'Barka'- forum o tematyce powołaniowej

  • Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

UWAGA! BARKA jest to forum o tematyce powołaniowej. Moderacja nie bierze odpowiedzialności za opinie użytkowników oraz nie weryfikuje osób podających się za osoby duchowne lub konsekrowane.
PRZYPOMINAMY, ŻE NA NASZYM FORUM OBOWIĄZUJE REGULAMIN!
Znaleźć go możesz w ZASADY

UWAGA!!! ZAPRASZAMY DO TWORZENIA INTERNETOWEJ RÓŻY BARKI !!! Chętnych prosimy o zapisy :)

Barka na Facebooku

#51 2010-07-23 10:56:18

Alter
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Pytasz: dlaczego zostało zapisane to, że Pan Jezus "usiadł" i tak nauczał. Pan Jezus - Syn Boży naucza jak mający władzę, autorytet..... na siedząco, z tronu.... Tak to widzę. Pozdrawiam!

 

#52 2010-07-23 11:02:31

Śliwka
Użytkownik

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

widzisz to jest piękne w ogóle w Słowie Bożym, że Ono przemawia zawsze do Ciebie osobiście, że ma być właśnie nie tylko dla wspólnoty, ale dla Ciebie img/smilies/smile nie chcę wchodzić w dyskusję, ale z drugiej strony właśnie takie wspólne dzielenie się rozważaniami jest cenne bardzo bo otwiera nowe spojrzeia img/smilies/wink bo widzisz mnie zdumiało to, że właśnie tam nie ma słowa o nauczaniu!! img/smilies/smile nawet nie ma słowa o modlitwie, o odpoczynku... po prostu usiadł... jak dla mnie to może jakieś wyczekiwanie? jakoś mnie to "niepokoi", ale przyznam, że bardzo lubię takie "niepokojące" fragmenty, to znaczy, że "coś" za nimi jest... i to może coś własnie dla mnie i właśnie na ten czas, a może na później i tylko serce ma się przygotować i ma być "ostrożne" żeby nie stracic czujności i być gotowym przyjąć to co Słowo przyniesie... nie wiem... być może to moje pytanie jest banalne, ale właśnie jakoś mnie tutaj szczególnie dotyka, pytanie o celowość takiego działania Jezusa i właśnie co taka Jego postawa, zachowanie oznacza dla mnie. Jaki On jest kiedy przychodzą do Niego tłumy? takie pytania w sercu img/smilies/smile

Ostatnio edytowany przez Śliwka (2010-07-23 11:27:19)


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#53 2010-07-23 12:03:49

Alter
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Nie ma w tym miejscu wprost o nauczaniu - rzeczywiście. Ale Pan Jezus Syn Boży Słowo Wcielone "naucza" zawsze, "przemawia" zawsze....  jest "pod ręką" zawsze.... w tym sensie myślę o Nim jako o autorytecie Mistrza, który zawsze i wszędzie naucza.    Niech na Twoje Serce Pan ześle rosę, deszcz błogosławieństw, by Ziarno Boże wciąż wzrastało.....

 

#54 2010-07-23 12:18:28

Śliwka
Użytkownik

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Alter, dziękuję img/smilies/smile
pomyślę o tym... Jezus Wcielony jak ten, który ciągle " przemawia"... zdecydownie muszę spróbować na to też tak spojrzeć... On ciągle chce być takim jakim chce Go mieć Ojciec, bo są Jedno... więc jeśli Wolą Bożą jest aby świat poznał Boga to Jezus " musi" nauczać... i pewnie nie zawsze słowem, może tutaj obecnością, gotowością, tym właśnie " byciem pod ręką" ( chyba to " bycie pod ręką" jakoś najbardziej do mnie przemawia, jako właśnie obraz Pana, który dystretnie czeka, nie narzuca się, ale gdy tylo chcesz to jest i to w takim " miejscu"- " na górze", że Go dojrzysz zawsze )
Dziękuję Alter za to, że piszesz tutaj, bo jak już mówiłam zawsze takie wspólne siadanie " nad Słowem" otwiera nowe spojrzenia:)


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#55 2010-07-26 21:20:50

Śliwka
Użytkownik

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

dzisiaj fragment o drugim rozmnożeniu chleba:
" Lecz Jezus przywołał swoich uczniów i rzekł: «Żal Mi tego tłumu! Już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. Nie chcę ich puścić zgłodniałych, żeby kto nie zasłabł w drodze».  Na to rzekli Mu uczniowie: «Skąd tu na pustkowiu weźmiemy tyle chleba żeby nakarmić takie mnóstwo?»  Jezus zapytał ich: «Ile macie chlebów?» Odpowiedzieli: «Siedem i parę rybek».  Polecił ludowi usiąść na ziemi;  wziął siedem chlebów i ryby, i odmówiwszy dziękczynienie, połamał, dawał uczniom, uczniowie zaś tłumom.  Jedli wszyscy do sytości, a pozostałych ułomków zebrano jeszcze siedem pełnych koszów. Tych zaś, którzy jedli, było cztery tysiące mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.  Potem odprawił tłumy, wsiadł do łodzi i przybył w granice Magedan. " (Mt 15, 32-39)

jakoś uderza mnie w tym kolejność wypowiedzi. to drugie rozmnożenie, rozdział wcześniej mamy mowę o pierwszym roznożeniu. Tam przychodzą do Jezusa zatroskani Uczniowie i proszą Go, żeby się niejako zachował "rozsądnie" i odesłał ludzi, bo nie mają co jeść... tutaj rolę są odwrócone. To Jezus im mówi o swoim zmartwieniu... jak mogła wyglądać ta scena? wyobrażam sobie ( n podtswie tego wcześniejszego fragmentu, o uzdrwaniau) że była to taka "wielbieniowa impreza" img/smilies/smile Był Jezus... uzdrawiał, ludzie wychwalali Boga, trwała to co najmniej 3 dni, pewie ludzie w przypływie radości pozapominali nawet o takich powszednich potrzebach. myślę, że szaleli w prawdziwym, szczerym zachwycie Bogiem. z pewnością Uczniowei także w tym uczestniczyli... więc może tym razem Jezus daje lekcje "zdrowego rozsądku". jakby mówił, że nie będzie tylko "tak fajnie", że zaraz te tłumy pójdą " w drogę", a " w drodze" można zasłabnąć... jaka więc to droga? dokąd? jeśli powrotna, to jak się skończy tkie " zasłabnięcie"? jak wpłynie na wiarę? może się okazać, że wtedy wiara to tylko takie "świętowanie" od czasu do czasu, ale nijak się ona ma do codzienności, do " życia"... może więc jest to dla mnie Słowo i gest Jezusa, mówiący o tym, że wiara to nie tylko fajerwerki, bo tak długo pociągnąć się nie da...

kolejne rzecz... tutj jakby dwutorowość... z jednej strony tłumy, z drugiej rozmowa Jezusa tylko z Uczniami. To oni poznają troskę Pana, Jego empatię... to jakby lekcja dla nich... także lekcja wiary...
i dla mnie znów wielkie "wow", że ja też taka "dziwna" jestem w tej wierze, jak Uczniowie... bo przecież przed chwilą byli świadkami niemal identycznej sytuacji, już Pan sobie z nia poradził, poza tym przecież tyle uzrowień, chcoiażby w te 3 dni, chodzenie po wodzie... zaraz, zaraz... a Oni dalej nie wiedzą, jak Jezus nakarmi takie tłumy... "dziwi" są Ci uczniowie, ciągle mnie jakoś tak irytują, tą swoja niewiarą, ale chyba dlatego, że w innych drażnią nas takie cechy, które sami mamy... pewnie tak... przecież ja juz dawno po tych "historiach" z Ewangelii przekonałam się, że dla Pana nie ma nic niemozliwego... a Oni jeszcze dodatkowo sami tego doświadczali...
tylko, że ja mam dokładnie tak samo... mija trochę czasu widzę, że Pan w taki oczywisty sposob mnie prowadził i jestem gotowa oddać, za tą wiarę wszytsko... do czasu następnego "problemu" img/smilies/hmm kiedy to przychodzi jakby nowa amnezja- nic nie pamiętam z tego, co On mi uczynił...

więc jednak Ewangelia musi byc prawdą! bo Oni są tacy ludzcy!! to musiało być naprawdę!! img/smilies/smile

Ostatnio edytowany przez Śliwka (2010-07-27 20:29:58)


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#56 2010-10-01 13:09:09

Śliwka
Użytkownik

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

"Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: «Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój* i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.  Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania.  Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w królestwie swoim».
(Mt 16, 24-28)

Bardzo mocny dla mnie fragment. jeden z tych, które zwykle omijałam szerokim łukiem. teraz "musiałam" się z nim zmierzyć... i dzisiaj chyba inaczej na niego patrze... ujmuję mnie "argumentacja" Jezusa. On zawsze ma takie "bo"... i tutaj to "bo" też jest... On podaje jasne powody dla, których warto coś robić. Jego nauka to po prostu coś co "warto" robić. warto zaprzeć się samego siebie bo tylko wtedy mogę zyskać to życie, które On chce mi dać. Jego troska, jest taka "zwyczajna", taka "zyciowa"... przecież to On wie o mnie wszytskto, dlaczego więc ja się tak szamoczę i sobie wymyślam swoje pomysły... On mówi, żeby się nie zadawalać byle czym... On chce żebym zaryzykowała trochę wypuszczając na chwile to moje "szczęście" i wyciągnęła rękę, po coś wiele wiekszego... tak On chcę dla mnie WSZYTSKIEGO!! a nie byleczego... to ja najczęściej sama się zadawalam byle czym, bo mogę to mieć łatwo, od razu, bo jestem przyzwyczajona. dlatego z tym czuję się bezpiecznie. ale to bez sensu... Pan chcę żebym była niejako ambitna... On wie, że stworzył mnie do wielkich rzeczy... prosi mnie, żebym się po prostu nie rozdrabniała... tyle tyle... On mnie przekonuję o tym, jak wielka jest moja wartość... a ja cięgle się zadowalam moimi drobiazgami...


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#57 2010-10-05 19:35:47

Śliwka
Użytkownik

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

" Nazajutrz Jan znowu stał w tym miejscu wraz z dwoma swoimi uczniami 36 i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: «Oto Baranek Boży». 37 Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. 38 Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: «Czego szukacie?» Oni powiedzieli do Niego: «Rabbi! - to znaczy: Nauczycielu - gdzie mieszkasz?» 39 Odpowiedział im: «Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej*. 40 Jednym* z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. 41 Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: «Znaleźliśmy Mesjasza» - to znaczy: Chrystusa. 42 I przyprowadził go do Jezusa. A Jezus wejrzawszy na niego rzekł: «Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazywał się Kefas»* - to znaczy: Piotr.
    43 Nazajutrz [Jezus] postanowił udać się do Galilei. I spotkał Filipa. Jezus powiedział do niego: «Pójdź za Mną!». 44 Filip zaś pochodził z Betsaidy, z miasta Andrzeja i Piotra. 45 Filip spotkał Natanaela* i powiedział do niego: «Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy - Jezusa, syna Józefa z Nazaretu». 46 Rzekł do niego Natanael: «Czyż może być co dobrego z Nazaretu?» Odpowiedział mu Filip: «Chodź i zobacz!» 47 Jezus ujrzał, jak Natanael zbliżał się do Niego, i powiedział o nim: «Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu». 48 Powiedział do Niego Natanael: «Skąd mnie znasz?» Odrzekł mu Jezus: «Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym»*. 49 Odpowiedział Mu Natanael: «Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym*, Ty jesteś Królem Izraela!» 50 Odparł mu Jezus: «Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: Widziałem cię pod drzewem figowym? Zobaczysz jeszcze więcej niż to». 51 Potem powiedział do niego: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ujrzycie niebiosa otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego»*. " (J 1, 35-51)

po pierwsze, jakoś mocno mnie udarza to zdanie, o tym, że uczniowie zostali u Jezusa. próbuję sobie wyobrazić, jak wyglądała ta wizyta... co robili, co jedli, jaka się zachowywali... pewnie pod wieczór było już "nastrojowo" i długo rozmawiali.... coż to musiały być za rozmowy... wielka intymność z Panem...

zresztą cały ten opis... każdy z uczniów przeżył swoją intymność z Jezusem. Jedni sami, niejako pobiegli za Nim, inni musieli być do Niego przyprowadzeni, jeszcze inni musieli pokonać masę swoich uprzedzeń, i zostać przez Pana pochwyconymi, dzięki Bożej wszechwiedzy...
niesamowite to...
ale każdy dostał inny dar... inny rodzaj relacji z Panem... ale dla każdego "taki", żeby mogli za Nim iść dalej, widzieć Jego cuda, słuchać Jego nauki. być może długo już na Niego czekali, może zarażeni nauką Jana Chrzciciela nie mogli sie już Go doczekać, może wyczuwali "napięcie" w powietrzu... a może mieli już dość czekania, może Mesjasz stał się dla nich swego rodzaju "legendą"... tak czy inaczej Pan ich przyciągnął...
i dawał Siebie...
ale każdemu inaczej...
tak wiele historii...
każda inna...


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#58 2010-10-09 11:10:31

Florentyna
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Witajcie... Chcę podzielić się moim owocem medytacji... Otóż nie tak dawno zastanawiałam się jak mam dojść do Jezusa, jaka jest ta Droga, gdzie jej szukać...? I wiecie na jaki fragment trafiłam? Jak czterech ludzi przyniosło paralityka do Jezusa, i przez sufit spuścili go przed samego Jezusa... Dotarło do mnie, że przecież jestem jak paralityk, który nie może się ruszyć z miejsca..., a tymi czterema ludźmi są Ewangeliści, którzy przecież niosą do Jezusa! Oni najlepiej sobie poradzą z przeszkodami, z tłumem ludzi uniemożliwiającym dojście do Pana; najwyżej rozbiorą dach...! CHWAŁA PANU!
Pozdrawiam serdecznie.

 

#59 2010-11-09 00:46:50

Śliwka
Użytkownik

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

"Jak wam się zdaje? Jeśli kto posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich: czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się zabłąkała?  A jeśli mu się uda ją odnaleźć, zaprawdę, powiadam wam: cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały.  Tak też nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych. " ( Mt 18 12-14)


Jak mi się zdaję? właśnie zdaje mi się, że nie... że wcale tak się nie robi i robić się tak nie powinno... że to gruba przesada, że to bez sensu... i jedyne co, to mogę swojemu sercu powiedzieć, że przeciez "wiem", że Ty jesteś Inny- zawsze Inny od moich oczekiwań, od naszych ludzkich oczekiwań... od naszych ludzkich konwenensów... że Ty jesteś Bogiem przesady, Bogiem, który szokuję...

a fragment mnie uwiera, wciąż i ciągle...
bo wiem... bo wiem, kim w nim jestem... bo ja już dawno z siebie "zrobiłam" jedną z tych 99... bo tak o sobie myślę, chociaż będę kokietować, że to po mnie poszedłeś... ale przecież fragment ten mnie nie raduję... nie cieszy... bo jednak "wiem", że wcale siebie nie uważam za zagubioną... bo jestem tą z 99... bo jestem jak starszy syn, jak faryzeusz modlący się- bo przyzwyczaiłam się do mojej "poprawności", do mojego "należy mi się"...  do mojego " ja ciągle jestem przy Tobie"... więc to wcale nie jest pokrzepiająca dla mnie opowieść...

ale wiem, wierzę, że to Dobra Nowina też dla mnie... może więc wystarczy przyznać się ( i to pewnie bardziej przed samą sobą niż przez Tobą) do tego, że serio jestem zagubiona... dać się w pewnien sposób zagubić, albo dać się znaleźć... może wreszcie wyjść z tego kokonu " przecież jestem ok"- może i jestem... ale Ty, szalony z Miłości, Ty Bóg szokujący chyba chcesz ode mnie czegoś więcej niż "bycia ok"...


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#60 2010-11-09 10:25:39

uskrzydlona_dusza
Gość

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Śliwka napisał(a):

bo jestem tą z 99... bo jestem jak starszy syn, jak faryzeusz modlący się- bo przyzwyczaiłam się do mojej "poprawności", do mojego "należy mi się"...  do mojego " ja ciągle jestem przy Tobie"...

Starszy syn... Miał żal do ojca, do młodszego brata... Mógł mieć. Ja też bym miała, z pewnością.
Tylko... no właśnie- czy na co dzień zdajemy sobie sprawę, jak wiele posiadamy, będąc "tuż obok"?
"Ty zawsze byłeś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy" - zdaje się, że w ten sposób odpowiedział ojciec starszemu synowi.
Czy wiem, czy mam tę świadomość?

Tak mnie jakoś zainspirowałaś Śliwko do refleksji nad przypowieścią o Milosiernym Ojcu.

 

#61 2011-08-14 12:20:32

Śliwka
Użytkownik

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

do mnie także "wrócił" Miłosierny Ojciec- ta przypowieść..
Słowa osądza myśli i pragnienia... ale jest ostre- czyli w pewien sposób też "rani"- ja odbieram to jako to, że nie daje się saklepić tej rani, której jeszcze gorzi zakażenie... zrywa te "strupy", ale po to by uzdrowić...

i z tej przypowieści na dzisiaj w moim sercu "strąki"- ja sama się zadowala byle czym jednocześnie pozwalając temu urosnąć do ragi pożywienia... a jak mówi Izajasz " Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? i Waszą pracę- na to co nie nasyci? " (Iz 55, 2) a tymczasem znów kopernikański przewrót- Bóg chce dla mnie czegoś dużo lepszego niż ja sama chce dla siebie... tym słowo się nie dowierza...

Boże, niech twoje Miłosierdzie ogrania nas całych!
Niech nas "zalewa", niech nas "przemoczy"!
Niech nie zostanie w nas ani kawałka nie dotkniętego Twoim Miłosierdziem, Ojcze!

"miej Miłosierdzie dla nas i świata całego! "


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#62 2011-08-20 20:36:27

Śliwka
Użytkownik

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

ciągle "siedzę" z Synem Matnotrawnym... siłą rzeczy też trzeba się "zmierzyć" ze starszym bratem... i myślę o tym, że Bóg nas powołuje do różnego przyjmowania Jego Miłosierdzia. Że chodzi o mozliwość doświdczenia go- nie tylko usłyszenia o nim... przedtem myślałam, że jednak w jakiś sposób straszy brat jest uboższy o to doświdczenie. że w sumie "lepiej" być tym synem marnotrawnym, bo "ten komu wiele odpuszczona , więcej ukochał..." i zaczęłam myśleć o tym czego wobec tego Bóg "chciałby " od starszego syna... w jaki sposób on mógłby spotkać się z Miłosiredziem. przecież absurdem byłoby twierdzic, że on także musi popełnić błąd młodszego syna i dopiero wtedy "wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie"... a z drugiej strony isnieje pokusa myślenia o tym, że własnie- miłosierdzie takie wielkie jest tylko dla tych idących "za daleko", dla tych "poprawnych" jest "mniejsze" miłosierdzie.
Ale przecież Bóg nie może dawać mniej niż wszystko!
więc myślę, że dla straszego syna rozmowa z ojcem, ta w której mówi o swoim bólu " ja zawsze jestem z Tobą, A MNIE NIGDY...." może stać się okazją do dotknięcia miłosriedzie. zobaczenie, że boli go radość z przyjącia brata, zobaczenie, że w gruncie rzeczy boli go Miłosierdzie Ojca... to może być prawdziwa droga do uzdrownia....
może to banalne, ale dla mnie jest to swego rodzaju odkrycie... tego, żę wszytsko jest okazją otrzymania Miłosierdzia. że nie musze dla siebie "wynajdywać" jakiś ekstremelnych sytuacji, aby otrzymać Miłosierdzie...


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#63 2012-08-16 21:04:28

Śliwka
Użytkownik

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Ostatnio rozważałam fragment Ewangelii pokazujący uzdrowienia niewidomego Bartymeusza.

"Kiedy zbliżał się do Jerycha, jakiś niewidomy siedział przy drodze i żebrał.  Gdy usłyszał, że tłum przeciąga, dowiadywał się, co się dzieje.  Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi.  Wtedy zaczął wołać: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!» <b> Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!»</b>  Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie. A gdy się zbliżył, zapytał go:  «Co chcesz, abym ci uczynił?» Odpowiedział: «Panie, żebym przejrzał».  Jezus mu odrzekł: <b>«Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła» </b>.  Natychmiast przejrzał i szedł za Nim, wielbiąc Boga. Także cały lud, który to widział, oddał chwałę Bogu. " ( Łk 18, 35-43)

to co najbardziej mnie dotknęło to fakt, że ktoś/coś chciało uciszyć niewidomego... myślę o tym co to może być- co szeptali Ci, którzy "na niego nastawiali"- i widzę co mogli by szeptać mi na ucho- sądzę, że mi powiedzieli by , że przecież Jezus się spieszy, że ma ważne rzeczy na głowie, że nie można Mu zawracać głowy, że miał inne plany na dzisiaj, że gdyby chciał ze mną rozmawiać to sam by podszedł, że gdyby Mu zależało, to przecież nie stawiałby mnie w takiej głupiej sytuacji, w której muszę się przedzierać przez tłum- od razu by usłyszał...

ale On "kazał" niewidomego- mnie!- powtarzać moją prośbę. dlaczego?
myślę, że dlatego, że tylko wtedy może dojść do głosy to "wiara'- która za chwilę okaże się być przyczyną uzdrowiania... może bez tego nie udało by się jej wzbudzić.

bo chodziło o prosty wybór- albo uwierzę, tym "idącym na przedzie" i ich- pewnie całkiem składnym i sensownym- argumentom- albo uwierzę Jemu.  Bo gdy przyjrzę się bliżej "ich dobrym radom" to zobaczę w jakiej sprzeczności są z tym co sam o sobie mówi Jezus... a tutaj jest wybór- albo Jemu, albo "im" ( sobie?) uwierzę- nie ma trzeciej opcji...
i chyba po to ta próba- bez tego nie mogłabym wzbudzić wiary- może inaczej nie mogła bym zobaczyć o jak wielką stawkę toczy się gra...
może więc fakt, że Jezus nie zatrzymuje się od razu, tylko zmusza mnie to przełamania mojego wstydu, oporów, buntu, zmusza do wyboru, decyzji- do "krzyczenia jeszcze głośniej"- to wcale nie wyraz Jego obojętności, tylko miłosierdzia.
to śmieszne, bo nawet to pisząc mam wybór- albo odczytam ten fakt, tak jak mi mój upór ( czy jakkolwiek to nazwę) nakazuje ( " zobacz, znów nie usłyszał, a Ty musisz sobie na siłę tłumaczyć Jego zachowanie!, po co to?!|") albo uwierzę temu, że On jest Miłością.
Krótka piłka!


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#64 2012-11-27 12:08:56

s. Celina CSS
Użytkownik

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

Ja również chcialam Wam polecić rozważania do Slowa Bożego, które - mamy nadzieję - będą pojawiać się systematycznie co tydzień na blogu Veni.
Jeżeli Pan da Wam jakąś myśl, albo może chcecie się pomodlić słowem to podzielcie się tym z innymi w komentarzach, abyśmy wszyscy mogli się ubogacić. Życzę wielkiego otwarcia na Boże Słowo pełne miłości i dopuszczenie Go do swoich serc.

  http://veni.blog.onet.pl/

Offline

 

#65 2013-01-20 12:28:59

Śliwka
Użytkownik

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

akurat to nie moja medytacja, ale zasłyszana. Niby prosta, ale dla mnie bardzo poruszająca.
Cuda w Kanie- nie każdy dostrzegł- starosta nie widział cudu. ale słudzy już tak. aby dostrzec cud trzeba mieć postawę sługi i faktycznie zajmować jego miejsce.
I już moja myśl o tym, że Jezus był Sługą- myślę sobie o tym jak bardzo wobec tego musiał widzieć cuda- że patrzył na tych wszytskich, którzy Go otaczali i dostrzegłą w nich wszystko- dostrzegał cuda- te wszytskie spotkania z jego Ojcem- jak u Natanaela. Więc wysławiał Ojca, że objawił się prostaczkom


Pan cię zawsze prowadzić będzie,
nasyci duszę twoją na pustkowiach.
Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród
i jak źródło wody, co się nie wyczerpie.                                       (Iz 58,11)

Offline

 

#66 2014-05-03 21:54:23

shy girl ;)
Użytkownik
Imieniny:
Urodziny:
Skąd:

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

O kurcze, kurcze img/smilies/smile Czemu ja wcześniej nie widziałam tak genialnego tematu? img/smilies/roll Dzięki temu, kto go założył! img/smilies/cool

Różnie się mówi o Maryi. Różnie się o Niej pisze. Można o Niej wiele usłyszeć. Różni ludzie mówią też o różnych objawianiach... Trudno się w tym wszystkim odnaleźć, wierzyć w to, czy w to nie wierzyć, jak się odnaleźć w tej mnogości informacji. Hmm... Jedno jest pewne - Maryja jest nienawidzona przez szatana, bo naprawdę wiele może wyprosić dla nas u swojego Syna. Wystarczy popatrzeć na Jasną Górę, czyż to sanktuarium maryjne nie buduje naszej wiary? Moją buduje. Trochę odstawiłam Maryję na boczny tor, jako Tą która przecież nie jest Bogiem. Ale dzisiaj Ją odnajduję na nowo. Jezus rzekł do ucznia: Oto Matka twoja. Mój Bóg wskazuje mi na Maryję, jako na MOJĄ Matkę. Jako na Tą, która pełna troski, opiekuńcza zawsze mnie wysłucha. Przecież tak bardzo pragnę wysłuchania, nie tyle moich próśb modlitewnych, co zwyczajnie wysłuchania mnie; mojego wnętrza; tego wszystkiego co się we mnie dokonuje. Chcę dzisiaj na nowo wziąć Ją do siebie, czyli odnowić moją relację z Nią, sprawić żeby ta relacja była pełniejsza, piękniejsza. Ona jest moim wzorem KOBIETY. Trochę późno sobie to uświadomiłam, ale lepiej późno niż wcale img/smilies/smile Kobieta zachowująca wszystkie sprawy w swoim sercu... img/smilies/roll

Offline

 

#67 2014-06-20 20:59:34

dorota0103
Użytkownik
Imieniny: 25.06
Urodziny: 1.03.1989 r.
Skąd: Kędzierzyn-Koźle

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

(Łk 5,1-11)
Gdy tłum cisnął się do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret - zobaczył dwie łodzie, stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów! A Szymon odpowiedział: Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny. I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił. I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim.




Komentarz do Ewangelii:

Pytanie zawarte w rozważaniu, które kiedyś napisałam: kieruję i do siebie.



„tłum cisnął(…) Jezus (…) stał nad jeziorem Genezaret„: Ludzie żyją w pośpiechu, pędzie. Wielu lubi hałas. Jednak żyjąc tak gubią się, rozmywa im się postrzeganie dobra i zła. Często chcemy wszystko-tu, teraz, już. Od razu. Ucieka się od zaangażowania, przemyślenia, planu dnia. Wiem to po sobie. Jednak takie nie planowanie prowadzi na manowce, do bycia smutnym, zmęczonym, bez radości i celu w życiu. Znam bardzo dobrze taki stan, przeżywałam to-nie polecam. Co Jezus na taką ludzką codzienność? Otóż, człowiek ma wolną wolę i On do niczego nas nie zmusza. Spokojnie czeka, proponuje, zaprasza, lecz nigdy się nie „wpycha z butami” na siłę. Każda decyzja: mnie, Ciebie i wszystkich innych ludzi ma swoje konsekwencje. Niedobrze jest o tym słowie zapominać. Jednak to się w życiu dzieje.  Chrystus współcześnie też czeka. Aktualnym jeziorem (rozległą powierzchnią) mogą być różne rzeczy, sprawy. Zastanówmy się przez ten czas, każdy indywidualnie w swoim sercu: „Co jest moim jeziorem Genezaret?” Jak mogę stamtąd wypłynąć na powierzchnię? Sam? Wtedy się na pewno utopię. Jeśli poproszę Chrystusa szczerze o pomoc (bez udawania) to On mi, Tobie-pomoże. Czy Ty tego chcesz?


„dwie łodzie, stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci.”: 
Łodzie, brzeg, rybacy, sieci-prozaiczna, może i męcząca codzienność. Tak, trudno wyjść poza swój utarty schemat. Jezus to widzi, On chce, żebyśmy się zatrzymali: w  ciszy, na modlitwie, podczas rozważania Słowa Bożego. Przychodzi delikatnie do naszej codzienności, lecz stoi z boku, przygląda się, jest. Czy ja, czy Ty szczerze z otwartością serca zaprasza Go, aby towarzyszył, inspirował, wspierał? Nam (piszę tam, gdyż myślę, że nie tylko ja mam ten „problem”) każdy dzień często wydaje się rutyną. Obowiązki, spotykani ludzie, zadania dnia do wykonania, czas na posiłki, sen. Co jest nie tak? Czego brakuje? Ostatnio dzięki komuś na nowo to zrozumiałam. Sama stwierdziłam, że łapię się na tym, iż zapominam o różnych sprawach (z pozoru błahych, a jednak tak bardzo istotnych-dla całokształtu dnia). Czuję się wtedy jak szyba, na której jest rysa (może być nawet mały ślad, którego, jeśli się dokładnie nie przyjrzymy, to wydaje się, że go nie ma), jednak ona jest-i sprawia, że serce płacze. Nieraz widać to zewnętrznie-w formie łez bezsilności, które za wszelką cenę chce się ukryć. Zakładając maski, udając, że zawsze sami sobie na 1000 % damy radę-oszukujemy Boga, samych siebie oraz innych ludzi. Kolejność nie jest przypadkowa. Zaczynając dzień od wezwania Ducha Św. na pomoc, zawierzenia Jezusowi swojego życia, zadań, jakie mamy, spotykanych ludzi dzień wygląda inaczej. Od niedawna na nowo się tego uczę, a już widzę mocne różnice,  zmiany (w różnych obszarach życia osobistego, rodzinnego i społecznego).


„Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!" :
Jezus zachęca nas do wypłynięcia na głębię, porzucenia sieci (myślenia w takim kierunku, jakim proponuje świat-dowiedziałam się-musiałam dopytać-że sieci właśnie oznaczają świat) . Chrystus kieruje te słowa („Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów! „) osobiście, po imieniu do każdego z nas-do mnie i do Ciebie.  Popatrzmy Zarzućcie-On wie, że sami jesteśmy słabi, dlatego proponuje działać we wspólnocie Kościoła.  Razem można więcej, piękniej.  Nawet, jeśli pod prąd, ale z Jezusem i innymi ludźmi to On i Jego łaska jest dla nas motorem napędowym do działania. W Jezusowym Imieniu będąc Jego Apostołami w rzeczywistości, gdzie przebywamy jesteśmy wezwani do działania. Mamy za zadanie inspirować, zachęcać do rozwoju duchowego nie tylko samych siebie, ale także spotykanych ludzi. Być siewcami dobra, radości, nadziei.


„A Szymon odpowiedział: Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci. Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny. I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali;”:
Chrystus zna nasze serca (również słabości, lęki, przeciwności). Ufając tylko sobie szybko się w dżungli-tych sieci prowadzących na manowce-zgubimy. Nie warto ulegać  karykaturalnym (nie prawdziwym) obrazom szczęścia proponowanym przez współczesny świat. Nie jest to łatwe być po przeciwnej stronie. Nie chcąc za wszelką cenę być podziwianym w „światowy sposób” narażamy się na odrzucenie, wyśmianie-ale czy na pewno? Z ludzkiego punktu widzenia-tego zewnętrznego-możliwe, że tak. Natomiast  nie ulegając światowej modzie na „karykatury wartości”,  starając się dbać o relację z Jezusem, czerpiąc od Niego źródło siły, nadziei, konsekwencji, prawdy, otwierając się sercem na działanie Ducha Św. wypłyniemy dużo dalej. Jezus daje nam czas. Nieraz potrzeba momentu granicznego, trudnej sytuacji, braku własnych schematów na zmierzenie się z danym problemem. Dlaczego? Po to, abyśmy w sposób szczery, bez zakładania masek, uciekania poznali trudną prawdę o sobie. Myślimy wtedy: a nawet krzyczymy podobnie jak Szymon Piotr-zostaw mnie Panie Jezu, bo przecież jestem grzesznikiem, kolejny raz zawiodłem Ciebie, siebie i innych ludzi. Sposób myślenia Boga, zdecydowanie różni się od naszego. Cierpliwie jest, pragnie ogarnąć Miłością, taką, której ludzki rozum nie pojmuje. Widzą to oczy serca, dzięki łasce wiary.

Chcąc współpracować z Jezusem dla czynnego dzielenia się dobrem, radością, nadzieją, świadectwem Jego działania wobec nas On widzi dalej, więcej-patrzy na intencje oraz serce. Jezus przychodzi, aby umacniać; nie jest jak policjant, który czeka na błąd, aby wlepić mandat. Nie skreśla, czeka cierpliwie na nasz powrót do Niego poprzez szczery żal za popełnione zło.  W sakramencie pokuty i pojednania Kapłan-służąc w Imieniu Chrystusa-jeśli godnie spełnimy warunki dobrej spowiedzi-udzieli nam rozgrzeszenia.

Powierzając Jezusowi własne serce, pragnąc Mu szczerze ufać, zapraszając do naszej codzienności. Pragnie On nam towarzyszyć we wszystkich chwilach: być obok, wspierać, cierpliwie słuchać, działając przez zdarzenia, Słowo Boże, służąc poprzez ludzi, których spotykamy na ścieżkach naszego życia. Mówiąc Chrystusowi szczerze o wszystkim, czyniąc nasze serce otwartym na działanie Ducha Św., Bożą łaskę, dzieją się prawdziwe cuda. Nieraz będziemy zdumieni tym, ile się dzieje. Nie tylko ogólnie, ale przede wszystkim dobra: ile w nas szczerej, nadziei, radości, motywacji do działania-to dary obecności Jezusa w naszym sercu-i codzienności. Czy Mu na to pozwolimy?


„Lecz Jezus rzekł do Szymona: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił”. :
Spokojnym zwróceniem się kolejny raz indywidualnie Chrystus  mówi: „Nie bój się!” Z Nim jesteśmy bezpieczni, nawet, jeśli pojawią się sztormy życia, będą nas nęciły sieci. On jest zawsze obok. Nawet, gdy poprzez zwątpienie, zagubienie, grzech, brak sił nie potrafimy Go zobaczyć w naszym życiu. Chrystus działa na różne sposoby;  jednak poza naszymi ludzkimi schematami.


„I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim” :
Nic nie dzieje się bez wysiłku, pracy nad sobą, nauki cierpliwości, patrzenia oczami serca, ufania bezgranicznie jak dziecko. Zostawiając wszystko, co nas oddziela od Jezusa, od Jego łaski zyskamy jeszcze więcej. Tak często, po ludzku chcemy określić: „Co ja z tego będę miał?”. Chcemy znaleźć mierzalną rozumem odpowiedź na pytania: „Po co?”, „Dlaczego tak, a nie inaczej powinienem jako istota ludzka się zachować?” (coś robiąc lub starając się tego unikać). Człowiek ma nieraz w sobie takie coś, iż wszystko chce objąć rozumem, wytłumaczyć, zobaczyć. Bóg pragnie być z nami, w nas-w sercach; w życiu. Tylko czy pragniemy Mu ufać każdej sytuacji, pozwolić, aby działał według innych zasad niż my sobie zaplanowaliśmy. Chcąc dostrzec cuda, większe możliwości, niespodziewane zwroty akcji ku nieogarnionej nadziei, radości, odwadze, wytrwałości warto zaufać Jezusowi. Właśnie On może być „Drogą, Prawdą i Życiem” pośród codziennych wędrówek na ziemi. Naszym celem powinno być jednak coś więcej niż ziemskie wędrowanie. Stawka jest większa niż życie-bo to życie wieczne. Ziemskie wędrowanie jest istotnym etapem drogi do Nieba. Ważniejsze jest serce (to co we wnętrz, w górze) niż to co na ziemi. Umieć z pomocą Ducha Św. właściwie widzieć te proporcje, aby dzięki właściwym decyzjom (każda ma swoje konsekwencje) móc stworzyć wspólnie z łaską Bożą „przepis” na życie wieczne-dotarcie do Nieba.
Na koniec każdy (ja także) proszę niech spróbuje szczerze odpowiedzieć na pytania:
Czy staram się iść w swojej codzienności za Jezusem? W jaki sposób mogę dbać o szczerą relację opartą na zaufaniu Mu-nawet, jeśli się okaże, że On ma wobec mnie inne plany od tych, jakie ja sobie sam określiłem jako człowiek na moją codzienność?

Ostatnio edytowany przez dorota0103 (2014-06-20 21:36:31)


Zapraszam na moją stronę img/smilies/smilehttp://www.zyciowawedrowka.blogspot.com

Offline

 

#68 2018-02-12 19:59:26

Przemieniony
Użytkownik

Re: Nasze medytacje, rozważania, czyli owoce spotkania ze Słowem Bożym

"Gdy Jezus tam szedł, tłumy napierały na Niego. 43 A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi; całe swe mienie wydała na lekarzy, a żaden nie mógł jej uleczyć. 44 Podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza, a natychmiast ustał jej upływ krwi. 45 Lecz Jezus zapytał: «Kto się Mnie dotknął?» Gdy wszyscy się wypierali, Piotr powiedział: «Mistrzu, to tłumy zewsząd Cię otaczają i ściskają». 46 Lecz Jezus rzekł: «Ktoś się Mnie dotknął, bo poznałem, że moc wyszła ode Mnie». 47 Wtedy kobieta, widząc, że się nie ukryje, zbliżyła się drżąca i upadłszy przed Nim opowiedziała wobec całego ludu, dlaczego się Go dotknęła i jak natychmiast została uleczona. 48 Jezus rzekł do niej: «Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!»"


W jaki sposób wg Ciebie można w dzisiejszych czasach dotknąć się frędzli Pana Jezusa?


Kimkolwiek jesteś - życzę Ci dobrze.

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
Host by: Hosting
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson



Założ : stronę za darmo