'Barka'- forum o tematyce powołaniowej

  • Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

UWAGA! BARKA jest to forum o tematyce powołaniowej. Moderacja nie bierze odpowiedzialności za opinie użytkowników oraz nie weryfikuje osób podających się za osoby duchowne lub konsekrowane.
PRZYPOMINAMY, ŻE NA NASZYM FORUM OBOWIĄZUJE REGULAMIN!
Znaleźć go możesz w ZASADY

UWAGA!!! ZAPRASZAMY DO TWORZENIA INTERNETOWEJ RÓŻY BARKI !!! Chętnych prosimy o zapisy :)

Barka na Facebooku

#1 2017-11-05 10:36:50

Andzia
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: Kraków

Bóg surowym sędzią?

Podczas rozeznawania powołania pojawiają się takie wnioski, że może ono jest ale ja nie umiem na nie odpowiedzieć? "Normalne" życie nie idzie wparze z życiem katolickim już nie mówiąc o powołaniu. Jak dla mnie. Mam na myśli np. potrzebę więzi, biologiczną potrzebę bliskości czy np. ja mam problem z fobią dotyczącą cmentarzy i jak tu być dobrym katolikiem? Można tak wymieniać i wymieniać. Wybierając drogę wiary wybieramy cierpienie, cóż proste i oczywiste nikt nie obiecywał raju na ziemi. No dobrze ale niby trzeba dbać o higienę psychiczną. Zdrową reakcją jest ucieczka przed niszczącymi sytuacjami. Taki mały absurdzik. Ile trzeba mieć w sobie heroizmu by samemu się na to "skazywać"? Jak długo można to wytrzymać?
Poza tym jest we mnie lęk przed Bogiem jako każącym sędzią. Takie mam doświadczenia. Są również pozytywne. Jeśli chodzi o ten lęk, lęk przed nieznanym. Jakie będzie to życie wieczne? Ma być cudowne ale człowiek ucieka do tego co mu znane, choć nie do końca dobre. To złe jest w pewien sposób bezpieczne, bo znajome. Tak samo trwanie w stanie łaski i grzechu. Trwanie w stanie łaski i pewnego rodzaju udzielania się Boga dla duszy są czymś nieznanym, czymś niezrozumiałym podchodzącym pod złudzenie. (Stały spowiednik byłby rozwiązaniem,wiem.) Burzy to spokój w sercu. Mam nadzieję, że przekazałam to w miarę zrozumiały sposób. Może jest ktoś kto ma podobny problem? :-( :'-(

Ostatnio edytowany przez Andzia (2017-11-05 10:53:37)

Offline

 

#2 2017-11-05 19:19:11

hannaturno
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: Instytut Świecki Chrystusa Króla

Re: Bóg surowym sędzią?

Tak, zdarza się, że ludzie nie umieją odpowiedzieć na powołanie.
Może dlatego, że mają nieprawdziwy obraz Pana Boga i życia prawdziwie chrześcijańskiego?

Życie katolickie, jak to nazywasz,  Andziu, nie zakłada wcale:
- zaprzeczenia potrzebie więzi,
- zaprzeczenia bliskości,
- obowiązku szukania cierpienia czy zakazu unikania cierpienia.

Na razie trudno rozmawiać, bo - jak dla mnie - za duży tu stopień ogólności, a może i za dużo spraw równocześnie, nie do końca jasno wyrażonych.


O Jezu, Królu mój, do Ciebie chcę należeć w życiu, w śmierci i w wieczności, amen

http://www.instchrkr.katowice.opoka.org.pl/
[moje pw nie działa, proszę korzystać z maila]

Offline

 

#3 2017-11-06 14:15:20

kropelka
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd: Zza daleka ;)

Re: Bóg surowym sędzią?

Mam nadzieję, że za bardzo się nie wymądrzam i że nie mówię po prostu rzeczy, które są oczywiste; bazuję tutaj – może subiektywnie – na własnym doświadczeniu i rozmowach z kapłanami, których rozeznaniu i wiedzy duchowej bardzo ufam. Jeżeli już to wszystko wzięłaś pod uwagę, wybacz – dla mnie do niedawna to były rzeczy bardzo nowe i dały mi dużo wolności.

Myślę, że wszystko o czym piszesz to dobry materiał na kierownictwo duchowe. To oczywiście moja opinia, ale wydaje mi się, że moment, w którym mamy pragnienie życia bliżej Boga, a nie jesteśmy do końca pewni, jak się za to zabrać, rozeznać i znaleźć siły, to świetna okazja, żeby rozpocząć kierownictwo duchowe. Warto modlić się o kierownika duchowego, zwłaszcza jeżeli odpowiedni ksiądz nie przychodzi akurat do głowy (ale i wtedy warto to „omodlić”).

Mam stałego spowiednika i kierownika duchowego (dwaj rożni kapłani) od dłuższego czasu i wiem, że gdyby nie oni, moje własne lęki, słabości i wątpliwości dawno by mnie przygniotły. Może i dalej byłabym w Kościele, ale na pewno byłoby mi bardzo ciężko. Wspominam o tym dlatego, że zanim zaczęłam się z tymi księżmi spotykać na rozmowy duchowe i spowiedź, miałam podejście, niekoniecznie do samego powołania (choć również), ale do życia w wierze w ogóle, mniej więcej: że jest to świadomy wybór bardzo ciężkiego życia sprzecznego w jakiś sposób z moją – i w ogóle ludzką – naturą. W sakramencie pokuty i przez delikatne prowadzenie kierownika duchowego nauczyłam się, że Bóg wykorzystuje także nasze człowieczeństwo, emocjonalność, właśnie naszą naturę, aby prowadzić nas do Siebie, jeśli tylko Mu pozwolimy.

Do każdego Bóg przemawia inaczej i oczywiście czasami rady dane jednej osobie mogą nie posłużyć innej, ale jedną z najważniejszych rzeczy, jakich nauczył mnie zwłaszcza mój spowiednik, jest samoakceptacja. A w tym jest akceptacja własnych emocji bez nadawania im wagi moralnej (co pod ich wpływem robimy to oczywiście już bardziej skomplikowane – ale też nie zawsze proste), akceptacja własnej seksualności czy potrzeby bycia kochaną (bo to naturalne w każdym stanie życia, obojętnie czy – bądź w jaki sposób – jest spełniane). Przyjęcie limitacji własnego człowieczeństwa (także tego, czego się boję itd.) jest trudną rzeczą, ale jest ważną częścią dojrzewania duchowego i pomaga nie „walić się po głowie” rzeczami, które stanowią część nas, oswoić i opanować swoją naturę i własne słabości aby stanąć w prawdzie przed Bogiem zamiast chować się przed Nim w lęku i jakimś poczuciu beznadziei. Wydaje mi się też, że dopiero wtedy można starać się zmieniać rzeczy, które nam faktycznie przeszkadzają w życiu duchowym, kiedy umiemy je zaakceptować i zrozumieć.

Cierpienie to też skomplikowana kwestia. Długo wydawało mi się, że albo wierzę i prowadzę smutne, pełne wyrzeczeń i bólu życie, albo robię, co chcę, płacąc za to duchowym niepokojem... w końcu dotarło do mnie (tu znów jestem wdzięczna tym samym księżom), że Bóg powołuje nas do szczęścia z Nim i szczęście, radość, także możemy Mu ofiarować. W każdym życiu jest ból i cierpienie. To nieunikniony element istnienia na ziemi. Ale z Bogiem to cierpienie w końcu przestaje wydawać się bezsensowne. Dla mnie bardziej chodzi o to, żeby uczyć się dobrze przeżywać cierpienie, niż o wybieranie cierpienia jako „sposobu życia”. Może są ludzie, dla których to jest czy było ich drogą – mamy świętych, których pisma można tak interpretować – ale myślę, że przede wszystkim warto iść po kolei, krok po kroku, nie dążąc od razu np. do najwyższych form umartwienia. (Oprócz tego: to, że któryś święty miał pewną drogę, nie oznacza, że każdy inny święty bądź każdy człowiek dążący do Boga, do świętości, ma tę samą.) Bóg chce żebyśmy do Niego szli i wybiega nam naprzeciw - nie wali nam kłód pod nogi, żebyśmy tak sobie upadli na pysk i dali za wygrana. Są próby, są nieraz i wielkie przeciwności, trudności, ale one nie są znakami, że Bóg nas opuścił - co najwyżej bodźcami, aby się do Niego jeszcze bardziej zwrócić.

Bóg może dobro wyciągnąć nawet z niszczących sytuacji, ale to też nie znaczy, że one same w sobie są dobre i mamy ich szukać. Bóg dał nam nasze zdrowie, psychikę i emocjonalność abyśmy o nie dbali dla większej Jego chwały.

Przez lata zauważyłam, że wszystko, co w życiu w wierze katolickiej wydawało mi się jakoś sprzeczne z logiką czy naturą, tak naprawdę chroni nas przed nadużywaniem Bożych darów, a te nadużycia zawsze bardzo nas niszczą i ranią, nawet jeśli w danym momencie jeszcze tego nie widzimy. Ale też nauczyłam się, że wymaganie od siebie ponad własne siły jest czymś, co może zniechęcić i zaszkodzić – stąd wspominam o kierowniku duchowym. On może pomóc rozeznać, co jest właściwe i zdrowe, zarówno dla ducha jak i higieny psychicznej.

Ostatnia rzecz a w sumie najważniejsza, o której już powyżej wspomniała hannaturno... obraz Boga to bardzo ważny czynnik. Poznanie Boga jako najwyższego dobra, jako Miłości która  „nie potrafi” nie kochać, pomaga roztopić lęk, jaki paraliżuje życie duchowe. Tylko że zmienić czy uzdrowić obraz Boga to oczywiście pewien proces. W tym rzeczywiście bardzo przydaje się kierownik duchowy czy nawet dobry spowiednik.

Mam naprawdę nadzieję, że nie wymądrzam się za bardzo. Jak wszyscy idę do Boga trochę po omacku i na pewno dużo jeszcze będę się mylić i błądzić, a więc powyższe to tylko moje przemyślenia, doświadczenia, i to co mi osobiście pomogło w lękliwym czy negatywnym podejściu do wiary. Nie zakładam oczywiście, Andziu, że masz te same doświadczenia co ja, mam tylko nadzieję, że może to moje gadanie coś pomoże... pozdrawiam i zapewniam o modlitwie.

Ostatnio edytowany przez kropelka (2017-11-06 15:18:44)


Serce twoje niech będzie Nazaretem przez udoskonalenie spraw codziennych.
Niech będzie Kalwarią przez znoszenie małych krzyżyków.
Niech będzie Wieczernikiem przez wierność dobrym natchnieniom.
Niech będzie niebem przez ducha adoracji, czci i wdzięczności
- bł. m. Maria od Pana Jezusa Dobrego Pasterza

Offline

 

#4 2017-12-16 20:51:07

s.karmelitanka.DzJ
Użytkownik

Re: Bóg surowym sędzią?

Andzia napisał(a):

Wybierając drogę wiary wybieramy cierpienie, cóż proste i oczywiste nikt nie obiecywał raju na ziemi (...) Zdrową reakcją jest ucieczka przed niszczącymi sytuacjami. Taki mały absurdzik. Ile trzeba mieć w sobie heroizmu by samemu się na to "skazywać"? Jak długo można to wytrzymać?

Andziu, chrześcijaństwo nie jest religią cierpienia i Bóg nie chce od nas tego byśmy cierpieli. Gdyby tak było, nie byłby miłosierną MIŁOŚCIĄ tylko sadystą... Cierpienie jest wpisane w życie każdego człowieka, bez względu na to czy ktoś wierzy, czy nie, czy praktykuje, czy nie. Z tą jednak różnicą, że ci, którzy nie wierzą Bogu nieraz cierpią w samotności, w poczuciu braku nadziei i nawet bezsensu życia. Wiara daje nam w cierpieniu nadzieję, umocnienie i pewność miłości Boga. Bóg jest większy niż cierpienie, większy niż śmierć i daje, pragnie dawać nam życie. To jest przesłanie krzyża.

Pięknie, że szukasz i się zastanawiasz. Wiesz, w pojedynkę to trudno znaleźć odpowiedzi, trudno się ni pogubić dlatego jeśłi pragniesz poznawać prawdziwe oblicze Boga i wiary katolickiej zachęcam Cię byś poszukała w realu wspólnoty lub osoby, która Ci będzie w tym towarzyszyć. Polecam ci też zaprzyjaźnić się ze św. Teresą od Dzieciątka Jezus, która chciała być świętą ale bardzo doświadczała swojej słabości i widziała, że za nic nie potrafi. Ona odkryła jak napradę patrzy na nas i kocha nas Bóg.
Niech Duch Święty, Duch Prawdy Cię w tym prowadzi.
Ściskam serdecznie img/smilies/246

Ostatnio edytowany przez s.karmelitanka.DzJ (2017-12-16 20:56:28)

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
Host by: Hosting
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson



Założ : stronę za darmo