'Barka'- forum o tematyce powołaniowej

  • Nie jesteś zalogowany.

Ogłoszenie

UWAGA! BARKA jest to forum o tematyce powołaniowej. Moderacja nie bierze odpowiedzialności za opinie użytkowników oraz nie weryfikuje osób podających się za osoby duchowne lub konsekrowane.
PRZYPOMINAMY, ŻE NA NASZYM FORUM OBOWIĄZUJE REGULAMIN!
Znaleźć go możesz w ZASADY

UWAGA!!! ZAPRASZAMY DO TWORZENIA INTERNETOWEJ RÓŻY BARKI !!! Chętnych prosimy o zapisy :)

Barka na Facebooku

#1 2010-03-18 21:33:30

jutrzenka
Użytkownik
Imieniny: 25.06.
Urodziny: 01.05.
Skąd: Wlkp

Przykład życia kapłańskiego

Znalazłam dziś i chciałabym się z Wami podzielić, bo coraz mnie takich kapłanów...

98-letni już, a tak naprawdę, przeżywający właśnie 99 rok życia ksiądz Tadeusz Pecolt, Honorowy Obywatel Miasta Piotrkowa Trybunalskiego z roku 1995, dożywa swych dni w... domu opieki w Łodzi.
 

Wydaje się, że w tym historycznym mieście, kiedyś nieoficjalnej siedzibie królów polskich, miejscu trybunałów koronnych i hołdów pruskich, ksiądz Tadeusz Pecolt żyje od zawsze. Kościół i klasztor sióstr Dominikanek pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny Śnieżnej pochodzi z początków XVII wieku. Wczesnobarokowe budowle powstały dzięki hojności fundatorki, Katarzyny z Rokszyc Warszyckiej. To skromna i cicha świątynia. I trochę elitarna, bowiem od dziesięcioleci u Panien modli się głównie piotrkowska inteligencja.

– Choć wychowywałem się wśród ateistów, regularnie byłem na mszy w kościele św. Krzyża w Łodzi – wspomina ksiądz Pecolt. – Jako przystojny młodzieniec bawiłem się, nie myśląc o przyszłości. Chodziłem na zabawy i bale, ale czułem pustkę wewnętrzną, a to nie było moje życie. Moje powołanie do kapłaństwa było nagłe, jak nawrócenie św. Pawła, nieprzewidziane, a jednocześnie od razu absolutnie pewne. Pamiętam, jak w luźnej rozmowie z moją siostrą mówiłem: "Nie widzę przyszłości!" I wtedy nastąpił moment oświecenia. "Przecież ty musisz zostać kapłanem!"– usłyszałem wyraźne słowa. To był jeden moment, olśnienie, że przede mną, żyjącym wtedy bez celu, otworzyła się perspektywa jasnej przyszłości służenia Bugu i ludziom. Tego samego dnia wieczorem poszedłem do swojego księdza prefekta, który mi odradzał: "Pan zna języki, pan dobrze wygląda, po co chce pan iść na księdza? " Wtedy krótko odpowiedziałem: "Już postanowiłem. Wstępuję do seminarium". Powtarzam sobie często takie motto: "Uwiodłeś mnie Panie, a ja pozwoliłem się uwieść".

Ksiądz, cierpliwy powiernik ludzkich spraw, zawsze życzliwie słucha, potem tłumaczy, pociesza. I wspomina kobietę, bolejącą po stracie męża, spotkaną w cmentarnej alei. – Może to wydawać się niezbyt roztropne, ale po utracie ukochanej osoby żyje się często z jej grobem. Znam piotrkowiankę, która bez względu na pogodę codziennie przychodzi na cmentarz i zmarłemu przed 35 laty mężowi zapala znicz, a potem przysiada na ławeczce. Bo nadal go kocha. To nie jest kwestia czasu, lecz uczucia. Ona nadal utrzymuje głęboką więź z najbliższym przyjacielem. Ogień znicza to miłość, a w przypadku tej kobiety ów ogień jest płomieniem jej miłości. Kilka lat temu umarła kobieta, która nieco wcześniej pochowała męża. Ja wiem, że ona zmarła z tęsknoty zanim. To niezwykle smutna i piękna zarazem historia. Moja matka nie żyje 40 lat. Nic w tym grobie po niej już nie zostało, ale to miejsce jest dla mnie miejscem świętym.

Tadeusz Pecolt ( właściwie - Tadeusz Petzold),  urodził się 11 marca 1910 roku w Łodzi. Ukończył łódzkie Wyższe Seminarium Duchowne i jest magistrem teologii dogmatycznej oraz licencjatem teologii (absolwent KUL). Do Piotrkowa Trybunalskiego przybył w 1947 roku z odległego o 15 kilometrów Sulejowa, gdzie przez dwa lata pracował jako wikariusz i prefekt. Natomiast w trybunalskim grodzie aż do prawdziwie sędziwych lat był rektorem kościoła Panien Dominikanek. Wcześniej – dziekanem piotrkowskiego dekanatu, prefektem w "Zrzeszeniu" – znanym gimnazjum żeńskim oraz w koedukacyjnym III Liceum Ogólnokształcącym, stąd uhonorowanie go medalem Komisji Edukacji Narodowej. Na wspomnienie, że wiele dziewcząt skrycie podkochiwało się w młodym wtedy księdzu, macha  wesoło ręką. Wiele lat pełnił też funkcję kapelana szpitali.

Czas niemieckiej okupacji był okresem najtrudniejszym, wymagającym odwagi i jasnych decyzji w skrajnie niebezpiecznych warunkach – ksiądz niechętnie wspomina tamte lata. – Jednocześnie był to dla mnie czas obfitych łask Bożych, przemiany wewnętrznej, stałej już formacji wewnętrznej i to absolutne oczarowanie Chrystusem.

Łódzkie gestapo aresztowało księdza po wpadce tajnej drukarni, w której pomagał przy powstawaniu konspiracyjnego pisma. Po kilku tygodniach usłyszał od Niemców: – Ksiądz zna perfekt język niemiecki i my zwolnimy księdza, jeżeli ksiądz się zgodzi odprawiać msze dla niemieckich katolików w kościele św. Krzyża. – Księdzem jestem dla wszystkich katolików, więc się zgodziłem. – Ale wkrótce znów mnie wezwali i mówią, że gdy coś ciekawego usłyszę w konfesjonale, to mam zaraz donieść. Odrzekłem, że nigdy nie zdradzę tajemnicy spowiedzi. I co dziwne, ci zwyrodnialcy uszanowali to, pospuszczali tylko głowy. Tak więc wydaje mi się, że prawy człowiek ma szansę stawić czoła najtrudniejszym sytuacjom.

Nim Tadeusz Pecolt uciekł z Łodzi, postanowił się wyspowiadać. Trafił akurat na niemieckiego księdza w mundurze. – Już chciałem się wycofać, ale coś mnie tknęło, żeby podejść do niego. Uciekam z Łodzi, wyznałem z obawą. A on mnie pobłogosławił, przygarnął i obiecał, że cały czas będzie się modlił za mnie, abym szczęśliwie przeszedł przez granicę. Pomachał mi jeszcze ręką. Nie miałem w życiu piękniejszej spowiedzi. Wtedy to zrozumiałem, czym jest prawdziwe kapłaństwo, co to jest tajemnica spowiedzi, co to znaczy Kościół powszechny. I że nie ma ludzi złych do głębi. W każdym jest iskierka dobra.

Ukrywał się na Podlasiu, w Starej Wsi niedaleko Węgrowa na fałszywych dokumentach wyrobionych na nazwisko Tadeusz Perzyński (zawód ogrodnik). W przyzakonnej szkole z internatem pomagał siostrom Zmartwychwstankom wychowywać sieroty z Warszawy, uczył religii, łaciny i innych przedmiotów, a nawet podjął ogromne ryzyko: uratował wraz z nimi dziewięć małych Żydówek. Mało kto wie o tym czynie. Z jedną miał kontakt przez wiele dziesięcioleci. – Papież, mówię jeszcze o Janie Pawle II, żywił do Żydów wielką przyjaźń i nie rozumiem chrześcijan, których serca skłaniają się do nienawiści – rozmyśla głośno duszpasterz.

Nestor piotrkowskich księży nie posiada medalu "Sprawiedliwy wśród narodów świata". Nigdy o niego nie zabiegał. Natomiast w ogrodzie Instytutu Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu Yad Vashem w Jerozolimie posadzono trzy drzewka upamiętniające czyn piotrkowskiego duchownego oraz położono tablicę ze stosownym napisem.

Jest typem samotnika. Ze swym wszechstronnym wykształceniem mógł pracować na każdym stanowisku kościelnym. Nie chciał. Bo jest uosobieniem skromności. Odmawiał zawsze takim propozycjom, nie chcąc być duchownym dygnitarzem. Wolał ten cichy, najskromniejszy piotrkowski kościółek przy ulicy Rycerskiej. Nawet nigdy proboszczem nie był. Nie ze wszystkimi kolegami w sutannach się przyjaźni. Trudno nieraz o wspólny język. Część z nich razi właśnie tą skromnością. Ma też krytyczny stosunek do niektórych hierarchów. Mimo podeszłego wieku należy do wąskiego grona kapłanów postępowych. Aprobuje nieodwracalne przeobrażenia w dzisiejszym świecie. Wolne związki kobiet i mężczyzn albo małżonków tylko ze ślubem cywilnym, określanych przez kler jako pary pozamałżeńskie, nazywa małżeństwami niesakramentalnymi. I otacza je duszpasterską opieką. – Po prostu zwycięża życie i miłość – tłumaczy. – Przecież ludzie popełniają błędy, a często w tym drugim związku jest uczucie i szacunek, a dzieci wychowywane są przykładnie. I często między takimi ludźmi jest prawdziwa miłość. Kochaj zatem i czyń co chcesz. Takie pary modlą się w moim kościele, a ja kocham wszystkich ludzi.

Może dlatego nominację na prałata Tadeusz Pecolt dostał grubo po osiemdziesiątce? Po odczytaniu dokumentu pisanego po łacinie zgromadzeni na uroczystej mszy wierni zgotowali mu owację na stojąco. Oklaski w kościele, tego jeszcze nie było. Nadal jednak ubiera się jak kanonik, nie przywiązując wagi do purpurowej sutanny należnej prałatowi. Wspiera moralnie lekarzy, pielęgniarki i wolontariuszy miejscowego hospicjum, zajmujących się umierającymi na raka. Działa w niemieckiej organizacji Maximilian Kolbe Werk, niosąc pomoc materialną i duchową kilkuset żyjącym byłym więźniom niemieckich obozów koncentracyjnych oraz wdowom po nich.

Ciągle odwiedzają go nie tylko przyjaciele i dawne uczennice, ale także strapieni ludzie w potrzebie. – To wyjątkowy człowiek, chyba święty i dlatego darzymy go ogromnym szacunkiem – mówi Janina Skibicka, dyrektorująca władzom oświatowym w Łódzkiem.
– Nie ma słów, by oddać jego czar – wyznaje Maria Marcinkowska, lekarka z hospicjum.
– Przecież jestem tylko zwykłym człowiekiem, co całe życie jedynie głosił prawdę – tłumaczy ksiądz.

Tadeusz Pecolt opowiada: – Pewnego razu szedłem do dentysty, spieszyłem się bardzo. Na ławce zobaczyłem dobrego znajomego, o którym wiedziałem, że kilka dni wcześniej zmarła mu żona. Był bardzo smutny. Pomyślałem, szybko pójdę do dentysty, potem wrócę i z nim porozmawiam. Do dziś mam wyrzuty sumienia. Wróciłem od tego dentysty po dziesięciu minutach, ale jego już na tej ławce nie było. Następnego dnia dowiedziałem się, że popełnił samobójstwo. Nie mogłem sobie z tym dać rady przez dłuższy czas. I ciągle tego bardzo żałuję. Może miałbym wpływ na niego... Trzeba go było pocieszyć. Z tego nauka jest jedna: człowiek jest najważniejszy. Drugi człowiek jest ważniejszy niż ja. Wtedy to zrozumiałem.

Oprócz matki, jest w jego życiu, a raczej była – bo już zmarła – jeszcze jedna kobieta. To poznana na Podlasiu dziewczyna, z jednego z najbogatszych w Polsce rodów. Jej życiową decyzją było wstąpienie do zakonu Karmelitanek Bosych. To z nią wiódł długie dysputy o wierze, nadziei i miłości. A gdy była już w zakonie, rozmawiał z nią tylko przez zasłonę. Latami wymieniali listy, a kiedy już nie widziała, to je dyktowała. Zmarła w Karmelu w Jerozolimie.

Jest zażenowany ogromem wzruszających chwil, jakie w późny wieczór jego życia przyszło mu przeżywać. – Z okazji jubileuszu 85-lecia urodzin księdza Tadeusza Pecolta przypominamy z satysfakcją jego pełną poświęcenia, uczciwą i rzetelną pracę nauczycielską i kapłańską, a jednocześnie pokazujemy wzór człowieka, nauczyciela i kapłana – akcentował podczas pamiętnego nabożeństwa w 1995 roku prezydent miasta Michał Rżanek.

Arcybiskup Władysław Ziółek, ordynariusz diecezji łódzkiej na uroczystości 50-lecia pracy duszpasterskiej księdza w Piotrkowie i 60-lecia jego święceń kapłańskich: – To wspaniały człowiek. Ja, chłopak z małej wioski pod Wolborzem, patrzyłem z zachwytem na księdza Pecolta, gdy przyjeżdżał na wizytację jako dziekan. Jeszcze nie zaczął mówić, a już promieniował od niego blask. Dziękujemy Bogu, że Cię w ogóle dał i postawił na piotrkowskiej ziemi. Kapłaństwo księdza Tadeusza przypadło na niezmiernie trudny czas drugiej wojny światowej i niełatwy, kilkudziesięcioletni okres powojennej rzeczywistości. Jednak ksiądz Tadeusz nigdy nie uchybił temu, co kapłańskie i polskie. Nazywają Cię patriarchą Piotrkowa, niekwestionowanym autorytetem moralnym, światłem miłości i prawdy. Dlatego składamy Ci dziś nasz hołd.

Prawie godzinę ksiądz przyjmował naręcza kwiatów i życzenia. Od prezydenta miasta Andrzeja Pola otrzymał bukiet z pięćdziesięciu bordowych róż. Przewodniczący Rady Miasta Marek Grynkiewicz udekorował księdza honorowym medalem Piotrkowa z numerem jeden. Sędziwa lekarka Maria Śpiewakowa, związana z ruchem akowskim, pocałowała jubilata w rękę. Uczennice księdza, w tym maturzystki z 1948 roku, przyjechały z różnych stron kraju. Pojawiła się nawet rodzina z dalekiego Freiburga. "Bądź z nami jak najdłużej" – prosili ludzie. Niektórzy płakali ze wzruszenia.

Kapituła honorowej i bardzo prestiżowej nagrody zwanej "piotrkowskim Noblem", przyznała jednomyślnie XXI "Złotą WieżęTrybunalską" Tadeuszowi Pecoltowi. – Ksiądz prezentuje niezwykły wprost poziom człowieczeństwa – twierdzi Władysław Hartman, honorowy prezes Towarzystwa Przyjaciół Piotrkowa Trybunalskiego. – Potrafi znaleźć wspólny język ze wszystkimi, czego dowodem są jego kontakty z wyznawcami prawosławia i protestantami. Pamiętamy dobrze jego udział w obchodach holocaustu. Był jedynym księdzem katolickim obecnym na odsłonięciu tablicy pamiątkowej w dawnej synagodze. To człowiek ogromnej wiedzy i gorącego serca. Jest niekwestionowanym autorytetem moralnym dla pokoleń piotrkowian, wierzących i niewierzących.

Rada Miejska ustanowiła tytuł Honorowego Obywatela Miasta Piotrkowa Trybunalskiego i ta zaszczytna godność, jako pierwszemu, przypadła właśnie Tadeuszowi Pecoltowi, a akt nadania, podpisany przez przewodniczącego Rady Henryka Komara, wręczony został księdzu w komnatach zamku królewskiego. Natomiast wojewoda uhonorował księdza medalem wybitym na XX-lecie województwa.

– Ostatnią postacią, która zakotwiczyła się w mojej piotrkowskiej przeszłości jest właśnie ksiądz Tadeusz, który nauczał mnie religii w klasie maturalnej – wyznaje reżyser filmowy i teatralny Grzegorz Królikiewicz, piotrkowianin. – Ów szczupły, skromny człowiek w  sutannie, już wtedy legenda w mej rodzinie, zachwycił nas swą postawą. Poprosił razu pewnego, abyśmy od następnej lekcji kładli na jego stoliku karteczki z anonimowymi pytaniami. W tym swoistym klubie młodej inteligencji postawił na wolność, dał nam prawo do pytań, wątpliwości. Jedna z takich lekcji jest w moim filmie zrekonstruowana.

Królikiewicz na zamówienie Telewizji Polskiej podjął się bowiem zrobienia całego cyklu o testamentach duchowych ludzi, którzy odchodzą. Którzy nie będą z żywymi za jakiś czas, a nie wolno uronić nic z ich mądrości i czystości serca, z klarowności ich myśli.

– Na początek pokazuje się to, co najlepsze, najczystsze i najgłębsze, przeto od razu pomyślałem sobie, że tylko ksiądz Pecolt może zainaugurować ten cykl – wyjaśnia reżyser. – A dlaczego nazwałem go "Piastuni"? Bo to ludzie, którzy przekazują swą duchowość w różnoraki sposób. Piastun u dawnych Słowian, w starej Polsce, to najmądrzejszy z rodu, senior, choć niekoniecznie przy władzy. To ojciec rodu, mędrzec kształtujący charakter młodzieży. Piastunem był np. Jan Długosz, wychowujący królewskie dzieci. Może to być ksiądz, ale nie każdy ksiądz potrafi to robić, gdyż nie każdy ma wyrobioną duchowość. I nie każdy ksiądz mając nawet taką duchowość, umie to czynić, bo to też kwestia umiejętności uzewnętrznienia. W cywilizacji europejskiej także ludzie nauki i sztuki, na równi z kapłanami, posiedli pewne tajemnice, które przekazują pod koniec swego życia. Jedni tajemnicę piękna, a inni tajemnicę prawdy. Ksiądz posiadł zaś tajemnicę miłości. Swój filmowy cykl zbudowałem na tych trzech filarach: piękna, prawdy i miłości.

46-minutowy dokumentalny film to monolog kapłana. Reżyser posłużył tu tylko jako katalizator. Co ciekawe, w filmie nie występują żadni prominenci zaświadczający, że ksiądz jest wybitną postacią. Obraz broni się sam. Równocześnie z filmem ukazała się drukiem przepięknie oprawiona, w bibliofilskim nakładzie 500 egzemplarzy, książeczka "Bardziej niż siebie samego..."

I jeszcze raz Grzegorz Królikiewicz: – To święty człowiek, wokół którego jest jakaś fantastyka psychologiczna i moralna. Ludzie przychodzą do niego z problemami, a on rozsupłuje te węzły swym autorytetem. Kontakt z taką osobowością, z jego światłem, jest dla mnie pokarmem. To tak, jakbym głodny z długiej podróży wrócił na obiad do domu. To taka komunia, rozwinięta w szereg długich rozmów. Dla ludzi niespokojnych, a łaknących dopełnienia i harmonii zrelacjonowałem ten nastrój kamerą.

Piotrków jest zapełniony pokoleniami ludzi, którzy uważają się za duchowe potomstwo księdza Pecolta. Nie uchybiając Janowi Pawłowi II, niektórzy powiadają, iż w osobie kochanego księdza mają tu swego lokalnego papieża.

Tak, szykuje się do tej ostatniej drogi. W 1995 roku sporządził nawet swój testament duchowy, opisując w nim swe życie i ujawniając wiele intrygujących faktów, szczególnie z trudnych lat okupacji niemieckiej. Jak więc o tym, co ma nastąpić, mówi Honorowy Obywatel Miasta Piotrkowa Trybunalskiego? – Śmierć dla wierzącego to przejście z doczesności ziemskiej do rzeczywistości nadprzyrodzonej. Jestem stary i niedługo umrę, choć chcę żyć i pracować jak najdłużej. Wierzę w dalsze życie i wiem, że będzie lepsze. Rozumiem lęk przed śmiercią. Doświadczyłem go podczas okupacji. Przywiązanie do życia jest bardzo silne, ale po zakończeniu ziemskiej pielgrzymki życie nie kończy się, lecz tylko zmienia. Ja nie boję się śmierci, tylko zawsze proszę Pana Jezusa: mocno trzymaj mnie za rękę, jak będę musiał przejść przez ten próg życia i śmierci.

W sierpniu 2007 roku, podczas mszy z okazji 70-lecia święceń kapłańskich słaby już fizycznie jubilat, cytując św. Pawła z Listu do Galatów, powiedział do wiernych mocnym głosem: "Żyję już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystus".

A swój testament duchowy Tadeusz Pecolt kończy słowami: "Już wkrótce będę musiał przejść przez ten próg doczesności do mojego Boga. Nie jest zarozumiałością, jeżeli powiem, że jestem tego pewny. Nie jest przecież możliwe, by Ten, którego kochałem przez całe moje życie kapłańskie i który mnie kocha, i który wszystko może, by pozwolił na odrzucenie mnie. Dlatego jestem pewny tą pewnością Chrystusową. On mi ją daje – jest przecież moją Miłością. Wygrałem, Alleluja!

* * *
Z Uchwały nr XII/115/95 Rady Miejskiej w Piotrkowie Trybunalskim z dnia 31 maja 1995 roku w sprawie nadania tytułu Honorowego Obywatela Miasta Piotrkowa Trybunalskiego Panu Tadeuszowi Pecoltowi:

"W uznaniu wybitnych zasług dla Miasta i Kraju nadaje się tytuł Honorowego Obywatela Miasta Piotrkowa Trybunalskiego Panu Tadeuszowi Pecoltowi".
==========================================================

PS  Ksiądz Tadeusz Pecolt zmarł 26 sierpnia 2008 roku po rocznym pobycie w Domu Księży Emerytów Archidiecezji Łódzkiej, mieszczącym się przy parafii św. Wojciecha na Chojnach w Łodzi.
Był ostatnim żyjącym kapłanem Archidiecezji Łódzkiej spośród księży wyświęconych w Łodzi przed II wojną światową.

Pochowany został na Starym Cmentarzu w Piotrkowie Trybunalskim w grobie, w którym spoczywa Jego Matka.

Cześć Jego Pamięci!


"Mówisz, że ogarnia cię lęk i pewna nieufność co do przyszłych losów. Czy nie wiesz tego, że Pan jest zawsze z tobą i że nasz nieprzyjaciel nic zdziałać nie może przeciwko temu, kto postanowił zdecydowanie we wszystkim należeć do Jezusa?"o.Pio

Offline

 

#2 2010-07-17 15:37:02

jutrzenka
Użytkownik
Imieniny: 25.06.
Urodziny: 01.05.
Skąd: Wlkp

Re: Przykład życia kapłańskiego


"Mówisz, że ogarnia cię lęk i pewna nieufność co do przyszłych losów. Czy nie wiesz tego, że Pan jest zawsze z tobą i że nasz nieprzyjaciel nic zdziałać nie może przeciwko temu, kto postanowił zdecydowanie we wszystkim należeć do Jezusa?"o.Pio

Offline

 

#3 2010-07-17 16:07:03

Alter
Gość

Re: Przykład życia kapłańskiego

Jedynym Arcykapłanem jest nasz Pan Jezus Chrystus. Każdy kapłan ma z Niego kapłaństwo, w Jego Imieniu, jest Jego Alter - Drugim Chrystusem.....   Dlatego jest w nim coś z zachwytu, coś z samotności, coś z radości i coś z bólu; jest Kalwaria i Zmartwychwstanie.... jest w kapłanie to, co w ludzie, bo z ludu on jest i dla ludu. I tak jest najlepiej, by w kapłanie było "coś" z Chrystusa Pana, jakiego znamy z Ewangelii. Ale w kapłanie jest - tak myslę - ten "Jego" Jezus - Ten Pan Jezus Jego wiary, którym się dzieli, którego rozdaje - nie pomniejszając siebie, a tylko zyskując "więcej" z tego Arcykapłana Jedynego.... Dlatego Wam wszystkim błogosławię, bo po to jestem........

 

#4 2011-04-30 17:34:01

jutrzenka
Użytkownik
Imieniny: 25.06.
Urodziny: 01.05.
Skąd: Wlkp

Re: Przykład życia kapłańskiego


"Mówisz, że ogarnia cię lęk i pewna nieufność co do przyszłych losów. Czy nie wiesz tego, że Pan jest zawsze z tobą i że nasz nieprzyjaciel nic zdziałać nie może przeciwko temu, kto postanowił zdecydowanie we wszystkim należeć do Jezusa?"o.Pio

Offline

 

#5 2011-04-30 20:57:56

adamsvd
Użytkownik
Imieniny: 24.12
Urodziny: 1988
Skąd: Gdzieś w Afryce

Re: Przykład życia kapłańskiego

dzięki Jutrzenka img/smilies/smile
mi najbardziej zapadły jego słowa "nie trudno być dobrym, wystarczy tylko chcieć"


Duchu Święty Boże
Wszystko z Miłości ku Tobie!

http://www.werbisci.pl/

Offline

 

#6 2011-04-30 22:58:14

jutrzenka
Użytkownik
Imieniny: 25.06.
Urodziny: 01.05.
Skąd: Wlkp

Re: Przykład życia kapłańskiego

szkoda,że nie otrzymał Nobla. Wtedy poznałby Go cały świat. Pan Bóg jednak znał wartość Jego życia, pracy...img/smilies/wink i Bogu noble nie potrzebne...
my chyba jednak czasami jak gęsi, nie doceniamy wzorców z Polski, zachwycamy się kimś z drugiego końca świata, a obok nas tylu wspaniałych, świętych ludzi...


"Mówisz, że ogarnia cię lęk i pewna nieufność co do przyszłych losów. Czy nie wiesz tego, że Pan jest zawsze z tobą i że nasz nieprzyjaciel nic zdziałać nie może przeciwko temu, kto postanowił zdecydowanie we wszystkim należeć do Jezusa?"o.Pio

Offline

 

#7 2011-11-06 21:34:58

Kasia K
Użytkownik
Imieniny: 25.11
Urodziny: 28.05.
Skąd: okolice Gorzowa Wlkp.

Re: Przykład życia kapłańskiego

Dostałam od brata Jana link z filmikiem, gdzie można wrzucić swoje świadectwa o dobrych kapłanach, siostrach... Często słyszy się złe rzeczy o księżach, siostrach, a są też tacy, którym wiele zawdzięczamy, którymi Pan Bóg na prawdę się posłużył w naszym życiu. Podziękujmy im za to img/smilies/big_smile


Wpatrywać się Panie, w Twe święte Ciało, pragnę do końca moich dni,
bo me serce Ciebie pokochało, ukrytego w białej Hostii.
img/smilies/142
Bądź uwielbiony za dzieła Twoje, modlitwą uczyń życie moje!     img/smilies/142   (30.05.2010)
mój blog- zapraszam: http://wszystkozaczynasieodmodlitwy.blogspot.com/

Offline

 

#8 2011-11-07 08:18:38

Dzastis
Użytkownik

Re: Przykład życia kapłańskiego

Dziękujmy Panu za Nich :*
Chwała Panu.. img/smilies/smile


Trzy słowa które wprawiają mnie w błogi spokój to:
Pokój,Harmonia,Dobro
         
Jedyną wierną do końca miłością jest Jezus Chrystus

Offline

 

#9 2012-07-05 22:30:26

bepik1
Użytkownik
Imieniny: 6.09
Urodziny: 12.04
Skąd: ''I przyciągnąwszy ŁÓDŹ(my town) do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim''

Re: Przykład życia kapłańskiego

Natrafilam na filmik, nie wiedziałam gdzie go umieścić( prosba moderatora o przeniesienie jesli to nie ten wątek)
Pokazuje rolę kaplana od początku... zobacz!
http://www.youtube.com/watch?v=Sa_1sLb3 … re=related


'' Ucz mnie, Panie, wypełniać Twoją świętą wolę, znaleźć i ustalić miejsce, gdzie mogę Tobie najlepiej służyć''.
św. Karol Boromeusz.
''Nie bój się, nie lękaj się,Bóg sam wystarczy... ''Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! ''

Offline

 

#10 2016-02-23 14:44:03

Honorat
Użytkownik
Imieniny: 24.12
Urodziny: 4.09
Skąd: Duchowa Stolica Polski

Re: Przykład życia kapłańskiego

Myślę, że warto dziś wspomnieć również inny heroiczny przykład życia kapłańskiego. Chodzi mi o bł. ks. Stefana Wincentego Frelichowskiego. Jak powiedział o nim Jan Paweł II: "Heroiczny świadek  miłości pasterskiej".
Żył tylko 32 lata, z czego 8 lat w kapłaństwie, dzisiaj [tj. 23 lutego] przypada 71. rocznica jego śmierci. Był oddanym harcerzem, sam mawiał: "Gdyby wszyscy w Polsce byli harcerzami, nasza Ojczyzna wyglądałaby inaczej".
Ale chciałbym skupić się na jego posłudze kapłańskiej.
Po święceniach prezbiteriatu został wikariuszem w toruńskiej parafii Wniebowzięcia NMP, tam opiekował się nad chorymi i był przyjacielem dzieci i młodzieży. 11 września 1939 został aresztowany przez Gestapo wraz z wszystkimi księżmi ze swojej parafii. Był więziony w różnych obozach koncentracyjnych. Kiedy został przewieziony do Dachau, tam pomimo ekstremalnych warunków pełnił nadal posługę kapłańską. Organizował wspólne modlitwy, spowiadał, sprawował potajemnie Msze i rozdzielał komunię. Aby sprawować Eucharystię robił wino z rodzynek, a na hostię przeznaczał zaoszczędzone znikome porcje obozowego chleba. Podczas udzielania dobrowolnej pomocy chorym współwięźniom sam zaraził się tyfusem plamistym, który w połączeniu z zapaleniem płuc doprowadził w dniu 23 lutego 1945 do jego śmierci. Władze obozowe, łamiąc obowiązującą praktykę, zgodziły się przed kremacją na wystawienie zwłok ks. S. W. Frelichowskiego na widok publiczny, w wyłożonej białym prześcieradłem i udekorowanej kwiatami (!) trumnie. Współwięźniowie byli przekonani od samego początku o jego świętości. Zanim spalono ciało, Stanisław Bieńka – studiujący przed wojną medycynę, zdjął z twarzy pośmiertną maskę, w której też zagipsował jeden z palców prawej ręki. Drugi palec, zagipsowany tak by przypominał jedynie kawałek kredy.

Błogosławiony księże Stefanie Frelichowski - módl się za nami!

Więcej:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Stefan_Wi … elichowski
http://www.brewiarz.pl/czytelnia/swieci/02-23c.php3


"Jeden jest tylko niezmienny przyjaciel -Bóg" (Aniela R. Godecka)
"Moim powołaniem jest MIŁOŚĆ" (św. Terenia)

Offline

 

#11 2018-04-05 15:00:00

Przemieniony
Użytkownik

Re: Przykład życia kapłańskiego

W Wielki Piątek, w trakcie Liturgii Męki Pańskiej zmarł na zawał serca 31 letni kapłan Krystian Kotulski, z mojej diecezji.

Jego wspomnienie wraz z wypowiedziami kapłanów w trakcie Mszy Świętej pogrzebowej.

http://zamosc.tv/tv/13619-sp-ks-krystian-kotulski/


"Boże, Twoja Opatrzność nigdy się nie myli w swoich zrządzeniach..." | Kolekta

Offline

 

#12 2018-06-15 19:51:55

Przemieniony
Użytkownik

Re: Przykład życia kapłańskiego

Ks. Michał Misiak: Uwielbiam być narzędziem Bożej łaski.

https://pl.aleteia.org/2018/04/02/ks-mi … ki-wywiad/


"Boże, Twoja Opatrzność nigdy się nie myli w swoich zrządzeniach..." | Kolekta

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
Host by: Hosting
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson



Założ : stronę za darmo