'Barka'- forum o tematyce powołaniowej

  • Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

UWAGA! BARKA jest to forum o tematyce powołaniowej. Moderacja nie bierze odpowiedzialności za opinie użytkowników oraz nie weryfikuje osób podających się za osoby duchowne lub konsekrowane.
PRZYPOMINAMY, ŻE NA NASZYM FORUM OBOWIĄZUJE REGULAMIN!
Znaleźć go możesz w ZASADY

UWAGA!!! ZAPRASZAMY DO TWORZENIA INTERNETOWEJ RÓŻY BARKI !!! Chętnych prosimy o zapisy :)

Barka na Facebooku

#51 2011-05-16 08:26:11

jkasia4
Zbanowany

Re: Odejście?

TERAZ PRACUJĘ I SIĘ UCZĘ ZAOCZNIE. PO WYJŚCIU BYŁO MI TROCHĘ CIĘŻKO ALE DZIĘKI POMOCY ZNAJOMYCH, KSIĘŻY I SIÓSTR OD KTÓRYCH ODESZŁAM- GDYŻ WIEM ŻE ZA MNIE SIĘ MODLĄ-WRÓCIŁ OPTYMIZM

 

#52 2011-06-25 15:54:34

kalinka
Użytkownik

Re: Odejście?

Doświadczenia związane z odejściem będą się różnić .
Po odejściu zawsze jest trud związany z budowaniem swojego życia jakby na nowo. Nie miałam dylematów związanych z tym co kto sobie o mnie pomyśli .Szukałam tego co chce Bóg i choć nie wiem czy mi się te poszukiwania udały to o opinii ludzkiej wtedy nie myślałam i jej się nie bałam.
Opinie ludzkie tez do mnie nie docierały bezpośrednio,ale spotkałam się z czymś takim jakby to nazwać  'unikaniem' mnie przez niektóre osoby ale nie przez świeckie,niewierzące osoby.Pewnego razu tez przyszła do mnie s. zakonna z innego zgromadzenia i ona niejako wyraziła  swoja opinie bezpośrednio do mnie.Uważała ogólnie, ze mój wybór nie był słuszny i jeszcze mam szanse ,bo inaczej to...nie pamiętam już co powiedziała,ale poczułam się no tak prawie jakbym była przez odejście 'zgubiona'.Nie było pomocy od znanych mi księży a także sióstr od których odeszłam-to tak dla porównania.
Dodam ze odeszłam w okresie formacyjnym.

Ostatnio edytowany przez kalinka (2011-06-25 15:56:12)

Offline

 

#53 2011-07-01 18:21:41

Amata
Gość

Re: Odejście?

Właśnie chciałam założyć wątek z pewnym pytaniem, ale widzę, że trochę już o tym rozmawiamy.
Zastanawiam się, jak toczy się życie osób, któe wystąpiły?
Czytając posty wiem, że conajmniej kilka osob wystąpiło.
Nie chcę być wścibska i nie pytam o szczegóły, ale zastanawiam się nad tym co się dzieje po odejściu.
Czy częsciej osoba taka wstępuje ponowni gdzies indziej, czy szuka ruchów np. Dziewictwa konsekrowanego, czy zostaje mężem, lub żoną?
Jeśli ktoś by chciał się podzielić swoim dowiadczeeniem tu lub PW, to bardzo będę wdzieczna.
Znam kilka osob które wystąpiły.
Jedna dziwczyna z zakonu klauzurowego i była 2 lata, a przez kolejne kilka (około5) uczyła się żyć na nowo, określiła to w rozmowie ze mną "wracała do świata".
Znam inną dziewczynę, która odeszła z klauzury i leczy się, bo nie wytrzymała trudu.
Jeden znajomy jest szcześliwie zakochany w przemiłej dziewczynie i kibicujemy mu by zdobył się na odwagę i wreszcie oświadczył się, bo zakochany jest jak mówi po uszy.
Inna znajoma wystąpiła i jest teraz w kryzysie duchowym.
Mój kolega wystąpił i utrzymuje bardzo dobre relacje z ojcami i na razie myśli co dalej, myśli o szukaniu dobrej żony.
Czy trudno jest wrócić do świata, założyć rodzine, odnaleźć powołanie i miejsce w świecie?

 

#54 2011-07-01 18:55:55

rafcio
Użytkownik

Re: Odejście?

Amato wtedy podejmuje takie powołanie jak czuje img/smilies/smile Znam takie co są w innych zgromadzeniach, inne są dziewicami konsekrowanymi inne matkami i żonami img/smilies/smile


"Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali"
                                                                     2Kor 12,9

Offline

 

#55 2011-07-01 20:35:45

Radochaaa123
Gość

Re: Odejście?

Myślę Amato, że to zależy od osoby, każdy ma inną drogę, inną wrażliwość, inne predyzpozycje, inny sposób patrzenia, przeżywania. Ja mogę się podzielić, że byłam rok w klasztorze kontemplacyjno - czynnym i bardzo piękny był to czas, i bardzo owocny! Pan "sypał" łaskami, także tymi trudnymi. Wiele we mnie się układało, rozkopywało, formowało pod Jego czujnym i czułym Okiem. Aż w końcu bardzo trudna i długo przemodliwana decyzja, po rozmowach z kierownikiem duchowym decyzja - na teraz wracam do świata, do domu rodzinnego. Nie było łatwo. Był to bardzo trudny okres, dla mnie, tak wewnętrznie, ale też gdyby nie on wiele o sobie bym się nie dowiedziała, nie odkryła. Rodzina i znajomi, bardzo dobrze mnie przyjeli, bardzo pomogli. Czasu trzeba było na ten powrót, na pozwolenie sobie na przeżycie "straty". Każda strata boli. Ale ból często też uzdrawia img/smilies/smile I teraz ktoś by zapytał po co to wszystko, skoro bardziej myślę o małżeństwie, bardziej dzięki klasztorowi odkryłam swoje powołanie do świetości, o które walcze tutaj - w swojej codzienności z Panem img/smilies/smile, - po co ? Powiedziałabym - było potrzebne! img/smilies/smile Nie ma tak, że Pan Bóg się nami bawi, raz ma dla nas taką drogę, pozniej taką, zmienia zdanie. Poprostu na dany czas miejsce danego człowieka moze byc w danym miejscu. Dziś dziękuję Bogu za dar tego roku, że był mi przeznaczony img/smilies/smile

 

#56 2011-07-01 23:05:20

Gracja
Użytkownik

Re: Odejście?

Ja nie mam doświadczeń z zakonem, ale porównam to do czegoś innego.
Swego czasu czytałam sporo o poronieniach (miałam kontakt z dziewczyną, której dzieci, bliźniaki, zmarły w 5 m.c.). I poruszyło mnie jedno świadectwo matki, która poroniła, a miała dwie starsze córki, w wieku przedszkolnym bodajże. I ona sama mówi, że zupełnie przestała się tymi dziećmi zajmować, opłakiwała tylko tamto dziecko, i trwało to przesadnie długo. Ja rozumiem żałobę, ale żałoba kończy się mniej więcej po pół roku: czyli ten czas, kiedy uczymy się żyć na nowo. Czas, po którym większość ludzi "ogarnia się" po stracie. Jest smutno, ale już tak nie boli. Powiecie pewnie, że każdy jest inny. Jasne. Ale wiecie co? Czasem mi się wydaje, że stan, w jakim znajdują się po wyjściu (nazwijmy to wprost: depresja), jest tylko częściowo spowodowany bolesnym zderzeniem z rzeczywistością. Rozwiewają się nasze marzenia, musimy zweryfikować swoje plany, myślimy "jestem beznadziejny/a, skoro mnie tam nie chcą, skoro się nie nadaję". Ale także sami w sobie tworzymy frustrację pod tytułem "co ludzie powiedzą?" No i się zaczyna: że trzeba będzie komuś przyznać, że miał rację, bo przecież mnie ostrzegano, że na pewno "sąsiedzi będą mnie wytykać palcami". Zamiast sobie kurde dać spokój głupimi, wścibskimi ludźmi, to wpadamy w karuzelę, z której ciężko się wysiada. A pójście do psychiatry? Jak to! Nie jestem świrem! I depresja się pogłębia, pogłębia...

Podoba mi się podejście, jakie ma Radochaaa123: że należy przekuwać na dobre nawet te doświadczenia, które najchętniej wymazalibyśmy z pamięci. Wyciągnąć wnioski, i po okresie żałoby trzeba odetchnąć i ruszać dalej!  Najważniejsze to NIE PRZEJMOWAĆ SIĘ tym, co mówią inni, trzeba dbać o siebie. W takiej sytuacji każdemu należy się odrobina egoizmu!

Ale to tylko moja opinia oczywiście.

Offline

 

#57 2011-07-02 13:42:23

kalinka
Użytkownik

Re: Odejście?

Gracja,odejścia z zakonu nie da się porównać ze stratą dziecka u matki! To nie żałoba i rozpacz.I nie depresja.Poza tym doświadczenia mogą być różne.Powiedzmy  będą nieco inne kiedy ktoś sam podjął taka decyzje o odejściu a inne gdy ktoś został  do tego zmuszony .Zawsze pozostaje  trud budowania życia na nowo,jakby od zera.Po odejściu spotkanie z rzeczywistością świata,w której jakoś trzeba się odnaleźć po spędzeniu życia  w  klasztornych strukturach.

Offline

 

#58 2011-07-02 19:16:34

cień
Gość

Re: Odejście?

Prawda jest taka, że jeśli ktoś tego sam nie przeżyje, nie będzie w stanie zrozumieć drugiej osoby, choćby bardzo chciał i bardzo się starał. Porównywanie nie odda tego, co naprawdę się dzieje w środku...

 

#59 2011-07-02 19:50:14

Gracja
Użytkownik

Re: Odejście?

Chodzi mi o to, że ludzie miewają różne straty w życiu.
Kiedy dziewczyna zostaje pozostawiona przez chłopaka, którego bardzo kocha, też nie wyobraża sobie, jak to teraz będzie, przecież były plany, przecież miało być tak pięknie... Myślę, że to jest porównywalne - nie w sensie takiego samego doświadczenia, ale w sensie stanięcia przed faktem konieczności zmiany życia i spotkania się z wielki, ogromnym, często niezrozumiałym faktem, z wielkim rozczarowaniem, z którym jakoś trzeba się zmierzyć, a czasem to bardzo, bardzo trudne.
Ale chętnie poczytam świadectw odejścia, chociaż wiem, że niechętnie się o tym rozmawia.

Offline

 

#60 2011-07-04 17:28:13

Amata
Gość

Re: Odejście?

Nie rozumiem porównania Gracji żałoby po stracie dziecka i odejścia z zakonu.
Bo przecież kiedy traci się dziecko jest wielka rozpacz z jego utraty, niezawiniona rozpacz matki, a kiedy odkrywa się, że Pan Jezus powołał do innego, niż zakonne życie, to chyba ma się dużo nadziei i jest chyba strach, ale to łaska odkryć, że wola Pana jest inna, że trzeba ją odkryć i spełnić ją.. Też się traci, ale dlatego, że powołanie jest inne, a nie, że zdarzyła się tragedia- np. śmierć dziecka

 

#61 2011-07-05 14:14:26

Gracja
Użytkownik

Re: Odejście?

Amata napisał(a):

Nie rozumiem porównania Gracji żałoby po stracie dziecka i odejścia z zakonu.

No właśnie widzę, że nie zostałam zrozumiana. W tym porównaniu skupiłam się na okresie przeżywanej żałoby, że czasem się niepokojąco wydłuża (może to być żałoba po czyjejś śmierci, rozstaniu z ukochanym/ukochaną, bo innej bolesnej stracie). A nie o porównywalność zjawiska.
Nie chodzi mi także o wagę cierpienia, bo ono jest subiektywne. Może taki przykład: wyobraźcie sobie, że po jakimś bardzo traumatycznym wydarzeniu (lub wydarzeniach) trafiacie na psychoterapię grupową i spotykacie się ze stwierdzeniem jednej z osób: "twoje cierpienie to nic, to co JA przeżyłam to dopiero jest cierpienie". Bo ja np. odeszłam z zakonu, ciebie zostawił chłopak, a ta megapokrzywdzona osoba ma problem z kręgosłupem, po operacji nie mogła się przez miesiąc ruszyć, a do tego zostawił ją facet i straciła też pracę. OK, tej osoby DOŚWIADCZENIE jest inne, ale wszystko sprowadza się do wspólnego mianownika cierpienia, z którym trudno sobie poradzić.
Ale dobra, bo to są może jakieś głębsze psychologiczne wynurzenia, mające tylko pośrednio związek z tematem.
Ja także uważam, Amato, że odejście z zakonu to nie tylko rozczarowanie, ale wielka nadzieja. Wiem, że kusi, żeby szybko zobaczyć, co jest za następnym zakrętem, ale tam trzeba dojść powoli, w swoim tempie. I szukać dalej, może innego zgromadzenia? Innych ludzi?

Offline

 

#62 2011-07-12 23:32:43

jkasia4
Zbanowany

Re: Odejście?

Ja byłam Siostrą w Zgromadzeniu klauzurowym odchodząc nie byłam ani rozczarowana ani nie miałam wielkich nadziei czułam pustkę i smutek, o tym że moja decyzja o odejściu z zakonu była słuszna przekonuje się teraz (odeszłam w listopadzie po 6 latach bycia w zakonie), znalazłam pracę rozpoczęłam naukę, " Pan jest blisko" i czuję że mi błogosławi teraz po przeszło pół roku mogę powiedzieć że do serca wraca pokój i radość

 

#63 2011-08-07 12:34:58

tusiatunia
Gość

Re: Odejście?

 

#64 2011-08-08 18:26:06

Amata
Gość

Re: Odejście?

Bardzo mnie zaskoczył ten artykuł, nie rozumiem go w pełni, np. tego, że odejście z zakonu jest dla rodziców zdradą. Nie rozumiem w jakim sensie? Że zdradzili rodziców i opuścili idąc do zakonu? Czy, że nie dotrzymali słowa Bogu (jeśli były śluby wieczyste).
Mnie np. zastanawiało, jak mi opowiadał ktoś, że jego mama bardziej płakała, jak wrócić z zakonu, niż, jak szedł i wiećej wyrzutów robiła.
Przecież inaczej, jak się odejdzie przed ślubami, niż po.
Choć moim zdaniem, lepsze jest odejście nawet poślubach, niż, jak to określił autor artykułu "zdrada między kartami brewiarza".
To też wymaga dużej odwagi, odejście, pokonanie obawy, jak zostanie się przyjętym, że nie cofnie sie tego co było i że ślad zostanie.
Lepiej odejść rozeznawszy, że Pan do czego innego powołuje, niż stać w miejscu, które nie jest dla nas.
Ja w ogóle nie rozumiem tych uśmieszków i złośliwych komentarzy sąsiadów.
Przecież każde wstąpienie jest próbą i nie da sie przewidzieć, jak się skończy. Można wstąpić będąc 100% pewnym, że idzie się pełnić wolę Pana, który do zakonu powołał, a odeść w połowie postulatu. Można wstąpić do zakonu z masą obaw i rozterek i na starośc umrzeć w zakonie. Bo każde wstąpienie jest próbą, którą rozeznaje kandydat(ka) i wspólnota.
Może ja jestem mało pojętna na ludzki sposób rozumowania, ale ja nie widzę powodu, by drwić z poszukiwań powołania, które jest jedną z rzeczy kluczowych w życiu- by znależć jakby na orbicie ustawionej przez Boga swoje miejsce img/smilies/smile

 

#65 2011-08-08 18:47:43

tusiatunia
Gość

Re: Odejście?

Wiesz, Amato, po przemyśleniu treści tego artykułu zgadzam się z Tobą, że nie do końca go rozumiem. Właściwie ciężko mi określic jaki stosunek do osób, które wystąpiły ma autorka. Takie to troszkę zakamuflowane. Z drugiej strony trzeba brac pod uwagę i to, że tak naprawde ta autorka nie jest w stanie wczuc się w to, co przezywają osoby, które wystąpiły, bo ona tego nie doświadczyła. A "zdrada między kartami brewiarza" wydaje mi się bardzo dobrym określeniem. MOże sie mylę, ale wydaje mi się, że takie siostry idzie rozpoznac np. po tym, że zachowują się jak "panie siostry". Nie wiem czy zostanę dobrze zrozumiana, a bron Boże nie chcę w żaden sposób ukazywac sióstr w złym swietle, chodzi mi o to, że od niektórych zakonnic promieniuje aż taka lekka mania wyższości, co przejawia sie potem w ich zachowaniu wobec współsiostr i ludzi, ktorych spotykają. Generalnie jednak chciałabym stwierdzic, że opuszczenie zakonu nie jest powodem do wstydu czy do tego, aby przyjmowac postawę "przepraszam, że żyję". Człowiek ma prawo kierowac swoim życiem zgodnie z glosem serca i sumienia, a etap formacji poczatkowej słuzy rozeznawaniu powołania i poznawaniu Chrystusa. Bóg pragnie naszego szczęscia i jeśli się powierza Mu swoje sprawy to to szczęście bedzie możliwe.

 

#66 2011-08-10 14:25:41

Amata
Gość

Re: Odejście?

tusiatunia napisał(a):

Generalnie jednak chciałabym stwierdzic, że opuszczenie zakonu nie jest powodem do wstydu czy do tego, aby przyjmowac postawę "przepraszam, że żyję". Człowiek ma prawo kierowac swoim życiem zgodnie z glosem serca i sumienia, a etap formacji poczatkowej słuzy rozeznawaniu powołania i poznawaniu Chrystusa. Bóg pragnie naszego szczęscia i jeśli się powierza Mu swoje sprawy to to szczęście bedzie możliwe.

Zgadzam się z Tobą, Tusiatuniu.
Nie mam nawet zamiaru wypowiadać się na temat odejścia z punktu powołania osoby, która odchodzi, bo nie byłam w zakonie, więc i z niego nie wystąpiłam i nie mam po co teoretyzować, ale nieraz słyszałam, jak mi ktoś mówił o swojej obawie, "co będzie, jeśli wstąpię, a potem wystąpię, bo powołania nie mam, to jak ja potem wróce do domu?". Ja mam kolegę, który wystąpił i było wielu życzliwych. Kiedy wstępował, to rzucali teksty kompletnie nie na miejscu pt. "taki przystojny materiał genetyczny sie marnuje", a potem te same osoby komentowały jego wystąpienie. Mimo, że to tylko obserwowałam, to było to dla mnie przykre. Myślę, że takiemu człowiekowi jest potrzebne wsparcie i życzliwość, serdeczność.
Poza tym znam mężczyznę, który 2 miesiące po ślubie kościelnym zostawił żonę, bo stwierdził, że jest młody i nie wyszumiał się i że musi jeszcze pożyć jako kawaler z kolegami a nie z żoną i że małżeństwo nie jest dla niego. Nie usłyszałam ani jednego słowa drwiny, ani krytyki, choć to tragedia jego żony.
Powołanie to pełnienie woli Pana, a nie swojej, a odejście z braku powołania jest pełnieniem woli Pana, który powłuje inaczej.

Ostatnio edytowany przez Amata (2011-08-10 14:27:57)

 

#67 2011-08-10 19:39:57

jkasia4
Zbanowany

Re: Odejście?

Przeczytałam ten artykuł, muszę przyznać że zawarte w nim zagadnienia są mi dość bliskie mimo iż po odejściu z klasztoru otrzymałam wsparcie rodziców i siostry i nadal mogę w każdej chwili na nich liczyć to jednak odczułam jak wielka może być presja środowiska oraz (jak pisało w świadectwie)to że przyjaciele odwracają się plecami. Jest to trudne i bolesne przeżycie dla osoby która odeszła z zakonu gdy jest osądzana przez osoby które uważała za bliskie (jak również przez obcych).

 

#68 2011-08-12 10:50:50

Amata
Gość

Re: Odejście?

Być może to co powiem jest bardzo proste, zbyt proste, ale mam taką refleksję.
Myślę, że nikt, kto chce wstąpić do zakonu nie ma złego serca.
Nie mówię tak, bo piszę na forum powołaniowym, na którym większość osób myśli o zakonie, ale pomyślcie: czy ktoś, kto zakochał się w Bogu, chce pójść za Jezusem, służy często w wolontariacie, angażuje się w życie Kościoła mógłby iśc do zakonu z jakiegoś nie wiem, wyrachowania, czy jakiś złych intencji? Przecież to niemożliwe. Taka osoba nie ma najmniejszej szansy być przyjętym, bo duszpasterstwo powołań łatwo zobaczy, że ktoś myśli o zakonie, by uciec przed życiem, lub brakiem pracy.
Więc dlaczego potem się tak traktuje osobę, która występuje, skoro ona miała dobre intencje kiedy wstąpiła, czuła wezwanie Pana, a że się pomyliła, rozeznała, że Pan wzywa gdzie indziej, to nic złego, tego nie zrozumiem.

 

#69 2011-08-15 15:38:46

edith1987
Gość

Re: Odejście?

Amata napisał(a):

Więc dlaczego potem się tak traktuje osobę, która występuje, skoro ona miała dobre intencje kiedy wstąpiła, czuła wezwanie Pana, a że się pomyliła, rozeznała, że Pan wzywa gdzie indziej, to nic złego, tego nie zrozumiem.

Myślę, że tutaj może chodzić o coś zupełnie innego. Patrząc z perspektywy wiary (chyba). pomyślałam sobie tak: osoba bardzo lubiana, szanowana idzie do klasztoru i każdy 'płacze' za nią itp. a kiedy wraca -> może Bóg w swym miłosierdziu, chce duszę tą oczyścić i stawia zatwardziałe serca bliźnich, kiedy wychodzimy z zakonu (co nie jest zasadą - u mnie tak nie było). Może być tak aby pokazać, że życie niesie też za sobą jakieś wieksze lub mniejsze trudności. Nie wiem czy to co napisałam jest zrozumiałe, ale myslę, że tak :d
jak nie to dajcie znać
pozdr.

 

#70 2013-04-10 22:12:44

jkasia4
Zbanowany

Re: Odejście?

jkasia4 napisał(a):

Ja byłam Siostrą w Zgromadzeniu klauzurowym odchodząc nie byłam ani rozczarowana ani nie miałam wielkich nadziei czułam pustkę i smutek, o tym że moja decyzja o odejściu z zakonu była słuszna przekonuje się teraz (odeszłam w listopadzie po 6 latach bycia w zakonie), znalazłam pracę rozpoczęłam naukę, " Pan jest blisko" i czuję że mi błogosławi teraz po przeszło pół roku mogę powiedzieć że do serca wraca pokój i radość

Teraz juz po  ponad dwoch latach od odejscia moge powiedziec Pan poblogoslawil mi i nadal blogoslawi, jest blisko i wspiera mnie w realizacji moich pragnien, stawia na mojej drodze ludzi, ktorzy pokazuja mi -ze Bog kocha mnie - kocha mnie pomimo wszystko - decyzja o odejsciu choc byla trudna- byla dobra decyzja- a co o tym swiadczy to, ze jestem szczesliwa, w sercu czuje pokoj i radosc

 

#71 2017-03-10 22:04:16

Butterfly
Użytkownik

Re: Odejście?

Cześć!

Spędziłam kilka lat w zakonie (nie złożyłam ślubów). Powiem Wam, że po powrocie nie jest lekko img/smilies/sad

Chciałabym zapytać, czy są tutaj osoby, które mają podobne przejścia i chciałyby nawiązać ze mną kontakt?
Może razem będzie się nam łatwiej wzajemnie zrozumieć i wesprzeć.

Pozdrawiam Was, trzymajcie się mocno.

Ostatnio edytowany przez Butterfly (2017-03-10 22:04:45)

Offline

 

#72 2017-03-11 13:06:17

green
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: Gdańsk

Re: Odejście?

A skąd jestes?
Pytam bo wsparcie byłoby bardziej realne w kontakcie osobistym niż wirtualnym...


Nie nam, Panie, nie nam, lecz Twemu imieniu daj chwałę za łaskę i wierność Twoją...

Offline

 

#73 2017-03-14 19:21:18

Anka
Użytkownik

Re: Odejście?

A można wiedzieć co się stało? Co wpłyneło na taką decyzję.

Offline

 

#74 2017-03-15 10:08:44

mnichDariusz
Użytkownik

Re: Odejście?

Jestem w Warszawie w tzw. Malborku - Monastyczne Wspólnoty Jerozolimskie.
Jeśli jesteś w stolicy to możemy porozmawiać. Mam sporo doświadczeń...
Green ma rację, osobiste spotkanie to nie to samo co mail, post czy czat img/smilies/smile
pozdrawiam
mnichDariusz

Ostatnio edytowany przez mnichDariusz (2017-03-15 10:09:48)

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
Host by: Hosting
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson



Założ : stronę za darmo