'Barka'- forum o tematyce powołaniowej

  • Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

UWAGA! BARKA jest to forum o tematyce powołaniowej. Moderacja nie bierze odpowiedzialności za opinie użytkowników oraz nie weryfikuje osób podających się za osoby duchowne lub konsekrowane.
PRZYPOMINAMY, ŻE NA NASZYM FORUM OBOWIĄZUJE REGULAMIN!
Znaleźć go możesz w ZASADY

UWAGA!!! ZAPRASZAMY DO TWORZENIA INTERNETOWEJ RÓŻY BARKI !!! Chętnych prosimy o zapisy :)

Barka na Facebooku

#26 2011-12-28 13:29:59

monika93
Gość

Re: Uciekałem przed Tobą w popłochu...

ja na początku uciekałam przed Bogiem, ale w końcu nasz Miłosierny Ojciec pozwolił mi doznać ogromu swojej miłości, i od tamtej pory nie widzę nikogo poza nim img/smilies/wink odważyłam się powiedzieć 'dobrze Panie, idę za Tobą, prowadź mnie'.. decyzja o zostaniu siostrą, choć nie łatwa, ale zapadła... no i pozostał wybór Zgromadzenia, już wspominałam że marzyłam o byciu Misjonarką, potem Elżbietanką, Albertynką.. żyłam tym... ale Bóg po cichu dawał mi znaki, że chce powołać mnie do Michalitek.. bałam się tego Zgromadzenia, bo moja sąsiadka w nim była i wystąpiła po dwóch latach, twierdząc że tam nie idzie wytrzymać, i zaczęła opowiadać mi straszne historie o siostrach.. no ale cóż, byłam w kontakcie z różnymi siostrami, różnymi zgromadzeniami... pewnego dnia coś mnie natchnęło, napisałam maila do Michalitek.. dostałam odpowiedź po kilku dniach, zaczynała się od słowa 'Moniczko'... rozpłakałam się, Bóg zawołał do mnie po imieniu.. ja wiem że to się wydaje dziwne, ale zdrobnienie 'Moniczka' to mój szkolny i domowy przydomek, każdy kto mnie zna mówi do mnie 'Moniczka', tylko ludzie z którymi nie jestem w bliższych relacjach zdrabniają moje imię mówiąc 'Monia, Moniś, Monisiu' .. dla innych może to zwykły przypadek, ale dla mnie to było ewidentne działanie Boga, no i w końcu powiedziałam, wołasz mnie po imieniu, jak mam Ci odmówić i postanowiłam wstąpić do Michalitek img/smilies/wink i szczerze po bliższym poznaniu Siostry wydają się naprawdę pełne życia i życzliwości.. nie ma co uciekać przed Bogiem, trzeba wręcz odwrotnie otworzyć się na Jego łaskę i pozwolić mu działać, szczęście gwarantowane img/smilies/wink

 

#27 2011-12-28 13:50:15

Dzastis
Użytkownik

Re: Uciekałem przed Tobą w popłochu...

Moniko 93 Chciałam tylko dodać ze swojej skromnej strony że jako katolicy nie powinniśmy wierzyć w tzw przypadki ich po prostu nie ma img/smilies/big_smile Wszystko ma jakiś cel dla katolika nie ma przypadków sama się na własne oczy i uszy przekonałam niestety nie mam tyle szczęścia co Ty i muszę czekać na to by Bóg gdzieś mnie posłał (również poczułam powołanie) moim największym pragnieniem było wstąpić najpierw do s.Klarysek,później myślałam o s. Miłosierdzia Bożego a później o Orionistkach a teraz znowu powracają myśli czy nie spróbować nawiązać kontaktu z siostrami miłosierdzia Bożego jest jedno ale a właściwie kilka 1 to to ze jestem niepełnosprawna fizycznie ale (chodzę ) a druga rodzinna sprawa.. img/smilies/sad Pozostaje mi czekać modlić się i słuchać swego głosu, podpowiedzi spowiednika i głosu Boga i dopiero wtedy zdecydować.


Trzy słowa które wprawiają mnie w błogi spokój to:
Pokój,Harmonia,Dobro
         
Jedyną wierną do końca miłością jest Jezus Chrystus

Offline

 

#28 2017-08-24 18:39:05

Izz
Użytkownik

Re: Uciekałem przed Tobą w popłochu...

Choć od datu napisania tego postu minęło już sporo czasu, może któraś z Was odpowie na mój teraźniejszy img/smilies/wink Mam podobny ,,problem,, co Ty Mały Kwiatku. Jestem typem nerwicowca, teraz nawet zapisałam się na terapię grupową w Krakowie, żeby bez przerwy się czegoś nie bać. Myśli o powołaniu zakonnym pojawiły się u mnie już w III liceum, było to bardzo silne, nie mniej jednak doprowadzało mnie to do nerwicy, płaczu. Powiedziałam wtedy Panie Boże : NIE. Nie chcę i nie pójdę. Po niecałym roku wszystko odeszło, byłam przekonana, że to było działanie moich myśli i urojeń nerwicowych. Teraz jestem po III roku studiów, od lutego miałam bardzo ciężki czas, rozstałam się z chłopakiem, bo przestałam czuć do niego coś więcej poza sympatią, następnie miotałam się, odkryłam nagle jakieś uczucia lesbijskie i wszystko było potwierdzeniem tego.... w tamtym momencie według mnie... nie było dnia, żebym nie płakała, sprawiało mi to straszny ból... teraz widzę, że to było moje kolejne urojenie, bardzo wtedy zbliżyłam się do Boga, pytałam Go więc czego Ty chcesz ode mnie, skoro tyle ostatnio się dzieje, skoro z niczym sobie nie radzę. Teraz myśli o zakonie wróciły, a zaczęło się od tego, ze podczas mszy świętej zobaczyłam zakonnicę i przyszła mi do głowy myśl, że to może jest to, poczułam radość, że tą drogę odnalazłam, jednak nie trwała ona długo, bo niecałe dwa dni.... Później od nowa wkradł się paraliżujący lęk, niepokój, niemożność przespania całej nocy, kołatanie serca, zaufałam Bogu na pewno bardziej niż w III liceum, ale i tak strasznie się boję. Czuję teraz ,,Jego miłość,, , czuję się kochana, praktycznie podczas każdej mszy płaczę mówiąc mu o moich rozterkach, nigdy jeszcze nie czułam się tak blisko Niego. Mówię sobie w duchu: ok, jeśli taka będzie wola Pana, pójdę, ale nie odczuwam ulgi, miota mną od jednego kąta w drugi, jakby zakon to było ,,jakieś więzienie do którego chce mnie wtrącić Pan Bóg,, , chociaż doskonale wiem, że mam wolną wolę i to ode mnie zależy ostateczna decyzja. Zadaję sobie pytanie, Panie jak ja sobie z moimi nerwicami poradzę tam w zakonie, jak będę Ci służyć, czy tylko Ty sam rzeczywiście mi wystarczysz, skoro mam takie przypadłości. Boję się tego co będzie dalej... Próbuję się otworzyć na Jego działanie, dzisiaj otworzyłam Pismo Święte na chybił trafił i wyskoczył mi fragment o dobrowolnym bezżeństwie ze względu na Królestwo Boże... Na dzień dzisiejszy wiem, że nawet by mnie do zakonu nie przyjęli, ze względu na stany nerwicowe i leki, które póki co musze brać. Boję się przyszłości, ciekawe jak potoczyły się Wasze? Mały Kwiatku?

Offline

 

#29 2017-08-24 21:57:41

owu
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: <><

Re: Uciekałem przed Tobą w popłochu...

Idź na terapię, a potem myśl o zakonie.
Te wszystkie problemy, o których piszesz są bardzo niepokojące, wymagają uporządkowania.
Z resztą, nie przyjmuje się do klasztoru z nerwicą. Gdyby tak się stało to albo Ty byś nie wytrzymała albo by Ci podziękowano.
Klasztor nie jest lekarstwem na skołatane nerwy, Twoje emocje, nieuporządkowanie nie zniknie wraz z przekroczeniem furty klasztornej.
A gdybyś nawet coś zataiła to i tak wszystko by wyszło w formacji.
I w klasztorze nie jest łatwo, trzeba znosić innych i to też wymaga wielkiej siły psychicznej. Co nie jest proste.
Tak sobie myślę, że może te Twoje odczucia miłości Bożej to jakaś zachęta Pana Boga do podjęcia terapii i powalczenia o siebie.

W przyszłości możesz spotkać różnych przełożonych, którzy nie zawsze będą cię rozumieć, a przez to Ty na tym będziesz cierpiała jeżeli nie uporządkujesz życia, i o ile Cię przyjmą z taką psychologiczną przyszłością.
W klasztorze powiedzmy sobie szczerze nie ma rozczulania się nad sobą, trza być twardym, a nie miękkim. Przynajmniej ja tego doświadczyłam.

Offline

 

#30 2017-08-25 10:43:19

Izz
Użytkownik

Re: Uciekałem przed Tobą w popłochu...

Dziękuję Ci Owu za odpowiedź img/smilies/wink tak, zdaję sobie sprawę z tego, że to nie jest dobry czas na podejmowanie jakichkolwiek decyzji.. Teraz bym się chyba zapłakała w tym klasztorze. Póki co, jednak tak odczytuję wolę Bożą, nie wiem co będzie dalej. Na pewno moja przeszłość nie będzie mi pomocna w podjęciu formacji zakonnej, a wręcz przeciwnie.. dlatego też podchodzę do tego z takimi nerwami i niepokojem. Z Twojego postu wynika, że masz już za sobą doświadczenie klasztoru. Mogłabyś podzielić się coś więcej, tym jak wygląda Twoja droga? Gdybym mogła ,, wybrać" sobie powołanie, chciałabym mieć męża i dzieciaki, ale myślę, że nie jedna siostra też chciała... W końcu mamy pełnić Jego wolę, a nie swoją.

Offline

 

#31 2017-08-25 15:25:36

owu
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: <><

Re: Uciekałem przed Tobą w popłochu...

Nie publicznie i nie każdemu.
Powiem tylko tyle - zanim wstąpisz 17 x się zastanów co robisz, a potem 18 i 19. I pamiętaj, że uśmiechnięte siostry z powołaniówek to nie jest obraz całego zgromadzenia.

Wydaje mi się, że jak wybierzesz małżeństwo to Pan Bóg się nie obrazi, masz wolną wolę. Skoro On Cię kocha to i tak będzie Ci błogosławił na każdej drodze. Klasztor do zbawienia nie jest potrzebny.

Offline

 

#32 2017-08-26 11:50:07

green
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: Gdańsk

Re: Uciekałem przed Tobą w popłochu...

Izz napisał(a):

Gdybym mogła ,, wybrać" sobie powołanie, chciałabym mieć męża i dzieciaki

Izz ja jedynie mogę radzić byś naprawdę wzięła sobie do serca wpisy owu i z całych rozważań powołaniowych przejęła się na razie tylko tym pierwszym zdaniem z jej pierwszego postu. Cała reszta jest na chwilę obecną nieważna (bo przyszłości o którą się tak zamartwiasz zwyczajnie nie ma, jak stanie się teraźniejszością, wtedy należy się nią martwić). Żeby móc rozeznawać swoje powołanie musisz mieć ku temu możliwości: znać swoje pragnienia, zdolności i nie być w żadnym skrajnym poruszeniu duchowym/psychicznym. Czyli jeżeli masz depresję, jakieś zaburzenia natury psychicznej, czy jesteś w euforii czy fascynacji jakimś obiektem to nie jest czas na wiążące decyzje życiowe. Bo emocje, które nosisz w sobie w takich stanach nie pozwalają Ci w sposób wolny (=dobry) wybrać najodpowiedniejszej drogi dla siebie.

Wyciągnęłam z Twojego postu jedno zdanie, które jest dość niepokojące: "gdybyś mogła <<wybrać>>"... w katolicyzmie nie ma predestynacji, Ty nie jesteś "skazana" na powołanie. Ty właśnie masz je wybrać i to wcale nie jest tak, że Bóg daje jedną jedyną opcję, w której będziesz szczęśliwa i musisz się w nią wstrzelić, a jak spudłujesz to będzie kaplica. To co powszechnie się nazywa powołaniem jest zaledwie sposobem na realizowanie powołania do miłości, które jest tak samo obecne w życiu świeckich jak i konsekrowanych, księży, czy małżonków... Ty patrząc na swoje pragnienia, umiejętności, zdolności, potrzeby w pewnym momencie życia powinnaś wybrać "ścieżkę" jaką chcesz dość do Pana Boga. Każda z nich m swoje plusy i minusy, na każdej będą cukierki i ciężkie baty - i ważne jest to abyś właśnie te: plusy, minusy, cukierki i baty wybrała świadomie. I Pan Bóg w ciągu Twojego życia daje Ci mnóstwo sposobności abyś poznawała dobre i złe strony każdej z tych dróg - tak byś miała "materiał" na podstawie, którego możesz dokonać wyboru.

Z tego co piszesz, mam wrażenie, że problemem jest to, że gdy pojawia się w Twoim życiu moment, kiedy w jakiś sposób mogłabyś być zaproszona do poszukania "plusów i cukierków" i tak samo do odnalezienia "minusów i batów" danej drogi, Ty traktujesz to jako bezdyskusyjne wezwanie do tej drogi. No i chwała Panu Bogu, że budzi się w Tobie niechęć, strach i przerażenie - emocje naprawdę w większości są naszymi dobrymi strażnikami. Bo to co nam opisałaś na forum, wcale nie znaczy, że masz podjąć tą drogę - czy w tej chwili umiesz wymienić przynajmniej tyle samo "cukierków" co "batów" życia zakonnego? Jeden z moich spowiedników zawsze mi powtarzał: "pamiętaj każdy dobry czyn będzie ukarany" - takie, niestety mamy życie i niestety zazwyczaj na każdej z naszych dróg jednak dostaniemy więcej batów niż cukierków. A jednak mimo wszystko, jeżeli świadomie wybieramy drogę, to ostatecznie wzrastamy w świętości mimo razów jakie niesie życie img/smilies/wink

Znamienne jest również to, że myśli "o zakonie" pojawiają się w Tobie w czasie Twoich przełomów - 3 klasa liceum, trzeci rok studiów (to licencjat?). Zakon powszechnie kojarzy się, z "ustabilizowanym życiem" i jest dość naturalne, że właśnie to skojarzenie pojawia się w umysłach młodych w czasie tych lat kiedy kończą szkołę czy studia bo to moment w którym trzeba wziąć odpowiedzialność za kolejny krok w swoim życiu - albo walczysz dalej o swój byt i nie wiesz jaki będzie tego wynik, albo... idziesz do zakonu i "wiedziesz spokojne i ustabilizowane życie". Nie wiem jak jest w Twoim przypadku, ale często jest to zwykła pokusa, wręcz powszednia, która w tym momencie wcale nawet nie jest zaproszeniem do poznania takiej drogi (czyli to o czym pisałam wyżej w akapicie). Takie myśli są po prostu dalekim echem tego, że jesteś w czasie przełomowym, który tak naprawdę wiąże się z dużym stresem podjęcia odpowiedzialności za życie na kolejnym etapie. I jest to dobre, ale trzeba mieć świadomość, że tak się dzieje.

Izz napisał(a):

W końcu mamy pełnić Jego wolę, a nie swoją

To ładny slogan. Ale ja się zapytam i co z tego w kontekście powołania? Mam wrażenie, że przypięłaś to zdanie tutaj bo wydaje Ci się, że tak powinno być, ale to nie jest prawda, która z Ciebie wyrasta, ale którą przejęłaś od kogoś - zasłyszałaś na kazaniu, jakiś ewangelizator na jakimś festiwalu tak Ci sugestywnie to powiedział, że "kupiłaś" to i teraz staje się jakąś kulą u Twojej nogi... zupełnie bez sensu.
Powiem tak: żeby pełnić wolę Bożą trzeba bardzo uważnie słuchać Pana Boga, potem porównywać to co się dzieje w świecie w którym żyjesz z tym co Pan Bóg mówi. W końcu wynajdywać te miejsca w których Twój rozum ani serce nie mogą wybrać dobrej opcji i właśnie tam długo dyskutować z Panem Bogiem co jest najlepsze i którą opcję wybrać. Ale to są pojedyncze punkty i wcale często się nie zdarzają img/smilies/wink Cała reszta - to zwykłe chrześcijańskie życie - masz być dobrym człowiekiem. Tyle i aż tyle. My zazwyczaj mamy tutaj problem - nie umiemy być dobrzy dla siebie nawzajem. Mówimy o woli Bożej w stosunku do naszego podstawowego obowiązku miłości - zastanawiamy się, czy powinniśmy komuś pomóc czy nie, uśmiechnąć się, czy odburknąć i takie dylematy rozpatrujemy w kategoriach życia z wolą Bożą. A przecież miłość do drugiego, bycie dla niego dobrym jak chleb jest podstawowym obowiązkiem chrześcijanina. Dla mnie mówienie o pełnieniu Woli Bożej zaczyna się dopiero za etapem kiedy wypełniam moje podstawowe obowiązki.

Jak to się ma do drogi życiowej? Dla mnie nijak. Bo to powołanie o które pytasz to forma w jakiej wypełniam swoje podstawowe obowiązki życia chrześcijańskiego. I to właśnie moment, w którym Pan Bóg Ciebie pyta: to jak? w jaki sposób chcesz ze Mną wędrować resztę życia? Bo błogosławić będę Ci w takim sam sposób, z taką samą troską i miłością będę na Ciebie spoglądać, ale powiedz mi co uważasz będzie najlepsze dla Ciebie?

łoj... znów wyszło długo... Izz ale wracając do Twojego podstawowego pytania - najpierw skończ terapię, a dopiero potem wróć ewentualnie do tematu powołania, bo póki co zamartwiasz się przyszłością, która w ogóle może się nie wydarzyć...


Nie nam, Panie, nie nam, lecz Twemu imieniu daj chwałę za łaskę i wierność Twoją...

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
Host by: Hosting
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson



Założ : stronę za darmo