje serce łaską, żeby łzy pokuty i miłości stały się dla mnie dniem i nocą tak niezbędne, jak chleb powszedni!"
To stwierdzenie, że oblubienica zostanie upodobniona do swego Oblubieńca - Pana Jezusa Ukrzyżowanego. I te moje tłumaczenia mają jakiś sens, jest to próba pokazania miłości Boga. Podteksty seksualne jakie wprowadza się do tej wizji - to tylko brud.

Halucynacje to bełkot mózgu. Miałam przy silnej gorączce, zatruciu się kofeiną, czy spalaniu słomy makowej, niektórych świadoma, jednej może i nie. To tylko bełkot mózgu i nic więcej. Owszem, narkomani lubią ten bełkot, mi do szczęścia nie jest potrzebny, mam ciekawsze rzeczy do roboty, niż zastanawianie się nad własnymi efektami zatrucia się. Natchnień bożych wtedy nie miewałam, ale głupoty niewarte rozważania.

Natchnienia boże tworzą się w ciszy serca i duszy, a często ze współczucia komuś. Kiedy Pan Bóg jest obecny swoją łaską, wprowadza spokój, ład i wiedzę, co dalej z tym robić. Można to porównać do spotkania z dawno oczekiwanym towarzyszem, mistrzem.

Czy osoby chore psychiczne mają natchnienie boże? Tak. I to jest cenne, jak powoduje ich i nasz wzrost duchowy. Ale to nie są halucynacje, to nie wytwór ich choroby i do tego nie należy ich sprowadzać.

Offline

 

#55 2013-06-03 22:44:06

hannaturno
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: Instytut Świecki Chrystusa Króla

Re: Prywatne cuda

Kaati napisał(a):

Czy osoby chore psychiczne mają natchnienie boże? Tak. I to jest cenne, jak powoduje ich i nasz wzrost duchowy. Ale to nie są halucynacje, to nie wytwór ich choroby i do tego nie należy ich sprowadzać.

Zgoda, ale jednak istnieje trudność, która  polega na rozróżnieniu tego, co jest Bożym natchnieniem, a co wytworem chorej psychiki. I nie można wykluczać, że te drugie - chorobowe urojenia, zaburzenia itp. - też się zdarzają, na pewno. Nieprzygotowana osoba nie jest w stanie tego rozeznać.
nie na darmo np. św. Faustynę wysyłano po opinię do psychiatry. I bardzo dobrze
Na wszelki wypadek: nie byłoby dobrze deprecjonować pewnych rozważań tylko dlatego, że są naukowe.


O Jezu, Królu mój, do Ciebie chcę należeć w życiu, w śmierci i w wieczności, amen

http://www.instchrkr.katowice.opoka.org.pl/
[moje pw nie działa, proszę korzystać z maila]

Offline

 

#56 2013-06-04 17:08:44

justyna
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Nie widzę problemu ani z uznaniem, że wytwory chorej psychiki mogą być wyrazem łaski Boga, ani z oddzieleniem takich objawów od siebie. Jedną i drugą koncepcję uważam za możliwą do obrony.
Analiza Olivera Sachsa dotycząca migrenowego pochodzenia wizji św. Hildegardy z Bingen mnie zupełnie przekonuje, choć swoją drogą możliwe, że były one jednocześnie wizjami pochodzącymi od Boga. A to nie przeszkadza, że Hildegarda była wielką niewiastą.
Co do seksualności świętej Teresy - na pewno istniała, w końcu święci nie byli (przynajmniej część świętych) aseksualni i do kochania Boga dostali zupełnie to samo wyposażenie od Boga, co do kochania człowieka. Nie jestem zwolenniczką sprowadzania w interpretacjach każdego patyka do członka a każdej dziury w płocie do waginy, ale z drugiej strony - ciekawa byłaby odpowiedź na to, jak święta Teresa radziła sobie ze swoją seksualnością, w jaki sposób przemieniała ją w twórczą siłę w swoim życiu.
Natomiast za bardzo smutne uważam pisanie o "obrażaniu" kogoś przez sugerowanie, że może mieć objawy psychotyczne. I, niestety, za obraźliwe.
Co do naukowości - nie jestem psychiatrą ani psychologiem... autorka artykułu też nim nie jest..., choć artykuł został oparty na naukowych i popularnonaukowych opracowaniach img/smilies/smile "Kontakt" stwierdził, że nie jest potrzebny aparat naukowy.

Ostatnio edytowany przez justyna (2013-06-05 19:22:59)

Offline

 

#57 2013-06-04 20:50:43

Kaati
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Justyna ** "Kontakt" stwierdził, że nie jest potrzebny aparat naukowy**
??? Nie rozumię zdania.

Podobno przeprowadzano badania nad wpływem modlitwy. Badanemu podłączano elektrody do głowy i w jakichś obszarach mózgu ukazywało się silniejsze wzbudzenie. Szczegółów nie znam. Może i z tych badań wyciągnęli jakieś wnioski, być może istnieją "obszary odpowiedzialne za modlitwę, kontemplację, itp."

Bardziej interesuje mnie, z jaką intencją pisane są takie artykuły, co autor chciał nam przekazać: zgłębienie tematu, pogłębienie wiary, czy jej ośmieszenie. Odpowiednio dobierając słowa możliwe jest wszystko.

Dobrze to podkreśliłaś, Justyno, że istnieje niebezpieczeństwo "sprowadzania w interpretacjach każdego patyka do fiuta a każdej dziury w płocie do waginy." Jeżeli uda mi się znaleźć fragment "takiego artykułu" i jeżeli napisany zostanie znośnym językiem, to zacytuję go tutaj, bo kiedyś z czymś takim się spotkałam.

Offline

 

#58 2013-06-04 21:24:50

justyna
Użytkownik

Re: Prywatne cuda

Aparat naukowy to przypisy i bibliografia. Magazyn "Kontakt", na którego stronie tekst się ukazał, stwierdził, że nie jest to potrzebne w tym artykule. Autorką jestem ja, przyznaję. Intencje to było odczarowanie psychicznie chorych po pierwsze, po drugie zwrócenie uwagi na trudność związaną z żadaniem, by mistyk był zdrowy psychicznie w kontekście współczesnej psychiatrii, po trzecie, napisanie o dyskryminacji psychicznie chorych, bo to mój konik.
Czy pamiętasz może autora tego tekstu o świętej Teresie?

Offline

 

#59 2014-10-09 12:11:30

Bartek
Gość

Re: Prywatne cuda

W drugi dzień Nowenny do Św. Ojca Pio podczas adoracji Najświętszego Sakramentu z Kaplicy Sióstr Klarysek od Wieczystej Adoracji przez internet poprosiłem Boga- Tatusiu proszę uzdrów mnie. Po pierwszej dziesiątce Koronki do Bożego Miłosierdzia byłem mokry, w drugiej poczułem jak kilka cm od pępka powyżej tworzy się źródło ciepła i rozlało się na mnie. W dalszych cząstkąch czułem jak ból i opuchnięcie się zmniejszają cdn.
namacalnie.
Choroba zmniejszyła się o 70 proc.
Zostaje 30 i zastanawiam się co mam zrobić żeby i to zredukować.
Rozumiem, że Bóg sam wyleczył tę część, reszta ma nastąpić przy mojej współpracy z Łaską Bożą. Tylko co mam zrobić.

 

#60 2014-10-11 18:37:10

amaretto---kaśka
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: podkarpacie

Re: Prywatne cuda

"....Zostaje 30 i zastanawiam się co mam zrobić żeby i to zredukować..."
może stań na nosie i pomachaj uszami img/smilies/big_smile Bartek proponuje troche się ogarnąc img/smilies/wink jesli to wysłuchana modlitwa to Chwała Pana i dziękowac  Bogu, tylko czy w tym jest jakaś Twoja zasługa??? bo nie rozumiem pytania, "co mam zrobic by i to zredukowac?", a może wolą Bożą jest byś w  tych 30% sobie pocierpiał???? hmmm???

Offline

 

#61 2014-10-11 21:17:54

dorota0103
Użytkownik
Imieniny: 25.06
Urodziny: 1.03.1989 r.
Skąd: Kędzierzyn-Koźle

Re: Prywatne cuda

Kilka sytuacji z mojego życia:

Pierwsza:

Jakiś czas temu bardzo pilnie potrzebowałam nowych butów (drugich w bardzo krótkim czasie). Byłam tym faktem załamana, bo tydzień wcześniej z dziurą wyrzuciłam inne. Jednak czasem tak bywa, że niespodziewanych wydatków jest więcej niż byśmy tego chcieli. Wiadomo wszystko kosztuje. Jednak stwierdziłam trudno, potrzebuję też kupić te drugie buty. Poprosiłam o pomoc św. Józefa. Idąc sobie z koleżanką, patrzę: o tu sklep obuwniczy, jeszcze czynny. Zdziwiło mnie to, bo myślałam, że już powinien być zamknięty. Patrzę na drzwi: czynny jeszcze 30 minut. Niby trochę czasu, ale wiem, że ze względu na moją chorobę dotyczącą narządu ruchu wybieranie butów trwa długo. Tym razem zdążyłam zobaczyć buty. Stwierdziłam od razu-te biorę tylko potrzebuję przymierzyć dwa rozmiary i pochodzić w nich dłużej po sklepie. Drugie zadziwienie: buty, które zobaczyłam-mają wysoką podeszwę-dość ponad stopę. Przeważnie takie bardzo trudno znaleźć. Jednak cuda się zdarzają pomyślałam, wychodząc ze sklepu z nowymi, wygodnymi butami, które już mam prawie miesiąc. Póki nie jest tak mokro i zimno mogę je nosić. Św. Józef poprzez wstawiennictwo do Boga pomógł-bo zapłaciłam trochę więcej, ale za to ten ważny element dla mojego zdrowia (nie muszę się obawiać m.in. o zwichnięcie kostki) oraz, że sprawa (może i tak bardzo przyziemna jak buty) została rozwiązana w trybie natychmiastowym. Krótki czas przed dniem zakupów prosiłam św. Józefa o pomoc w tym problemie. Wiem, że dla mnie kupowanie butów ze względu na schorzenie na pewno w 99-ciu procentach sytuacji nie trwa tak krótko jak 30 minut.

Druga:

Od pewnego czasu mam tak, że boję się sama wchodzić do pociągu. Mam pewną chorobę i trochę problemów z poruszaniem się, które nieraz dają o sobie znać. Może to stąd ta obawa.
Jeśli mam odwagę  to próbuję prosić o pomoc, gdy kogoś widzę na peronie.
Pewnego dnia było tak, że akurat nikogo nie było.
Zdezorientowana, wystraszona zaczęłam prostymi słowami próbować  się modlić: "Aniele Stróżu proszę pomóż. Wiesz, że boję się i potrzebuję od kogoś pomocy, choć nikogo tu nie ma".
Dosłownie dwie minuty później na płycie peronu pojawia się pewna osoba, którą mogłam poprosić o pomoc.
Pomogła mi, podziękowałam.
Niby nic, a jednak-wielka pomoc dla mnie w tamtym momencie.

Trzecia:

Ostatnio, niedawno: pewna rozmowa niespodziewana, która dała mi do myślenia. Sama stwierdziłam, że niestety zapomniałam z pamięci słów pewnej modlitwy i chciałabym się jej na nowo nauczyć. Powiedziałam tak, choć wiem, że wiara aktualnie jest w rozsypce.
Dziś przypomniałam sobie, że przecież kilka lat temu byłam na pewnej pielgrzymce (wtedy też zatrzymaliśmy się na chwilę modlitwy-w dość nietypowym miejscu, poświęconym pewnemu świętemu). Dziś stwierdziłam, że chcę poszukać artykułów o tym świętym (jego dotyczyła chwila tej niedawnej rozmowy).

Czwarta:

Pewien telefon, który mnie zadziwił. Rozmowa przebiegała zupełnie inaczej niż zazwyczaj. Próbowałam się modlić w pewnej intencji związanej z tą osobą. Myślę, że to ta modlitwa pomogła. Nie jest łatwo-ogólnie w różnych aspektach życia-jednak będę starała się nadal powierzać Bogu tą osobę.


Ogólne podsumowanie:

Takie jak dla mnie małe. lecz ważne cuda-gdzie mocno doświadczyłam pomocy Boga w codzienności, choć nie jestem człowiekiem idealnym. Od pewnego czasu coraz częściej gubię się w różnych problemach itp. Jednak Bóg mimo wszystko chce być obok. Mi tak trudno Go zobaczyć. Po coś jednak dał mi te wydarzenia w życiu.



Chcę przyznać, iż nie planowałam się nimi dzielić.
Jednak fakt, że to zrobiłam wlał w serce-mimo trudnej sytuacji-iskrę nadziei.
Jeśli kogoś umocnią te nieporadnie poukładane słowa; to chwała Panu Bogu.
Mnie w jakiś sposób "umocniło" to, iż mimo życiowej niepewności z pomocą Ducha św. zdecydowałam się tymi małymi świadectwami podzielić dla Boga i drugiego człowieka, który może kiedyś to przeczyta...
i jeśli zechce to pomyśli nad swoim życiem: tak jak ja nieplanowanie miałam małą jego weryfikację podczas dzielenia się w tej chwili pisania wiadomości.

Ostatnio edytowany przez dorota0103 (2014-10-11 21:25:11)


Zapraszam na moją stronę img/smilies/smilehttp://www.zyciowawedrowka.blogspot.com

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
Host by: Hosting
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson



Założ : stronę za darmo