'Barka'- forum o tematyce powołaniowej

  • Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

UWAGA! BARKA jest to forum o tematyce powołaniowej. Moderacja nie bierze odpowiedzialności za opinie użytkowników oraz nie weryfikuje osób podających się za osoby duchowne lub konsekrowane.
PRZYPOMINAMY, ŻE NA NASZYM FORUM OBOWIĄZUJE REGULAMIN!
Znaleźć go możesz w ZASADY

UWAGA!!! ZAPRASZAMY DO TWORZENIA INTERNETOWEJ RÓŻY BARKI !!! Chętnych prosimy o zapisy :)

Barka na Facebooku

#1 2015-11-05 19:20:36

johnek
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: Deutschland

Praca za granicą - brak życia duchowego

Witam od dłuższego czasu jestem za granicą . Prace mam nic konkretnego ale jest . Nie ma co ukrywać możliwości pracy sa większe niz w PL . Zycie może też chociaż coraz droższe , mieszkania też drożeją . Mam do was pytanie jak pogodzić prace -zycie zawodowe z życiem duchowym . Niestety jest bardzo trudno żyć blisko Pana Boga nie mając wsparcia ze wspólnoty , ludzi , przyjaciół dla których też Bóg jest ważny . Ważne jest przecież aby człowiek otoczony był gorliwymi ludźmi . Oczywiście powinniśmy  byc swiatłem dla innych , jednakże my też takiego swiatła od innych potrzebujemy . " Gdy Pan Bóg jest na pierwszym  miejscu , wszystko jest na pierwszym " jesli człowiek nie uczestniczy co niedzielę we Mszy Św z powodów zawodowych (pracy w niedziele) , czy też po prostu braku Nabożenstwa niedzielnego w okolicach w których sie mieszka  to może to  oznaczać  ze Bóg nie jest na pierwszym miejscu ?   Zastanawiam sie nad powrotem do PL  tam gdzie w niemal każdym kosciele  jest msza , nabożenstwo, spotkanie wspólnot , spowiednik ( kierownik duchowy ) , czyli po prostu życie duchowe . Tylko też trzeba niestety utrzymać  sie , praca wiadomo ze ciężko u nas jest .


Pozostańmy z daleka od tego co błyszczy , kochajmy naszą małość oraz to że nic nie odczuwamy wtedy będziemy ubogimi w duchu -Św Teresa od Jezusa

Offline

 

#2 2015-11-05 21:00:00

Kaati
Użytkownik

Re: Praca za granicą - brak życia duchowego

Sama krótko /bo 3 miesiące/ byłam gastarbajterem, więc znam te realia od podszewki: zdarzało mi się pracować w niedzielę i święta, więc oczywiście i nie być na mszy. Nie byłam też otoczona gorliwymi ludźmi, ale gatunkiem cudaków zwanych 'polaczkami.' Mogę więc mówić o osamotnieniu. Wtedy pomaga myśl, że wielu świętych pańskich bywało pustelnikami, żyli na pustyni, w odosobnieniu, w motonii: spanie, modlitwa, praca, skały, praca, modlitwa, skały, spanie... A jednak nie tracili ducha, odczuwali obecność Boga, bo Go pragnęli. Dzisiaj zaś jest tak, że pustynię znajdujemy w miastach, swoim miejscu pracy, we własnym środowisku.

Trzeba mieć pragnienie 'noszenia' Boga w swoim sercu, trzeba mieć pragnienie posiadania kontaktu z Bogiem, a wtedy nie straszna nam pustynia i 'pustaki.' A jeżeli w okolicy nie ma kościoła, nie jest możliwe dojechać tam, gdzie kościół mógłby być - to trzeba modlić się samemu, robić cokolwiek, aby nie utracić tego kontaktu z Bogiem. Niestety, obecne czasy potrafią zafundować nam brak wyboru i branie tego, co jest, póki jeszcze jest.

Offline

 

#3 2015-11-05 21:44:35

fabienne
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: Puck

Re: Praca za granicą - brak życia duchowego

Jeżeli brakuje Ci wspólnej modlitwy,to może popatrz,czy w okolicy nie ma kościoła ewangelickiego lub zielonoświątkowców? O to łatwiej w Niemczech. Nie krzyczcie,nie mówię,aby Johnek konwertował img/smilies/wink tylko chyba lepiej pomodlić się wspólnie z młodszymi braćmi w wierze niz usychać na pustyni duchowej.

Offline

 

#4 2015-11-05 22:00:57

devinirka
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: południe :)

Re: Praca za granicą - brak życia duchowego

Fabienne ma rację :-)
Może to dziwnie zabrzmi, ale ewangelicy naprawdę nie gryzą (a przynajmniej nie bardziej, niż katolicy). Pastor prawdopodobnie pomoże, a o konwersji nawet nie będzie chciał słyszeć - bo do tego trzeba czegoś więcej, niż wspólnej modlitwy raz na jakiś czas.

Johnek, w jakiej części Niemiec jesteś?


...A Bóg map nie rozdaje...

Offline

 

#5 2015-11-05 23:33:28

johnek
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: Deutschland

Re: Praca za granicą - brak życia duchowego

Dzięki za wpisy ,
Nie no zielonoswiatkowcy czy ewangelici raczej nie  dla mnie . Mieszkam na bawari to chyba najbardziej katolicki land w Niemczech . Pomimo tego to nie jest to samo co polski katlolicyzm. Nawet wystarczy spojrzeć na silny nacisk biskupów niemieckich na folgowanie i coraz bardziej dostosowywanie sie do swiata .  Byłem pare razy na mszy niemieckiej i wiele rzeczy mi sie nie podobało ale nie o tym temat .Jednak ograniczenia językowe też robią swoje , nie umiem na tyle jezyka aby swobodnie rozmawiac w jakiejs grupie niemieckiej modlitewnej. W Monachium jest polska wspólnota gdzie duzo rzeczy sie dzieje ale ja mam 60 km w jedną strone .  Po prostu jest to trudniej uczestniczyć w życiu duchowym czy miec wsparcie od innych ludzi blisko będących  Boga . Co do życia pustynnego to trzeba mieć powołanie do takiego specyficznego ,pustynnego  życia , bo nawet w klasztorach klauzurowych jest mega ważna wspólnota . Czasem uda mi sie uczestniczyć we mszy polskiej (mam samochód) ale to nie wystarcza . To nie jest tak ze jestem jakims fanatykiem religijnym  tylko staram sie żyć żywą wiarę .

Kaati napisał(a):

Trzeba mieć pragnienie 'noszenia' Boga w swoim sercu, trzeba mieć pragnienie posiadania kontaktu z Bogiem, a wtedy nie straszna nam pustynia i 'pustaki.' A jeżeli w okolicy nie ma kościoła, nie jest możliwe dojechać tam, gdzie kościół mógłby być - to trzeba modlić się samemu, robić cokolwiek, aby nie utracić tego kontaktu z Bogiem. Niestety, obecne czasy potrafią zafundować nam brak wyboru i branie tego, co jest, póki jeszcze jest.

Dziękuje kaati

Dokładnie On zawsze jest z nami i nigdy nas nie opuści , tu paradoskalnie jest problem bo przez to mam głód Boga i "nie pozwala " On  zapomniec o Nim.
Byłaś za granicą to wiesz jak jest , przyzwyczajani jestesmy do różnych srodowisk w pracy, szkole, nawet i w domu rodzinnym nieraz ale jak ważne jest gdy możemy sie spotkac wieczorem raz na jakis czas   we wspólnocie modlitewnej.

Ostatnio edytowany przez johnek (2015-11-05 23:43:13)


Pozostańmy z daleka od tego co błyszczy , kochajmy naszą małość oraz to że nic nie odczuwamy wtedy będziemy ubogimi w duchu -Św Teresa od Jezusa

Offline

 

#6 2015-11-06 15:44:55

Kaati
Użytkownik

Re: Praca za granicą - brak życia duchowego

Zadziwiające, że mówicie tak lekko o tym, że jak w pobliżu brak jest naszego kościoła, to żeby chodzić na msze do innowierców. Dla mnie to nie do przyjęcia, czułabym się tam zbyt obco, albo jak jaki szpieg, nie potrafiłabym się też tam modlić, no bo i jak? Tu się zgadzam z John'kiem, że wołami by nas tam nie zaciągnął.

Co do samej mszy niemieckiej w kościele katolickim, ja miałam takie szczęście, że cała 'oprawa' mszy była zadziwiająco podobna do naszej, więc poczułam się jak na swoim 'rewirze.' Ale nie przestaje być dla mnie szokiem, że tam przyjmują komunię na rękę.

John'ku, co do 'folgowania', to zjawisko takie jest i u nas. Dochodzi do tego, że duchowieństwo 'zezwala' na coś, a wielu z nas i tak trzyma się tradycji: np. przygotowuje potrawy postne w wigilię. Może to kwestia naszej wrażliwości na to, że często rodzaje dyspensy, 'pozwoleń' odbieramy jako przyzwolenie na lekką demoralizację nas i rezygnujemy sami z przywileju: bo przecież możemy korzystać z dyspensy, ale nie musimy, jeżeli nie chcemy.

Offline

 

#7 2015-11-06 16:29:24

kropelka
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: Zza daleka ;)

Re: Praca za granicą - brak życia duchowego

No, ja też się zgadzam... chodziłam w swoim czasie do różnych wspólnot i zwykle źle się to kończyło dla mojego życia duchowego. Zapewne była to moja słabość, ale warto uważać, bo przecież wszyscy mamy do niej skłonność w większym lub mniejszym stopniu.

Mieszkam na zachodzie już ok. 12 lat z małymi przerwami, chociaż niestety tylko pewien procent tego czasu jako osoba uczęszczająca do kościoła. W mojej miejscowości mamy to błogosławieństwo, że jest żywa parafia i wspaniali kapłani. Ale nawet tu jak jest sobie ten jeden raz w tygodniu msza wieczorem (w piątek), to jest czasem około szóstki ludzi - ostatnim razem kapłan głośno mówił odpowiedzi wiernych, żeby w ogóle jakoś ta liturgia szła. Rankami trochę lepiej, ale wtedy to są głównie emeryci. Niedawno skończyłam pracę na pełen etat natomiast kiedy pracowałam, to było darem dla mnie, że chociaż ten raz w piątek mogłam iść na Mszę poza weekendem.

A w pracy, no tak... raczej nie ma katolików, a jak są, to zwykle osoby wychowane przez katolików, które niekoniecznie same wierzą. Atmosfera jaka jest, wiadomo: moralny relatywizm i chwała forsie, ciału, itd. Także ciekawym doświadczeniem jest np. staranie się o wolne w święty dzień, jak wtedy właśnie najlepiej idzie biznes.

Co do tego "folgowania", to jest zjawisko mniej więcej na całym zachodzie niestety - ale to takie masowe spostrzeżenie bo są indywidualni duchowni, którzy mocno się temu sprzeciwiają. Niektóre z tych rzeczy to pozostałość lat 60. a więc powoli zanika, a wracają tradycje. Niestety, nie dotyczy to wszystkiego, wiadomo. To bardzo trudny czas dla Kościoła na zachodzie, po części dlatego, że w pewnym czasie zaczął robić te kompromisy ze światem i teraz trzeba to odkręcać, a nie wszyscy chcą.

Zeszłam troszkę z tematu, więc praktyczniej: PMK w Niemczech na pewno znasz i wiesz lepiej, czy jest coś bliżej, to nie będę próbować "pomagać" img/smilies/smile Ze swojej strony bardzo polecam praktykę, którą sama stosowałam dorastając w krajach zachodnich, gdzie nie znałam płynnie języka: zaopatrzyć się w tekst Mszy w danym języku i czytać z karteczki - można wydrukować albo czasem leżą w kościołach. Poza tym czytania przeczytać po polsku przed Mszą i wtedy można w czasie liturgii słowa np. rozmyślać, albo przeczytać jeszcze raz, żeby nie było właśnie takiego czegoś, że się siedzi w ławce z poczuciem kompletnej obcości i izolacji, tylko się rozmyśla na temat Słowa Bożego. Oczywiście kiedy są nadużycia liturgiczne to tu, oprócz oczywistego problemu moralnego, jest też ograniczenie, bo kto wie, jakie będą teksty Mszy - ale chociaż odpowiedzi wiernych powinny być mniej więcej te same. Jeżeli w Niemczech jest miesięcznik Magnificat, to tam są teksty mszalne i czytania na cały miesiąc, ale to może trochę kosztować więc zależy od preferencji, bo w sumie takie coś można sobie samemu wydrukować.

To takie zupełnie podstawowe rzeczy, ale może coś pomoże - mnie takie pozornie drobiazgi bardzo pomogły, kiedy mieszkałam za granicą. Ze wspólnotą, wiadomo... jest trudniej i czasem trzeba na nią czekać. Ale czasami jeden uśmiech otwiera cenną przyjaźń - ufam, że Pan nie zostawi Cię samego jeżeli to Ci nie służy. Teraz są lepsze możliwości technologiczne, więc może warto popatrzeć czy na wspólnoty internetowe, czy na kontakt z polskim kapłanem drogą elektroniczną.

No i jeszcze: inicjatywa! Może da się z proboszczem dogadać, chociażby po angielsku, i jak masz odwagę, zapytać albo poprosić o zorganizowanie czegoś, zaoferować pomoc - nie znam Twoich okoliczności, możesz nie mieć zupełnie czasu, ale może akurat da się coś wpasować, coś lokalnego co odpowiada Twojej duchowości i może posłużyć innym. Czy to adoracja, czy Lectio Divina, czy różaniec albo jeszcze coś innego. A nawet pomagając w zamiataniu kościoła można poznać innych parafian.

Co do łączenia pracy z życiem modlitwy: mnie kierownik duchowy poradził uczynić pracę modlitwą, np. przez Modlitwę Jezusową, albo ofiarować trud w danej intencji. Inny ksiądz polecił też nauczanie św. Josemarii Escrivy na temat pracy jako narzędzia naszego uświęcenia. To oczywiście nie zastąpi Eucharystii, ale pomoże przeżyć dzień.

Chcę dodać, że dobrze znam to uczucie izolacji i przebywania wśród duchowej suszy; do niedawna ciągle myślałam o Polsce a przecież moja sytuacja jest o wiele dogodniejsza. Więc przesyłam pozdrowienia i modlitwy.

Ostatnio edytowany przez kropelka (2017-11-06 14:37:21)


Serce twoje niech będzie Nazaretem przez udoskonalenie spraw codziennych.
Niech będzie Kalwarią przez znoszenie małych krzyżyków.
Niech będzie Wieczernikiem przez wierność dobrym natchnieniom.
Niech będzie niebem przez ducha adoracji, czci i wdzięczności
- bł. m. Maria od Pana Jezusa Dobrego Pasterza

Offline

 

#8 2015-11-08 14:26:40

Kaati
Użytkownik

Re: Praca za granicą - brak życia duchowego

Johnek: "Mam do was pytanie jak pogodzić prace -życie zawodowe z życiem duchowym."
John'ku, właśnie praca, zarabianie na siebie i godne utrzymywanie siebie czy/i swojej rodziny jest życiem duchowym dla wielu z nas, zwyczajnych ludzi. Bliższe mi jest zbawianie się przez własną pracę, niż czytanie najwymyślniejszych traktatów duchowych.  Święta Teresa od Jezusa pisała mądrze, dużo, a jednak jej traktaty to dla mnie obca mowa, za ciężkie, zbyt 'uduchowione', oderwane od kontekstu życia. Dobre to dla 'specjalistów', karmelitów, czy biegłych w sprawach duchowych. Mi wystarczało, że podnosiłam się z roboty na polu, albo jechałam do pracy, czy wyjrzałam z okna podczas pracy i widziałam krajobraz, jak ziemia łączyła się z niebem, albo niebo spadało na ziemię /w terenie pagórkowatym to dość pospolite zjawisko/, abym rozumiała, że ziemia i niebo nie istnieją bez siebie, sprawy ziemskie i duchowe przeplatają się ze sobą i nie istnieją w oderwaniu jedne od drugich.
Wierzę, głęboko w to wierzę, że praca, chociażby ta najcięższa, jest rodzajem łaski od Boga. Nie wierzę w to, że Pan Bóg po błędzie Adama wyznaczył nam pracę jako karę. Czym bylibyśmy, gdybyśmy nie musieli pracować? - Jakimiś lekkoduchami. Czym była u nas ta, o której zachowały się plotki, że podczas żniw lubiła baaardzo dużo modlić się w kościele? - kombinatorem, który uważał, że oszuka wszystkich i Boga. W tym czasie jej modlitwy to tylko obrzydlistwo w oczach Boga i naszych, bo powinna pracować, a nie uciekać od obowiązków.

Zauważyłam też, że Pan Bóg bardzo pomaga ludziom ciężkiej, uczciwej pracy. Sama otrzymałam potrzebne siły fizyczne po jednej prośbie na mszy, a przecież wielu spraw nie mogę wymodlić sobie natychmiast, tak od zaraz. Poprosiłam na mszy w niedzielę, a w następnym tygodniu radziłam sobie z najcięższymi zajęciami - dawałam rady.

Bóg jest zawsze najbliżej naszych ludzkich spraw i potrzeb. Czy siedzimy w kościele, czy w robocie - On chce być obecny, tak jak i wielu z nas pragnie tej samej jedności z Nim.

Offline

 

#9 2015-11-08 21:30:32

rut
Gość

Re: Praca za granicą - brak życia duchowego

Wbrew pozorom pisma świętej Teresy nie są takie górnolotne, jak się na pierwszy rzut oka wydają. Gdy się w nie wczyta, to widać bardzo zwyczajną kobietę, która właśnie dostrzegała Boga we wszystkim, która potrafiła ułożyć piosenkę odganiającą wszy i skierować ją do Boga, gdy dostały zbyt gruby materiał na habity, która mówiła, że "i w kuchni także, wśród garnków i rondli Pan jest z wami". A pozostając w duchowości karmelitańskiej, dużą wskazówką jest też świadectwo życia patronki dnia dzisiejszego, bł.Elżbiety od Trójcy Przenajświętszej. Ona czekając kilka lat na wstąpienie do klasztoru, nie znajdując dogodnych warunków do życia duchowego, wprowadzała w swoją codzienność praktykę Bożej obecności. Żyła jak zwykła dziewczyna, wypełniała swoje obowiązki, ba, nawet chodziła na przyjęcia, gdzie przedstawiano jej kolejnych amantów, z którymi zgodnie z wolą mamy tańczyła, rozmawiała. Ale jej serce było w tym wszystkim wypełnione Bogiem, ludzie, którzy ją otaczali, wspominali, że była jakby częściowo nieobecna, bo zatopiona w Nim. I ona sama bardzo te momenty doceniała, wręcz cieszyła się tymi okazjami, mawiała, na takich np. tańcach (ale analogicznie też w przełożeniu na naszą rzeczywistość np. w pracy, w rodzinie, w spotkaniach towarzyskich) nikt o Jezusie nie myśli i ona czerpie przyjemność z tego, że choć jedna ona może być z Nim serce przy sercu w tych okolicznościach. Zapewne podczas pracy za granicą jest podobnie (zresztą zazwyczaj nie tylko za granicą) - gdyby Jezus szukał w takim zakładzie pracy człowieka, który trwa przy Nim w czasie tej swojej pracy, mógłby odejść z pustymi rękami. I to jest właśnie zadanie dla każdego z nas - wnosić Go z sobą wszędzie (choć łatwe to nie będzie, ale dzięki temu że niełatwe, o ile piękniejsze). Powodzenia! img/smilies/smile

 

#10 2015-11-09 16:12:19

johnek
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: Deutschland

Re: Praca za granicą - brak życia duchowego

kropelka napisał(a):

No, ja też się zgadzam... chodziłam w swoim czasie do różnych wspólnot i zwykle źle się to kończyło dla mojego życia duchowego. Zapewne była to moja słabość, ale warto uważać, bo przecież wszyscy mamy do niej skłonność w większym lub mniejszym stopniu.

Mieszkam na zachodzie już ok. 12 lat z małymi przerwami, chociaż niestety tylko pewien procent tego czasu jako osoba uczęszczająca do kościoła. W mojej miejscowości mamy to błogosławieństwo, że jest żywa parafia i wspaniali kapłani (chociaż dwoje z nich to Polacy). Ale nawet tu jak jest sobie ten jeden raz w tygodniu msza wieczorem (w piątek), to jest czasem około szóstki ludzi - ostatnim razem kapłan głośno mówił odpowiedzi wiernych, żeby w ogóle jakoś ta liturgia szła. Rankami trochę lepiej, ale wtedy to są głównie emeryci. Niedawno skończyłam pracę na pełen etat natomiast kiedy pracowałam, to było darem dla mnie, że chociaż ten raz w piątek mogłam iść na Mszę poza weekendem.

O proszę to zrozumiesz mnie dobrze o co mi chodzi  skoro również mieszkałaś bądz mieszkasz za granicą . Co do innych wspólnot RELIGIJNYCH to nie jest tak że nie ważne gdzie i jaka wspólnota. Proponował mi jeden z pracowników  wspólnote która sam organizuje  skupia ona  wszystkie religie  chrzescijanskie , tłumaczył mi że chce stworzyć cos jak dawniej było za czasów Jezusa że wszyscy mamy jednego Boga - to jego zdanie było. Pomyslałem  spoko , to że ktoś nie jest katolikiem to nie znaczy ze jest złym człowiekiem , nie jest tak ze tylko katolików uwazam za przyjaciół .  Spiewają pieśni religijne, wielbią Boga , ale też uzdrawiają fizyczne i duchowe choroby i tu mi sie już lampka zaświeciła . Jeśli nie jest to wspólnota katolicka i zajmują sie taki sprawami to ja w to nie wchodze.

Tutaj tak jest własnie ze za św, niedziele płacą jeszcze wiecej to nie raz sam człowiek ma pokuse aby pracować w niedziele bo przecież wiecej zarobi .

Do Kaati

Ja wcale nie piszę że chce jakoś gurnolotnie uduchowiony być, studiować na siłe pisma karmelitanskie  czy chodzić od wspólnot do wspólnot najlepiej każdy dzień i wykrzykiwać "Abba Ojcze" i nic wiecej nie robić.  Oczywiście że praca , spełnianie swoich obowiązków stanu jest mega ważne. Chyba nie zaprzeczysz że najważniejsza jest życie w łasce uświęcającej, łącznośc z Panem Bogiem  adoracja Najświętszego Sakramentu , poprzez sakramenty, bo co jesli ktoś w grzechu jest i nie ma gdzie sie wyspowiadać ?  albo nie zawsze w niedzielnej Mszy Św byc?   To wszystko min i wspólnota to też ma służyc czemuś czyli aby np  człowiek miał odwege mówić o Panu Bogu tam gdzie nie znają Go , i ciągle mógł sie nawracać .
Czasami zastanawiam sie może wybrałem łatwiejsze życie , pieniądze  zamiast cięższej pracy , trudniejszego pieniądza ale za to blisko Pana Boga .

Ostatnio edytowany przez johnek (2015-11-09 16:16:50)


Pozostańmy z daleka od tego co błyszczy , kochajmy naszą małość oraz to że nic nie odczuwamy wtedy będziemy ubogimi w duchu -Św Teresa od Jezusa

Offline

 

#11 2015-11-09 20:26:07

mały człowiek
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: Z Woli Boga

Re: Praca za granicą - brak życia duchowego

Nie odczytajcie tego źle ale nic nie może "usprawiedliwiać" naszej nieobecności na niedzielnej Mszy Świętej. Praca nie może być ważniejsza. To Bóg jest najważniejszy sam mówi w Piśmie Świętym: "Starajcie się naprzód o królestwo i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane." Mt 6,33
Mnie samej ciężko było w to uwierzyć, bo wiadomo trzeba zapłacić rachunki, ubrać się, jeść, a to wszystko kosztuje. Jednak z czasem dostałam łaskę codziennego  uczestnictwa we Mszy Świętej i zaczęłam walczyć o Dom - Dom Ojca -Królestwo Niebieskie, nie miałam wtedy pracy i nie modliłam się o nią dla siebie tylko dla rodzeństwa. Priorytetem stało się Niebo- Bóg jakby wszystko inne zeszło na dalszy plan. Owszem bałam się jutra, bo trzeba za coś żyć ale kiedyś natknęłam się na ten fragment w Piśmie Świętym Mt 6, 25-34 i dzisiaj mam drugi staż, moja siostra i brat mają prace dzięki komu? Dzięki Bogu:)
Johnek jak masz żyć blisko Boga skoro pozbawiasz się spotkania z Nim w Eucharystii? Kościół jest Wspólnotą, my stanowimy wspólnotę, Ja także nie jestem w żadnej wspólnocie, oprócz Kościoła i w moim środowisku nie mam osób dla których Bóg jest ważny, moja rodzina jest nie wierząca ale uczestnictwo w Eucharystii daje ogromną siłę. Nie mówię, że "trzeba" być codziennie na Mszy Świętej ale niedziela jest dniem Świętym poświęconym Panu, a jak kto ma możliwość to niech uczestniczy jak najczęściej w Eucharystii. Jezus codziennie na nią zaprasza. Trzeba wybrać co jest ważniejsze. Proś o pomoc Ducha Świętego, rozmawiaj z Jezusem, mów Mu to co nam tutaj piszesz, a zobaczyć, że się nie zawiedziesz:)
Błogosławię+


"...Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska..." Rz 5. 20

Offline

 

#12 2017-01-11 14:59:31

Kaati
Użytkownik

Re: Praca za granicą - brak życia duchowego

Jak to jest w praktyce z tym chodzeniem na msze...


Mój przykładowy grafik ze stycznia 2016, gdzie robiłam z Holandii na taśmie:  /mam nadzieję, że wyświetli się czytelnie/

data                  czas pracy                 data               czas pracy         data               czas pracy
pon.11.01          5.20 -  16.00         pon.18.01    5.20 -  16.00         pon.25.01      5.20 -  16.00
wt.  12.01          5.20 -  16.00         wt.  19.01    6.00 -  16.00         wt.  26.01      5.20 -  16.00
śr.   13.01               wolne                 śr.   20.01   5.20 -  16.00         śr.  27.01       5. 20 -  16.00
czw. 14.01          5.20 -  16.00         czw.21.01    5.20 -  16.00         czw. 28.01      5.20 -  16.00
pt.   15.01          5.20 -  16.00         pt.   22.01   5.20 -  16.00         pt.   29.01          wolne
sob. 16.01          5.20 -  16.00         sob.23.01    5.20 -  16.00         sob.30.01      5.20 -  16.00
nd.  17.01          5.20 -  17.20         nd.  24.01   5.20 -  17.20         nd.  31.01      5.20 -  14.00


wstawałam o 3.00 w nocy, aby wyjechać o 4.00 do roboty. Z roboty wyjeżdżaliśmy o 16.00, a w hotelu robotniczym pojawialiśmy się ok.18.00 - 19.00 ze względu na korki na autostradzie. Przyjeżdżaliśmy praktycznie na umycie się, zjedzenie czegoś i spanie.

Nie piszę "praca", ale "robota", tak jak i my nie byliśmy tam postrzegani jako "pracownicy" ale "robole," "polaczki", "białe murzyny", itp. Niedziela służyła naszym przełożonym do "łatania norm" produkcji, dlatego robiło się "stąd do końca". W innym miesiącu była taka niedziela, że pracowano od 5.20 do 18.30.
Z grafiku widać też, że robienie 15 dni pod rząd to "nic szczególnego".

To, czy dostałam niedzielę wolną, to był tylko przypadek, albo brak zamówień.

Jeżeli koordynator ściągał mnie do roboty w niedzielę, to jednak trzeba było iść. Kto odmawiał, tego koordynator nie zmuszał, ale w następnych tygodniach dostawał 2 - 3 dni pracy na cały tydzień.
Ludzie zaś chodzący na nocną zmianę robili od 16.00 do ok. 2.30, w hotelu zjawiali się przed 4, więc w dzień spali.


Dlaczego tam robiłam - bo przynajmniej tam załapałam się do roboty. Popracowałam ponad pół roku i rzuciłam, jak trafiła mi się lepsza robota w Niemczech, gdzie niedziele miałam już wolne, więc nie miałam powodu opuszczania mszy.
Dlaczego ludzie robią w takich miejscach, w koncłagrach XXI - wieku? - bo chcą utrzymać rodziny na godziwym poziomie, bo spłacają długi, bo mają chore dzieci/bliskich wymagające kosztownego leczenia, bo pochodzą z takich zadupi, że bez znajomości nie mają szans się gdzieś dostać, bo nie znają języka na tyle dobrze, aby mieć szansę spróbować gdzie indziej...


Poznałam tych ludzi tyle, że wiem, że za ich decyzją stoją najczęściej ludzkie dramaty i nieludzkość naszego systemu.

Dlatego jest mi tak przykro, jak ktoś nas potępia, że nie chodzimy na msze, bo pracujemy.
Posmakujcie sami tego "chleba" i dopiero oceniajcie...

Sama modlę się za tych co zostali: o siły, o wytrzymałość, o zachowanie ich norm moralnych, o nawrócenie co niektórych i o to, aby mieli okazje przejść do godziwszej i lżejszej pracy.

Ostatnio edytowany przez Kaati (2017-01-11 15:39:17)

Offline

 

#13 2017-01-12 16:36:08

johnek
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: Deutschland

Re: Praca za granicą - brak życia duchowego

Kaati. To faktycznie jak jakiś obóz pracy  . To ja doceniam swoją pracę i warunki życiowe.  Bardzo dobrze ze zmienilas pracę i trzeba do tego dążyć aby szukać czegoś lepszego .  Ja już będę od lutego trzecia miał prace od kiedy jestem w DE 3 lata.  Oczywiscie jednym z argumentów wyboru pracy jest wolna niedziela albo taki czas pracy aby dac rady iść również na mszę.


Pozostańmy z daleka od tego co błyszczy , kochajmy naszą małość oraz to że nic nie odczuwamy wtedy będziemy ubogimi w duchu -Św Teresa od Jezusa

Offline

 

#14 2017-01-16 18:46:41

Kaati
Użytkownik

Re: Praca za granicą - brak życia duchowego

Johnku, dziękuję za ludzki komentarz, za to niepotępianie tych, którym jest trudno dostać się na mszę.

Bardziej zastanawiają mnie ci, którzy pracują za granicą, mają możliwość chodzenia na msze, a tego nie robią. Przykładem jest sytuacja w Niemczech i teksty "nie idę na mszę bo..."
1]...bo nie rozumię języka... - Też nie wszystko rozumię, czasem ksiądz mówi w dialekcie, albo za szybko i w ogóle nie rozumię, ale wierzę i wiem, że przez tego niemieckiego księdza przemawia Bóg i może mój rozum nie ogarniać, ale dusza jednak zostaje nakarmiona.
2]...bo to niemiecka msza... - To bardzo źle, kiedy pracuje się u Niemców i ma się aż tak wrogi do nich stosunek. Z taką osobą jest ciężko, ale i samej takiej osobie jest ciężko.
3]...bo to nic nie da... - na jednej mszy poprosiłam o większe siły do roboty fizycznej i większą wytrzymałość - i to otrzymałam. W poniedziałek radziłam sobie lepiej z obowiązkami. Traktuję to jak rodzaj cudu i to dosłownie na moje żądanie.
Jest takie stwierdzenie w Biblii "Pan strzeże przybysza" - i potwierdzam, coś w tym jest.
4]...bo się orobiłam przez cały tydzień, a skoro mam niedzielę wolną, to mam wolne /także od Pana Boga/... -
"Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię..." - to nie jest pusta deklaracja Boga. Bóg ma serce, a najwięcej ma tego serca do tych najbardziej obciążonych.
5]...bo większość nie chodzi..., ...bo jestem anonimowa i tego nie widać... itd.

Tak, za granicą jest trudniej o życie duchowe takie jak u nas, trzeba wykazywać większą inicjatywę i mieć tą dyscyplinę w utrzymywaniu kontaktu z Panem Bogiem.

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
Host by: Hosting
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson



Założ : stronę za darmo