'Barka'- forum o tematyce powołaniowej

  • Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

UWAGA! BARKA jest to forum o tematyce powołaniowej. Moderacja nie bierze odpowiedzialności za opinie użytkowników oraz nie weryfikuje osób podających się za osoby duchowne lub konsekrowane.
PRZYPOMINAMY, ŻE NA NASZYM FORUM OBOWIĄZUJE REGULAMIN!
Znaleźć go możesz w ZASADY

UWAGA!!! ZAPRASZAMY DO TWORZENIA INTERNETOWEJ RÓŻY BARKI !!! Chętnych prosimy o zapisy :)

Barka na Facebooku

#1 2009-07-26 16:54:40

jutrzenka
Użytkownik
Imieniny: 25.06.
Urodziny: 01.05.
Skąd: Wlkp

Siostry Kolegium Św. Rodziny

ul. Żeromskiego 37
Kielce

http://www.przedszkolekatolickie.com.pl/index.html - strona przedszkola Sióstr w Kielcach img/smilies/wink

Siostry z włoskiego zgromadzenia Kolegium Świętej Rodziny prowadzą w Kielcach przedszkole i katechizują więźniów. Dwie z nich są Włoszkami, jedna pochodzi z Tanzanii w Afryce. Siostry mają swój dom w Kielcach od 12 lat.
Przedszkole prowadzą drugi rok, a s. Nazarena katechizuje również od pięciu lat więźniów. Pracują też z młodzieżą w grupach modlitewnych. Wcześniej uczyły religii w kieleckich przedszkolach, odwiedzały domy dziecka, prowadziły lektorat jęz. włoskiego dla studentów teologii. Do Kielc sprowadził je bp Stanisław Szymecki. Mają tutaj wiele zaprzyjaźnionych rodzin. Ubolewają, że w Polsce nie znalazly poważnych kandydatek do zgromadzenia. Te, które próbowały u nich życia zakonnego, odeszły. Siostry sądzą, że lepiej w takim przypadku dążyć do świętości zakładając rodzinę, niż złożyć śluby zakonne wbrew swojej woli i męczyć się przez całe życie w klasztorze.
Do przedszkola uczęszcza tylko 13 dzieci, ponieważ na razie nie ma warunków do gotowania obiadów. Czas wypełnia zabawowa nauka języka włoskiego, włoskich piosenek, porównywanie tradycji obydwu krajów, inscenizacje teatralne. -Wychowujemy je w duchu miłości, radości i poszanowania drugiego człowieka. Tego ostatniego nie zawsze uczą się w domu, mówi s. Nazarena. Dodaje, że na św. Mikołaja i na zabawy karnawałowe zapraszane są dzieci z domów dziecka, aby "nasze" nauczyły się postrzegać innych, będących w trudnościach. Według niej mała ilość wychowanków pozwala na osobisty kontakt, również z rodzicami, którzy zwierzają się ze swoich kłopotów. - Tworzymy jedną rodzinę, podkreśla z mocą.
S. Nazarena dwa razy w tygodniu katechizuje też więźniów. -Ta praca ma sens, ponieważ człowiek stworzony na obraz Pana Boga, zawsze pozostaje Jego dzieckiem. W każdym czlowieku jest coś dobrego, każdemu Bóg daje szansę, argumentuje. Mówi, że jest to kształtowanie sumień z wiarą i nadzieją. Tłumaczy skazanym, że Jezus jest blisko, że nie wolno niszczyć swojego życie. -Oni nigdy nie byli naprawdę kochani. Trzeba im dawać nadzieję, chociaż ludzie mówią, że to tylko kryminaliści. Przecież Pan Jezus umierał dla wszystkich na krzyżu. W ciągu 5 lat siostra zauważyła, że cierpienie więzienne często nie niszczy człowieka, ale prowadzi do nowego życia z Bogiem. W jej katechezach udział biorą również niewierzący, a nawet jeden muzułmanin. -Przygotowujemy się do niedzielnej Mszy św., do różnych świąt, do bierzmowania, wystawiamy jasełka i misterium Męki Pańskiej. Rozważania do Drogi Krzyżowej więźniowie piszą sami. Inscenizacje są bardzo ważne, bo wtedy czują się doceniani, oklaskuje ich publiczność, również goście z zewnątrz. Siostra współpracuje z kapelanem więziennym ks. Janem Pawlaczkiem SDB i klerykami. - My siejemy ziarno nadziei, a co się ukształtuje, wie tylko Pan Bóg, mówi z nadzieją. Zaznacza, że za murami otacza ją atmosfera pełnej ufności, a pociechy potrzebują nie tylko więźniowie, ale i ci, którzy tam pracują. S. Nazarena zaczęła zajmować się więźniami dopiero w Kielcach. Najpierw bała się, niewiele znała język polski, spotykała się z niechęcią. -Powoli obaliłam mur nieufności, stałam się dla nich siostrą, która nie potępia i nie sądzi, a oni są dla mnie też braćmi i siostrami, podkreśla.
Kielecki dom sióstr znajduje się przy ul. Żeromskiego 37, tel. 3610029, a przedszkole przy ul. Prostej 23.
Kolegium Świętej Rodziny, pierwsze na świecie zgromadzenie o regule opartej na duchowości św. Rodziny założył w 1717 r. kard. Pietro Marcellino Corradini. Charyzmatem zgromadzenia jest praca z dziećmi i młodzieżą przez edukację i wychowanie w wierze. Wszystkie domy, zgodnie z życzniem założyciela, mają atmosferę i ducha domu w Nazarecie. We Włoszech, głównie na Sycylii, siostry prowadzą przedszkola, szkoły różnego typu, domy dziecka. Swoją misję wypełniają również w Albanii, na Białorusi, w Meksyku, Tanzanii i Wielkiej Brytanii.

a to artykuł w Naszym Dzienniku:
Nazywam to służbą miłości
   

O tym, w jaki sposób praca wychowawcza z dziećmi może wiązać się z posługą w kieleckim areszcie śledczym, o mafii sycylijskiej i miłości do drugiego człowieka, z siostrą Nazareną Scopelliti ze Zgromadzenia Sióstr Kolegium Świętej Rodziny, dyrektor Prywatnego Przedszkola im. Kardynała Pietra Marcellina Corradiniego w Kielcach, rozmawia Justyna Wiszniewska

Z którego miejsca na Sycylii Siostra pochodzi?
- Urodziłam się w Agrigento, w mieście na południu Sycylii, które słynie ze świątyń greckich z VI i V w. przed Chrystusem Innym powodem popularności naszego miasta stała się słynna homilia Jana Pawła II "przeciw kulturze śmierci", wygłoszona 9 maja 1993 r. w czasie Mszy św. sprawowanej w Valle dei templi Agrigento, w której Papież przeciwstawił się sycylijskiej mafii. Wołał: "Nawróćcie się, bo kiedyś wybije godzina sądu!". Przywódcy cosa nostry długo nie mogli darować Papieżowi tego wystąpienia. Uważali, że zostali przez niego "obrażeni". Byłam obecna na tym spotkaniu. Pamiętam, że wszyscy ludzie płakali, wdzięczni Papieżowi, że ujął się za nimi.

Czy może nam Siostra opowiedzieć o swojej rodzinie?
- Było nas w domu pięcioro - same córki. Ja jestem najmłodsza. Moja rodzina żyła bardzo skromnie. Byłyśmy wychowywane w wierze i w miłości do drugiego człowieka. W naszej rodzinnej mentalności nie istniała obojętność. Taty nie znałam, ponieważ zginął tragicznie jeszcze przed moim urodzeniem. Pracował na wsi, a potem w kopalni soli. Mama zajmowała się domem i wychowywaniem dzieci. Po śmierci taty zamieszkałyśmy u Sióstr Kolegium Świętej Rodziny, które nas wychowywały i pomagały naszej rodzinie. Mama zmarła, gdy miałam 22 lata.

Czyli to był właśnie ten sam zakon, do którego potem Siostra wstąpiła?
- Tak. Wszystkie moje siostry założyły własne rodziny i mają dzieci, tylko ja jedna w wieku 17 lat wstąpiłam do zakonu. Nasze zgromadzenie pochodzi z Włoch. Powstało w 1717 r. w Sezze niedaleko Rzymu, a jego założycielem był kardynał Pietro Marcellino Corradini, człowiek głęboko religijny i wykształcony. Kardynał Corradini chciał, aby "wychowywać biedne dziewczęta w wierze i kulturze i przygotowywać je do dobrego i uczciwego życia". Już w tamtych czasach uważał, że kobiety powinny być wykształcone. Nasze zgromadzenie żyje według duchowości Świętej Rodziny. W sposób szczególny zajmuje się wychowywaniem dzieci i młodzieży w wierze, nadziei i miłości. Dlatego prowadzimy przedszkola, szkoły oraz domy, podobne do domów dziecka, które jednak trochę się od nich różnią. We Włoszech dzieci po prostu mieszkają razem z siostrami. Jako mała dziewczynka trafiłam właśnie do takiego domu prowadzonego przez nasze zgromadzenie. Opiekujemy się np. dziećmi, które nie mają rodziców albo których rodzice są po rozwodach i nie chcą się nimi zajmować, dziećmi z rodzin patologicznych, w których są problemy z narkotykami, z alkoholem, albo po prostu dziećmi z bardzo biednych rodzin, które są zaniedbane i nie mają co jeść. Staramy się wtedy wspierać tych rodziców, utrzymujemy cały czas z nimi kontakt, natomiast ich dzieci mieszkają w naszych domach. Zawsze jednak mogą odwiedzać swoich rodziców.

Ile dzieci znajduje się na ogół pod opieką sióstr?
- Różnie. Najczęściej ok. 20, ale był okres, 15-20 lat temu, podczas masowej migracji ludności z południa Włoch na północ, a także emigracji do Niemiec, Belgii, Francji i Wielkiej Brytanii, że miałyśmy nawet 120 dzieci.

Jak Siostra wspomina swój pobyt w takim domu?
- Było tam bardzo ciepło i rodzinnie. Siostry nas kochały, dbały o nas. Prały, prasowały, gotowały. Mieszkaliśmy blisko morza. Latem zabierały dzieci nad morze. Miały dobry kontakt z rodzicami. Chodziły do nich do domu, rozmawiały z nimi...

A jakie wspomnienia wywołuje w Siostrze samo Agrigento?
- Pamiętaj, że to jest Sycylia, więc życie związane jest z morzem. W Agrigento widać je z każdego wyżej położonego miejsca. Oczywiście wspominam świątynie greckie - coś pięknego! A kiedy na początku lutego rozkwitną drzewa migdałowe, wierz mi, to jest poezja! Te kwiatuszki są przepiękne... Agrigento ma swoje uroki, jest tam bardzo ładnie.

Czym zajmują się mieszkańcy?
- Na Sycylii ludzie żyją z morza i z turystyki, ale raczej jest to życie skromne. Jak już wspomniałam, wielkim problemem jest mafia, która hamuje rozwój tej części Włoch.

W jaki sposób przeciętny mieszkaniec Sycylii odczuwa skutki istnienia mafii?
- Trudno to zrozumieć komuś, kto tam nie mieszkał. Mafia to jest skomplikowany system powiązań osób, który hamuje rozwój ekonomiczny i finansowy całej Sycylii. Dlatego właśnie nie rozwija się ona tak, jak pozwalają na to jej bogactwa. A tam jest wszystko - bogata kultura, dobra ziemia (uprawa pomarańczy, cytryn). Pod względem ekonomicznym wciąż istnieje różnica między południową a północną częścią Włoch. Na południu nie ma pracy. Kiedy zaś nie ma pracy,
to ludzie muszą jej szukać, stąd trwa migracja ludności na północ. Kiedy ktoś bardziej przedsiębiorczy chce np. inwestować na południu Włoch, a mafia powie: "nie!", to jeśli się jej sprzeciwi, od razu wybuchnie bomba albo co innego się przydarzy, więc wielu ludzi nie chce ryzykować. Byli zresztą nawet sędziowie, którzy stracili życie w walce z mafią. Obecnie mentalność społeczeństwa już się trochę zmieniła. O problemie mafii mówi się głośno w szkole. Wychowuje się młodzież w świadomości, że mentalność mafijna do niczego nie prowadzi, że trzeba się mafii przeciwstawiać. Niestety, nie wszyscy słuchają i czasami schodzą na złą drogę. Pamiętam pewnego młodego chłopaka, który w wieku zaledwie 21 lat związał się z tymi ludźmi, a teraz siedzi w więzieniu skazany na dożywocie. Ten system niszczy ludzkie życiorysy. Dlatego trzeba tak wychowywać młodzież, żeby nie miała z tym do czynienia.

Trudno z mafią walczyć wprost, więc lepiej zapobiegać...
- Tak. Wcześniej właśnie brakowało systemu profilaktycznego, ale teraz mówi się o tym bardzo dużo. Mafia jest złem, a zło ciężko jest całkowicie wyeliminować. Ale mimo wszystko życie na Sycylii jest piękne. Nasz naród jest zdolny i daje sobie jakoś radę.

Czy w odczuciu mieszkańców Sycylii rząd robi coś w tej sprawie?
- Tak, ale mafia jest jak rak. A raka niełatwo się leczy, czasami niestety to się nie udaje.

Z jakich rodzin pochodzą członkowie mafii?
- Kiedyś raczej były to osoby niewykształcone. Teraz wszyscy są po studiach, np. ekonomicznych. To już nie są osoby, które nic nie wiedzą. Są najbogatsi, bo wszystko trzymają w garści, mimo że państwo z nimi walczy.

Czy to, że w przypadku Siostry powołanie do opieki nad dziećmi rozciągnęło się również na więźniów, jest związane z tymi doświadczeniami?
- Aby młody człowiek nie znalazł się w przyszłości w więzieniu, musi być dobrze i mądrze wychowywany. Jeśli zaś już się tam znajdzie, trzeba go wychować od nowa.

W jakich okolicznościach rozpoczęła się więc misja wychowywania od nowa, czyli praca z więźniami?
- Poznałam siostrę, która chciała pracować z więźniami. Zapytała mnie, czy chcę się przyłączyć. Odpowiedziałam, że tak. Ona później zrezygnowała, a ja już jestem tam 11 lat. Na początku było to bardzo trudne, byłam młoda - miałam 30 lat. Nie wiedziałam zupełnie, jak to będzie, wiedziałam tylko, że idę tam, bo Pan Bóg tego oczekiwał i napełnił mnie siłą do pełnienia tej posługi miłości. Najpierw zaczęłam spotykać się z kobietami, trochę z nimi rozmawiałam, języka polskiego jeszcze nie znałam tak dobrze jak teraz. Potem podczas Mszy św. grałam na gitarze piosenki i tak powoli budowało się coś więcej.

Czyli najpierw zaczęło się od takich zwyczajnych spotkań, wspólnego śpiewu...
- Tak, a po dwóch latach zaczęłam też pracować z mężczyznami. I potem coraz częściej zaczynaliśmy działać wspólnie, np. na Święta Wielkanocne przygotowywaliśmy Misterium Męki Pańskiej. Potem zaczęłam prowadzić systematyczną katechezę z radością i uśmiechem. Ludzie, których tam spotykam, są najczęściej zagubieni. Nie potrafią kochać, bo sami nie byli w swoim życiu kochani, właśnie jako dzieci. Jednym z celów katechezy w więzieniu jest uświadomienie uczestnikom, że są oni osobami, w których mieszka Bóg, pomimo tego iż są w więzieniu, że wyrządzili krzywdę drugiemu człowiekowi. Muszą odkryć na nowo, że jest Bóg. I że jeśli wyrządzają zło innym, to również samemu sobie i Panu Bogu.

A jakie wyroki mają ci więźniowie?
- Bardzo różne. Właściwie zdarzają się wszystkie możliwe wyroki: morderstwo, kradzież... Pan Bóg jest bogaty w miłosierdzie i dla każdego ma zawsze otwarte ramiona. Każdy z nas jest synem marnotrawnym.

Dużo więźniów przychodzi na katechezę?
- Czasami 18-20, a czasami 40 czy tylko 10... Bóg jest Miłosierdziem i każdy może się nawrócić. Nie potępiam więźniów, bo świat już ich potępił. Widzę w nich braci i siostry w Chrystusie. Więźniowie są dla mnie darem Pana Boga. To jest działanie miłości, polegające na tym, aby kochać drugiego człowieka, żeby on sam wiedział, że jest kochany. Dopiero wtedy może na nowo odkryć swoje życie.

Zdarza się tak?
- Zdarza się. W roku jubileuszowym 2000 zorganizowaliśmy spotkanie z księdzem biskupem dla więźniów. Pamiętam człowieka, który popełnił morderstwo. Zastanawiał się, czy iść do spowiedzi, czy nie. Bał się, że nie dostanie rozgrzeszenia. Zachęcałam go, żeby poszedł. Mówiłam mu, że jeśli nawet to nie będzie spowiedź, to przecież może odbyć rozmowę duchową. Poszedł, wyspowiadał się i dostał rozgrzeszenie. Powoli zaczynał inaczej funkcjonować, zaczynał być innym człowiekiem, w jego twarzy widać było światło, które promieniało od niego.

O czym więźniowie chcą rozmawiać z Siostrą, jakie mają problemy?
- 90 procent tych osób ma problemy z alkoholem. Potrzebują osoby, która im pomoże. Ciężko jest im mówić o tym, co zrobili, zresztą ja ich nie wypytuję. Jestem tam przede wszystkim po to, żeby pomagać. Ważne jest, żeby te osoby zrobiły osobisty rachunek sumienia i przyznały się do popełnionego zła, bo to jest warunek, żeby zacząć życie od nowa. To jest najważniejsze. Pan Jezus nie potępia nikogo.

Czy pytają o sprawy związane z wiarą, rodziną?
- Pytają o to, jak wzrastać w wierze, pytają, dlaczego tak się stało, że popełnili przestępstwo, dlaczego Pan Bóg temu nie zapobiegł, czasem nawet buntują się przeciw Bogu. Rozmawiamy więc o wolności człowieka. To nie jest tak, że Bóg człowiekowi każe coś zrobić, człowiek musi sam wybierać dobro. Gdyby Bóg za nas wybierał, nie byłaby to prawdziwa miłość. Na pewno wielu z nich ma poczucie osamotnienia. Społeczeństwo ich odrzuca, rodziny często wstydzą się ich. Są i takie sytuacje, że po powrocie do domu nie chcą ich przyjąć. Kobiety, które mają dzieci, przeżywają bardzo to, gdy po dwóch czy trzech latach pobytu w więzieniu dzieci ich nie poznają. Bardzo cierpią, gdy mówią np.: "Moje dziecko nie mówi mi: mamo!". Kobiety poza tym często czują się głęboko zranione, np. moralnie. Kiedyś jednej z kobiet zmarł nagle 20-letni syn. Bardzo to przeżywaliśmy razem z nią. Ból był niesamowity. Więźniowie, ta mama, wszyscy byliśmy w szoku. Zadawaliśmy sobie pytanie, jak można pogrzebać w ziemi kogoś, kto miał dopiero 20 lat. Tam w więzieniu można też doświadczyć, że człowiek potrafi być człowiekiem. Państwo powinno wychowywać na nowo tych ludzi, wykorzystać ich potencjał, inwestować w zakłady, w których mogliby oni pracować, pomagać im, prowadzić formację duchową, umysłową, ale musi być dla nich praca.

Dlaczego praca jest taka ważna dla więźniów?
- Przywraca im poczucie godności. Człowiek, który pracuje i otrzymuje zapłatę, pracuje dla siebie i innych. Obok pracy musi mieć jeszcze miejsce formacja zarówno czysto ludzka, jak i duchowa oraz społeczna.

Co Siostrze osobiście daje praca z więźniami?
- Kiedy dajesz, dostajesz więcej, niż dajesz - tak mówi Ewangelia. Praca ta otwiera mi oczy na prawdziwe życie, na ból człowieka. Współczesny człowiek dąży do tego, aby swoje życie uchronić od bólu. A ja sądzę, że ból jest czasami potrzebny, bo człowiek wtedy rozumie, że życie jest ważne, że trzeba walczyć, aby to życie przeżyć. Chcemy żyć bez bólu, ale myślę, że wtedy nie będziemy pamiętać o Panu Bogu. Ludzie, którzy mają pieniądze, mają wszystko - o Bogu już nie pamiętają. Potrzebne jest im doświadczenie, w którym przekonają się, że sami sobie nie wystarczą. To pragnienie Boga pozostaje w człowieku na zawsze.

Czyli kłopoty, trudności życiowe tak naprawdę są dla nas korzystne...
- Ale pod warunkiem, że człowiek otwiera się na Boga. Bo kiedy człowiek się tylko buntuje i mówi, że to wszystko to jest wina Pana Boga, to nic z tego dobrego nie wynika. W więzieniu spotykam ludzi biednych pod względem moralnym, ponieważ brak im utwierdzenia w wartościach moralnych. Świat uznaje zasadę: wszystko muszę mieć, i to natychmiast. Utwierdzanie zaś w wartościach moralnych wymaga czasu, pracy nad sobą, umiejętności czekania, poświęcenia się, zerwania z egoizmem itd. Bieda moralna jest chyba gorsza od biedy materialnej. Tak mi się wydaje.

Jakie znaczenie mają dla więźniów wspólnie podejmowane inicjatywy?
- Kiedy przygotowujemy np. misteria na Boże Narodzenie i Wielkanoc, chodzi o to, aby ci, którzy to robią, nie byli tylko aktorami, ale prawdziwie przeżywali te treści. To jest sposób prowadzenia innych do nowego życia. Poza tym, ci, o których ciągle mówiono, że są źli, kiedy po raz pierwszy słyszą brawa, czują się bardzo dowartościowani jako osoby ludzkie. Przekonują się, że mogą robić coś dobrego dla innych. Więźniowie nie są więc pod względem rozwoju duchowego zostawieni sami sobie, ponieważ do ich rozwoju duchowego jest kapelan więzienny i ludzie, którzy pracują tam z sercem. Ja pracuję na VI i VII oddziale i mam wspaniałych współpracowników. Ostatnio postanowiliśmy, że spróbujemy podjąć z więźniami temat macierzyństwa duchowego, aby wiedzieli, że jeśli nawet nie mają małżonków, własnych dzieci, rodziców, to są inni ludzie, dla których mogą żyć. Oni potrzebują usłyszeć prawdę na temat miłości, że miłość jest piękna, że wspólnota Kościoła jest piękna.

I czy rzeczywiście chcą tego słuchać?
- Chcą. Kiedy mówię o Panu Bogu, o tym, czego od Niego konkretnie doświadczyłam, a nie np. gdzieś przeczytałam, to oni to doskonale rozumieją, do nich to przemawia, jak do każdego człowieka.

W człowieku jednak potrafi niemal całkowicie zginąć ten wymiar, że go trudno potem odbudować...
- Ale on zawsze jest. Wystarczy tylko trochę zrobić porządku, a od razu go widać. Obraz Pana Boga zawsze zostanie w człowieku.

A jak więźniowie reagują na to, że Siostra jest osobą konsekrowaną?
- Jestem mile widziana w więzieniu, zarówno przez więźniów, jak i przez dyrekcję. Niedawno obchodziłam dziesięciolecie mojej obecności w więzieniu. Dostałam z tej okazji od ministra sprawiedliwości brązową odznakę za zasługi w pracy penitencjarnej. Była to dla mnie wielka niespodzianka.
Więźniowie rozumieją, że osoba zakonna robi to, co robi, z miłości do Pana Boga i dlatego łatwiej się przed nią otwierają niż przed osobą świecką. Celem moich zabiegów jest zniszczenie murów w sercu każdego człowieka, by odzyskał on wolność wewnętrzną. Paradoksalnie, mimo że więźniowie są zamknięci przed światem zewnętrznym, to we własnym sercu mogą pozostawać wolni, bo wolnym wewnętrznie, czyli wolnym od grzechu, można pozostać niezależnie od sytuacji, w jakiej człowiek się znalazł, i to jest nadzieja dla więźniów. To jest dopiero prawdziwa wolność.

Dziesięć lat pracy w areszcie śledczym w charakterze wolontariuszki to już bogate doświadczenie...
- Ja to nazywam służbą miłości. W więzieniu są ludzie, którzy pobłądzili w życiu, ale to nie znaczy, że są potępieni. Musimy im pomagać, aby coś dobrego robili. Oni też są częścią Kościoła. Moim powołaniem jest życie dla innych. Nie sądzę, że robię coś wielkiego, ale że robię to, czego Pan Bóg ode mnie oczekuje. On mnie prowadzi. Czasami praca w więzieniu nie jest najłatwiejsza i bardzo dużo kosztuje. Idę tam bardziej z wiarą, że Pan Jezus tam czeka, bo powiedział: kto odwiedza więźniów, odwiedza mnie, kto naucza innych, kroczy drogą pokoju. Ja też dzięki tej pracy, pomagając innym, sama dojrzewam.

Co z perspektywy tych lat wydaje się dla Siostry najważniejsze?
- Dla mnie najważniejsza jest prawdziwa miłość, którą jest Pan Jezus, ta miłość, o której mówił św. Paweł: miłość, która jest cierpliwa, łaskawa, która wierzy w człowieka, nie potępia. Ale budować swoje życie według tej miłości nie jest tak prosto. W więzieniu znalazłam Boga, patrząc na tych ludzi, na ich ból. Widząc cierpienie człowieka i to, w jaki sposób człowiek jest w stanie zniszczyć swoje życie, lepiej zaczynam rozumieć, dlaczego Pan Bóg stał się człowiekiem - żeby dać nam nowe życie. I kiedy nie chcemy pomagać naszym braciom, to tak jakbyśmy marnowali wcielenie Pana Jezusa.

Czy osoby, którym udało się powrócić do normalnego życia, utrzymują z Siostrą kontakt?
- Tak, jednak najczęściej wolę, żeby miały swoje życie. Dlatego nie wypytuję, nie narzucam się. To są bracia i siostry, którym należy pomóc, ale wszystko trzeba zachować w tajemnicy, bo oni mają prawo budować swoje życie za murami więzienia.

Siostra była w dzieciństwie pod opieką Sióstr Kolegium Świętej Rodziny. Skąd się wzięła myśl, żeby pójść akurat do tego zgromadzenia?
- Ja byłam przez nie wychowywana. Podobała mi się praca wykonywana przez siostry. Poza tym widać było dobre owoce, bo tamte wszystkie dzieci mają dziś swoje rodziny, są dobrymi rodzicami, raczej rzadko zdarzało się, że jakaś owieczka się zagubiła...

Czym Siostry zajmują się w Kielcach?
- Prowadzimy katolickie przedszkole, które ma na celu wychować nowe pokolenie według pedagogiki miłości.

Jaki program Siostry realizują, aby dobrze dzieci wychować i wypełnić swoje powołanie?
- Nasz system edukacyjny jest zakorzeniony w Ewangelii. Wychowujemy dzieci według wartości chrześcijańskich. Oprócz tego, jak już wspominałam, współpracujemy z rodzicami. Staramy się razem z nimi pomagać dzieciom, ale też z drugiej strony staramy się pomagać samym rodzicom. Dzieci są z nami w przedszkolu od godz. 7.30 do 15.00-15.30. Uczestniczą np. w lekcjach języka włoskiego, angielskiego, tańca, w zajęciach teatralnych, a raz w miesiącu odbywają się wspólne spotkania z rodzicami. Organizujemy wtedy dla nich spotkanie formacyjne, np. na temat wiary - mówimy np., jak uczyć dzieci modlitwy, podejmujemy sprawę czystości małżeńskiej itp. Organizujemy też spotkania integracyjne, podczas których rodzice bawią się razem z dziećmi. Ostatnio nawet zaprosiliśmy wodzireja, który prowadził zabawę w duchu chrześcijańskim. Ludzie dorośli potrzebują zdrowej zabawy, np. bez alkoholu, po której wracają do domu i są podbudowani wewnętrznie. Przedszkole oczywiście odwiedza św. Mikołaj. Z tej okazji zapraszamy dzieci z domu dziecka. Rodzice dzieci uczęszczających do naszego przedszkola angażują się wtedy w sposób szczególny i opiekują się nie tylko własnymi dziećmi, ale też tymi zaproszonymi. Przez jeden dzień w roku są również rodzicami dla innych dzieci. Wszystkie paczki są jednakowe. Rodzicom to się bardzo podoba. W tym szczególnym dniu budujemy wszyscy razem jedną wielką rodzinę Bożą.

Jaki cel wychowawczy stawiają sobie Siostry pracujące w przedszkolu?
- Staramy się uczyć dzieci miłości do drugiego człowieka, żeby nigdy nie były obojętne na ból i na cierpienia innych, bo teraz jakże często ludzie są obojętni. Recepta natomiast jest taka: kiedy dziecko jest kochane, to wtedy samo potrafi kochać innych. Chodzi nam o wychowanie w systemie wartości chrześcijańskich, ale i narodowych. Dzieci w naszym przedszkolu są Polakami, więc uczymy je, że Polskę trzeba kochać, że o polską kulturę trzeba dbać. Uczymy dzieci, kim byli Fryderyk Chopin, Mikołaj Kopernik, Maria Curie-Skłodowska, Jan Paweł II. Uczymy, że mają okazywać cześć dla orła białego, dla polskiej flagi. Nasze dzieci umieją śpiewać hymn narodowy, polskie pieśni patriotyczne i religijne. Z drugiej strony ktoś może powiedzieć: "Jestem Polakiem, ale odrzucam wartości chrześcijańskie", ale wtedy od razu nasuwa się pytanie: "gdzie są w takim razie twoje korzenie?". Polska podobnie jak Włochy ma duszę maryjną i eucharystyczną. O tym trzeba koniecznie mówić dzieciom. My dbamy o to, aby rodzice regularnie przyprowadzali dzieci do kościoła. W przedszkolu prowadzę z dziećmi katechezę, codziennie modlimy się np. rano przed zajęciami i przed jedzeniem itd.

Jakie dzieci trafiają do przedszkola?
- Z różnych rodzin, takie, które mają wszystko, i takie, które nie mają nic.

Praca wychowawcza z dziećmi w obcym kraju wymaga dobrej znajomości jego kultury, historii, obyczajów, a wreszcie wiedzy już ściśle pedagogicznej. Jak Siostra przygotowywała się do tej pracy?
- Skończyłam teologię na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie, a potem pedagogiczne studia podyplomowe. Natomiast przed przyjazdem do Polski już we Włoszech pracowałam z dziećmi jako nauczycielka. Poznawałam kulturę polską, przebywając wśród Polaków. Jeździłam na rekolekcje oazowe i poznawałam w ten sposób polską młodzież. W ten sposób uczyłam się też języka polskiego. Mieszkałyśmy z siostrami na początku przy jednej z kieleckich parafii, poznawałyśmy w ten sposób życie parafialne. Cały czas nawiązywałyśmy bliskie kontakty z ludźmi. Potem zaczęłam uczyć religii w zerówce i w szkole podstawowej, w klasach I-IV. Poza tym sam Jan Paweł II pozwolił nam poznać kulturę polską. Ja teraz, będąc w Polsce, czuję się w jakiś sposób Polką... czuję się z Polską duchowo związana. To, co robię dla Polaków, traktuję tak samo, jakbym robiła to dla swojej ojczyzny, "bo Polska jest moją ojczyzną". To nie jest tak, że mieszkam w Polsce i czuję się cały czas jak za granicą. Czasami jeszcze znajomość języka zawodzi, ale teraz już ta bariera prawie nie istnieje... Zresztą język miłości zrozumiały jest dla każdego.

A czy praca z dziećmi i przyjście akurat do tego zakonu były spowodowane jakąś szczególną miłością Siostry właśnie do dzieci?
- Tak! Pan Bóg w sposób przedziwny kieruje życiem człowieka. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła pracować bez dzieci. Wystarczy, że dziecko przyjdzie i powie: "Kocham cię", a człowiek zapomina o problemach i idzie dalej... Dzieci czują się z nami związane i utrzymują z nami kontakt nawet po odejściu z przedszkola. W tym roku niektóre z nich miały I Komunię Świętą i przyszły nas na nią zaprosić.

Nie tęskni Siostra za Sycylią?
- Czasami tęsknię, ale znowu kiedy jestem we Włoszech, tęsknię za Polską. Polacy są wspaniałym narodem, doskonale się rozumiemy. Mój temperament jest żywy, wesoły i to się Polakom podoba. Dzisiaj np. przychodzi do nas grupa rodziców dzieci z przedszkola na grilla, bo chcą być z nami. Czasami robię dla nich pizzę, spaghetti. Muszę się przyznać, że nie gotujemy "po polsku", ale mnie bardzo smakują polskie jagody, truskawki i pierogi. W naszym przedszkolu panuje atmosfera przyjaźni i rodzinnej miłości - duchowości Świętej Rodziny. Mottem naszego przedszkola jest to że, dzieci są uśmiechem Boga. Wszystkich czytających ten wywiad prosimy o modlitwę w intencji naszego zgromadzenia i powołań z polskiej ziemi do niego, "bo żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało", oraz posługi, jaką podejmujemy. Pan Bóg zawsze potrzebuje serc i rąk, które dla Niego pracują.


http://www.suorecollegine.it/darts_clg_home.php ---> strona Sióstr


"Mówisz, że ogarnia cię lęk i pewna nieufność co do przyszłych losów. Czy nie wiesz tego, że Pan jest zawsze z tobą i że nasz nieprzyjaciel nic zdziałać nie może przeciwko temu, kto postanowił zdecydowanie we wszystkim należeć do Jezusa?"o.Pio

Offline

 

#2 2009-07-26 17:12:54

jutrzenka
Użytkownik
Imieniny: 25.06.
Urodziny: 01.05.
Skąd: Wlkp

Re: Siostry Kolegium Św. Rodziny


"Mówisz, że ogarnia cię lęk i pewna nieufność co do przyszłych losów. Czy nie wiesz tego, że Pan jest zawsze z tobą i że nasz nieprzyjaciel nic zdziałać nie może przeciwko temu, kto postanowił zdecydowanie we wszystkim należeć do Jezusa?"o.Pio

Offline

 

#3 2010-05-12 21:01:54

jutrzenka
Użytkownik
Imieniny: 25.06.
Urodziny: 01.05.
Skąd: Wlkp

Re: Siostry Kolegium Św. Rodziny

czy ktos poznał te Siostry?


"Mówisz, że ogarnia cię lęk i pewna nieufność co do przyszłych losów. Czy nie wiesz tego, że Pan jest zawsze z tobą i że nasz nieprzyjaciel nic zdziałać nie może przeciwko temu, kto postanowił zdecydowanie we wszystkim należeć do Jezusa?"o.Pio

Offline

 

#4 2010-11-28 20:29:16

jutrzenka
Użytkownik
Imieniny: 25.06.
Urodziny: 01.05.
Skąd: Wlkp

Re: Siostry Kolegium Św. Rodziny


"Mówisz, że ogarnia cię lęk i pewna nieufność co do przyszłych losów. Czy nie wiesz tego, że Pan jest zawsze z tobą i że nasz nieprzyjaciel nic zdziałać nie może przeciwko temu, kto postanowił zdecydowanie we wszystkim należeć do Jezusa?"o.Pio

Offline

 

#5 2011-01-14 21:06:36

jutrzenka
Użytkownik
Imieniny: 25.06.
Urodziny: 01.05.
Skąd: Wlkp

Re: Siostry Kolegium Św. Rodziny

Nikt nic nie pisze, a szkoda. Mam nadzieję,że kiedyś ten wątek ożyje img/smilies/wink


"Mówisz, że ogarnia cię lęk i pewna nieufność co do przyszłych losów. Czy nie wiesz tego, że Pan jest zawsze z tobą i że nasz nieprzyjaciel nic zdziałać nie może przeciwko temu, kto postanowił zdecydowanie we wszystkim należeć do Jezusa?"o.Pio

Offline

 

#6 2017-12-12 14:42:11

mynia
Moderator

Re: Siostry Kolegium Św. Rodziny

Strona sióstr w jęzuku włoskim: http://www.suorecollegine.it/.

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
Host by: Hosting
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson



Założ : stronę za darmo